kwisniewski
29.08.06, 09:17
1- Bodzanów
18 września 1942 roku na posterunek policji w Bodzanowie zostaje dowiezionych
13 więźniów - ulokowanych następnie pod silną strażą w tutejszej szkole.
Żandarmi budują przy cmentarzu w Bodzanowie szubienicę pochodzącą z krzyża
misyjnego z Bulkowa. Spędzają ludność i sołtysów, otaczają teren junakami z
Chodkowa, którzy byli tam skoszarowani. Czekając na Pulmera, wcześniej
gipsują usta więźniom, by ci nie krzyczeli o Niepodległej Polsce. Po południu
zaczyna się kaźnia. Zebrani przed szubienicą więźniowie czekali na odczytanie
wyroku, następnie zmuszeni sołtysi mieli za zadanie wytrącenia im stołków
spod nóg. Sołtys z Bodzanowa Józef Szelągowski odmówił wykonania polecenia.
Ciężko pobity zmarł po 6 miesiącach. Przy zakładaniu pętli Zygmunt Benirowski
kopnął jednego z oprawców. Reakcja gestapowca była natychmiastowa uderzenia
powodują u więźnia połamanie kończyn i przyśpieszenie śmierci. Inny więzień
pochodzący z Sierpca Leon Kalisz zrywa się ze sznura. Ze strony obecnych na
egzekucji Polaków padają okrzyki: "niewinny - niewinny", bez skutku. Zginęli
wszyscy: Benirowski Józef (rocz. 1920 r.), Buchwejc Józef (1921), Kornacki
Ryszard Stanisław (1924), Rokicki Franciszek (1916), wszyscy z Bodzanowa,
Rakowski Stanisław (1896), oraz dowiezieni z innych terenów: Gąsiorowski
Edward (1906), Kalisz Leon (1911), Michalak Wiktor (1911), Praśniewski Henryk
(1906), Rutkowski Czesław (1893), Szrejtner Kazimierz - ogniomistrz 8 PAL,
mieszkaniec Płocka (1989), Złotnicki Jan (1909), Leszczyński Wacław (1909).
Po kilku godzinach zostają zdjęci z szubienicy i wywiezieni do Chodkowa na
kirkut żydowski, gdzie we wspólnej mogile czekali na swą ekshumację do wiosny
1945 roku. Ich przelana krew nie może być zapomniana. Niech przypomina o
najcięższym okresie naszego narodu młodemu pokoleniu Polaków.
2 - Płock
Po odczytaniu wyroku, stojącym na desce pod szubienicą skazanym włożono na
szyje pętle. Ręce i nogi krępował im wżynający się w ciało drut. Jak donosił
w 1948 roku „Miesięcznik Pasterski Płocki”, wahającemu się z nałożeniem pętli
robotnikowi, ks. Michał Serafin miał powiedzieć: „Nie wahaj się, włóż, bo to
nie twoja wina.” W ostatniej chwili przed śmiercią, w akcie desperackiej
odwagi, ksiądz zakrzyknął „Niech żyje Polska”. Okrzyk podchwycili pozostali.
Za chwilę jednak wysunięto stołki i cała trzynastka zawisła na szubienicy.
Najdłużej cierpiał ksiądz Michał Serafin, proboszcz parafii w Wyszogrodzie.
Razem z nim zginęli: Antoni Krzywoszyński – buchalter Zemwaru, Józef
Jurkowski – urzędnik Zemwaru, Władysław Piotrowski – kierownik Spółdzielni
Rolniczej w Wyszogrodzie, Leon Pomierny – technik z Gostynina, Stefan
Adamczyk – rolnik z Karwowa, Stefan Trojanowski – maszynista z Białej Góry,
Zygmunt Wolski – rolnik z Wielkich Gośmic, Gustaw Mossakowski – urzędnik z
Ciechanowa, Marek Sobczyński – urzędnik z Łyszkomic, Józef Rudziński – szofer
z Ciechanowa, Wincenty Peszyński – rolnik z Płomczyna i Stanisław Kozłowski –
robotnik z Uniecka. Nie byli to żadni wichrzyciele. Bohaterski ksiądz
pochodził z diecezji sandomierskiej
Do dnia dzisiejszego nazwiska straconych nie zostały umieszczone na trzynastu
elementach plastycznych wmontowanych w masyw betonowej ściany. Pamięć tego
dnia jest ciągle żywa wśród mieszkańców Płocka.
Brak nazwisk powieszonych Polaków jest dla wszystkich niezrozumiała