Gość: inka
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
17.09.06, 13:26
Z senatorem Piotrem Łukaszem J. Andrzejewskim (PiS) rozmawia Julia M. Jaskólska
Jaki sens, poza zadośćuczynieniem sprawiedliwości, ma dziś dekomunizacja? Czy
to jeden z koniecznych elementów rozbicia układu?
- Dekomunizacja w różnych okresach transformacji miała różne racjonalne
motywacje. Fakty ujawnione przez sejmowe komisje śledcze, prowadzone
postępowania prokuratorskie, śledztwa dziennikarskie ukazują dzisiaj, że
istnieje sieć powiązań między byłymi funkcjonariuszami służb specjalnych i
aparatu PZPR a dzisiejszymi ośrodkami decyzyjnymi. I to na każdym szczeblu
podejmowania decyzji - w skali państwa, regionów, w sferze gospodarki, w
sferze bezpieczeństwa państwa, a także w indywidualnych decyzjach dotyczących
obowiązków i praw obywateli.
Stefan Niesiołowski powiedział, że dekomunizacja to zagrywka polityczna PiS
przed wyborami samorządowymi, wrogowie dekomunizacji mówią o zemście
politycznej...
- Żadna zemsta, to nie jest nawet kwestia rozliczenia! Jest to problem
przywrócenia zdrowego systemu państwa prawnego, czyli zasady, która jest
sformułowana w Konstytucji RP. Byli funkcjonariusze PZPR, służb specjalnych,
Milicji Obywatelskiej z okresu PRL wchodzą w układy nieformalne zagrażające
niejednokrotnie bezpieczeństwu państwa i obywateli oraz zasadzie równości.
Osoby te uczestniczą w patologiach nękających Polskę. Są beneficjentami
nieformalnych systemowych decyzji dotyczących praw majątkowych i innych
rozstrzygnięć w zakresie prawa publicznego. To, co zostało w sposób sprzeczny
z prawem przejęte przez państwo komunistyczne, dzisiaj jest przejmowane przez
struktury, w których uczestniczą byli funkcjonariusze państwa komunistycznego.
Przykładem jest przejęcie w drodze korupcji parlamentarnej majątku Skarbu
Państwa - choćby Funduszu Wczasów Pracowniczych - przez podmiot jednej opcji
politycznej.
Propaganda antydekomunizacyjna, podobnie jak antylustracyjna, mówi, że na
dekomunizację jest za późno, bo dzisiaj SLD to Olejniczak, Napieralski, a
Kwaśniewski, Oleksy, Miller, Szmajdziński, których dekomunizacja miałaby
objąć, wypadli z gry.
- Musimy sobie odpowiedzieć dziś, kto jest kim, kto to jest "Kat", kto to jest
"Minim"...
...wiemy, kto to jest Olin...
- ...i co oznaczają niektóre kryptonimy osób, które nieformalnie wpływają na
tok życia publicznego. Jakie były i są ich powiązania ze służbami specjalnymi
innych państw, czy funkcjonują w systemach jawnych lub tajnych? A funkcjonując
w systemach jawnych, czy nie uczestniczą jednocześnie w strukturze o tajnym
podejmowaniu decyzji i z jakimi uzależnieniami tych decyzji? Poza korupcją
majątkową istnieje też system korupcji politycznej. To, co stało się z
majątkiem Funduszu Wczasów Pracowniczych, jest tego typowym przykładem.
Jednak niektórzy politycy PiS, np. pan minister Gosiewski, pan Marcinkiewicz,
też mówią, że na dekomunizację jest za późno. Ale jeżeli na dekomunizację jest
za późno, to na lustrację też.
- Wydaje mi się, że jest to żal po rozlanym mleku albo raczej żal po mleku,
którego nie było. To oczywiście odnosi się do niezrealizowanej dekomunizacji,
którą planowaliśmy w roku 1990, później w roku 1992 czy 1999.
Opracowywany w Senacie projekt ustawy dekomunizacyjnej, którego jest Pan
autorem, nawiązuje do senackiego projektu z czasu, gdy premierem był Jan
Olszewski. Aż 14 lat trzeba było czekać, żeby sprawa miała szanse przebicia się?
- Jesteśmy bardzo opóźnieni ze względu na rozmaite gwarancje, które otrzymała
władza komunistyczna w Polsce przed Okrągłym Stołem i w czasie trwania jego
obrad. Tę gwarancję potwierdziła realizacja tzw. grubej kreski. Łatwo mówić
dzisiaj, że jest za późno. Przy Okrągłym Stole narodziła się uprzywilejowana
kasta byłych funkcjonariuszy, która jest jak szlaka po wypaleniu pieca.
Szlaka?
- Wszystko to jest zbite w taką skorupę, właśnie jak szlaka - tak się zbiły
tzw. elity III RP z elitami komunistycznymi, sfery interesów zaczęły się
przenikać, w tym profitów majątkowych i politycznych. Tę szlakę trzeba dzisiaj
wyrzucić z pieca. My nie będziemy chronić tych pozostałości; ma buzować
płomień demokracji, taki jak sobie wymarzyliśmy.
Pojawiają się zarzuty, że przeprowadzenie dekomunizacji będzie niezgodne z
Konstytucją.
- Ależ to układy nieformalne zakłócają dzisiaj prawidłowość i czytelność tego,
co wynika z gwarancji konstytucyjnych: jawność podejmowania decyzji, pełną
informację o organach władzy państwowej i samorządowej oraz o osobach
sprawujących władzę.
Mamy utajony system decyzyjny, za którym stoją przenikające się struktury
funkcjonariuszy państwa, które reprezentowało to, co jest właśnie zakazane
Konstytucją. Przypomnę, że Konstytucja zakazuje funkcjonowania partii
nazistowskich i komunistycznych. Co to oznacza? Przecież nie chodzi tylko o
ideologię. Chodzi o struktury państwa totalitarnego, które stoją i stały w
sprzeczności z zasadami państwa prawnego i obowiązującym w Polsce systemem
konstytucyjnym. Polityka tzw. grubej kreski do dzisiaj nie zabezpiecza
obywateli III RP przed nieformalnymi oddziaływaniami członków byłych struktur
państwa komunistycznego. Dla mnie jako dla człowieka zajmującego się przede
wszystkim zgodnością rozwiązań prawnych z Konstytucją i z podstawowymi prawami
obywateli, z zasadami, które wynikają z Międzynarodowych Paktów Praw
Człowieka, kwestią otwartą pozostaje, w jakim zakresie i z jakiego tytułu
możemy ograniczyć prawa byłych funkcjonariuszy aparatu przemocy i ucisku do
funkcjonowania w dzisiejszych strukturach państwa.
Ustawa zasadnicza przewiduje takie ograniczenia.
- W artykule 31 ustęp 3 Konstytucja stwierdza, że ograniczenia w zakresie
korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane, ale tylko
w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego
bezpieczeństwa i porządku publicznego bądź dla ochrony środowiska, zdrowia,
moralności publicznej albo wolności i praw innych osób. Mamy tu do czynienia z
przesłanką, jak daleko motyw bezpieczeństwa i porządku publicznego,
zabezpieczenia wolności i praw innych osób może częściowo i przejściowo
ograniczyć prawa osób systemu, którego funkcjonowanie zostało w Konstytucji
zabronione, a który de facto oddziałuje jako sieć nieformalnych powiązań.
Musimy się zmierzyć w tej inicjatywie z tym problemem. O najważniejszych
elementach tego układu mówił premier Jarosław Kaczyński - to jest ten "stolik"
brydżowy, przy którym siedzą wywodzący się z PRL ludzie polityki, biznesu,
służb specjalnych i niejednokrotnie element przestępczy najwyższego szczebla.
Czy ta patologia ma być chroniona w państwie prawa?
Nie, ale jeśli ustawę dekomunizacyjną przegłosuje Sejm, to podniesie się
straszny klangor, że jest niezgodna z Konstytucją.
- Jeśli będzie wola polityczna uchwalenia tej ustawy, to w ostateczności może
ją ocenić Trybunał Konstytucyjny. Nie wątpię, że podniesie się ogromny tumult
i mnóstwo zarzutów ze strony wszystkich tych, których w dalszym ciągu wiążą
nieformalne struktury, powiązania i wspólne interesy z dawnymi
funkcjonariuszami państwa komunistycznego. Wiele osób - również z dawnej
opozycji demokratycznej - chce dalej chronić tych ludzi już jako swoich
sprzymierzeńców lub współdecydentów. My zdecydowanie zrywamy z praktyką tzw.
grubej kreski.
Na razie jednak gruba kreska robiła karierę. Senat nie podjął się karkołomnego
zadania dekomunizacji?
- Senat ma szczególne obowiązki w zakresie tej legislacji, dlatego że 17
czerwca 1992 roku podjął pierwszą uchwałę w zakresie ujawniania byłych
pracowników UB i SB. We wniesionej do Sejmu 28 lipca 1992 roku inicjatywie
ustawodawczej Senat stwierdził konieczność usunięcia ich z ważnych w państwie
funkcji publicznych oraz stworzenia przesłanek prawnych do nieobejmowania
przez te osoby takich funkcji w przyszłości. Senat uznał, że jest to minimalny
postulat sprawiedliwości i warunek bezpiecznego rozwoju demokracji. Do laski
marszałkowskiej wniesiony został projekt ustawy o warunkach w