Gość: M. Wójcik
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
29.09.06, 09:17
15 września w Wojnowie, w pałacyku bawarskim, Lepper przekazał Tuskowi
informację, że do 7 października nie będzie go w rządzie i będziemy świadkami
wielkiej destabilizacji.
Roman Giertych koncyliacyjnie próbuje pojednać PiS z Samoobroną. Ale na
powrót do takiej koalicji szans raczej nie widać. Andrzejowi Lepperowi dziś
bliżej jest do Donalda Tuska niż do Jarosława Kaczyńskiego. Oficjalnie niemal
wszyscy wykluczają możliwość powołania w tym Sejmie "opozycyjnego" rządu. Ale
nieoficjalnych scenariuszy jest kilka: powołanie komisji śledczej z Janem
Rokitą jako jej przewodniczącym i osłabianie rządu PiS - LPR, przeobrażenie
marszu opozycji 7 października w "wydarzenia węgierskie" i zmuszenie
Kaczyńskiego do dymisji, a jeśli to się nie uda - przeprowadzenie
konstruktywnego wotum nieufności. Szans na rozwiązanie parlamentu bez PiS
opozycja nie ma żadnych. A PiS wyborów teraz nie chce, bo działa w
stanie "wyższej konieczności".
Oficjalnie PO mówi jasno: domagamy się szybkich wyborów parlamentarnych, a na
jak najszybciej zwołanym posiedzeniu Sejmu należy przegłosować wniosek o
skrócenie kadencji parlamentu. Nikt nie chce mówić, co się stanie, jeśli taki
wniosek nie przejdzie, a szanse na to graniczą z pewnością. Bo PiS, a bez
choćby jego części nie ma mowy o uzyskaniu 307 głosów za skróceniem kadencji,
nie zamierza rezygnować z funkcjonowania swojego rządu. - Jeśli ten parlament
nie przetrwa przynajmniej kilku następnych miesięcy, to znów oddamy lewicy i
liberałom fotel prezesa Narodowego Banku Polskiego i większość w Trybunale
Konstytucyjnym - mówi nam jeden z polityków PiS. To najlepiej obrazuje
taktykę tej partii. O tym przekonują PiS jego wyborcy. Wczoraj w Sejmie miała
miejsce znacząca scena. Do posła Tadeusza Cymańskiego podchodzi grupa
przedstawicieli Związku Sybiraków uczestniczących w tym dniu w
konferencji "Prawda, Pamięć, Tożsamość Katynia i Golgoty Wschodu" w Sali
Kolumnowej. - Musicie trwać, nie oddać przyczółka, bo tu o Polskę chodzi, o
stan wyższej konieczności - przekonywał jeden z sędziwych sybiraków wiceszefa
klubu PiS.
Ale trwanie w takim układzie bez większości (PiS, LPR i nowy klub Ruchu ma
tylko 198 posłów) naraża rządzących na uprzykrzanie życia przez opozycję w
sposób o wiele bardziej dokuczliwy niż dotąd.
Komisja Rokity
Pierwszą próbą sił będzie głosowanie nad powołaniem komisji - śledczej lub
nadzwyczajnej - do wyjaśnienia okoliczności szantażu wekslami posłów
Samoobrony i "afery taśmowej". Jan Rokita powiedział, że jeśli Sejm nie
skróci kadencji, to Platforma poprze taki projekt. Oczywiście nietrudno się
domyślić, że jego ostateczny kształt "dogada" z SLD, Samoobroną i PSL.
Przewodnictwo komisji ma objąć Rokita, który nie ustaje w porównaniach
obecnej sytuacji z aferą Rywina, a Jarosława Kaczyńskiego z Leszkiem
Millerem. Gdy powstanie ta komisja, to należy się spodziewać, że pierwszymi
wezwanymi będą: Adam Lipiński, Renata Beger, a potem premier i minister
Zbigniew Ziobro. Niewykluczone też, że natychmiast opozycja zacznie składać
całą serię wniosków o wyrażenie wotum nieufności dla ministrów. Nieoficjalnie
mówi się o tym, że jednym z pierwszych mógłby być wicepremier i minister
edukacji Roman Giertych.
Plan Giertycha
Wczoraj to właśnie Giertych zaproponował rozwiązanie obecnego kryzysu. Lider
LPR chce powrotu do koalicji z Samoobroną. - Tylko powrót do rozmów i
budowanie koalicji jak w maju daje szansę na stabilizację - uważa Giertych.
Dodaje, że PiS musi przestać się upierać przy osobach Wojciecha Mojzesowicza
i Antoniego Macierewicza oraz przeprowadzić zmiany w TVP, a Samoobrona
zrezygnować z wypowiedzi uderzających w rząd i z konszachtów z PO. - W
polityce nie wolno się obrażać, apeluję o racjonalizm, bo alternatywą jest
tylko postępujący chaos - tłumaczył wicepremier na konferencji w Sejmie.
O swoim pomyśle nie powiadomił wcześniej nikogo z zainteresowanych, ale
odpowiedź Andrzeja Leppera nadeszła bardzo szybko. - Nie wchodzi się dwa razy
do tej samej rzeki - powiedział szef Samoobrony i w mało elegancki sposób
zwrócił się do Giertycha, by ten przypomniał sobie, że w maju to
Lepper "wciągał go za uszy do tej koalicji".
Doświadczenie Niesiołowskiego
Scenariusz destabilizacji parlamentu w przypadku braku PiS na koniec kadencji
to najłagodniejsze rozwiązanie z tych, które rozważa się w kuluarach,
gabinetach liderów opozycji czy prywatnych rozmowach posłów i senatorów.
Publicznie jako pierwszy o pomyśle powołania "rządu technicznego" i
przeprowadzeniu w najbliższych kilkunastu dniach konstruktywnego wotum
nieufności dla rządu powiedział w środę Marek Sawicki (PSL). Niemal
natychmiast prezes ludowców Waldemar Pawlak odciął się od tego, mówiąc, że
nie jest to oficjalne stanowisko partii. PSL woli poczekać na rozwój
wypadków, a udział w takiej akcji zamknąłby drogę do rozmów z PiS. Ale z
identyczną sytuacją jak w PSL mieliśmy wczoraj do czynienia w PO. Rano w
stacji RMF senator Stefan Niesiołowski, który przecież 4 czerwca 1992 r. jako
przedstawiciel ZChN uczestniczył w "nocnej zmianie", powiedział m.in. że "w
końcu może być taki ruch wykonany, że powoła się inny rząd tylko po to, by
natychmiast się podał do dymisji". Wyjaśniał, że nie mówi, iż tak będzie, ale
PO ma "kilka scenariuszy". - Powinien powstać rząd zgody narodowej, a
odpowiedzialność za kraj powinny wziąć wszystkie partie opozycyjne w Sejmie -
ocenia tymczasem Lepper i mówi, że "rząd techniczny" powinien powstać.
Zaznacza, że Samoobrona nie musi do niego wchodzić, ale znalazłyby się w
nim "zacne nazwiska". Nietrudno nie dostrzec w tej sytuacji analogii między
Lepperem a Tadeuszem Mazowieckim, który też nie chciał wejść do rządu Pawlaka
w czerwcu 1992 r., ale obiecał, że pomoże go stworzyć.
Platforma oficjalnie odcina się od takiego pomysłu. Powtarzali to wczoraj i
Bronisław Komorowski, i Rokita. Nieoficjalnie PO przyznaje, że znacznie
bliżej niż do "nocnej zmiany II" jest do powtórki scenariusza z Budapesztu. -
Jeśli PiS w takiej atmosferze będzie zwlekał z uruchomieniem mechanizmów
demokracji, to nie wiem, czy ktokolwiek może ręczyć za to, co stanie się 7
października w Warszawie - powiedział nam jeden z posłów PO.
Tymczasem w Samoobronie mówi się o tym, że decyzje o odsunięciu rządu
Kaczyńskiego od władzy zapadły 15 września w Wojnowie, w pałacyku bawarskim,
gdzie Lepper teoretycznie spotkał się z delegacją rządu z Monachium, a w
rzeczywistości w obecności Krzysztofa Filipka ustalał szczegóły scenariusza
na najbliższe tygodnie z Donaldem Tuskiem.
- Tam Lepper przekazał liderowi PO informację, że do 7 października, gdy
odbędzie się planowana wcześniej manifestacja, jego już nie będzie w rządzie
i będziemy świadkami wielkiej destabilizacji - mówi nam informator z kręgów
Leppera.
Niewykluczone, że w tej demonstracji pod jednym sztandarem pójdzie cała
opozycja, oprócz PSL.