Dodaj do ulubionych

ujawniamy jak działa UKŁAD........................

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.06, 18:57
www.subocz.fc.pl/forum/viewtopic.php?t=470
Obserwuj wątek
    • Gość: asd Re: ujawniamy jak działa UKŁAD................... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.06, 19:52
      Zachowanie mediów w sprawie emisji taśm TVN to klasyczny przykład moralności
      Kalego: jeśli dziennikarze TVN z politykami Samoobrony obnażają słabość
      polityków PiS, jest to dobre, niezależne i zbawienne dla demokracji. Jeżeli
      zaś słabość TVN obnaża "Gazeta Polska", to chodzi ona na pasku PiS i jest
      godna pożałowania. Problem polega jednak na tym, że politykom wolno używać
      takich ostrych podziałów, media powinny być od nich wolne. A nie są.

      Piątek 22 września miał być dniem triumfu Prawa i Sprawiedliwości. Tego
      właśnie dnia, Antykorupcyjna Koalicja Organizacji Pozarządowych w skład
      której wchodzą m.in. Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Centrum Edukacji
      Obywatelskiej oraz Fundacja im. Stefana Batorego, ogłosiła raport
      zatytułowany "Inicjatywy ustawodawcze stanowiące realizację obietnic
      wyborczych złożonych przez partie podczas kampanii wyborczej". W dokumencie
      tym AKOP nie szczędziła pochwał pod adresem partii rządzącej za wywiązywanie
      się z obietnic wyborczych w kwestii walki z korupcją. Dla działaczy partii,
      która walkę z korupcją niosła na swoich wyborczych sztandarach był to łakomy
      kąsek propagandowy.
      Telewizja TVN24, która zapowiadała z tej okazji transmisję debaty na temat
      korupcji w polityce, w czwartkowe popołudnie wycofała się z tego pomysłu.
      Zamiast tego przeprowadzono transmisję z konferencji prasowej Andrzeja
      Leppera, na której lider Samoobrony oskarżył PiS o... tzw. polityczną
      korupcję. Posłanka z jego ugrupowania, Marzena Paduch, oskarżyła posła Marka
      Suskiego z PiS o to, że proponował jej "korzyści finansowe" i "pewne
      stanowisko" w zamian za odejście z klubu Samoobrony. Wydarzenie to zupełnie
      przysłoniło chlubny dla PiS raport.
      Formuła politycznej korupcji, choć trudna do sprecyzowania, tak spodobała się
      posłom opozycji oraz dziennikarzom, że stała się z miejsca najczęściej
      używanym słowem w polskiej polityce. Prawdziwa bomba wybuchła po tym, jak
      dziennikarze TVN, Andrzej Morozowski i Tomasz Sekielski, wyemitowali w
      programie "Teraz My" nagrane wcześniej negocjacje Renaty Beger z posłami,
      Wojciechem Mojzesowiczem i Adamem Lipińskim w sprawie rządu przez posłankę
      Samoobrony i kilku jej partyjnych kolegów. Posłowie opozycji, by podsycić
      atmosferę organizowali nocne konferencje prasowe. Emocje wzbudziła jednak nie
      tylko treść rozmów polityków, ale także metody jakich użyli dziennikarze, aby
      je nagrać. Z jednej strony padły oskarżenia o angażowanie się dziennikarzy w
      politykę oraz o to, że byli oni sterowani przez Wojskowe Służby Informacyjne,
      z drugiej zaś o próby zakneblowania mediom ust przez polityków.
      Dzisiaj, po publikacji "Gazety Polskiej", temperaturę dodatkowo podgrzewa
      kwestia tego, czy sekretarz programowy stacji TVN, Milan Subotić był
      współpracownikiem WSI oraz czy miał wpływ na powstanie programu, który omal
      nie doprowadził do obalenia rządu Jarosława Kaczyńskiego. Warto jednak
      przyjrzeć się temu, w jaki sposób powstawały słynne taśmy i jakie reakcje
      wzbudziły one w środowisku dziennikarskim. Powie nam to bowiem więcej o
      naszym życiu publicznym, niż niejeden uczony wywód.

      Dziennikarze czy suflerzy?

      Dziennikarze TVN, organizując swoją „prowokację” na kilka dni przed tą datą
      likwidacji WSI, sami skazali się na podejrzenie o nieczyste intencje.
      Spróbujmy przeprowadzić małą rekonstrukcję zdarzeń. Na to, co wydarzyło się
      na konferencji Samoobrony błyskawicznie reagują dziennikarze TVN, Tomasz
      Sekielski i Andrzej Morozowski. "Po krótkiej rozmowie Tomek wpada na pomysł,
      aby sprawdzić, jak jest naprawdę. Po krótkiej naradzie decydujemy, że
      zadzwonimy do posła Janusza Maksymiuka, z którym niedawno dobrze mi się
      rozmawiało" – relacjonuje w „Newsweeku” Morozowski. Wiceprzewodniczący
      Samoobrony, dawniej członek PZPR, PSL i SLD, Janusz Maksymiuk ma opinię
      człowieka powiązanego ze środowiskami służb specjalnych. Dziennikarz
      zadzwonił do Maksymiuka jeszcze tego samego dnia około
      południa. "Powiedziałem, że mamy własny sprzęt" – relacjonuje Morozowski.
      Następnie dziennikarze TVN wysłali do sejmu swoją współpracowniczkę, która
      spotkała się z Maksymiukiem. Ten obejrzał sprzęt, który miał być użyty i
      przedstawił jej posłankę, która miała całą operację zrealizować – Renatę
      Beger.
      Przypomnijmy, że Renata Beger przez długi czas utrzymywała, że sama wpadła na
      pomysł nagrania rozmowy i ochoczo opowiadała o szczegółach swego stanu ducha,
      który wpłynął na jej decyzję. Dla odmiany swój udział w sprawie tuszował
      Janusz Maksymiuk, przez długi czas udając, że o niczym nie wiedział i
      wychwalał pod niebiosa „spontaniczną” inicjatywę posłanki Beger - Pani poseł
      Beger zrobiła coś, co niewielu z nas by zrobiło – mówił w TVN24 Janusz
      Maksymiuk. Według niego, koledzy z partii myśleli, że Beger nosi się z
      zamiarem opuszczenia klubu. - Myśmy dywagowali czy pani poseł odejdzie –
      dodał poseł Samoobrony.
      Dlaczego, skoro ta prowokacja – jak utrzymują politycy Samoobrony oraz
      dziennikarze - była tak "ważna dla polskiej demokracji", poseł Janusz
      Maksymiuk próbował zatuszować swój udział w jej przygotowaniu? Czyżby był
      człowiekiem aż tak wielkiej skromności? Trudno powiedzieć, ale być może owa
      skromność ma związek z faktem, że to on prowadził spotkanie klubu
      parlamentarnego Samoobrony nazajutrz po wyrzuceniu Andrzeja Leppera z rządu.
      W jego trakcie wobec członków partii padają groźby, że w przypadku
      opuszczenia partii, uruchomione zostaną podpisane przez nich przed wyborami
      weksle. Głównym punktem spotkania jest jednak – jak pisze "Dziennik" – sąd
      nad Renatą Beger, którą podejrzewano, że zamierza odejść z partii. "Musisz
      udowodnić, że jesteś z nami" – grzmiało szefostwo partii. Beger zaczęła
      płakać i – jak możemy się domyślać – zgodziła się na udowodnienie swojej
      lojalności.
      Powstałe w wyniku współpracy posłanki Beger i dziennikarzy TVN zapisy rozmów
      z posłami Lipińskim i Mojzesowiczem są znane, jednak według
      dziennikarza „Najwyższego Czasu”, Dariusza Kosa, istnieje także nagranie, na
      którym posłanka rozmawia z Janem Bestrym, posłem Samoobrony, który jako
      pierwszy postanowił wystąpić z klubu i poprzeć rząd. Nagranie to jest jednak
      niewygodne dla głoszących tezę o politycznej korupcji, bowiem Bestry namawia
      w nim Beger do tego by zrezygnowała ze swoich roszczeń wobec PiS. Być może
      jest ono także niezbitym dowodem na to, że to posłanka była inicjatorką
      rozmów.
      Kolejnym elementem, który nie pasuje do wersji przedstawionej przez
      autorów 'Teraz My" jest sprawa badania wariografem, jakie przeprowadzili oni
      na potrzeby programu na pośle Marku Suskim, tym samym, którego Andrzej Lepper
      i posłanka Paduch oskarżyli o „korupcję polityczną” na pamiętnej konferencji
      prasowej. Badanie wykazało prawdomówność Suskiego, między innymi to, że nie
      proponował łapówki posłance Samoobrony ani nie oferował jej - o co go
      oskarżała - stanowiska ministra. Materiał ten został wyemitowany w
      programie "Teraz My" dopiero tydzień po tym, jak pokazano widzom osławione
      taśmy pani Beger.

      Wiadomo także, że Beger próbowała nagrać również innych posłów. Z ich relacji
      wynika, że za wszelką cenę dążyła do tego, by odbyły się one w jej pokoju. By
      osiągnąć cel, używała tak groteskowych chwytów jak ten, że "ma mokrą głowę i
      nie może ruszyć się z pokoju". Metody te pokazują jasno, że na posłów
      koalicji urządzono swoiste polowanie. Potwierdzają to
      doniesienia "Newsweeka", z których wynika, że także Roman Giertych był w tej
      sprawie nagabywany przez posła Andrzeja Grzesika, z kolei Janusz Maksymiuk
      zapewnia, że kolejnych nagrań dokonali dziennikarze Polsatu – zaprzeczył temu
      kategorycznie Tomasz Lis. Maksymiuk utrzymuje, że nie wie, z czyim są
      udziałem, ani kiedy je nagrywano, ale wiceprzewodniczący Samoobrony, jawi się
      tu jako swoisty ro

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka