kawka
20.01.07, 16:32
Wiele pada na forum słów wielkich, podszytych patriotyzmem mało rozumnym, bo
nie popartym wiedzą historyczną. Patriotyzmem karmiącym się raczej
bajdurzeniem, łatwym, bo wymagającym tylko łez i żałoby, a nie wyciągania
wnisków z przeszłych zdarzeń. A jest z czego te wnioski wyciągać...
To co napiszę, to nie wykład naukowy, ale szkic oparty na badaniach historyków.
Oto mamy czasy przed powstaniem. Polska nieobecna na mapach (jest Królestwo
Polskie, mocno okrojone zarówno z terytoriów, jak i autonomii), z ranami
jeszcze niezagojonymi po Powstaniu Listopadowym. Odbywają się manifestacje
patriotyczne, zwłaszcza dla uczczenia ważnych i bolesnych rocznic. Rosja jest
osłabiona, bo dostała "łomot" w wojnie krymskiej i gotowa jest iść na pewne
ustępstwa, żeby mieć trochę spokoju i czas na wylizanie ran.
Ważną postacią jest w kraju Aleksander Wielopolski, premier rządu Królestwa
Polskiego. Pozytywista nieskłonny walczyć zbrojnie z Rosją, ale i wobec Rosji
mało ustępliwy. Wprowadził oczynszowanie chłopów i równouprawnienie Żydów,
rozwinął szkolnictwo polskie. Dwa inne ważne odłamy to biali i czerwoni. Biali
to bogate ziemiaństwo, burżuazja, inteligencja spod znaku (tfu?) liberałów.
Chcą znieść pańszczyznę, ale przede wszystkim żądają większej autonomii,
niezależności dla Polski. Żądali własnej administracji, a nawet polskiego
wojska. I uważali, że na jakiekolwiek powstania jest za wcześnie, bo brakowało
i pieniędzy, i ludzi, broni, doświadczonych dowódców. Biali wiedzieli, że
wygrać nie wygrają, za to carat po klęsce zgotuje Polakom takie piekło, że
trudno się będzie pozbierać. Raczej liczyli póki co na wsparcie dla swoich
zamiarów uzyskania jak najdalej idącej suwerenności ze strony państw zachodnich.
Jak jest białe, to i czerwone. Stronnictwo czerwonych to radykałowie, białych
liberałów nie cierpieli i uważali, że trzeba mieć swoją wojenkę, że trzeba
zbrojnie rozwalić Ruska.
Wielopolski, (którego zresztą nadmierną estymą nie darzyli ani biali, ani
czerwoni) bał się nowego narodowego nieszczęścia i postanowił 12 tysięcy
młodzieńców wcielić jak najszybciej do wojska, żeby im co głupiego do głowy
nie wpadło. Czerwoni zobaczyli, że nie ma na co czekać i... wybuchło POWSTANIE
STYCZNIOWE.
I tu dochodzimy do sedna naszych patriotycznych rozważań. W styczniu 1863 roku
w Królestwie Polskim tkwi 100-tysięczna armia carska. A powstańcy nie mają
nawet wsparcia całego własnego narodu, ani broni, amunicji, nie mają porządnej
strategii ani nawet rozsądnego dowództwa, bo dowódcy żarli się między sobą
koncertowo i każdy chciał być najważniejszy. Była nawet taka myśl, żeby wodzem
naczelnym został jeden z czerwonych, niejaki Padlewski Zygmunt, ale niestety,
nie umiał walczyć i ciągle zaliczał niepowodzenia. Co bitwa, to przegrana.
Teraz cytat z opracowania znalezionego w internecie (bo mi się nie chce pisać
już): "W województwie płockim po niepowodzeniu ataku na stolicę województwa,
Zygmunt Padlewski poniósł dwie kolejne porażki, pod Słominem i Unieckiem (28
stycznia 1863 r.). Później doszło do połączenia jego oddziału z partią
Władysława Cichorskiego (ps. Zameczek), ale wkrótce zgrupowanie Padlewskiego
poniosło kolejne porażki pod Myszyńcem (9 marca), Drążdżewem (12 marca) i
Radzanowem (21 marca 1863 r.). Oddział wtedy został rozwiązany, lecz w
kwietniu Padlewski wrócił na pole walki; aresztowany 26 marca został
rozstrzelany w Płocku 15 maja 1863 r."
Jak już było wcześniej, dowódcy zamiast stworzyć wspólną politykę walki,
zajadle walczyli między sobą, kto będzie rządził tym bałaganem, np, w woj,
mazowieckim żarli się o to Jeziorański z Mierosławskim...
Biali patrzeć w końcu nie mogli na tę jatkę i gdzieś koło marca włączyli się
do walki, ale... bez broni, wyszkolonego żołnierza czy koncepcji walki to sam
Archanioł Gabriel by nie dał rady. No i powstanie padło, co było nader łatwe
do przewidzenia jeszcze zanim się rozpoczęło. Moskal zaczął rozprawiać się
krwawo z powstańcami, z jakichkolwiek przywilejów czy autonomii - nici, a
kibitki jak szalone pomknęły w kierunku na Sybir.
Poeci zaś oraz tzw. patrioci g...no z tej lekcji zrozumieli, poza tym, żeśmy
naród wybrany i trzeba czcić i płakać. Owszem, nad tymi wszystkimi, którzy w
dobrej wierze i z miłości dla ojczyzny poszli w ten nierówny bój. Ale czy
cześć należy się tym, którzy ich popchnęli na pewną śmierć?
A dziś... znów mamy przebrzydłych liberałów i gorących patriotów, co to z
Bogiem na języku każą lustrować patriotycznośc do jakiegoś tam pokolenia
wstecz. I szabelki znowu śmigają, oręż pieniactwa i nieroztropności. Kiedy
następne powstanie? Armia Rydzyka już atakuje parasolkami...