Jak pomóc bliskiemu?

30.04.03, 10:05
Ja uważam, że chcąc pomóc bliskiemu, przyjacielowi, należy mu prezentować
swoje własne przekonania i sposób rozumowania, pokazując przy tym tego
efekty, cierpliwie mu tłumacząc - co pomoże mu zrozumieć jego własne błędy i
absurdy, do których go doprowadzilo jego błędne rozumowanie oraz do stanu w
jakim obecnie się znajduje.

Czy jest coś w tym złego?

Jak Wy chcielibyście pomóc bliskim?

Z poważaniem
Henryk Kreuz
    • pinch Re: Jak pomóc bliskiemu? 30.04.03, 10:21
      henrykkreuz napisał:

      > Ja uważam, że chcąc pomóc bliskiemu, przyjacielowi, należy mu prezentować
      > swoje własne przekonania i sposób rozumowania, pokazując przy tym tego
      > efekty, cierpliwie mu tłumacząc - co pomoże mu zrozumieć jego własne błędy i
      > absurdy, do których go doprowadzilo jego błędne rozumowanie oraz do stanu w
      > jakim obecnie się znajduje.

      A ja odwrotnie, uważam że poglądy znajomego, przyjaciela to jego wyłączna
      sprawa i nie mam zamiaru uszczęśliwiać go na siłę swymi teoriami.

      sed locum virtus habet inter astra ... opel astra II
      • henrykkreuz Re: Jak pomóc bliskiemu? 30.04.03, 12:33
        pinch napisał:

        > henrykkreuz napisał:
        >
        > > Ja uważam, że chcąc pomóc bliskiemu, przyjacielowi, należy mu prezentować
        > > swoje własne przekonania i sposób rozumowania, pokazując przy tym tego
        > > efekty, cierpliwie mu tłumacząc - co pomoże mu zrozumieć jego własne błędy
        > i
        > > absurdy, do których go doprowadzilo jego błędne rozumowanie oraz do stanu
        > w
        > > jakim obecnie się znajduje.
        >
        > A ja odwrotnie, uważam że poglądy znajomego, przyjaciela to jego wyłączna
        > sprawa i nie mam zamiaru uszczęśliwiać go na siłę swymi teoriami.
        >

        To się troche niezrozumieliśmy.
        Oczywiście że każdego poglądy to jego sprawa i nic na siłę.
        Dodam jeszcze, że w obie strony.

        Jest też oczywistym, że z pomocą bliźniemu występują różne przypadki, mnie
        chodzi o te sytuacje, że ktoś sam się niszczy na skutek własnego postępowania,
        a ja :
        1/ Chcę pomóc.
        2/ Nie mam ochoty nikomu pomagać bo jak sobie pościele tak się wyśpi.
        3/ Nie tylko nie mam ochoty pomóc, ale będę szczęśliwy jak będzie mu jeszcze
        gorzej, to ja będę ważniejszy.
        4/ Wprowadzę go w błąd aby popadł jeszcze w większe kłopoty, będę miał okazję
        się z niego pośmiać, a może na nim zarobić.
        5/ itd.

        Mnie oczywiście chodzi tylko o pierwszy, że jest wola pomocy i jaką drogę, jaką
        metodę inni stosują aby skutecznie pomóc.
        • plockier Re: Jak pomóc bliskiemu? 30.04.03, 12:57
          henrykkreuz napisał:

          > To się troche niezrozumieliśmy.
          > Oczywiście że każdego poglądy to jego sprawa i nic na siłę.
          > Dodam jeszcze, że w obie strony.
          >
          > Jest też oczywistym, że z pomocą bliźniemu występują różne przypadki, mnie
          > chodzi o te sytuacje, że ktoś sam się niszczy na skutek własnego
          postępowania,
          > a ja :
          > 1/ Chcę pomóc.
          >
          > Mnie oczywiście chodzi tylko o pierwszy, że jest wola pomocy i jaką drogę,
          jaką
          >
          > metodę inni stosują aby skutecznie pomóc.
          >

          A jaką metodę oprócz rozmowy lub dyskusji Pan sobie wyobraża? Proponuję zacząć
          od postarania się zrozumienia zaistniałej sytuacji, jej przyczyn i konsekwencji
          jakie ona za sobą pociąga. Wiadomo jest, że komuś przede wszystkim zależało
          będzie na zminimalizowaniu konsekwencji. Dobrze wtedy jest uzmysłowić jego
          błędy, tak jak Pan to proponuje od początku. Ważna jest wtedy podparta dobrą
          wolą wytrwałość, tak aby Pana starania były w miarę trwałe.
          Jeżeli jest to Pana prawdziwy przyjaciel powinno bardzo dużo dać mu danie
          poczucia, że nie jest sam, że spotkał się ze zrozumieniem i może liczyć na
          wsparcie. I proszę nie stawiać się na pozycji autorytatywnej; łatwo można
          przyjaciela lub kandydata na niego stracić. W Pana postach daje się coś takiego
          odczuć.
          Wiem, że nie napisałem nic odkrywczego, więcej chyba i nic nowego nie da się
          wymyśleć. Wspólne picie napojów wyskokowych, nawet z towarzyszącym wyżaleniem
          się moim zdaniem odpada.
          P.S.
          Uśmiechnij się :-))
    • roman_j Re: Jak pomóc bliskiemu? 30.04.03, 10:28
      henrykkreuz napisał:

      > Ja uważam, że chcąc pomóc bliskiemu, przyjacielowi, należy mu prezentować
      > swoje własne przekonania i sposób rozumowania, pokazując przy tym tego
      > efekty, cierpliwie mu tłumacząc - co pomoże mu zrozumieć jego własne błędy i
      > absurdy, do których go doprowadzilo jego błędne rozumowanie oraz do stanu w
      > jakim obecnie się znajduje.
      >
      > Czy jest coś w tym złego?

      Nie, pod warunkiem, że to nie my jesteśmy w błędzie, a tego nigdy do końca nie
      wiadomo. Ja niestety często o tym zapomniam, choć z drugiej strony gdybym
      zawsze stosował się do tej zasady, to nie mógłbym nic napisać. :-)))))
    • murzin Re: Jak pomóc bliskiemu? 30.04.03, 10:42
      henrykkreuz napisał:

      > Ja uważam, że chcąc pomóc bliskiemu, przyjacielowi, należy mu prezentować
      > swoje własne przekonania i sposób rozumowania, pokazując przy tym tego
      > efekty, cierpliwie mu tłumacząc - co pomoże mu zrozumieć jego własne błędy i
      > absurdy, do których go doprowadzilo jego błędne rozumowanie oraz do stanu w
      > jakim obecnie się znajduje.
      >
      > Czy jest coś w tym złego?
      >
      > Jak Wy chcielibyście pomóc bliskim?

      Należy wyłożyć konkretne argumenty Panie Heniu i być pewnym, że swoje własne
      przekonania i sposób rozumowania nie są jedyną wyrocznią. Wtedy rodzi się
      prawdziwe współdziałanie i przyjaźń, a nie dyktatura. Ale zdaje się, że Pan tej
      lekcji życiowej nie pobrał.
      >
      > Z poważaniem
      > Henryk Kreuz
      >
      • murzin Re: Jak pomóc bliskiemu? 30.04.03, 10:44
        murzin napisał:

        > henrykkreuz napisał:
        >
        > > Ja uważam, że chcąc pomóc bliskiemu, przyjacielowi, należy mu prezentować
        > > swoje własne przekonania i sposób rozumowania, pokazując przy tym tego
        > > efekty, cierpliwie mu tłumacząc - co pomoże mu zrozumieć jego własne błędy
        > i
        > > absurdy, do których go doprowadzilo jego błędne rozumowanie oraz do stanu
        > w
        > > jakim obecnie się znajduje.
        > >
        > > Czy jest coś w tym złego?
        > >
        > > Jak Wy chcielibyście pomóc bliskim?
        >
        > Należy wyłożyć konkretne argumenty Panie Heniu i być pewnym, że swoje własne
        > przekonania i sposób rozumowania nie są jedyną wyrocznią. Wtedy rodzi się
        > prawdziwe współdziałanie i przyjaźń, a nie dyktatura. Ale zdaje się, że Pan
        tej lekcji życiowej nie pobrał.
        > >


        Tu niepotrzebnie zostawiłem podpis Pana Henia.
      • henrykkreuz Re: Jak pomóc bliskiemu? 30.04.03, 12:00
        murzin napisał:

        > henrykkreuz napisał:
        >
        > > Ja uważam, że chcąc pomóc bliskiemu, przyjacielowi, należy mu prezentować
        > > swoje własne przekonania i sposób rozumowania, pokazując przy tym tego
        > > efekty, cierpliwie mu tłumacząc - co pomoże mu zrozumieć jego własne błędy
        > i
        > > absurdy, do których go doprowadzilo jego błędne rozumowanie oraz do stanu
        > w
        > > jakim obecnie się znajduje.
        > >
        > > Czy jest coś w tym złego?
        > >
        > > Jak Wy chcielibyście pomóc bliskim?
        >
        > Należy wyłożyć konkretne argumenty Panie Heniu i być pewnym, że swoje własne
        > przekonania i sposób rozumowania nie są jedyną wyrocznią.


        Dlatego właśnie napisałem, że należy pokazywać "efekty własnego postępowania",
        aby ten któremu chce się pomóc, a który stacza się coraz bardziej, miał
        możliwość porównania, że jego postępowanie prowadzi go do kłopotów stresu, a
        nawet upadku, a inne postępowanie do rozwoju. Chodzi o to, aby ten ktoś to
        zrozumiał, a nie został mu narzucony siłą inny sposób postępowania. Istnieje
        też z tym duży problem, mianowicie taki, że są sytuacje, że nie ma czasu na
        tłumaczenie i zrozumienie np. ktoś stoi w oknie 20 piętra i mówi, że za chwilę
        bedzie fruwał.

        Natomiast jeżeli istnieje czas i wola pomocy to myślę, że do sukcesu najpierw
        należy dobrze wszystko przemyśleć, starać się sprecyzować, a następnie dopiero
        przekazać i koniecznie należy być bardzo pewnym siebie. Uważam, że nie jest
        możliwym przekazanie komukolwiek ważnej myśli nie będąc samemu pewnym jej
        słuszności. To po co coś takiego w ogóle wypowiadać? Np. słynne "jestem za a
        nawet przeciw". Jaka jest tego wartość?


        > Wtedy rodzi się
        > prawdziwe współdziałanie i przyjaźń, a nie dyktatura. Ale zdaje się, że Pan
        tej lekcji życiowej nie pobrał.

        Dyktaura to jest rządzenie poprzez podporządkowanie sobie kogoś siłą fizyczną i
        psychiczną lub nawet tylko psychiczną głównie wywoływaniem strachu.
        Natomiast - moim zdaniem - nigdy nie jest nią prezentowanie swojego zdania, a
        jest poza tym oczywiste, że wypowiadane publicznie własne zdanie nigdy nie może
        uzyskać 100% akceptacji (chyba, że pozorną, w dyktaturze)z uwagi na sprzeczność
        interesów.

        Pobrałem w Polsce lekcję dyktaury, a której - będąc w Polsce do 81 roku - nie
        byłem stanie zrozumieć, że to dyktaura i jak ona funkcjonuje. Potem na
        zachodzie przyszło jej zrozumienie, tj. mechanizmów jej funkcjonowania, potem
        utwierdziła mnie w słuszności moich ocen lektura Wladimira Bukowskiego, a potem
        miałem tę przyjemność poznać go osobiście, a nawet - przynam - wypić wspólnie
        butelkę czerwonego wina.

        Z poważaniem
        Henryk Kreuz
        • murzin Re: Jak pomóc bliskiemu? 30.04.03, 12:38
          henrykkreuz napisał:

          Dyktaura to jest rządzenie poprzez podporządkowanie sobie kogoś siłą fizyczną i
          psychiczną lub nawet tylko psychiczną głównie wywoływaniem strachu.
          Natomiast - moim zdaniem - nigdy nie jest nią prezentowanie swojego zdania, a
          jest poza tym oczywiste, że wypowiadane publicznie własne zdanie nigdy nie może
          uzyskać 100% akceptacji (chyba, że pozorną, w dyktaturze)z uwagi na sprzeczność
          interesów.


          > Z poważaniem
          > Henryk Kreuz

          Bardzo byłbym ostrożny w wypowiadaniu takich sądów, pomińmy narazie tę kwestię
          i spójrzmy na niektóre mozliwe genezy dyktatur. Po pierwsze populiści (w Polsce
          ich wielu - LPR, Samoobrona), wiadomo - rzucanie hasłami, które uciemiężeni
          chcą usłyszeć, oraz kolejna kwestia - bycie na "nie" wobec otaczającej
          rzeczywistości. W sprzyjających warunkach zbiera się całkiem duże rzesze
          popleczników (czytaj naiwniaków). No i już niedaleko do katastrofy. Przykładem
          jest tutaj np. niejaka Elżbieta. Cierpliwie i uparcie propaguje pewne poglądy,
          które w sposób oczywisty lansują nietolerancję. Niebezpieczeństwo jest właśnie
          w tym, że ta kobieta czy facet (nieważne) robi to świadomie, znając mechanizm.
          Niestety w Pana wypowiedziach również ten sposób postępowania można
          zaobserwować. Jest Pan uparty i nie przejmuje się kontrargumentami, co ujawnia
          pańskie manipulacje.
    • plockier Re: Jak pomóc bliskiemu? 30.04.03, 11:27
      Panie Henryku, w tym co Pan napisał jest trochę racji. Nie zawsze jednak
      przyjaciel potrzebuje wsparcia w sposób jaki Pan opisał. A co się dzieje, gdy
      kłopoty w jakich się znalazł nie są wynikiem jego działań? Różne mogą być
      sytuacje, gdy przyjacielowi potrzebna jest pomoc, czasami losowe. Przecież nie
      będę tłumaczył komuś znajomemu po hipotetycznym spaleniu domu, że kłopoty w
      jakich się znalazł częściowo są wynikiem braku ubezpieczenia lub jego złym
      modelem. Sam znalazłem się w sytuacji, gdy potrzebowałem pomocy przyjaciół.
      Ciężko zachorowałem w sytuacji gdy myślałem, że od tej pory będę miał już w
      życiu z górki. Uderzyło mnie to gdy w związku z mieszkaniem zaciągnąłem
      zobowiązania, nacznie obciążając rodzinny budżet jednocześnie nie mogąc
      pracować jak dotychczas. Przy okazji wiele środków musiałem wydawać na
      lekarstwa i przejazdy do warszawskiej kliniki, gdzie od dwóch lat nie
      mogą/potrafią postawić diagnozy. Wszystkim dobrego co przyniósł mi
      ten "wypadek" to fakt, że dowiedziałem się ilu naprawdę mam przyjaciół.
      Rzadko ludzie poświęcają czas na refleksję wobec własnych czynów i myślenia,
      zdarza się że spirala postępków powoduje poważne konsekwencje. Wtedy
      prezentowany przez Pana model postępowania wydaje się być racjonalnym. Niemniej
      jakie mają być granice cierpliwości w przekazywaniu własnych poglądów? Czy nie
      należy w procesie pomocy dokonywać autokontroli aby pomoc nie zamieniła się w
      indokrynację?
      Jednoczeście pozwolę sobie zwrócić Panu uwagę na "absurdy" o jakich Pan sam
      (oczywiście według mnie) pisze. Nie da się ukryć, że nienawidzi Pan
      bolszewików; zapewne według Pana komunizm sam w sobie jest już zbrodnią. Zgadza
      się, komunizm jest systemem pełnym ohydy na jaką może zdobyć się człowiek. Ale
      czy tylko komuznizm? Czy system demokracji amerykańskiej wraz z jej wszystkimi
      wypaczeniami czasami nie może wzbudzać podobnie negatywnych uczuć? Pisał Pan
      ostatnio o "bolszewickiej agitce" prezydenta RP. Ciekawi mnie, jak określiłby
      Pan propagandę wojny jaką urządził Bush amerykanom, także za pieniądze z ich
      podatków.
      Pomoc, jakiej możemy udzielić przyjacielowi jest mu potrzebna. W każdym
      wymiarze; również wspierając go analizą jego błędów. Nie jest to nic złego. Aby
      nie przesadzić.
      P.S.
      Uśmiechnij się :-))
      • liberalek Re: Jak pomóc HK? ;-)) 30.04.03, 11:36
        plockier napisała:

        > Jednoczeście pozwolę sobie zwrócić Panu uwagę na "absurdy" o jakich Pan sam
        > (oczywiście według mnie) pisze. Nie da się ukryć, że nienawidzi Pan
        > bolszewików; zapewne według Pana komunizm sam w sobie jest już zbrodnią.
        Zgadza
        >
        > się, komunizm jest systemem pełnym ohydy na jaką może zdobyć się człowiek.
        Ale
        > czy tylko komuznizm? Czy system demokracji amerykańskiej wraz z jej
        wszystkimi
        > wypaczeniami czasami nie może wzbudzać podobnie negatywnych uczuć? Pisał Pan
        > ostatnio o "bolszewickiej agitce" prezydenta RP. Ciekawi mnie, jak określiłby
        > Pan propagandę wojny jaką urządził Bush amerykanom, także za pieniądze z ich
        > podatków.
        > Pomoc, jakiej możemy udzielić przyjacielowi jest mu potrzebna. W każdym
        > wymiarze; również wspierając go analizą jego błędów. Nie jest to nic złego.
        Aby
        >
        > nie przesadzić.
        > P.S.
        > Uśmiechnij się :-))

        Dokładnie!!!! MR HENRYKREUZ jest bardzo pyszny, zaślepiony nienawiścią do -
        nazwijmy to ładnie - koloru czerwonego ;-)) i święcie przekonany o własnej
        nieomylności. W kazdej sytuacji jest potrzebne szersze spojrzenie na dany
        problem, a jemu tego zdecydowanie brak.
    • zwyczajny1 Re: Jak pomóc bliskiemu? 30.04.03, 18:01
      Nie znam cie, ale z tego co czytam wyrobilem sobie takie zdanie: za nic nie
      chciałbym ciebie za przyjaciela. Twoje myśli krążą tylko wokól samego ciebie,
      po co mi przyjaciel, który faszerować chce mnie swoimi doświadczeniami i swoim
      jak widzę negatywnym nastawieniem do kazdego kto nie jest tobą lub twoim
      wiernym odbiciem. Jak coś czy ktoś ci się nie podoba, to zaraz wyzywasz od
      głupich i durniów, co nic nie rozumieją. Masz zadtaki na nawiedzonego
      kaznodzieję, a kumpel to ktoś kto zamiast wygłaszać kazanie powie: nie martw
      się stary, jakoś temu zaradzimy. Gdybym przyjażnił się z kimś takim jak ty to
      bym musiał być stalym słuchaczem mądrości ktorych nie chce mi sie sluchać.
      Twoje życie to twoja sprawa, po co chcesz to wciskać przyjacielowi, ktory ma
      własne problemy? Jak ktoś ma problemy to trzeba sie skoncentrować wokól tego
      kogoś, a nie gadać: ja ja ja ja. I wiem co mowie, bo mam tu pewne doswiadczenia
      mimo, że nie jestem psychoanalitykiem.
      • Gość: George Re: Jak pomóc bliskiemu? IP: *.nas10.oakbrook1.il.us.da.qwest.net 02.05.03, 06:05
        Czytam i nie wierze mimo ze tyle krzywdy od ciebie Heniu miernoto
        otrzymalem ,widze ze pare madrych ludzi ci dobrze radzi abys sie
        zastanowil nad soba ale ty jestes najmodrzejszy, tak ci sie tylko wydaje.
        Przeczytaj uwaznie co ci Pan Roman napisal. Nie znam tego czlowieka ale
        zawsze chetnie czytam jego annse, tam mozesz znalezsc cos dla siebie co ci
        w zyciu pomoze. Jak ktos moze pomuc drugiemu gdy nie moze pomurz sobie.
        Niestrasz , ja chetnie powalcze, do tej pory ludzie w Plocku znaja mnie z
        mojch walk , i sie nie wstydza przyznac do znajomosci, o tobie nie mozna
        tego powiedziec, umiesz cytowac tylko - ale z orientacja to nabakier panie
        heniu.
        • henrykkreuz Dla Zdzisława Bator 02.05.03, 11:18
          Mimo, że Twój wpis jest nie na temat wątku to jednak Ci odpowiem.

          Twoje zdanie Zdzisławie Bator wcale mnie nie martwi, wręcz odwrotnie. Z tego co
          ja wiem, to zbierasz tylko owoce (wiele owoców) własnych czynów, a przypisujesz
          swoje nieszczęścia innym lub wymyślasz jakieś brednie o wszystkich dookoła, a
          potem znowu z tego powodu masz nowe kłopoty.

          Ja pomogłem tylko Twojemu bratu zrozumieć jak działa Spółka z o.o. i prawo, a
          On dalej dał sobie z Tobą i Twoimi prawnikami (wieloma) radę sam.
          Moim sukcesem jest właśnie pomoc udzielona Twojemu bratu w ten sposób, że
          zrozumiał swoje wcześniejsze błędy i swoją słabość z nich wynikającą, a to
          skutkowało tym, że wierzy w siebie, wie że może i wie jak dać sobie radę.
          I to mnie bardzo cieszy, ponieważ gdy go spotkałem kilka lat temu, to dno miał
          wypisane na twarzy i w oczach, a głupotę w słowie. Cieszy mnie, że widzę teraz
          innego człowieka, człowieka który wierzy w siebie, a nie gada w kółko jakieś
          głupoty, że nie można wygrać, bo się nie da, inni są za silni, mafia, układy
          itd..

          Natomiast Twój stan jest teraz odwrotnościa jego stanu z prostej przyczyny,
          sprzeczność waszych interesów spowodowała to, że jeden musiał przegrać, a
          jeżeli On zaczął wygrywać tzn., że przegranym musiałeś być Ty lub na odwrót.
          Trudne? Dlatego zawsze lepsze jest porozumienie, ale mnie nic do tego.

          HK.
      • henrykkreuz Re: Jak pomóc bliskiemu? 03.05.03, 12:08
        zwyczajny1 napisał:

        > Nie znam cie, ale z tego co czytam wyrobilem sobie takie zdanie: za nic nie
        > chciałbym ciebie za przyjaciela.

        A skąd Ci przyszło do głowy, że ja szukam przyjaciela, a jeszcze poprzez to
        forum?

        > Twoje myśli krążą tylko wokól samego ciebie,
        > po co mi przyjaciel, który faszerować chce mnie swoimi doświadczeniami i
        swoim jak widzę negatywnym nastawieniem do kazdego kto nie jest tobą lub twoim
        > wiernym odbiciem.


        Nieprawda, Moje wpisy dotyczą głownie spraw ważnych i dotyczących innych. Np.
        JOW, wojna, Kwaśniewski, Miller, i są moimi opiniami na różne teamty.

        > Jak coś czy ktoś ci się nie podoba, to zaraz wyzywasz od
        > głupich i durniów, co nic nie rozumieją.

        Ja jestem anonimowo wyzywany, a nie odwrotnie. Moje wypowiedzi, nie mogą być
        takie chociażby dlatego, że piszę pod własnym imieniem i nazwiskiem i mógłbym
        zostać za to oskarżony np. z art.212 kk.


        > Masz zadtaki na nawiedzonego kaznodzieję, a kumpel to ktoś kto zamiast
        wygłaszać kazanie powie: nie martw się stary, jakoś temu zaradzimy.

        Wątek właśnie dotyczy tego jak Ty pomógłbyś bliskiemu. Opisz to.
        Ja w takiej sytuacji nigdy nie wygłaszałem kazań. Nigdy.

        > Gdybym przyjażnił się z kimś takim jak ty to
        > bym musiał być stalym słuchaczem mądrości ktorych nie chce mi sie sluchać.

        Ja wyrosłem z pouczania, wyrażam swoje opinie na różne tematy, z którymi inni
        nie muszą się zgadzać, a to jest różnica.

        > Twoje życie to twoja sprawa, po co chcesz to wciskać przyjacielowi, ktory ma
        > własne problemy?
        > Jak ktoś ma problemy to trzeba sie skoncentrować wokól tego
        > kogoś, a nie gadać: ja ja ja ja. I wiem co mowie, bo mam tu pewne
        doswiadczenia mimo, że nie jestem psychoanalitykiem.


        Nigdy nie wciskam swojego życia nikomu, czasami zdarzało się tylko napisać o
        sobie na tym forum, ale do tych, którzy wymyślali moje życie tj. którzy
        przedstawiali swoje wyobrażenie jako moje życie.

        Natomiast, co do istoty z wątku, to ja napisałem swoją metodę takiej pomocy,
        nie napisałem, że należy mówić o sobie - tu się nie zrozumieliśmy, nie
        napisałem również, że trzeba krytykować osobę, której chce się pomóc.
        Zakładając taką sytuację, że osoba jest na dnie w tym i psychicznym i znalazła
        się tam, ponieważ nie mogła sobie poradzić z jakimiś zaistniałymi
        okolicznościami, ponieważ błędnie postępowała, ale nieświadomie. Taka osoba
        jest przekonana, że Ona postępowała słusznie, tylko inni są winni jej sytuacji,
        mało Ona uważa, że zrobiła wszystko co było możliwe i nie ma z tej sytuacji
        żadnego wyjścia.

        Taka pomoc to bardzo delikatna sprawa, ponieważ nie wystarczy wytknąć błędy,
        jakie popełniła, to byłoby zbyt proste, takie wytknięcie błędów pogrążyłoby
        jeszcze tą osobę.
        Uważam również, że taka osoba będzie szukać kogoś, komu może się wyżalić, ale
        to nie prowadzi do wyjścia z sytuacji.

        Ja uważam, że chcąc pomóc drugiemu znajdującemu się w takim stanie należy
        zacząć od przekonania tej osoby, że może dać sobie z tym sama radę np.
        pokazując własny przykład, że z sytuacji można było znaleźć wyjście, mimo że
        nikt w to nie wierzył. Powstaje problem jak tego dokonać, aby człowiek na dnie
        uwierzył w siebie, że ON może sam sobie pomóc i znaleźć wyjście z sytuacji. To
        jest- moim zdaniem - najtrudniejsze, ponieważ człowiek taki jest przekonany, że
        nikt i nic nie da się już zrobić.

Pełna wersja