kwisniewski
12.09.07, 20:06
Borowiczki - pętla
Woźniak Maciej
Masz chłodną skórę na policzku, jakby krew
poczuła, że nie tędy droga (szybko chowam
ręce w kieszenie, aby dotknięcia nie zabrał
wiatr, tłuste poręcze w autobusie z napisem
„Borowiczki – pętla” ani skórzany pasek torby,
co zaraz zsunie się z ramienia, wiozę w niej ser,
karton mleka, bułki i kukurydzę, przy „Cotexie”
wsiada kobieta i dwójka dzieci, trwa krótka
bitwa na płacz i pięści, które skasuje za nich
bilety, potem siadają, mażąc palcami po brudnej
szybie, na środku, przy poręczy, stoją studentki
lub uczennice, poznaję nie po czubkach butów,
nie po akrylu na paznokciach, ale po śmiechu,
na dnie którego słychać: bierz mnie, bo tylko
po to jestem, gdy wysiadają w Podolszycach,
pół autobusu patrzy na nie, lato w mieście jest
jak terrarium, tak samo duszne i przeszklone,
przy „Panoramie” bilbord GSM-u, powietrze
pełne grzechotu słów, ostrego żwiru impulsów
tym bardziej zasycha w ustach, koło kościoła
wysiada kilka maleńkich babć, krótki różaniec,
co tak jak w palcach, przeciska się powoli
w drzwiach, potem przystanek, chodnikiem
tylko do skrzyżowania, most, las, przedszkole,
niebieski trabant o ślepiach pełnych smutnej
ironii, klamka przy furtce) wolno wyciągam
ręce z kieszeni, otwieram dłonie: obie są puste.