henrykkreuz
31.07.03, 19:42
S i e n k i e w i c z w P o t o p i e
– Tedy wypowiem wszystko, co mam na myśli. Jako wielu
szlachty, młodszych synów, tak i ja musiałem fortuny poza
granicami kraju szukać, przybyłem więc tutaj, gdzie i
naród jest mojemu pokrewny, i cudzoziemców chętnie do
służby zażywają.
– Zle waszą mość przyjęto?
– Dano mi żupy solne w zawiadywanie. Znalazłem przystąp
do chleba, do ludzi i do samego króla. Obecnie służę
Szwedom, a jednak, gdyby mnie kto za niewdzięcznika
chciał poczytać, wręcz bym mu musiał zanegować.
– A to z jakich racyj?
– A z jakich racyj można więcej ode mnie wymagać niż od
Polakow samych? Gdzie są dziś Polacy? Gdzie senatorowie
tego królestwa, ksiązęta, magnaci, szlachta, rycerstwo,
jesli nie w obozie szwedzkim? A przecie to oni pierwsi
powinni wiedziec, co im czynić należy, gdzie zbawienie, a
gdzie zguba dla ich ojczyzny. Ja idę za nimi, więc który
z nich ma mnie prawo nazwać niewdzięcznikiem? Czemu to
ja, cudzoziemiec, mam byc wierniejszym królowi polskiemu
i Rzeczypospolitej niż oni sami? Czemu miałbym pogardzać
tą służbą, o którą oni sami się proszą?
Lisola nie odrzekl nic. Wsparł głowę na ręku i zamyślił
sie. Zdawałoby się, ze słucha poświstu wiatru i szurnu
jesiennego dżdżu, który począł zacinać w okna karczmy.
– Mów waszmość dalej – rzekł wreszcie – zaprawdę
szczególne rzeczy mi mówisz.
– Ja szukam fortuny tam, gdzie ją znaleźć mogę – rzekł
Wrzeszczowicz – ale ten naród ginie, nie potrzebuję się o
to więcej troszczyć od niego samego. Zresztą choćbym się
troszczył, nic by to nie pomogło, bo oni zginąć muszą!
– A to dlaczego?
– Naprzód dlatego, że sami tego chcą; po wtóre, że na to
zasługują. Ekscelencjo! jestli na świecie drugi kraj,
gdzie by tyle nieładu i swawoli dopatrzyć można?... Co tu
za rząd? – Król nie rządzi, bo mu nie dają... Sejmy nie
rządzą, bo je rwą... Nie masz wojska, bo podatków płaćic
nie chcą; nie masz posłuchu, bo posłuch wolności się
przeciwi; nie masz sprawiedliwości, bo wyroków nie ma
komu egzekwowac i każdy mocniejszy je depce; nie masz w
tym narodzie wierności, bo oto wszyscy pana swego
opuścili; nie masz miłosci do ojczyzny, bo ją Szwedowi
oddali za obietnicę, że im po staremu w dawnej swawoli
życ nie przeszkodzi... Gdzie by indziej mogło się coś
podobnego przytrafić? Który by w świecie naród
nieprzyjacielowi do zawojowania własnej ziemi pomógł?
Który by tak króla opuścił, nie za tyraństwo, nie za złe
uczynki, ale dlatego, że przyszedł drugi, mocniejszy?
Gdzie jest taki, co by prywatę więcej ukochał, a sprawę
publiczną więcej podeptał? Co oni mają ekscelencjo?...
Niechże mi kto choć jedną cnotę wymieni: czy stateczność,
czy rozum, czy przebiegłość, czy wytrwałość, czy
wstrzemiężliwość? Co oni mają? Jazdę dobrą? tak! i nic
więcej... To i Numidowie ze swej jazdy słynęli, i
Galowie, jak to w rzymskich historykach czytac można,
sławnego mieli komunika, a gdzież są? Zginęli, jak i ci
zginąc muszą. Kto ich chce ratować, ten jeno czas próżno
traci, bo oni sami nie chcą się ratować!... Jeno szaleni,
swawolni, źli i przedajni tą ziemię zamieszkują! […]