roman_j
27.01.09, 09:26
Problem, jaki poruszę, istnieje w naszym mieście od długiego czasu. Nabrzmiewa
w okolicach wszelkich wyborów, ale i poza tym okresem nie jest lepiej. Chodzi
o naklejanie ulotek, ogłoszeń, reklam, itp. w miejscach, gdzie jest to
zabronione. Straż miejska nic z tym problemem nie robi. Swoje désintéressement
panowie ze SM tłumaczą tym, że aby kogoś ukarać za takie wykroczenie, muszą
złapać osobę wieszającą ogłoszenie, reklamę czy ulotkę na gorącym uczynku. To
może być faktycznie dość trudne. Ale już na przykład w Rzeszowie SM nie
stosuje takich wykrętów, ale karze te podmioty (głównie firmy), które się w
taki sposób reklamują. Okazuje się, że można. Poniżej wklejam cytat z artykułu
z Gazeta.pl (link podam pod koniec):
"(...) Lech Wojtas z biura prasowego straży miejskiej w Łodzi: - Działamy w
oparciu o przepisy kodeksy prawa wykroczeń, które mówią, że za naklejanie
plakatów w miejscach niedozwolonych ukarać możemy tylko osobę złapaną na
gorącym uczynku. W ten sposób w ubiegłym roku ukaraliśmy 133 osoby grzywnami w
wysokości od 20 do 500 złotych. 24 osoby tylko pouczyliśmy. A firmy? Tłumaczą
się, że tylko zostawiają ulotki na stole. Co się później z plakatami dzieje -
tego nie wiedzą.
- Bardzo śmieszne - mówi z sarkazmem Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta
Rzeszowa - miasta uważanego za najczystsze w Polsce. Tamtejsza straż miejska
działa w oparciu o te same przepisy, co straż łódzka. Ale kiedy w Rzeszowie na
murze, drzewie czy rynnie pojawia się ulotka, mandat dostaje firma, nie
plakaciarze. - Nie ma się co wykręcać przepisami. Na ulotce jest numer
telefonu. Aż prosi się, żeby zadzwonić. Tak robimy. I płaci firma. Być może
straż miejska w Łodzi szuka sobie wymówki. Bo kiedy są chęci, zawsze znajdzie
się i sposób."
Tymczasem w Łodzi pojawili się nożownicy, którzy rozprawiają się z takimi
nielegalnie rozwieszonymi ulotkami w dość nietypowy sposób. Można o tym
przeczytać tutaj:
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,6204624,Nozownicy_walcza_z_ulotkami_na_lodzkich_ulicach.html
Pomysł bardzo mi się spodobał zwłaszcza, że sam nieraz żałuję, że nie mam przy
sobie jakieś ostrego narzędzia, kiedy widzę np. plakat przymocowany do drzewa
(jeśli ktoś nie wie, to na drzewach w Płocku plakatów wieszać nie można
niezależnie od tego, jak się je mocuje). Obawiam się jednak, że opisany w
artykule sposób walki z nielegalnymi ulotkami też jest nielegalny. Tak
przynajmniej wynikało z mojej wymiany korespondencji z rzecznikiem płockiej
policji. Szkoda. Sam bym się czymś takim zajął, gdyby nie groziło to grzywną.
Nie mogę w końcu liczyć na to, że miałbym szczęście i policja czy SM by mnie
nigdy na tym procederze nie złapała. :-))
Niemniej jednak nikt mnie nie przekona, że nie można walczyć z tą plagą, bo
przepisy nie pozwalają. Byłoby dobrze, gdyby temat podjęła Gazeta i zwróciła
się do: Straży Miejskiej, Ratusza, Energi (właściciel słupów - w większości
zaśmieconych ulotkami wiszącymi miesiącami). Artykuł można zilustrować
zdjęciami słupów owiniętych ulotkami jak bandażem. Na co dzień nie zwracamy na
nie uwagi, ale polecam przy okazji jakiegoś niedzielnego spaceru przyjrzeć się
latarniom i słupom. Może okaże się, że nie tylko ja uważam, że to szpeci
miasto. :-))