Gość: korek2
IP: *.adsl.inetia.pl
05.08.08, 04:04
Byłem w hotelu Iberotel Serra Palace w pobliżu Side. Dwa tygodnie rodzinnych
wczasów. O ile do hotelu nie mam żadnych zastrzeżeń a nawet mogę go śmiało
polecić to opieka rezydenta i organizacja pobytu przez Tui była skandaliczna.
Już na lotnisku w Warszawie zaczęło się kiepsko bo samolot miał 5 godzin
opóźnienia, ale wiadomo, z czarterami różnie bywa. Dolecieliśmy około 22.Na
lotnisku w Antalii, do autokaru wpadła na chwilę rezydentka i powiedziała
żebyśmy w hotelu na tablicy sprawdzili sobie kiedy będzie z nią spotkanie.
Okazało się, że jest na następny dzień o 10 rano. I tak mieliśmy szczęście -
grupa przylatująca za tydzień miała spotkanie o 9 rano, w środku śniadania.
Spóźniliśmy się 5 minut. Po następnych 10 pojawiła się rezydentka i
powiedziała, że już jest po spotkaniu, odbyło się w 15 minut w lobby barze.
Wróciła jednak z nami i w tempie expresowym przedstawiła kilka ogólnikowych
informacji. Ponieważ już wcześniej byliśmy zdecydowani jechać na wycieczkę do
Kapadocji zdecydowaliśmy się od razu wykupić. I kolejna niespodzianka.
Zapłacić można tylko gotówką a najbliższy bankomat 15 kilometrów od hotelu.
Już dziesięć lat temu w Tunezji płaciłem za wycieczki kartą i na wszystkich
kolejnych wyjazdach także, ale widać dla Tui to zbyt skomplikowane. Okazało
się, że rezydentka która nas "witała" właśnie kończy pracę i jej miejsce
zajęła inna. Po czym wprowadziła nowe obyczaje. Zamiast raz na kilka dni
pojawić się w hotelu i pełnić dyżur wywiesiła tylko kartkę ze swoim numerem
telefonu i informacją, że jak się coś chce to trzeba zadzwonić. Dla ułatwienia
dodam, że niemiecka rezydentka Tui pełniła dyżur w hotelu 5 razy w tygodniu,
dwa razy dziennie. Ale jeszcze się nie poddałem. Zadzwoniłem aby wykupić
kolejną wycieczkę ale mimo, że dzwoniłem 3 dni wcześniej pani rezydentka
oznajmiła, że już nie ma miejsc.
To już było dla mnie za wiele. Poszedłem do niemieckiej rezydentki gdyż ceny
wycieczek w cennikach były takie same a i tak większość wycieczek nie była po
polsku. I co się okazało ? Zostałem z uśmiechem przyjęty, niemiecka rezydentka
opisała mi jak przebiegają wycieczki które mnie interesują. Zdecydowałem się
na rafting dla swoich chłopaków i wycieczkę do Myry dla mnie i żony.
Oczywiście okazało się, że nie ma problemu w płaceniu kartą a żeby mnie
całkiem dobić dostałem jeszcze 20 procent rabatu. Teraz już się nawet
ucieszyłem, że polska rezydentka była nieuchwytna.
W dniu wylotu nasza rezydentka na lotnisku też się nie pojawiła bo i po co. Mi
to było generalnie obojętne ale część ludzi miała problem w którą stronę iść i
do którego okienka stanąć.
I tak to się skończyło. Myślę, że w tak renomowanym biurze jak Tui taka
sytuacja nie powinna mieć miejsca. Tym bardziej biorąc pod uwagę pieniądze
jakie się płaci.