Gość: Tinaw
IP: *.akron.wroc.pl / *.akron.net.pl
19.01.06, 21:59
Jestem dorosłym kotem, który miał wiele szczęścia, gdyż przygarneli mnie
dobrzy ludzie o wielki sercu-dzień po świętach Bożego Narodzenia w mroźny
poranek szukałem ciepłego kąta-byłem ciężko chory. Z wielkim zrezygnowaniem
kierowałem się na kolejny śmietnik, minąłem ludzi wychodzących z domu,
miałknąłem-ludzie wyciągnęli do mnie dłoń, pierwszy raz od długiego czasu w
celu pogłaskania, przytulenia. I ku mojemu wielkiemu zdziwieniu pozwolili mi
schować się w przytulnej piwnicy. Dali mi jeść i pić. Po południu pojechali
ze mną do weterynarza-kucie i szpikowanie tabletkami. Ale pomogło. Już mija
trzeci tydzień i zastanawiam się co ze mną będzie-niestety nie mogę zostać z
nimi, gdyż zamieszkuje u nich kocia piękność-bury dachowiec. Przede mną
jeszcze ostatnia wizyta u lekarza-szczepienia i inne potrzebne badania
kontrolne oraz książeczka zdrowia. Jestem już zdrowym dużym czarnym kocurem
(może mam 2-3 lata, nie pamiętam ten czas tak szybko mija), zawsze noszę
biały krawat-nauczono mnie że jest to przejaw elegancji. Czekam na kogoś kto
przygarnie mnie do siebie i da mi szansę bycia kompanem, komu nie będzie
obojętny mój koci los. Mieszkam we Wrocławiu, tel.0-880/147-966 lub 0-889/729-
070