obrócił się dupą

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.05, 13:16
muszę się komuś wygadać, bo czuję, że zaraz rozpadne się na milion kawałków...
poznałam faceta, oczywiście na necie, przez przypadek. tak jak każdego
poznaje się przez przypadek na necie.... starszy, dużo. 20 lat. żonaty, z
tego co wiem, nie rozmawiający nawet ze swoją żoną z którą mieszka w jednym
domu ale nie sypialni. wszystko co tu napisze, jest tym co ja wiem i co ja
czuję, a nie tym jak było na prawdę, choć nie wiem, czy była jakakolwiek
różnica.
ma dwoje dorosłych dzieci.
taka sobie normalna (z mojego punktu widzenia znajomość). na początku
czekanie na telefony z zastrzeżonego numeru, którego nie znałam. i były te
telefony. codziennie, po kilka razy. choć na chwilkę, choć po to, by
podzielić się ze mną czymś dobrym, smutnym, czymś ulotnym a chwilowo tak
ważnym. lubiłam jego głos. chciałam się z nim spotkać. staliśmy sie sobie
bliscy. bardzo. przyjaciele doskonale rozumiejący co chce powiedzieć to
drugie. po 3 tygodniach codziennych rozmów zniknął. miałam już numer do jego
biura. zadzwoniłam w przeciągu tygodnia 2 razy. nie wiedziałam co się z nim
dzieje. bałam się. tęskniłam. nic mi nie powiedzieli. nie chciałam dzwonić
znowu. uspokoiłam się, uspokoiłam łkanie. nabrałam oddechu. przyzwyczaiłam
się do bycia samą, znowu.
wrócił. jego wyjaśnienia były niesamowite, choć mogły być autentyczne. nie
chciałam go sprawdzać. wolałam mysleć, że mogło tak być jak mówi. miał
problemy. znowu jakiś okres rozmów, telefonów. w końcu zdecydowaliśmy się na
spotkanie.
wręczył mi bukiecik żółtych tulipanów. rozmawialiśmy, rozmawialiśmy,
rozmawialiśmy. rozstaliśmy się późnym wieczorem. kogo spotkałam? starszego
pana z pomarszczoną twarzą, ciepłem z niej bijącym, nieśmiałego, dobrego.
zdenerwowanego. z cudownym głosem, tak dobrze mi znanym...
spotkaliśmy się znowu, i znowu. nie myślcie sobie, że poszliśmy do łóżka.
nie. on nawet nie odważył się mnie złapać w talii, czy choćby pocałować.
podobało mi się to. spokojnie, powoli. tak inaczej niż do tej pory z
mężczyznami. taki ofiarny, zawsze chcący dobrze.
potem były kłopoty, u niego ze zdrowiem, z firmą, u mnie w pracy. 3 tygodnie
przerwy w spotkaniach.
no i stało się. wczoraj pił cały dzień. nie dzwonił, ja dzwoniłam, martwiłam
się. żona wyrzuciła go z domu. spał w firmie. mieszkał tam.
stwierdził, że czuje coś do mnie, że boi się tego uczucia. że bardzo mnie
lubi, że jestem taka miła. bełkot pijanego mężczyzny.... chciał, żebym
przyjechała. nie zgodziłam się. nie mogłam pojawić się w miejscu, gdzie
mogłabym go narazić na problemy z żoną (gdyby sie o mnie dowiedziała), poza
tym nie mogę oglądać pijanych bliskich mi mężczyzn... bo wtedy... zaczynam
nimi gardzić. nie chciałam tego. nie pojechałam.... dzwoniłam jeszcze kilka
razy. żył, cały i zdrowy, pijany.
dziś nie złożył mi nawet życzeń. dobijałam się do niego. przeraziłam się, że
może coś mu się stało. to nie normalne, żeby nikt w firmie nie odbierał.
widziałam go już w szpitalu... napisał: kocham cię.
po wielu przygodach, wydarzeniach, zdarzeniach. po wielu mężczyznach. po tym
co zrobiłam, na co się decydowałam, jakie nabrałam podejście do życia... po
tym wszystkim, nie chciałam tego słyszeć. wolałam nie wiedzieć. czy ja go
kocham? nie. i nie wiem czy dlatego, że to nie jest facet, który mógłby
obudzić we mnie takie uczucia, czy dlatego, że sama sobie nie pozwalam nikogo
kochać. bronię się. staram się nie przywiązywać do ludzi w taki sposób.
dziś też był pijany. nie odbiera moich telefonów. pisze tylko, że mnie kocha
i że tak nie może. przepraszał mnie za moje łzy i smutek...

eeeeehhhhhhhhh lżej mi trochę.... nie wiem jak mam się teraz zachować.
wzięłam w końcu głeboki oddech. uspokoiłam się. wiem, że nie będę już do
niego dzwonić. nie będę pisać. poczekam.
zawiodłam się na nim. przecież mógł dziś wstać, wziąść się w garść i
przyjechać z kwiatami. porozmawialibyśmy i może wtedy znaleźli rozmwiązanie.
wiem, że podjął decyzję sam.
i do jasnej cholery! nie wiem co mnie bardziej boli: to czy podjął taką
decyzję, czy to, że podjął ją beze mnie, a przecież jestem główną
zainteresowaną!!!!

wiem co napiszecie - daj sobie spokój, nie warto, pijak, znajdź faceta w
swoim wieku. wiem wiem... ale on przecież coś dla mnie znaczy....
    • kklamerka Re: obrócił się dupą 08.03.05, 13:21
      Jeżeli potarfisz go w pełni zaakceptować i trwać z nim w jego przeszłości i nałogu, to odczekaj, czekaj i czekaj, a jak się spotkacie, to ustalcie coś konkretnego.

      Ty jesteś samotna, potzrebujesz kogoś. Tobie o wiele trudniej.
      On ma rodzinę - nie wiesz, czy nie kocha nadal swojej żony - mówienie czegoś, co druga strona chce usłyszeć nic nie kosztuje (Powie Ci, że jej nie kocha, ale Ty przecież nie masz pewności).

      Ja osobiście nie wiązałabym się z żonatym, bo to nigdy nic pewnego.
      Ale to Twoje życie - masz prawo do podejmowania prób i popełniania błędów. W końcu to zawsze czegoś uczy.

      Tylko czy potem bedziesz w stanie jakiemuś facetowi jeszcze zaufac???
      • margie Re: obrócił się dupą 08.03.05, 13:24
        dziewczyno!!!! Chcesz zyc tak jak 99% kobiet alkoholikow?! Po co ci to?
        oczywiscie, ze czujesz, ale jak dlugo? alkoholizm nie leczony sie rozwija,
        wyniszcza organizm, ai ciebie przy okazji. Plus ta zona.... nie, no groza....
        • Gość: anonimowa Re: obrócił się dupą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.05, 13:37
          będę go bronić: alkoholikiem nie jest. czasami każdy ma potrzebę utopienia
          smutków w kieliszku. ja również...
      • kobieta_na_pasach pare rad starej mezatki 08.03.05, 13:30
        spi osobno, bo pewno chrapie (jak moj).
        jesli sie kogos juz nie kocha to nie jest sie w stanie nawet mieszkac w osobnym
        pokoju, tak drazni cie obecnosc tej drugiej osoby.
        gdyby ciebie kochal juz dawno rozwiazalby sytuacje na twoja korzysc.
        czy naprawde tak nisko sie cenisz?
        • Gość: anonimowa Re: pare rad starej mezatki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.05, 13:41
          tylko, że ja nie oczekuje od niego, że zostawi wszystko dla mnie. nie ejstem
          gotowa na taki krok! wystarczało mi, że się spotykaliśmy, że rozmawialismy, że
          nabieraliśmy dla siebie znaczenia. to mi wystarczało! wystarcza. nie chciałam i
          nie chce żeby zostawiał to wszystko dla mnie, jeśli nie czuje się jeszcze na
          siłach..

          boże to wszystko jakiś banał. to co pisze, to tak jakbym czytała wypowiedzi
          głupich dup robiących sobie nadzieje, że żonaty facet, które je przelatuje 2
          razy w tygodniu, zostawi dla nich swoją rodzinę...
          • kobieta_na_pasach Re: pare rad starej mezatki 08.03.05, 13:47
            Gość portalu: anonimowa napisał(a):

            >to co pisze, to tak jakbym czytała wypowiedzi
            > głupich dup robiących sobie nadzieje, że żonaty facet, które je przelatuje 2
            > razy w tygodniu, zostawi dla nich swoją rodzinę...

            dokladnie jest tak jak piszesz zlotko. ja majac te lata, co ty teraz, juz
            wiedzialam to, co wiem teraz. dlatego unikalam takich sytuacji. w sumie mozna
            powiedziec, ze prawie kazdy mezczyzna ma w swoim zyciu przygode z duzo mlodsza
            od siebie, i wiele panienek ma epizody z zonatymi. nic nowego.
            • Gość: anonimowa Re: pare rad starej mezatki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.05, 13:48
              racja. może to po prostu przyzwyczajenie do tego, że jest ktoś kto myśli...
              z wszystkiego można się wyleczyć prawda?
              • kobieta_na_pasach Re: pare rad starej mezatki 08.03.05, 13:51
                Gość portalu: anonimowa napisał(a):

                > racja. może to po prostu przyzwyczajenie do tego, że jest ktoś kto myśli...
                > z wszystkiego można się wyleczyć prawda?

                no nie, z naiwnosci np. nie.
                • Gość: anonimowa Re: pare rad starej mezatki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.05, 13:59
                  wychodzę z założenia, że błądzić jest rzeczą ludzką i że wszystko co mi się w
                  życiu przydarza ma mnie czegoś nauczyć i do czegoś doprowadzić. zatem wiem, że
                  i to mnie do czegoś doprowadzi.
                  nie wierzę, że ty byłaś tak samo mądra kiedyś jak i teraz.
                  życie cie wielu rzeczy nauczyło. jesteś bogatsza o tzw "doświadczenie życiowe".
                  każdy musi popełnić swoje błędy, by móc wyciągnąć wnioski. ważnym jest, żeby
                  nie popełnać ciągle tych samych.
                  to wspaniale, że udzielasz mi rad starszej babki po przejściach. ale gadki
                  umoralniające są specjalnością innych osób w moim życiu, więc nie sil się
                  proszę na nie.
      • Gość: anonimowa Re: obrócił się dupą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.05, 13:36
        tak, masz rację, ale nie mam podstaw, żeby mu nie wierzyć.

        pytanie brzmi, czy ja w ogóle potrafię jeszcze komukolwiek, jakiemukolwiek
        facetowi zaufać?? będąc właśnie w tym momencie mojego życia. a nie za jakiś
        czas?
    • Gość: inna Re: obrócił się dupą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.05, 13:23
      Myślę, że bardzo, bardzo rozpaczliwie potrzebujesz miłości i szukasz jej
      niestety tam gdzie znajdziesz raczej kłopoty i rozczarowania....
      Ale Ty to przecież wiesz, prawda?
      • Gość: anonimowa Re: obrócił się dupą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.05, 13:43
        wiem.... ale nikt inny mi jej nie ofiarowuje. więc trzymam się tego. choć z
        drugiej stronyu gardzę tym wszystkim!!
    • kobieta_na_pasach niezla dupa z ciebie 08.03.05, 13:24
      gdyby nie szczegoly to pomyslalabym, ze piszesz , wypisz - wymaluj, o męzu mym.
      • margie kobieto..... 08.03.05, 13:25
        oj...... moge jakos pomoc?
        • kobieta_na_pasach Re: kobieto..... 08.03.05, 13:31
          margie napisała:

          > oj...... moge jakos pomoc?


          a w czym?
          • margie Re: kobieto..... 08.03.05, 13:37
            sama nie wiem:)moj post byl vide twoj komentarz a propos wypisz wymaluj...
            • kobieta_na_pasach Re: kobieto..... 08.03.05, 13:50
              margie napisała:

              > sama nie wiem:)moj post byl vide twoj komentarz a propos wypisz wymaluj...

              a bo to wiadomo, co siedzi w facecie po kilkunastu latach malzenstwa? tak czy
              siak jest to zalosne.
    • fiku11 Re: obrócił się dupą 08.03.05, 13:48
      gdyby nie drobne szczegóły ... to pomyślałabym, że piszesz o moim byłym facecie.
      podobna historyjka,
      jego zona, "tylko mieszkanie", dorosle dzieci,
      ucieczka od problemow i ważnych decyzji,
      "wrażliwość" topiona w alkoholu,

      wielkie wyznania i ... zero dzialania.

      moje trwanie i czekanie, przejmowanie się jego i ciągle jego problemami.

      efekt- kilka moich zmarnowanych lat i duży niesmak do facetów w ogóle, a
      tych "nieszczesliwych" w szczególe. paskudni tchórze.

      nie polecam.
      • Gość: anonimowa Re: obrócił się dupą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.05, 13:52
        dzieliliśmy się też radościami, naszymi. zarówno jego jak i moimi. trzymanie
        kciuków, świadomość że czuwa, jest gdzieś myślami blisko. pomagało mi to.
        czy to moja wina, że się zakochał?

        fakt, stereotypowa sytuacja. bardzo pięknie to podsumowałaś...

      • kobieta_na_pasach ha,ha 08.03.05, 13:52
        fiku11 napisała:

        > gdyby nie drobne szczegóły ... to pomyślałabym, że piszesz o moim byłym
        facecie
        > .
        > podobna historyjka,
        > jego zona, "tylko mieszkanie", dorosle dzieci,
        > ucieczka od problemow i ważnych decyzji,
        > "wrażliwość" topiona w alkoholu,
        >
        > wielkie wyznania i ... zero dzialania.
        >
        > moje trwanie i czekanie, przejmowanie się jego i ciągle jego problemami.
        >
        > efekt- kilka moich zmarnowanych lat i duży niesmak do facetów w ogóle, a
        > tych "nieszczesliwych" w szczególe. paskudni tchórze.
        > > nie polecam.

        w Bogu pokladac tylko nadzieje, ze spotka cie to samo, po kilkunastu latach
        malzenstwa.
        • fiku11 Re: ha,ha 08.03.05, 13:58
          na Boga za bardzo bym nie liczyła.
          krętacz z niego jeszcze gorszy od mojego Ex.


          a kilkanaście lat małżeństwa?? zwariowałaś? kto tyle czasu wytrzyma z jednym
          chłopem???? brrrr




    • Gość: marta uparta Re: obrócił się dupą IP: *.iscnet.pl 08.03.05, 13:49
      rozumiem, ze chcesz dystansu w tej znajomosci, jest moze blizsi niz inni
      znajomi, ale nie chcesz zeby stal sie czym wiecej niz przyjaciele.
      Po prostu mu to powiedz, Ty jestes rozsadniejsza, podchodzisz do tego
      spokojniej niz on i na Tobie spoczywa ciezar utrzymania tego dystansu.
      Wiesz, nie wierze w przyjazn damsko meska bez erotycznych podtekstów, zawsze te
      sprawy wyjda wczesnie czy pózniej. Ten facet potrzebowal kogos komu móglby
      powierzyc czesc swoich problemow, ale za bardzo sie zaangazowal.
      A moim zdaniem wasz ewentualny przyszly blizszy zwiazek jest bez sensu.
      • Gość: anonimowa Re: obrócił się dupą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.05, 13:54
        dokładnie, dystans.
        ale w ogóle nie myślę nad przyszłością. i nie zastanawiam się, czy to ma sens
        czy nie. nie chcę o tym myśleć
        • Gość: marta uparta Re: obrócił się dupą IP: *.iscnet.pl 08.03.05, 14:10
          i slusznie, zwlaszcza do znajomosci netowych trzeba miec baaardzo duzy dystans.
          Ja, chociaz lubie gadac w necie nigdy nie wchodze w taie bardziej osobiste
          relacje. To z zalozenia zaklamany swiat.
    • Gość: buzia Re: obrócił się dupą IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.03.05, 14:53
      Wiesz, co mnie uderzylo w twojej opowieści? Że to Ty zawsze dzwonilaś,
      dobijalaś się, martwilaś, umieralaś ze strachu o niego. Mam jedno, tylko jedno
      pytanie: czy ten szanowny dorosly pan choć raz zainteresowal się Tobą, co się z
      Tobą dzieje, jak się czujesz, czy nic się nie stalo. Zostaw tego starego
      glupiego egoistę. Teraz już wiesz, dlaczego nie uklada mu sie z żoną?
      • jasmina_tdi Re: obrócił się dupą 08.03.05, 16:44
        Rrrany buzia... jestes jasnowidzem? Podasz mi numery w totka?

        Do anonimowej: człowiek, który musi sobie golnąc na smutki niekoniecznie jest
        alkoholikiem, człowiek, który jest starszy bierze sobie do serca powiedzenie,
        ze "nie przesadza sie starych drzew". Niekoniecznie jednak oznacza to, ze nie
        chce zacząć dugiego życia - czasem się boi. A co do dzisiejszych kwiatków i
        życzeń - naprawdę az tak Ci na tym zalezy?


        Gość portalu: buzia napisał(a):
        Zostaw tego starego
        > glupiego egoistę. Teraz już wiesz, dlaczego nie uklada mu sie z żoną?
        • Gość: buzia Re: obrócił się dupą IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.03.05, 10:05
          ja po prostu nie wierze w milosc "starszego faceta po przejsciach ktory jest
          bardzo nieszczesliwy ze swoja zona, ale z nia mieszka", bo sama kiedys
          doswiadczylam tej watpliwej przyjemnosci. Biedaczek zagubiony, pokrzywdzony
          przez zycie, zona go nie rozumie, potrzebuje koniecznie wsparcia - najlepiej
          naiwnej dziewuszki, ktora widzi w nim tego, kim nie jest. Obcujac z taka
          istotka podnosi sobie samopoczucie: "och jaki to jestem meski i wspanialy, ze
          taka laseczka leci na mnie". Niestety nic mnie to nie nauczylo i musialam drugi
          rtaz wpieprzyc sie w taka sama glupote, zeby cos zrozumiec. I dlatego nie moge
          patrzec na podstarzalych tatusiowatych faciow uganiajacych sie za spodniczkami.
      • alkin1 Re: obrócił się dupą 08.03.05, 17:43
        malutkie pytanko-a czy jego żona wie że im się nie układa?
      • Gość: anonimowa Re: obrócił się dupą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.05, 11:33
        wbrew pozorom tak, martwił się o mnie, dbał, dzwonił, pytał jak się czuję, czy
        zawieść mnie do lekarza, czy załatwić receptę, zwolnienie? zastanawiał się jak
        może mi pomóc i co poradzić na moje problemy. dzieliliśmy się wszystkim. nie
        polegało to tylko na jednostronnej zabawie i opiece...
    • Gość: mańka Re: obrócił się dupą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.05, 17:37
      Jesteś taka głupiutka że az mi cię żal...
    • stina212 Re: obrócił się dupą 09.03.05, 10:29
      witaj...nie jesteś sama to wiesz:) kobieta na pasach to juz zauważyła. Twój
      tekst "boże to wszystko jakiś banał. to co pisze, to tak jakbym czytała
      wypowiedzi głupich dup robiących sobie nadzieje, że żonaty facet, które je
      przelatuje 2 razy w tygodniu, zostawi dla nich swoją rodzinę..." już mówi o
      Twoim spojrzeniu na tę sprawe. Już masz do tego dystans. Oczywiście pisze to
      wszystko żeby powiedzieć coś o sobie;)Jestem grzeczną i miłą dziewczynką i
      takich słów nie używam... ale są prawdziwe i warto dostać tak obuchem w głowę,
      bo to wypisz wymaluj ja...dzięki. Az sobie je zapisałam:)i noszę w kieszeni
      płaszcza i jak mam ochotę do niego wysłać smsa to wyjmuję sobie i czytam..ha,
      ha, ha.. nie spodziewałam się tego po sobie:)

      • Gość: anonimowa Re: obrócił się dupą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.05, 11:57
        witaj :) cieszę się, że swoim przykładem pomagam tobie :) jakie było
        zakończenie przczytaj niżej
    • Gość: anonimowa a oto epilog IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.05, 12:10
      dnia wczorajszego, w ten piękny dzień, jedyny do roku, zwanym Dniem Kobiet,
      mój "luby" po kolejnej dawce alkoholu czynił mi wyznania w smsach, wiadomej
      treści. słowa te, tak nie chciane być przeze mnie słyszane padły z ust jego i
      trwale zapadły mi w myślach. luby rozmawiać nie chciał, ograniczał się tylko do
      krótkich zdań pisanych. a swój przekaz ustny ograniczył do przeprosin, po czym
      pospiesznie się rozłączył i usilnie nie odbierał moich połączeń.

      popołudniem, po długiej ciszy i dużo wcześniejszym smsie ostrzegawczym
      kierowanym do owrgo, w którym to ostrzegałam go, że nie pozwolę mu cofnąć
      decyzji, więc niech wszystko przemyśli; pod mój numer dobija się jakiś mi nie
      znany. w końcu zdecydowałam się podjąć rozmowę, i decyzji tej pożałowałam już w
      pierszej sekundzie. rozmówczynią moją była żona owego pijanego i żałującego
      lubego. kobieta dowiedzieć się chciała co mnie z nim łączy, na co zgodnie z
      prawdą odpowiedziałam, że sympatia. rozmawiałyśmy spokojnie jeszcze dłuższą
      chwilę, ja ją uspokajająć, siebie tymczasem doprowadzając do skraju załamania.
      nie wiem czy uwierzyła mi, że nic prócz owej sympatii nas nie łączy (co jest
      prawdą), czy też z góry założyła, że w łóżku zapewne już niejednokrotnie się
      znaleźliśmy.
      i z tym oto momentem, mój smutek i żal jaki żywiłam do lubego zmienił swoją
      powierzchnię kategorycznie i urósł do monstrualnych rozmiarów. wspólnego z nim
      mieć nic już nie chce.
      a moja głupota i naiwność samą mnie przeraża. zastanawiam się, czy kiedykolwiek
      dziewcze to (czyli ja) o białych włosach na głowie zmądrzeje i nie pozwoli się
      więcej wplątać w takie z góry skazane na przegrane zagrywki?

      tak czy siak, dzień kobiet minął mi niezapomnianie. a o samcach słyszeć nie
      chcę w ogóle!!!!

      serce krwawiące będę próbować podleczyć, jednakże w miłość absolutnie już nie
      wierzę. zostanę starą panną.
      • jsolt Re: a oto epilog 09.03.05, 12:36
        wiesz co, sorry, ale muszę coś napisać, może niemiłego - ale nie mogę się
        powstrzymać.
        Może faktycznie zostać starą panną, ewentualnie zmądrzej.
        Napisałaś kolejne kobylaste opowiadanie o czymś, co można streścić w kilku
        zdaniach, bo tego po prostu nie ma i nigdy nie było. Wydaje mi się, że byłaś
        bardziej spragniona romansu niż rzeczywiście ten romans nastąpił, bo
        przeczytałam to kilka razy, i ja tam nie widzę ani zaangazowania ze strony
        faceta, ani uczuć (pijackie wyznania olewamy, dziwię się że w ogóle o nich
        piszesz....), ani nic konkretnego!!! Napisałaś prawie Harlequina, a tam się
        praktycznie nic nie wydarzyło!
        Wychodzi z ciebie jakaś desperacja, żeby jednak coś się w życiu działo, za
        wszelką ceną, choćby z podstarzałym pijakiem, znudzonym w małżeństwie. Jesli
        brak ci wrażeń w życiu, to może zapisz się na jakieś walki wschodu, skocz na
        bungee, cokolwiek, zamiast przekonywać samą siebie że miałaś ognisty romans
        który skończył się źle bo się zona dowiedziała...

        sorry, może za ostro, ale wnerwia mnie takie coś.



        Gość portalu: anonimowa napisał(a):

        > dnia wczorajszego, w ten piękny dzień, jedyny do roku, zwanym Dniem Kobiet,
        > mój "luby" po kolejnej dawce alkoholu czynił mi wyznania w smsach, wiadomej
        > treści. słowa te, tak nie chciane być przeze mnie słyszane padły z ust jego i
        > trwale zapadły mi w myślach. luby rozmawiać nie chciał, ograniczał się tylko
        do
        >
        > krótkich zdań pisanych. a swój przekaz ustny ograniczył do przeprosin, po
        czym
        > pospiesznie się rozłączył i usilnie nie odbierał moich połączeń.
        >
        > popołudniem, po długiej ciszy i dużo wcześniejszym smsie ostrzegawczym
        > kierowanym do owrgo, w którym to ostrzegałam go, że nie pozwolę mu cofnąć
        > decyzji, więc niech wszystko przemyśli; pod mój numer dobija się jakiś mi nie
        > znany. w końcu zdecydowałam się podjąć rozmowę, i decyzji tej pożałowałam już
        w
        >
        > pierszej sekundzie. rozmówczynią moją była żona owego pijanego i żałującego
        > lubego. kobieta dowiedzieć się chciała co mnie z nim łączy, na co zgodnie z
        > prawdą odpowiedziałam, że sympatia. rozmawiałyśmy spokojnie jeszcze dłuższą
        > chwilę, ja ją uspokajająć, siebie tymczasem doprowadzając do skraju
        załamania.
        > nie wiem czy uwierzyła mi, że nic prócz owej sympatii nas nie łączy (co jest
        > prawdą), czy też z góry założyła, że w łóżku zapewne już niejednokrotnie się
        > znaleźliśmy.
        > i z tym oto momentem, mój smutek i żal jaki żywiłam do lubego zmienił swoją
        > powierzchnię kategorycznie i urósł do monstrualnych rozmiarów. wspólnego z
        nim
        > mieć nic już nie chce.
        > a moja głupota i naiwność samą mnie przeraża. zastanawiam się, czy
        kiedykolwiek
        >
        > dziewcze to (czyli ja) o białych włosach na głowie zmądrzeje i nie pozwoli
        się
        > więcej wplątać w takie z góry skazane na przegrane zagrywki?
        >
        > tak czy siak, dzień kobiet minął mi niezapomnianie. a o samcach słyszeć nie
        > chcę w ogóle!!!!
        >
        > serce krwawiące będę próbować podleczyć, jednakże w miłość absolutnie już nie
        > wierzę. zostanę starą panną.
        • Gość: anonimowa Re: a oto epilog IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.05, 12:57
          faktycznie, zawsze zdradzałam jakiś talent literacki. wreszcie mogę się choć
          trochę realizować :)

          dziękuję ci bardzo za te kilka słów skierowanych do mnie. punkt widzenia zależy
          od punktu siedzenia, a każdy człowiek siedzi gdzie indziej. zatem brak we mnie
          zrozumienia dla twojej oceny, jakobym marzyła o jakimś gorącym i to co tu
          opisała było bardziej nadpowiedziane niż opowiedziane. z drugiej jednakże
          strony, nie mogę się postawić w twojej sytuacji osoby czytającej to co piszę,
          bo jestem w te wydarzenia bezpośrednio zaangażowane zatem ciężko mi patrzeć
          obiektywnie. może rzeczywiście, moje opowieści mogą cię nudzić, tylko że nikt
          cię do ich czytania nie przymuszał - prawda?

          jdno wiem na pewno. zmądrzeć bym chciała, ale swoją naiwnośc leczę już wiele
          lat. dzięki bogu mam przyjaciół którzy mnie wspierają i rozumieją.
          • jsolt Re: a oto epilog 09.03.05, 14:43
            Gość portalu: anonimowa napisał(a):

            > faktycznie, zawsze zdradzałam jakiś talent literacki. wreszcie mogę się choć
            > trochę realizować :)
            >
            > dziękuję ci bardzo za te kilka słów skierowanych do mnie. punkt widzenia
            zależy
            >
            > od punktu siedzenia, a każdy człowiek siedzi gdzie indziej. zatem brak we
            mnie
            > zrozumienia dla twojej oceny, jakobym marzyła o jakimś gorącym i to co tu
            > opisała było bardziej nadpowiedziane niż opowiedziane. z drugiej jednakże
            > strony, nie mogę się postawić w twojej sytuacji osoby czytającej to co piszę,
            > bo jestem w te wydarzenia bezpośrednio zaangażowane zatem ciężko mi patrzeć
            > obiektywnie. może rzeczywiście, moje opowieści mogą cię nudzić, tylko że nikt
            > cię do ich czytania nie przymuszał - prawda?

            no pewnie, że nie zmuszał, sama się zmusiłam do kilkakrotnego przeczytania - i
            wcale nie napisałam, że mnie nudzą. Po prostu nie rozumiem, mnie to wygląda na
            typowo kobiece dorabianie ideologii do jakichś niewiele znaczących wydarzeń.
            Ale z drugiej strony ja nie mogę się postawić w Twojej sytuacji, to prawda. Z
            tym że tu chyba chodzi nie o stawianie się w sytuacji, tylko obiektywne
            wyrażenie swojej opinii nt czyjejś sytuacji.


            > jdno wiem na pewno. zmądrzeć bym chciała, ale swoją naiwnośc leczę już wiele
            > lat. dzięki bogu mam przyjaciół którzy mnie wspierają i rozumieją.

            i fajnie, bo przyjaciele będą zawsze, a facet... jak to mówią, jak autobus,
            zawsze będzie następny :))
            • madziapoznan Re: a oto epilog 09.03.05, 15:18
              :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja