Gość: anonimowa
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
08.03.05, 13:16
muszę się komuś wygadać, bo czuję, że zaraz rozpadne się na milion kawałków...
poznałam faceta, oczywiście na necie, przez przypadek. tak jak każdego
poznaje się przez przypadek na necie.... starszy, dużo. 20 lat. żonaty, z
tego co wiem, nie rozmawiający nawet ze swoją żoną z którą mieszka w jednym
domu ale nie sypialni. wszystko co tu napisze, jest tym co ja wiem i co ja
czuję, a nie tym jak było na prawdę, choć nie wiem, czy była jakakolwiek
różnica.
ma dwoje dorosłych dzieci.
taka sobie normalna (z mojego punktu widzenia znajomość). na początku
czekanie na telefony z zastrzeżonego numeru, którego nie znałam. i były te
telefony. codziennie, po kilka razy. choć na chwilkę, choć po to, by
podzielić się ze mną czymś dobrym, smutnym, czymś ulotnym a chwilowo tak
ważnym. lubiłam jego głos. chciałam się z nim spotkać. staliśmy sie sobie
bliscy. bardzo. przyjaciele doskonale rozumiejący co chce powiedzieć to
drugie. po 3 tygodniach codziennych rozmów zniknął. miałam już numer do jego
biura. zadzwoniłam w przeciągu tygodnia 2 razy. nie wiedziałam co się z nim
dzieje. bałam się. tęskniłam. nic mi nie powiedzieli. nie chciałam dzwonić
znowu. uspokoiłam się, uspokoiłam łkanie. nabrałam oddechu. przyzwyczaiłam
się do bycia samą, znowu.
wrócił. jego wyjaśnienia były niesamowite, choć mogły być autentyczne. nie
chciałam go sprawdzać. wolałam mysleć, że mogło tak być jak mówi. miał
problemy. znowu jakiś okres rozmów, telefonów. w końcu zdecydowaliśmy się na
spotkanie.
wręczył mi bukiecik żółtych tulipanów. rozmawialiśmy, rozmawialiśmy,
rozmawialiśmy. rozstaliśmy się późnym wieczorem. kogo spotkałam? starszego
pana z pomarszczoną twarzą, ciepłem z niej bijącym, nieśmiałego, dobrego.
zdenerwowanego. z cudownym głosem, tak dobrze mi znanym...
spotkaliśmy się znowu, i znowu. nie myślcie sobie, że poszliśmy do łóżka.
nie. on nawet nie odważył się mnie złapać w talii, czy choćby pocałować.
podobało mi się to. spokojnie, powoli. tak inaczej niż do tej pory z
mężczyznami. taki ofiarny, zawsze chcący dobrze.
potem były kłopoty, u niego ze zdrowiem, z firmą, u mnie w pracy. 3 tygodnie
przerwy w spotkaniach.
no i stało się. wczoraj pił cały dzień. nie dzwonił, ja dzwoniłam, martwiłam
się. żona wyrzuciła go z domu. spał w firmie. mieszkał tam.
stwierdził, że czuje coś do mnie, że boi się tego uczucia. że bardzo mnie
lubi, że jestem taka miła. bełkot pijanego mężczyzny.... chciał, żebym
przyjechała. nie zgodziłam się. nie mogłam pojawić się w miejscu, gdzie
mogłabym go narazić na problemy z żoną (gdyby sie o mnie dowiedziała), poza
tym nie mogę oglądać pijanych bliskich mi mężczyzn... bo wtedy... zaczynam
nimi gardzić. nie chciałam tego. nie pojechałam.... dzwoniłam jeszcze kilka
razy. żył, cały i zdrowy, pijany.
dziś nie złożył mi nawet życzeń. dobijałam się do niego. przeraziłam się, że
może coś mu się stało. to nie normalne, żeby nikt w firmie nie odbierał.
widziałam go już w szpitalu... napisał: kocham cię.
po wielu przygodach, wydarzeniach, zdarzeniach. po wielu mężczyznach. po tym
co zrobiłam, na co się decydowałam, jakie nabrałam podejście do życia... po
tym wszystkim, nie chciałam tego słyszeć. wolałam nie wiedzieć. czy ja go
kocham? nie. i nie wiem czy dlatego, że to nie jest facet, który mógłby
obudzić we mnie takie uczucia, czy dlatego, że sama sobie nie pozwalam nikogo
kochać. bronię się. staram się nie przywiązywać do ludzi w taki sposób.
dziś też był pijany. nie odbiera moich telefonów. pisze tylko, że mnie kocha
i że tak nie może. przepraszał mnie za moje łzy i smutek...
eeeeehhhhhhhhh lżej mi trochę.... nie wiem jak mam się teraz zachować.
wzięłam w końcu głeboki oddech. uspokoiłam się. wiem, że nie będę już do
niego dzwonić. nie będę pisać. poczekam.
zawiodłam się na nim. przecież mógł dziś wstać, wziąść się w garść i
przyjechać z kwiatami. porozmawialibyśmy i może wtedy znaleźli rozmwiązanie.
wiem, że podjął decyzję sam.
i do jasnej cholery! nie wiem co mnie bardziej boli: to czy podjął taką
decyzję, czy to, że podjął ją beze mnie, a przecież jestem główną
zainteresowaną!!!!
wiem co napiszecie - daj sobie spokój, nie warto, pijak, znajdź faceta w
swoim wieku. wiem wiem... ale on przecież coś dla mnie znaczy....