ile razy jeszcze....

03.10.05, 00:27
ile razy ta historia sie jeszcze powtórzy?!
Obiecujesz sobie NIGDY WIĘCEJ, po czym po całkiem nie długim czasie robisz do-
kła-dnie-to-sa-mo!!! Ech... Znacie to?

Przez ponad pół roku upierdzielałam się z żonatym facetem. Tak, to tu pies
pogrzebany: facet. No więc po półrocznym upierdzielaniu się stwierdziłam:
dosyć! Trochę popłaczę (no i popłakałam), trochę pocierpię (a jakże!) i
znajdę kolejnego... I pewnie że znalazłam!!! Tylko zapomniałam na wstępie
zapytać go czy przpadkiem nie żonaty... I przypadkiem był. Tzn. pewnie nadal
jest, ale już nie śledzę jego stanu cywilnego. Z nim się uporałam nieco
szybciej, bo tak naprawdę chyba nigdy w stu procentach nie byłam w nim
zakochana... Tym niemniej tuż po rozstaniu (jakże tkliwym...)postanowiłam :
NIGDY WIĘCEJ ŻONATYCH FACETÓW!!! NIIIIGDYYYY!!!!!!

Na początku lipca przyjaciółka poznała mnie z kolegą, ktorego zna już od
wielu wielu lat. Jakoś nie było wcześniej okazji żebyśmy się spotkali.
No i.... grom z jasnego nieba! Piorun nad piorunami! Nie przesadzam! Nigdy w
życiu tak się nie zakochałam i nigdy ale to przenigdy nie byłam z czyjegoś
powodu taka szczęśliwa!!! Przez miesiąc bycia razem fruwałam wprost nad
ziemią... Pokochałam każdy nadchodzący dzień, każdą chwilę, każde źdźbło
trawy... Zresztą co tu dużo mówić - spotkałam swój ideał! Tak przynajmniej
byłam przekonana... Zawsze marzyłam o królewiczu z bajki i oto ON... Był
tylko jeden jedyny mały malutki malusieńki szkopuł szkopułek....
Mój książe juz jednej obiecał "aż do śmierci"...
Tak, tak... kolejny żonaty.
Na początku jak się o tym dowiedziałam, szybciutko odwołałam postanowienie po
moim byłym. Że niby nigdy więcej żonatych. Ten jest wyjątkowy. Z nim będzie
inaczej. Co mnie obchodzi jego żona, przecież to MÓJ IDEAŁ!!! Itede Itepe.

Nie było inaczej. To znaczy może i było. Dużo bardziej cierpiałam, bo nigdy
na nikim aż tak mi nie zależało. Nie będę się rozpisywać co konkretnie było
powodem zerwania, ale możecie się domyślać że pośrednio ŻONA.
Nie jesteśmy razem od 2 tygodni. Jest mi potwornie źle, ale coż... chyba sama
sobie jestem winna.
I co mi pozostaje... tylko postanowienie na przyszłość: NIGDY WIĘCEJ
ŻONATYCH! Lub po prostu NIGDY WIĘCEJ. Bo z tymi nie-żonatymi tez nie chcę
mieć nic do czynienia. Jestem zbuntowana i cholernie zła na los! "Żonaty
książe z bajki" - no po prostu kpina!!!
A swoją drogą, czy ze mną jest coś nie tak że zawsze na "takich" trafiam?!
Przecież sama ich sobie nie szukałam. I chcialam wreszcie spotkać kogoś
bez "bagażu".

Ale się rozpisałam. Mam nadzieję że nikt nie usnął przy lekturze... (z
drugiej strony to mogłoby być dosyć zabawne, hehe)
Tak czy inaczej musiałam. Już mi troszeczkę lepiej.
Pozdrawiam wszystkich...
    • ula76 Re: ile razy jeszcze.... 09.10.05, 23:39
      a ta Twoja kolezanka nie wiedziala,ze on jest zonaty
      bo wybacz,dla mnie to dziwne troche!
    • dama.kameliowa Re: ile razy jeszcze.... 10.10.05, 21:08
      " Nie będę się rozpisywać co konkretnie było
      powodem zerwania, ale możecie się domyślać że pośrednio ŻONA."

      Co Ty pleciesz?
      Byłaś poprostu zabawką na boku i tyle. Pakując się w czyjeś związki będziesz
      cierpieć, a przede wszystkim ruinowac życie innym. Ale co Cię to obchodzi,
      prawda?
      • wilk_syty Re: ile razy jeszcze.... 11.10.05, 18:24
        dama.kameliowa napisała:

        > cierpieć, a przede wszystkim ruinowac życie innym. Ale co Cię to obchodzi,
        > prawda?

        nie doczytalas dobrze? autorka nie widziala na poczatku, ze facet jest zonaty.
        potem postanowila sie z nim rozejsc i dobrze zrobila. a zycie sobie i innym
        (zonie) to rujnuje ten facet wyrywajac mlode laski i niemowiac im ze
        przypadkiem jest zonaty...
      • sheep2 Re: ile razy jeszcze.... 14.10.05, 00:34
        ta... ruinowac... bo to zla kobieta byla... co ty pleciesz??!! po pierwsz: nie
        wiedzial ze ci faceci sa zonaci ( tez trafilam raz podobnie), a po drugie to
        ci faceci mieli zobowiazania wobec kogos innego wiec to oni powinni miec
        rozterki moralne i poczucie winy,a nie bogu ducha winna zakochana dziewczyna,
        ktora o niczym nie miala pojecia.
    • elisheba Re: ile razy jeszcze.... 14.10.05, 04:24
      Moze podswiadomie szukasz zonatych, bo nie chcesz wyjsc za maz sama. Nic nie
      piszesz o tym. Moze traktujesz malzenstwo jako wiezienie i chcesz go uniknac.
      Romans z zonatym mezczyzna jest idealny jesli chce sie byc wolnym od zobowiazan
      i niektorym to odpowiada. Nie bedziesz rodzic jego dzieci, robic jego prania,
      gotowac mu, jesli go zostawisz wroci do zony. To zona jest w pewnych sensie
      sluzaca, Ty tylko (albo az) kochanka. Same korzysci. Trudno sie do tego
      przyznac, ale moze wlasnie tego chcesz. Sprobuj sie tylko postawic w sytuacji
      zony i jesli kiedys zonaty zostawi zone dla Ciebie, to tak samo moze kiedys
      zostawic Ciebie dla innej.
    • czerwony_kapturek1 Re: ile razy jeszcze.... 15.10.05, 23:19
      Pomyśl sobie że to nie był jednak facet o jakim marzysz - zdradzał, a jeśli
      zdradził żonę, to predzej czy później mogło spotkać to i Ciebie. Zwykły palant.
Pełna wersja