Przeklęłam?

13.01.06, 18:23
Długawe...
W maju 2004 odszedł do innej mężczyzna mojego życia. Nie będę pisać jak to
przeżywałam, bo stara sprawa, juz mnie nie boli. Ale był on największą
miłością mojego życia- to pokrótce. Odszedł do innej, do B. Już wcześniej
było nie najlepiej,ale mimo to płakałam, ryczałam, klęłam w duchu na nią i na
niego, na nich oboje. Chciałam wszystkiego najgorszego dla nich. Ale
uspokoiłam się, ochłonęłam, zajęłam swoim zyciem. Na jesieni 2004 widzieliśmy
się kilka razy, parę zdań zamieniało się. Potem zupełnie urwałam z nim
kontakt, nie odpisywałam na smsy, zyczenia które mi wysyłał, ignorowałam
próby rozmowy na gg. Cisza totalna. Tak było przez cały 2005 rok. Obecnie
czuję się szczęśliwa, zapomniałam, czas wszystko wyleczył. Nie interesowało
mnie co u niego.
Tydzień temu dowiedziałam się od niego, ze ma już z B. półrocznego synka,
szczerze pogratulowałam, on się cieszy, wysłał mi nawet mailem jego zdjęcia-
pochwaliłam. Nie pobrali sie, razem mieszkają, on czeka na unieważnienie
poprzedniego slubu kościelnego, z tamtego małżeństwa ma syna.
Ktoryś dzień z kolei zaczepia mnie na gg, ja teraz juz z nim rozmawiam, nie
mam juz żalu, ale nie będziemy przyjaciółmi. Powiedział, ze jest prawie
szczęśliwy, zapraszał mnie do nich! na kawę. Grzecznie odmówiłam, próbował
coś sugerować kino, zbyłam milczeniem, parę tekstów dwuznacznych, które też
pominęłam. Nie spotkam się z nim, bo nie czuję takiej potrzeby, ale
porozmawiać z nim na gg- porozmawiam, teraz pamiętam tylko te dobre rzeczy z
naszego związku. I niech tak zostanie.
I teraz sedno. Wczoraj dowiedziałam się,ze jego synek jest chory. Nie od
niego, ale to pewne. Przedwcześnie zarastają mu szwy czaszkowe i ciemiączka.
Jeździli z tym dzieckiem i do łodzi i do warszawy, jakiegoś leczenia podjął
się kraków. Nie wiadomo co z tego będzie, istnieje prawdopodobieństwo że
dziecko ma też jakieś wady genetyczne.
Od wczoraj beczę, nie mogę sobie znaleść miejsca. Ja przecież tak jego i ją w
duchu wyklinałam. Nikt nie wie że ja wiem. Czuję się winna, taka marna wsza.



    • konewka_dorotki Re: Przeklęłam? 13.01.06, 18:45
      daj spokój, człowiek na szczęście nie ma takiej władzy nad innymi by sprawić
      żeby innemu stała sie taka tragedia..nie przeceniaj siły słów..to ich krzyż, ty
      kiedyś niosłaś swój.. to ich życie, odseparuj się od nich, nie warto ranić sie
      dalej.. ja znam w pewnym sensie Twój problem, cos powiedzmy podobnego przeżyłąm
      sama, ale nic nie zrobiłam by wejśc w sytuację, a z czasem rozwiąząła sie sama..
      masz swoje życie i nim sie zajmij..i opiekuj sie sobą
      • joa1001 Re: Przeklęłam? 13.01.06, 19:04
        Dorotko!
        Ja zyłam i żyję swoim zyciem. Nie utrzymywałam z nim kontaktu ponad rok, nadal
        nie zamierzam, nie myslę z nim się widzieć, nie przyjęłam jego zaproszenia do
        ich domu na kawę, bo nie chcę.
        Przypadek sprawił, ze wiem i czuję się z tym źle. Też cierpiałam i pamiętam jak
        bardzo. Zamknęłam gadu gadu, nie chcę z nim więcej rozmawić.
        Ale czuję się przybita, wolałam nic nie wiedzieć.
    • skin2 Re: Przeklęłam? 16.01.06, 17:15
      Mam rade dla Ciebie porozmawiaj o tym z księdzem bez względu na twoja wiare
      ksiądz napewno potrafi Ci ta jakby niepatrzeć delikatna sprawe wyjasni .A tak
      według mnie niema w tobie żadnej winy ,myśle że więcej do zarzucenia ma Twój
      były .No ale nieznamy tematu do końca .Pozdrowienia
    • samica1 Re: Przeklęłam? 17.01.06, 01:45
      Czyli byłaś z facetem, który już był żonaty i miał dziecko, a potem cię
      zostawił dla innej, z którą ma następne dziecko.
      Nie tylko ty miałaś powody, żeby mu źle życzyć...
      • agnes1211 Re: Przeklęłam? 17.01.06, 07:27
        gdyby twoje przekłeństwo miało moc to trafiłoby w tego faceta a nie w
        dziecko,dzieci chorują nie ma w tym twojej winy a ten facet jest dupkiem,nie
        klikaj z nim bo tyko sama sie dręczysz szkoda zdrowia
      • joa1001 Re: Przeklęłam? 17.01.06, 17:50
        Nie, byłam z nim kiedy był już 2 lata po rozwodzie,z którego ma pierwszego syna.
    • joa1001 Re: Przeklęłam? ciąg dalszy 17.01.06, 18:11
      Przyjechał do mnie wczoraj do pracy, rozmawialiśmy, wypiliśmy kawę. Powiedział
      jakie miał kłopoty z synkiem, udałam, ze nic nie wiedziałam. Ale podobno jest
      dobrze, odstąpili lekarze od operacji, kontrola za 3 miesiące.
      Ulżyło mi.
      Ale.. On jest dziwny. Ponowie zaprosił mnie do nich do domu na kawę, odmówiłam.
      Zaraz dodał, że od poniedziałku jego dziewczyna wraca do pracy i żebym przyszła
      to zobaczę jego synka, zrobimy śniadanie, pogadamy.Wziął za rękę, oglądał
      pierścionek. Udałam głupią,nie chcę domyślać się o co mu chodzi. Ale wiem
      jedno, jego wizyta sprawiła mi przykrość, czy tak nisko mnie ceni? że przyjdę
      do niego pod nieobecność jego dziewczyny?
      Jest mi po prostu przykro, ale może się czepiam?

      • lida82 Re: Przeklęłam? ciąg dalszy 17.01.06, 21:31
        jak tak czujesz to nie idz chyba zadna szanujaca sie kobieta by nie poszla
        a z tym chorym synkiem to chyba jestes wrazliwa wartosciowa kobieta i
        przejelabys sie losem innego chlopca nawet nie synkiem ex faceta..pozdrawiam
        • joa1001 Re: Przeklęłam? ciąg dalszy 18.01.06, 19:37
          Oczywiście że nie pójdę nigdzie, nie chcę oglądać mieszkania, gdzie kiedyś ja
          pomieszkiwałam, wiem ze by zabolało.
          Wiem, ze nie rzuci się na mnie by ciągnąć do łóżka, raczej czekałby żebym ja to
          zrobiła, na tyle go znam. I być może odmówiłby. To są moje gdybania,
          teoretyczne.
          Dlatego stosuje te metody, tu niby za rączkę złapie, sprawdza czy jego urok
          jeszcze działa.
          Dlatego nie spotkamy się u niego w domu. Widzę ,że kontakt z nim wybił mnie z
          równowagi. Ma dziewczynę, za ileś miesięcy żonę i dziecko.
Pełna wersja