offca20
28.01.06, 10:25
Słuchajcie, mam prawie 20 lat (koncze w marcu). W kwietniu 2005 r. poznalam
wreszcie faceta, ktorego bardzo kocham. Wczesniej mialam troche potyczek. Np.
majac 16 lat bylam w zwiazku z facetem, o 5 lat ode mnie starszym. Tak
bardzo "niby" go kochalam, ze zgodzilam sie na moj pierwszy raz z nim. Bylo
do kitu, bardzo tego zaluje, zle mi jest, ze nie sluchalam innych, a nawet
wlasnego rozumu, tylko to zrobilam. Bolalo, zle mi bylo i wkrotce potem
doszlam do wniosku, ze to na pewno "nie ten". Pochodze z normalnej rodziny.
Rodzice zawsze bardzo mna sie przejmowali, jestem jedynaczka, ale moge, z
reka na sercu powiedziec, ze nie mam wszystkich cech jedynaczki, lubie sie
dzielic i takie tam. Jestem szczesliwa, ze nie jestem z tym kolesiem. Ale
wiem, czemu sie poddalam, bo jestem bardzo wrazliwa.
Tak, jak napisalam na poczatku, poznalam w kwietniu faceta, w moim wieku.
Jest szalenie inteligenty, super, zajmuje sie modelami. Bardzo go kocham,
ciesze sie, ze moi rodzice go akceptuja, mnie jego tez, mamy oboje straszych
rodzicow i daltego swietnie sie rozumiemy. Nie trzyma mnie on wiecznie za
reke, ale wiem, ze bardzo mnie kocha. Jest mi cieplo na sercu, bo wiem, ze
jak go nie ma dla mnie, to znajde go prędzej w piwnicy klejącego model, niz
na imprezie.
Ale wlasnie, jest pewnie "ale". Kiedy zaczelismy sie spotykac, wszytsko bylo
takie cudowne, zapraszal mnie itp. nie często, ale czasami mial
zajawke "chodzmy na gorąco czekolade" i on stawiał. Tak jeszcze wtrace, ze ja
nie jestem z tych, co oczekuja, zeby facet wiecznie rozpieszczal drogimi
prezentami.
Ale dalej, po jakims czasie wiele sie zmienilo, nadal bardzo sie kochamy, na
pewno tpo uczucie miedzy nami nie przygaslo, ale to ja codziennie prawie, jak
mam czas, np. ide pozniej i on tez na uczelnie chodze mu robic sniadanka
rano, pomagam mu sprzatac w pokoju, bo on nie lubi,kupuje mu jakies pierdoly,
czasami, kiedy ma zly humor zapraszam go na obiad i takie tam. On z kolei juz
przestal to robic, nie moge doprosic sie nawet glupiego kwiatka, ja wiem, ze
to nie dlatego, ze mnie nie kocha, ale nie wiem. On jest
takim "matematykiem", nie czuje, ze dla mnie to cos cudownego dostac malego
tulipana.
Juz nie wiem, co mam zrobic, zeby wrocilo to,co kiedys, nawet czasami
pozyczam albo wrecz ja place za benzyne do niego do samochodu. Powiedzcie,co
ja mam zrobic? Na pewno to uczucie nie wygasło, tutaj jest co inego. Nie
umiem znalezc sposobu, jak mu o tym powiedziec, zeby dotarło, zeby to
poprostu zrozumial. Nie chce czegos zepsuc. Czasami mam doły, ze wolalbym,
zeby bylo, tak jak na poczatku naszej znajomosci, ze pomimo tego, ze balam
sie, zcos sie spieprzy, nie wiedzialam, czy on tez to do mnie czuje, to bylo
lepiej. Powiedzialam mu o tym, ze za tym tesknie, to on na to, ze przeciez
nie da sie, zeby bylo tak, jak kedys, jak juz jestesmy tak blisko, no kurcze,
ja wiem, tylko on nie zroumial sensu w tym
Sorry, za taki dlugi wywod, ale prosze, poradzcie tak z serca. Naprawde
bardzo mi na nim zaleze, a z czysm takim sie mecze
Pozdrawiam