Dlaczego jestem obojętna...?

11.12.06, 11:58
Witam wszystkich.Niewiem czy pamiętacie kiedyś mój problem,ale przypomnę tak
krótko.Byłam z facetem 5 lat,potem on mnie zostawił,zdradził,zmieszał z
błotem....Upłynęło troszkę czasu,jestem w związku z chłopakiem,który bardzo
mi się podoba,jest w moim typie,naprawdę mnie kręci.W pierwszych dniach
naszej znajomości po prostu fruwałam ze szczęścia,byłam najszczęśliwsza pod
słońcem,przeszłość pozostała gdzieś w tyle,poczułam,że zaczynam żyć,całkiem
inne życie,inny związek,inne traktowanie...Na każdą myśl o nim miałam
milutkie ciarki i motylki w brzuchu.To była powiedzmy "faza zdobywania" i
poznawania się.Teraz,kiedy wiem,że jest mój,kiedy mi o tym mówi,że należy
tylko do mnie,że ja jestem tylko jego to całe zauroczenie jakby
minęło....Tzn.dalej bardzo mi się podoba,ale nie czuję już wiercenia w
brzuchu...Niewiem co się ze mna dzieje,sama siebie nie rozumiem.Czy mój były
facet tak zniszczył mi psychikę,że ja już nie potrafię się do nikogo
przywiązać...?Nie chcę nikogo oszukiwać,a na pewno nie siebie.A z tym
chłopakiem chcę być,zależy mi na nim,ale boję się,że nie będę potrafiła
powiedzieć mu słowa KOCHAM kiedy będzie chciał to usłyszeć....
    • martita503 Re: Dlaczego jestem obojętna...? 12.12.06, 20:31
      a moze go poprostu nie kochasz? skoro stwierdzasz, ze nie potrafisz sie do
      nikogo przywiazac to ktory to z kolei? 10?
      pomalu. daj sobie czasu. sytuacje zawsze same sie jakos klaruja. nie wyjdzie ci
      z tym, to moze z kims innym...
      glofka do gury;))
      • izzadorra Re: Dlaczego jestem obojętna...? 18.12.06, 21:30
        Na pewno jeszcze go nie kocham.To zbyt krótki okres,żeby móc pokochac,wolę być
        pewna niż sie oszkuwiac i jego też,że go kocham.Ja wiem,że to przyjdzie.A jeśli
        chodzi o Twoje pytanie to nie jest to 10 facet z kolei,to pierwszy od momentu
        kiedy rozstałam się z byłym.Przez 3 miesiące byłam sama.Sadziłam,że przerwa
        dobrze mi zrobi i potem będę gotowa na nowy związek.Nie chodzi mi o to,że nie
        jestem gotowa,ale o to,że coś mnie hamuje przed zbyt wielkim zaangażowaniem.
    • kasiek223 Re: Dlaczego jestem obojętna...? 15.12.06, 11:55
      witam, ja mam podobny problem- tylko ja jestem w sytuacji twojego chlopaka:)...
      jestem w polrocznym zwiazku. na poczatku wszystko bylo super- dokladnie tak jak
      ty to opisalas;moj chlopak bardzo sie o mmnie staral i widzialam ze mu na mnie
      zalezy. lecz w miare uplywu czasu zaczelam bardziej go poznawac i wszystko
      zaczelo sie zmieniac , otoz dowiedzialm sie ze miesiac przed tym jak zaczal sie
      ze mna spotyakc zerwala z nim dziewcyzna( to byl 4 letni zwiazek)ostatnio
      rozmawialismy i powiedzial mi ze nie mzoe dac mi tego "prawdziwego uczucia", bo
      zostal tak bardzo zraniony przez ta jego eks i boi sie zaangazowac...mowi ze
      jestem super ze bardzo mu na mnie zalezy, ze gdyby mial porownac mnie i tamta
      dziewczyne to zdecydowanie woli mnie , ale...no wlansnie jest to jedno ale -
      ktorego ja nie potrafie zrozumiec, moze ty masz podobny problem jak moj
      chlopak. twoj 5 letni zwiazek pozostawil ryse w twojej psychice...moze masz
      taka blokade
      • izzadorra Re: Dlaczego jestem obojętna...? 18.12.06, 21:24
        Masz rację.Mam pewną blokadę w sobie,która nie jest zależna ode mnie...Ja po
        prostu boje się,że może to wszystko prysnąć tak szybko jak się zaczęło.Być może
        Twój chłopak czuje podobnie mimo,że wcale nie ma podstaw.Tak jak ja-też nie mam
        podstaw,żeby nie wierzyć w to,że nam nie wyjdzie,bo właściwie już nam sie
        ułożyło,jesteśmy szczęśliwi ze sobą,dogadujemy się,szanujemy...Nie znam
        sposobu,żeby przełamać ta blokadę,ten strach,chociaż tak bardzo bym chciała nie
        pamietać tego co było tylko myśleć o przyszłości...
    • akrakuska Re: Dlaczego jestem obojętna...? 15.12.06, 19:25
      To co napisałaś to brzmi jak byś dosięgła nieba, tylko pozazdrościć. Moim
      zdaniem zmieniło się u Ciebie dlatego, że jesteś już jego pewna i czujesz się
      spokojnie, na luzie, już bez dreszczyka.... Poprostu jest to już rutyna,
      codzienność. Nie wiem czy dobrze to odddałam o co mi chodzi, ale naprawdę nie
      masz się czym martwić, to tylko powód do szczęścia i dumy. POZDRAWIAM
      • izzadorra Re: Dlaczego jestem obojętna...? 18.12.06, 21:27
        Po tym co przeszłam w ostatnich latach mojego byłego związku to rzeczywiście
        obecny czas można nazwać niebem :-) Ale ja właśnie chyba boję się tej
        rutyny,która powolutku sie podkrada....
Pełna wersja