m_aggi
10.03.07, 11:55
Wczoraj moj facet obraził się bo podczas zakupow powiedziałam mu, ze nie zorbie sałatki ktorą chciał. Według jego powinnam być prawdziwą "żoną" (mieszkamy razem bez slubu) i gotować, sprzątac itp. Nieraz mi to zarzuca. Pewnie chciałby, zebym była jak jego matka! Ja czasami gotuje, robie sałatki, sprzatam, piore...uważam się za "normalną" kobietę. Fakt, ze w kuchni mam raczej dwie lewe ręce i nie przepadam za kulinarnymi eksperymentami, ale jak trzeba to przyrządzam dania! Szlag mnie trafia, ze ciągle jest niezadowolony i pewno gdybym pichciła, jak on sobie tego życzy i tak by coś wymyślał, a ja nie chce być niewolnikiem kuchni i jego wymysłów.
Co o tym myślicie? Kobiety! Czy ja jestem jakaś wyrodna?? Zarzuca mi, ze potrafie tylko siedzieć u kosmetyczki i fryzjera (akurat w tym tygodniu byłam, więc tak sobie skojarzył)
Mam doła strasznego, ale nie zamierzam sie odezwać pierwsza! Wiem, głupota