lino3
12.05.07, 22:04
Mam koleżankę, z którą utrzymuję relację zdrowego kumpelstwa: Ona ma swoje
życie, ja swoje. Dodam, nie jesteśmy w swoim typie; można by tę relację nazwać
duchowym porozumieniem siostrzano-braterskim.
Dla uchronienia jej prywatności, a z drugiej strony łatwości opisu sprawy,
nadam jej imię Renata (w rzeczywistości nosi inne imię). Renata ma 34-35 lat.
Delikatna, wrażliwa, kochająca poezję, sama też pisze, dziewczyna o lotnej
inteligencji.
I ma za sobą dwa związki. Pierwszy z jej rówieśnikiem, taki należący do
rodzaju toksycznych. Wyszła z tego bardzo poraniona. Drugi związek był inny.
On, nadam mu imię Rafał, był starszy od niej o 5 lat. Bardzo w niej zakochany.
Taki - jak mogłem sobie zbudować z opisów Renaty obraz jego osoby - typ Mark
Darcy
www.youtube.com/watch?v=pkq8QucX4Ws&mode=related&search=
Widziała miłość Rafała do niej, bo tym się ze mną dzieliła, i pozostawała u
niej wdzieczność dla Rafała za to jego uczucie, jego delikatność. Rozstali
się, bo Renata szukała kogoś innego.
Bo...
Renata, zawsze, głębią swojej kobiecości, czuła, i o tym mi mówiła, że chce
być z młodszym od niej chłopakiem, chociaż - cytuję jej wypowiedź - "nie był
to priorytet, ale mając temperament i naturę dziewczynkowato-kobiecą,
chciałaby taka pozostać". I młodszy od niej chłopak miał to jej zapewnić.
Poznała chłopca, który jest 9 lat od niej młodszy. Z czarem, jak sama to
ujęła, przed którym broniła się jak mogła.
Są ze sobą od 3 miesięcy. On już jej, bo mi napisała, opowiadał jak wyobraża
sobie ich przyjęcie weselne. Cieszą się sobą - to normalne i zrozumiałe.
Kibicuję Renacie tak jak potrafię! I naprawdę, chciałbym ją kiedyś zobaczyć z
kochającym ją mężczyzną i ich dziećmi, których ona pragnie.
Napisałem jej jednak, by pomyślała o tym, że mężczyzna, który ma dzisiaj 25
lat, może być niewątpliwie dojrzały, ale - by uniknąć gradacji, która mogłaby
rzucać cień deprecjacji - jest to rodzaj innej dojrzałości, niż ta która
charakteryzuje mężczyznę np. 30-to lub 35 -letniego. No a jak mężczyzna
40-letni może patrzeć na siebie samego, świat, swoje życie kiedy miał te 25 lat?
Sam jestem po 40-ce, i pamiętam siebie z połowy lat 20. mojego życia, połowy
lat 30. I co mogę powiedzieć? Życie i czas nas zmieniają...
Delikatnie jak potrafiłem napisałem Renacie, że ten, dzisiaj, 25-letni
chłopak, niewątpliwie wspaniały, jutro kiedy osiągnie 30, 35 lat, może być
inny, i to dlatego, że sfera intelektualno-duchowo-zmysłowa mężczyzny, bodźce
na które reaguje, upodobania, które jego relację wobec kobiet budują, nie są
constansem.
W relacji bratersko-siostrzanej można sobie na taką bezpośredniość i otwartość
pozwolić: zaproponowałem Renacie - bo pomyślałem, że niedobrze będzie jeśli
swoimi obawami będę zniekształcał obraz jej nadziei - żeby zajrzała sobie na
fora kobiece, na których Wy, Panie, rozmawiacie na wiele tematów.
To nie jest tak, że chcę ją odwieść od tej znajomości. Wierzę jej, że on ją
może kochać; wierzę, że ona też darzy uczuciem tego chłopca. I jednego jej
serdecznie życzę: żeby Renata znowu nie dostała po głowie! Ona jest tak bardzo
głodna uczucia. Pragnie kochać i być kochana.
Co jeszcze Waszym zdaniem, drogie Panie, można zrobić?