kosmopolitka71
28.08.07, 22:48
witam!
Ciekawa jestem opinii forumowiczek/ow...
A oto moj dylemat.
Nie wiedzie sie w moim malzenstwie juz od dluzszego
czasu .Mieszkalismy przez ostatnie prawie 3 lata osobno, w
roznych miastach, mamy 3-letnia coreczke. Od niedawna postanowilismy
(po dlugich wahaniach...) sprobowac jednak znow zamieszkac
razem....W jakims sensie...postanowilismy sprobowac dla dziecka...
Mieszakmy ze soba zaledwie kilka dni i juz sa klotnie.... A tym
razem chodzi o kase. I moje pytanie - co Wy na to -
Wiec - wprowadzajac sie z powrotem do niego, wynajelam swoje
mieszkanie, i maz uwaza , ze do tzw "wspolneo gara" powinnam dawac
cala kwote pozyskana z wynajmu, natomiast on - polowe swojej
pensji, a jak zaczne pracowac(teraz intensywnie poszukuje pracy) mam
rowniez dawac pol pensji. Zreszta przedtem, zanim wyjechalam - byla
taka umowa miedzy nami - ze skladamy sie na wspolne zycie po polowie
uzyskanych dochodow, ... ta umowa byla narzucona przez meza,
poniewaz ja uwazam ze malzenstwo to wspolnota, w kazdym zakresie, a
nie takie dzielenie - Twoje , moje, a ten kawalek - wspolny.
I wlasnie (skoro on tak zarzadzil , ze dajemy po polowie
dochodow). - uwazam , ze kasa z wynajmu to w pewnym sensie moj
dochod, i ze powinnam dac do "wspolnego gara" polowe z niego .
Jego filozofia brzmi - on daje w calosci pozytki ze swojego
mieszkania(tzn , ze moge w nim mieszkac, nie placac za wynajem,
ktory jest tu bardzo drogi - w-wa) , wiec i ja powinnam dawac kase z
wynajmu swojego mieszkania w calosci. I gdzie tu racja, wg was....?