rosemary77
22.09.07, 18:55
Własnie naszły mnie takie przemyślenia odnośnie pewnego faceta.
Spotkałam go już daaawno temu i wtedy to zaczęły się moje problemy z
losem czy przeznaczeniem. Koleś jest bardzo fajny, miły, opiekuńczy,
ma wspaniałe poczucie humoru, jest przystojny i dogadujemy się
praktycznie bez słów. Można powiedzieć ideał. Tylko zawsze gdy
coś "zaczyna się dziać" w sensie on wykonuje jakiś ruch w lierunku
relacji partnerskich, we mnie wstępuje złe. Najeżam się i koleś
wygląda później jak by ktoś mu wylał na głowę kubeł zimnej wody. A
ja pluję sobie w brodę i zupełnie nie wiem dlaczego się tak
zachwoałam. Doszłam do wniosku że widocznie tak musi być i nie
trzeba z tym walczyć, ale jednak cały czas nie daje mi to spokoju.
Co o tym myślicie?