blue.weronka
26.10.07, 22:35
Przedstawię wam sytuację:
Aktualnie jestem na etapie szukania pracy, moja koleżanka pracuje (jak na
razie jest na umowie próbnej ale rzekomo ma dostać stałą). Mamy z sobą częsty
kontakt, razem studiowałyśmy, razem wynajmowałyśmy mieszkanie na okres
studiów. Wydawało się że wszystko gra między nami, sądziłam że jest w porządku
do mnie .... parokrotnie w rozmowie mówiła że u niej w firmie nie ma
sekretarki więc pomyślałam, że może to jest dla mnie szansa (miałam roczny
staż jako sekretarka w innej firmie – więc jakieś doświadczenie mam)
powiedziałam jej aby dała mi dokładny adres firmy i nazwisko szefa to napiszę
podanie + CV i pójdę na rozmowę w tej sprawie, ona stwierdziła, że sama
pójdzie do niego i spyta czy są jakieś przyjęcia, zaczęła mnie przekonywać że
ma dobre układy z szefem i może to zwiększy moje szanse. Ufałam jej więc
zgodziłam się aby wybadała sprawę a ja będę działać dalej. Po 2 dniach
napisała mi na gg – że była u szefa tak jak obiecała i jest dziś w fatalnym
humorze, wręcz jest wkur... bo szef mianował ją na sekretarkę, zaczęła mi
pisać że broniła się jak mogła aby jej nie brał na sekretariat, rzekomo
prosiła aby to mnie przyjął na to stanowisko, bo ona nadal chce pracować w
dotychczasowym wydziale. Mówiła mu o swoich planach życiowych itd. A mi coś
trudno w to uwierzyć, że mimo iż jest na okresie próbnym to miała odwagę
przekomarzać się z szefem i narzucała mu swoją wolę, że nie chce być
sekretarką i już, dziwi mnie to bo po pierwsze znam ją parę ładnych lat i
wiem, że ona nie potrafi komukolwiek się przeciwstawić, nawet jak ktoś ze
znajomych powie jej przykrość to nawet nie potrafi się obronić, jak w pracy
narzucali jej nawał papierów to nawet słowem się nie odezwała że sama nie da
rady, mimo iż wiedziała doskonale o tym, że nie podoła temu, wolała zostawać
sama po pracy albo brać papiery do domu aby wyrobić się z nimi na czas aniżeli
poprosić kogokolwiek z jej wydziału o pomoc – a tu nagle miałaby odwagę
przeciwstawić się woli szefa. A po drugie tyle razy mi mówiła że u niej w
wydziale jest kupę roboty, że ma urwanie głowy, że musi nawet w pośpiechu jeść
aby zająć się dalej swoją pracą, że wychudła przez to, że czuje zmęczenie,
zostaje często po godzinach i nawet część pracy zabiera do domu aby wyrobić
się ze wszystkim na czas. Pisząc mi to wszystko na gg strasznie ubolewała nad
tym, że szkoda jej że już nie będzie pracowała z kolegami, że straciła ich bo
przenosi się do innego pokoju (sekretariatu). Pisała na gg że osoby z jej
wydziału są na nią urażone o to, że przenosi się na sekretariat, a przede
wszystkim kierownik jest na nią zły że nie miał bladego pojęcia że odchodzi z
jego wydziału, przyznała się że kierownik i pozostali twierdzą że sama sobie
potajemnie przed innymi pracownikami załatwiła te przeniesienie. Rzekomo
kierownik jest zły o to że to całe przeniesienie działo się za jego plecami.
A teraz tak sobie myślę czy idąc do pokoju szefa miała faktycznie na celu
rozmowę z nim w mojej sprawie, czy mówiła o mnie – a czy po tym jak
dowiedziała się, że mam zamiar ubiegać się o to stanowisko i wybieram się do
jej firmy z podaniem i CV poszła do szefa od razu z myślą załatwienia sobie
tej „posadki” a mi wmówiła że idzie w mojej sprawie
A wy jak uważacie ?