Czy jest szczęście w nieszczęściu?

27.10.07, 19:39
Rzadko bywam aktywna na forach, chociaż czytam tu i tam i widzę, że wielu
osobom jest ono wprost niezbędne do życia. chciałabym poznać wasze
doświadczenia w tytułowej sprawie.O moich mogę pisać dopiero teraz, gdy
nabrałam dystansu i gdy upłynęło sporo czasu.
Przed dziesięciu laty moja mama ostro piła.Nic nie pomagało, nawet odwoływanie
się do faktu, że jest już babcią i to nastoletnich wnuków.Nawet ją rozumiałam,
bo życie z moim ojcem to już powód,żeby sięgnąć po kielicha.Uratował ją...
nowotwór piersi. Bóg postanowił,że da jej powód i...mama wygrała życie, a
miała wtedy 59 lat. Gdy myślę o tej sprawie, gdy patrzę w jej trzeźwe,
kochające oczy to wierzę, bardzo mocno wierzę, że to nieszczęście ją uratowało.
Pięć lat temu mój 18-letni syn został aresztowany.Nie był trudnym chłopcem,
ale był pod dużym wpływem kolegów.Trzy miesiące w areszcie pozwoliły mu
zrozumieć, że bardzo łatwo może stracić wszystko. Wyszedł, zdał 10 egzaminów w
czasie wakacji, żeby nie stracić roku. POtem ukończył szkołę średnią i pięknie
zdał maturę, zaczął studia i poznał wspaniałą dziewczynę. Jest dla mnie
szczególnym dzieckiem, bo mi udowodnił, że warto mu zaufać. Dla drugiego,
młodszego syna stał się żywym przykładem, jak łatwo można zbłądzić, gdy ufa
się nieodpowiednim osobom.A dla swojej siostry jest ideałem chłopaka -
pracowity, opanowany, czuły. Dziś wiem na pewno, że Bóg mi dopomógł i to
nieszczęście uratowało moje dzieci przed pokusami życia.
Czy macie podobne doświadczenia?
Pełna wersja