tola1978
20.01.08, 10:02
Jestem z chlopakiem ponad rok. Miał problemy, byłam z nim, choc mogłam (jako
nowo poznanego) rzucic w kąt i być wolna. Ale zostalam. Nie mowie, ze ma mnie
teraz nosic na rekach, ale docenic.
Potem wszystko sie ustabilizowało. Pol roku mija... a on teraz planuje swoja
tygodniowa podroz motorem w piekny kraj. Oczywiscie on chce bym jechała, ale
"na jego warunkach" . Ja tez chcę, ale autem, bo nie wytrzymam na moto, za
daleko i boję sie. I wyglada na to ,ze on pojedzie,a ja nie.
Nie wiem co o tym myslec.
Mysle, ze jak ludzie są razem to razem to i razem CHCĄ przezywac piekne chwile
i podziwiac piekne widoki. A tu on planuje coś w czym ja nie wezme udziału.
Z jednej strony chce mu powiedziec, ze jak sam wybierze sie w taka podróż- to
juz nie bede na niego czekac.... (bo da mi tym do zrozumienia ze moze byc
szczesliwy beze mnie, a co wiecej bedzie szczesliwy wiedzac, ze ja nie jestem-
bo tez chciałam jechac)
Z drugiej kazdy ma prawo do zrobienia czegos co lubi i nie moge mu tego
zakazac i nie mozna szczescia uzalezniac od drugiej osoby- ale to mi sie
gryzie z sensem bycia razem.
Co robic, jak sie ustosunkowac do tego? Dla mnie po tym wszystkim co dla niego
zrobiłam, powinien wykupic wspolna wyciecze i jechac gdzies razem.... a nie
zabrac sie i spełniac swe marzenia.