darkybaz
11.05.08, 17:39
Jeszcze rok temu byłam atrakcyjną, pełną życia, niezwykle
towarzyską, uśmiechniętą dziewczyną. Nie miałam problemu z
poznawaniem nowych osób, byłam uwielbiana w towarzystwie, wręcz
pożądana; wszyscy zabiegali o znajomośc ze mną. Lśniłam. Zawsze
miałam to, co chciałam: czas wolny, przystojniaków, wycieczki,
ciuchy. Miałam to miłe poczucie, że jestem ciut lepsza od innych ;)
Dzisiaj inni są lepsi. Jestem brzydka, tłusta, smutna i zła na
siebie. Nie potrafię odnaleźć się w nowym towarzystwie, buduję mur
wokół siebie. Czuję się odtrącona, nieatrakcyjna, głupsza. Tak
jakbym nie zasługiwała na kontakty z innymi ludźmi. Boję się
negatywnych ocen. Strasznie zaczęło mi zależec na aprobacie
środowiska.
Nagle zaczął mi przeszkadzac okrąglejszy brzuch, cellulit,
bezkształtne ramiona. Nie mogę patrzec na siebie w lustrze. Ostatnio
podobałam się sobie tuż po diecie kopenhaskiej, jednak zaraz po niej
wpadłam w błędne koło: jestem gruba więc jem, jem więc jestem gruba.
Codziennie w dzień, jak zwierzę pochłaniam kolejne porcje jedzenia,
które nawet mi nie smakuje. Po wymiotach mam potworną zgagę, więc
już tego nie robię, za to wieczorem biegam i wskakuje na orbitrek.
Od dwóch miesięcy nie uprawiałam seksu, nie kręcą się wokół mnie
żadni fajni mężczyźni. Brzydzę się dotykac mojego ciała, wiec
pewnie nawet nie byłoby mi dobrze w łóżku. Dostaję szału widząc jak
moje koleżanki, które jeszcze niedawno były (niestety) „dodatkiem”
do mojej osoby, żyją pełnią życia, brylują w towarzystwie i nie mają
tych pieprzonych problemów natury emocjonalnej.
Wiem, że wszystko zależy od mojego spojrzenia na sprawę. Wystarczy
zmiana sposobu myślenia o sobie, podjęcie pewnych kroków(nie
izolowanie się od ludzi), przejścia na dietę 1000kcal itd. No więc
dlaczego mi się wciąż nie udaje i jest coraz gorzej?