coco011
06.06.08, 12:42
witam wszystkich!!
wdzięczna będę za każdą radę i opinię w związku z moim problemem.
jestem stosunkowo młodą osobą i do tego już mamusią gdyż mam 23 lata
i 3-letniego synka.Ostatnio czuję że świat wali mi sie na głowę.Od 6
lat mam chłopaka ( tata dziecka). Mieszkamy osobno i narazie nie ma
możliwości tego zmienić.Wkażdym razie nie możemy sie od jakiegoś
czasu porozumieć zupełnie. Znalazł prace poza Warszawą i nawet nie
raczył mnie o tym powiadomić..W zwiazku z pracą prawie wogle sie nie
widujemy..(dziwne to zważywszy na fakt posiadania razem
dziecka...).On twierdzi że jestem nachalna, przynajmniej tak to
odczuwam.Wczoraj wogle nie chciał ze mną rozmawiaz przez telefon,
nie odzywa sie po pare dni tłumacząc że przecież to ja mogłam
zadzwonić.Nie rozumie moich uczuć, że tęsknię, zachwouje sie tak
jakby wogle mu na mnie przestało zależeć.A ja niestety cierpię z
powodu jego zachowania..Tłumaczy się że pracuje, jest zmęczony,nie
ma ochoty na rozmowy. Wiecznie słysze - " daj spokój", " jutro
porozmawiamy" i jego wzdychania ze zniecierpliwienia kiedy mówie o
tym co mnie boli. Rozumiem że też jest mu ciężko ale traktowanie tak
kogoś uważam poprostu za podłe.Wczoraj wyskoczył do mnie z pretensją
że wysyłam mu odgroma sms-ów i non stop dzwonie.Ale co z tego jak on
nie odbiera tej przeklętej komórki.Zadnych podejrzeń jeśli chodzi o
zdrade nie mam.Wiem że nikogo nie ma.Mieszka z ojcem i po pracy
wraca odrazu do domu...Brakuje mi uczucia, zrozumienia, troski i
tego że czasem chciałabym usłyszeć od niego że mnie kocha i że
tęskni..Już sama nie wiem co mam o tym wszytskim myśleć. Cały dzień
potrafie przepłakać i mam doła.Przecież nic mu złego nie zrobiłam,
zawsze mógł na mnie liczyć.Nie wiem skąd u niego taka obraza,że go
niby kontroluję czy jak.. Nie wiem czy jest sens ciągnąć to dalej.
Kocham do najmocniej na świecie, ale nie potrafie zaakceptować jego
stosunku do mnie.Dodam że jak mieszkaliśmy do niedawna razem, bo
teraz poszedł mieszkać do Taty..było wszytsko okey.Był najukochańszy
na świecie. Pamietam że czasem mi wymawiał że trzymam go pod
pantoflem i że nie może isc na piwo z kolegami. Ale przecież
jestesmy razem...mamy dziecko. Dziecko jest chore i tym bardziej
powinien mi pomagać. Zastanawiam się po której stronie leży wina, a
może po obydwu.Nie umiem sobie z tym wszytskim poradzić dlatego
licze że może na tym forum znalazła by sie jakas osoba ktora
wspomogłaby jakąś radą, co powinnam zrobić.Czy wogle przestać sie do
niego odzywać, odciąć sie zupełnie..ale co wtedy z dzieckiem???Dodam
że zdradę odrazu wykluczam..więc jak to tłumaczyć??????!!!!Jego
rodzice tłumaczą mi żebym nie była nachalna i mu sie nie
narzucała...to co to niby ma oznaczać..??!! Wkońcu dojdzie do tego
że wogle przestaniemy z sobą rozmawiać. A może 6 lat razem robi
swoje i juz nie potrafimy kochać sie tak jak kiedyś..
Wdzięczna będę za każdą odpowiedż na mój post...coco