toykana
09.06.08, 21:32
Juz sama nie wiem co mam myśleć.Bylam z facetem prawie pięć lat.
ostatnie dwa lata mieszkalismy ze sobą, ale poniżal, wyzywał, czasem
reke podniósl.Odeszlam.Zaczęlam życ na wlasny rachunek. On
twierdzi,ze sobie nie poradze, ale jakos daje rady.
Na koniec jeszcze bylo mnostwo atakow z jego strony na moja osobe,
wyzywania, oczernianie wsród znajomych itp. Ale nastepstwem tego
przeprosiny i obiecanki ze juz nie bedzie. Powiedzielismy sobie,ze
chcemy zaczac nowe zycie i zyczylismy szczescia...no wlasnie...
Zyczylam mu szczescia, innej dziewczyny jak ja( nie wiem czemu ale
czuje sie winna) i zeby potrafil sie zmienic dla tej nastepnej i
zeby byl szczesliwy... ale to byly tylko slowa... tak naprawde w
duchu mam nadzieje,ze jak spotka jakąs dziewczyne,ze bedzie mial te
same problemy i ze moze zroumie jaki jest naprawde ... wcale nie
zycze mu szczescia...mam nadzieje,ze trafi na gorszą heterę która da
mu popalić i bedzie z placzem mnie wspominał, moja glupote naiwność
itp...
Czy ja jestem totalna egoistką???czy tak bardzo go nie nawidze???
nie wiem... bije sie z myslami..jest mi głupio ale zarazem naprawde
nie potrafie jemu zyczyc szczescia..;(