moja historia...

08.07.08, 01:07
Bardzo wczesnie wyszłam za mąż mieliśmy po 18 lat,nie byłam w ciązy
On był moim pierwszym chłopakiem i myślałam ze go kocham nad zycie i
ze jest tym jedynym.Wszyscy pukali się w czoło mówiąc ze jestesmy za
młodzi,zeby poczekac-nie posłuchałam.Przez kilka lat po
ślubie "docieraliśmy"się,róznie bywało ON nie chciał pracowac,ja
chodziłam do szkoły mijaliśmy się i tak mijały lata.Mąż ciągle mi
powtarzał,ze gdyby nie on to nikt by mnie nie chcial,nigdy nie
powiedział mi ze cos jest we mnie ładnego...odwrotnie zawsze coś
było nie tak.Nie dbałam o siebie,cały dzien spędzałam w pracy,nigdy
się nie malowałam ja uwieżyłam w to,ze jestem brzydka.Bardzo
przytyłam i byłam pełna kompleksów,mąż prawił komplementy innym
tylko nie mnie.Pewnego dnia dostałam oferte pracy w duzej
firmie,długo się zastanawiałam az w koncu zdecydowałam się....i od
tego czasu moje zycie zmieniło się.Miałam 30 lat
cicha,spokojna,mająca swoje zasady kobieta,bardzo wstydliwa i
zakompleksiona i za wszystko siebie obwiniająca.A tu nagle nowa
praca,inne otoczenie...zaczęłam dbac o siebie,schudłam 20kg
zmieniłam styl ubierania się i zobaczyłam ze nie jestem taka
zła,zaczęłam się sobie podobać i zaczęłam podobac sie mężczyznom...a
najbardziej jednemu.Był młodszy o 8 lat i super czulismy sie w swoim
towarzystwie,z czasem nasze rozmowy przerodziły sie w cos więcej.Był
taki czyły i delikatny i zakochałam się...ukrywaliśmy nasze
uczucie.Przez 12 lat małzenstwa nie dostałam tyle miłości co przez
te 3 miesiące.Dla Niego byłam piękna,mądra..planowaliśmy przyszłośc
razem.Niestety dowiedzielismy się,że jego była dziewczyna jest w
ciązy i razem doszliśmy do wniosku,ze lepiej będzie jak zostanie
przy niej i przy dziecku.Rozstalismy się.Mąż nie wiedział o
zdradzie,chciał zebym do niego wróciła.Wróciłam,ale kocham
innego...nie powiem nigdy mężowi co mnie łączyło z TAMTYM.Wiem,ze
zle zrobiłam ale nie żałuje...teraz jestem zupełnie inną osobą
rozmawiam z ludzmi,znam swoją wartośc i najważniejsze ze patrze na
siebie w lustro.Wszystko to zawdzięczam JEMU....dziękuję!
    • 11student Re: moja historia... 08.07.08, 11:28
      Jak możesz pisać ,że zrobiłaś żle. Kochałaś i byłaś kochaną... szkoda ,że Wam się to nie poukładało... Pozdrawiam
      • magaly3 Re: moja historia... 08.07.08, 12:27
        wzruszajaca historia. Nie watpie, ze jeszcze "Kopciuszkowy" happy
        end nadejdzie:)
      • bulinka456 Re: moja historia... 08.07.08, 13:27
        byłam tak wychowana ze zdrada w małzenstwie to coś strasznego i
        niewybaczalnego dlatego w głębi duszy wiem,ze zle zrobiłam.Ale z
        drugiej strony patrząc to mąż powinien dać mi ciepło i miłóść i dla
        niego powinnam być naj....teraz po powrocie do męża wcale nie jest
        lepiej,woli towarzystwo kolegów i koleżanek a ja zostaje sama...ale
        juz mi nie zależy,juz nie dzwonie do niego w nocy z pytaniem GDZIE
        JEST?,nie płacze po kolejnej awanturze.Zapytacie pewnie dlaczego z
        nim jestem?...nie wiem,może to przyzwyczajenie,może strach przed
        samotnością[bardzo mocno tkwią we mnie jego słowa,ze nikt mnie nie
        będzie chciał]Mama mi kiedyś powiedziała..."jak cię nie bije to nie
        jest zły,czego ty chcesz"może to prawda,ale czy ja chciałam tak
        wiele?Chciałam żeby mnie przytulił bez "proszenia się",zeby chociaż
        raz powiedział zdrobniale moje imię a nie tylko ONA,zeby przy
        znajomych pochwalił mnie o coś...czy to tak wiele?
        • summerlove Re: moja historia... 08.07.08, 21:11
          Nie, to nie jest wiele, to są normalne potrzeby kobiety.
          Nie pomyslałaś o rozwodzie??
          Jeszcze możesz być szczęśliwa.
        • bulinka456 Re: moja historia... 08.07.08, 23:22
          pewnie,ze myślałam ale nie mam poparcia u nikogo.U mnie w rodzinie
          nie ma rozwodów więc taki wstyd...to opinia mojej mamy,inie mam dość
          siły zeby postawic wszystko na jedną karte.Mąż powiedzial ze się
          nigdy nie wyprowadzi nawet po rozwodzie się go nie pozbęde,dodam ze
          mieszkamy w moim mieszkaniu które dostałam po dziadkach.Może to
          dziwnie zabrzmi ale czekam aż może On się zakocha...i wtedy sam
          odejdzie
    • mslonko2 Re: moja historia... 09.07.08, 13:57
      to prawdziwy romans:-)żaden super reżyser by takiego czegoś nie nakręcił:-)
      Może w końcu Twój mąż Cię doceni, zauważy i zacznie obsypywać komplementami.
      Jednak ile musiałaś się najpierw nacierpieć a za sprawą jednego faceta wszystko
      się zmieniło.

      powodzenia
      • bulinka456 Re: moja historia... 10.07.08, 17:59
        pisząc tutaj moją historie myślałam,ze skrytykujecie mnie, a
        jednak...myliłam się.Dziękuje za ciepłe słówa,bardzo duzo dla mnie
        znaczą
    • gory_szalenstwa Re: moja historia... 10.07.08, 19:11
      Miło czyta się historię Twoją - jak dla mnie - z happy endem. Nie ma co się
      dusić w sobie, że była to zdrada, gdyby nie On, pewnie potrzebowałabyś pomocy
      psychologa, a tak - dużo taniej i przyjemniej - masz nowa siebie. Gratuluje.
    • li_lah Re: moja historia... 10.07.08, 22:17
      ech dziewczyno, masz 30 lat. niektorzy w tym wieku to dopiero wychodzą za mąż. a
      Ty powinnas sie rozwieść i wtedy dopiero USWIADOMISZ sobie ile lat
      ZMARNOWALAS-----najlepszze lata swojej mlodosci, na wysluchiwanie takich słów od
      męża./ moja rada--rozwod, a z mieszkania wygonisz go raz dwa, bo mieszkanie jest
      twoje i po podziale majątku rowniez bedzie twoje, a gosciu bedzie sie musial
      usunąć niestety...no chyba ze zrobilas najwiekszy blad zycia i przepisalas
      mieszkanie tez na niego...rozwiedz sie i zacznij życ. samotnosc nie jest taka
      zła, zobaczysz jaka bedziesz szczesliwa gdy bedziesz juz wolna. dziewczyno przed
      tobą cale zycie jak dlugo chcesz tak żyć? nie odwlekaj wolnosci, bo i tak
      powinnas zrobic to juz dawno. a ten romans byl Ci potzrebny zebys przejrzala na
      oczy. przestanm sluchac matki, i zrob tak zebys wreszcie byla szczesliwa. powodzenia
      PS---idz po rade do prawnika w sprawie mieszkania
      • karto.felek Re: moja historia... 19.07.08, 18:41
        Ostatnio w programie Mała czarna był poruszony temat rozwodów i tego jak do nich
        podchodzą najbliżsi rozwodzącej się pary. Kobiety w programie mówiły o tym, że
        często rodzice nie potrafią się pogodzić z tym gdyż rozwodzące dziecko pokazuje
        im że można było jednak wyplątać się z małżeństwa, które niejednokrotnie i oni
        mieli złe. Nie przejmuj się zdaniem innych, szkoda marnować życia. Trzymam kciuki :)
        • bulinka456 Re: moja historia... 19.07.08, 20:13
          ja to juz mam zycie zmarnowane,zyje dniem dzisiejszym,nic nie planuje.
          • karto.felek Re: moja historia... 19.07.08, 20:51
            chyba nie wierzysz w to że możesz żyć normalnie i dobrze, może uwierzyłaś w
            siebie ale chyba nie w to że ty też zasługujesz na dobre życie.
            • bulinka456 Re: moja historia... 20.07.08, 00:09
              nie wierze,ja całe zycie siebie przesówam na dalszy plan tak było ze
              wszystkim.Zawsze wszystko robiłam dla innych,nic dla siebie i to bardzo mocno
              tkwi w mojej psychice.Modne ciuchy dla meza-oczywiscie mnie nic nie było
              potrzebne bo przeciez nigdzie nie chodziłam....Zakochałam się,zamiast byc
              szczęśliwa to ja namawiałam go żeby odszedł i wybrał inną bo tam jest
              dziecko....boje sie rozwodu bo co ludzie powiedzą i mąz nie chce wyjsc mi z domu
              więc ja dobra dusza wole się męczyć! wiem,jestem głupia pogubiłam się troche w
              tym zyciu.Chyba wybiore się do psychologa
    • bulinka456 Re: moja historia... 12.07.08, 19:07
      dzisiaj znowu nic mnie nie cieszy,w pracy spotkałam JEGO>spojrzał na
      mnie tymi swoimi niebieskimi oczami,uśmiechnął się.Rozmawialiśmy
      chwilke,nic wielkiego kilka zdań głównie o pracy,a pózniej poszłam
      do łazienki i płakałam,jak GO widzę to wszystko wraca każda chwila
      spędzona z NIM.Minęło już 1,5roku a ja ciągle tęsknie za JEGO
      głosem,dotykiem,rozmową.Wiem,ze nigdy nie będziemy razem,sama
      namawiałam GO ze dziecko jest wazniejsze i musi byc dla niego ojcem
      więc teraz zostaje mi tylko płacz do poduszki i wspomnienia.Może
      gdybym Go nie widziała byłoby mi łatwiej zapomniec,niestety
      pracujemy razem więc to nie możliwe....tak mi ciężko
    • joannna_easy Re: moja historia... 19.07.08, 10:19
      Jeżeli nie kochasz męża, to po co ciągle z nim jesteś? Jeśli kochasz
      TAMTEGO, a on kocha Ciebie, jego dziecko nie przeszkodzi Wam w
      szczęściu, bo każdy ma prawo do zaznania szczęścia w życiu, a
      szczególnie Ty, skoro kiedyś byłaś niedoceniania przez męża i siebie
      samą.Jest tyle rozbitych małżeństw, które mają nie tylko jedno
      dziecko, ale nawet więcej, więc dlaczego Tamten, nie miałby się
      rozwieść
Inne wątki na temat:
Pełna wersja