tel-ma
14.11.08, 00:24
Dziewczyny!
Zabieram na tym forum głos po raz pierwszy-może to dowód mojej
desperqacji.
Mam 24lata, męża kilka lat starszego, od kilku zaledwie
mies.jesteśmy małżeństwem.Znamy się kilka latek dobrych.Na początku
się przyjaźniliśmy,uwielbialiśmy swoje towarzystwo- po prostu
cud/miód.
Jakiś rok przed ślubem do naszego związku wdała się rutyna, kłótnie,
pretensje,niezadowolenie.Mimo wątpliwości kochamy się mocno,
wspieramy, wiem że on bedzie przy mnie w zdrowiu i w chorobie,
dlatego w końcu zdecydowaliśmy się na ślub, który docelowo był
jednym z najcudowniejszych dni w moim życiu.
Niestety...
kryzys trwa dalej, powiedziałabym nawet ze sie umacnia z każdym
dniem,już ze soba nie rozmawiamy prawie w ogóle, a jeśli, to ta
rozmowa po 3 min. przeradza się w sprzeczkę, często wręcz w awanturę.
Sytuacja staje sie dla mnie nieznośna, wręcz frustrująca.
Poważnych rozmów było mnóstwo, nawet pisze do Niego listy-w nich
łatwiej jest wyrazić niektóre emocje.Ale po 2 dniach znowu sa kótnie
najczęściej o bzdety.
widzę jak ON bardzo zmienił stosunek do mnie, już się tak nie stara,
pozwala na co raz więcej w kłótniach,najgorsze jest jednak to że
momentami po prostu mnie nie słucha,mam wrażenie jak by chciał żebym
zniknęła.
Jestem ciekawa czy taki kryzys powinnam traktować niegroźnie, jako
coś normalnego po kilku latach związku? czy może szukać pomocy u
specjalistów?
Szczerze- w takiej atmosferze nie wróże nic dobrego.
Czekam na wasze sugestie i rady
Pozdrawiam