Niezależna - a kysz!

17.11.08, 11:22
Trafiłam w internecie na tekst o strachu mężczyzn przed niezależnymi
kobietami. Zastanawiam się czy taki strach jest przypisany każdemu mężczyźnie
czy też specyficznym typom?
Sama czuję się niezależna, lubię posiadać wokół siebie chociaż ułamek wolnej
przestrzeni i rzeczywiście nie jest mi łatwo trafić na typ męski, który to
zaakceptuje.
Czy w związku naprawdę trzeba zrezygnować z części siebie na rzecz "nas"?
Dla zainteresowanych podaję link do tekstu:
www.femia.pl/content/view/336/84/
    • magda010 Re: Niezależna - a kysz! 19.11.08, 09:19
      Tak, na pewno trzeba zrezygnowac z czesci siebie. Warunek jednak,
      zebys nie czula, ze poswiecasz zbyt wiele, ze tracisz swoja
      osobowosc i jakas radosc z zycia. Mysle, ze nie tylko faceci nie
      lubia zbyt duzej niezaleznosci swoich polowek, kobieta tez chce
      faceta, ktory jest z nia, a nie idzie tylko swoja droga. U facetow
      mysle, ze jest to jeszcze bardziej wyrazne, bo z pewnoscia chca sie
      czuc mesko, dawac kobiecie poczucie bezpieczenstwa, czuc sie
      potrzebnym, byc oparciem. Z reszta wiadomo, jest to pojecie
      wzgledne, na pewno nikt nie ma prawa wymagac jakiegos
      podporzadkowywania sie i zgadzania na kazde ustepstwo, ale na pewno
      myslenia bardziej "my" niz "ja".
      • magdalenazwisnia Re: Niezależna - a kysz! 24.11.08, 15:19
        Ja długo byłam niezależną, dominującą kobietą, dopóki swój nie trafił na swego.
        W takiej sytuacji albo ludzie się zagryzą, albo będą dla siebie wielkim
        wsparciem. Spotulniałam w związku, on również - ale tylko wobec siebie. Poza
        związkiem warczymy na innych, ale sami dla siebie jesteśmy jak skała - jedno dla
        drugiego mocnym wsparciem. Straciłam niezależność, ale zyskałam swoje drugie
        "ja", które jest w moim partnerze.
Pełna wersja