kazek100
14.01.10, 09:19
Spotkaliście się z próbnymi testami maturalnymi z j. polskiego
przygotowanymi ostatnio przez OKE? Ciekawa lektura. Dowiedziałem się
właśnie, że utrzymujemy kolejną instytucję dającą zarobić ludziom w
sutannach – Komisję Języka Religijnego przy PAN. Obejrzałem jej
stronę w necie – działalność niezwykle uboga, ale zapewne nie
charytatywna... I właśnie do tej działalności odnosi się ów próbny
tekst. Między innymi było tam pytanie o tekst biblijny, który w
parafrazie brzmi „Opowieść świętego ziomka Janka” (cytuję z
pamięci). Uczniowie mieli podać, jaki to tekst biblijny. Pytanie to
okazało się ponoć wyjątkowo trudne.
Opowiadała mi znajoma polonistka, że w klasie maturalnej, którą
uczy, właściwie nikt nie odpowiedział prawidłowo na to pytanie.
Zastanawiające: klasa od 12 lat uczy się religii w wymiarze 2 godzin
tygodniowo, wcześniej pewnie większość miała też religie w
przedszkolach. Do tego rekolekcje, nauki do bierzmowania, ogólnie –
na naukę religii poświęca się ogrom czasu. Tymczasem uczniowie nie
kojarzą podstawowych tekstów biblijnych.
Znajoma podpytała klasę co nieco i okazało się, że na lekcjach
religii o Biblii właściwie nie mówili nigdy. O czym więc mówią? O
aborcji, o homoseksualizmie... Pięknie. Za pieniądze podatnika przez
dwie godziny tygodniowo uczniowie mają robioną pisowską
propagandę...
Przypomnijmy, że minister Giertych wyrzucił z pracy szefa CODN za
jedno zdanie z książki. Bo zdanie to jego zdaniem
było „ideologiczne”. W tym wypadku na pysk należałoby chyba wylać
wszystkich odpowiedzialnych za taki stan rzeczy (tych, którzy
dopuścili do tego, że religia nauczana jest w szkołach, ale nikt nie
sprawuje opieki nad poziomem i treściami na tych lekcjach
przekazywanymi).
I jeszcze pytanie – bo jestem autentycznie ciekaw – jak to jest w
szkołach Waszych dzieci? W opisanej uczą od lat księża katecheci
(tam jest też gimnazjum). Podobno świeckie katechetki bywają
bardziej rzetelne (ale i bardziej „nawiedzone” ;-)) ). Jak to jest.
Nie podejmuję już jednak tematu, czy w ogóle nie jest skandalem, że
akurat taki tekst zastosowano na maturze – nawet próbnej. Gdy
czytałem sam tekst, wydał mi się po prostu próbą publicystyki, przy
okazji której sprawdza się jedynie rozumienie tekstu. Ale gdy
przejrzałem kartę odpowiedzi, to widzę jednak kilka pytań, na które
uczniowi niewierzącemu będzie trudniej odpowiedzieć poprawnie, niż
wierzącemu, a nawet może to być niemożliwe. Znów podaję z pamięci,
ale chodzi mi bodaj o zadanie 4 i 6. Nie o samą ich treść, tylko o
model odpowiedzi. Gruby skandal, ale to już nie na to forum.