Afera hazadrdowa - to tylko jedna z wielu...

22.01.10, 12:15
Wielkimi krokami nadchodzi czas rozliczenia się przed opinią publiczną z
nadużyć prawnych, i rozpowszechnianych od lat kłamstw związanych z
licencjonowaniem w Polsce przewodnictwa turystycznego, że niby to na całym
świecie obowiązują takie same regulacje. Wstrząsająca życiem politycznym afera
hazardowa nie mogła się temu lepiej przysłużyć. Wystarczy zadać pytanie: kto w
Ministerstwie Sportu i Turystyki, na czyje żądanie wzgl. łapówkę, zmanipulował
zapisy w najnowszym projekcie nowelizacji ustawy o usługach turystycznych?

Jakieś dwa lata temu w „Wiadomościach" TVP ukazał się reportaż o akcji
kontrolowania nielegalnych przewodników turystycznych. Zrobiony zresztą w
tonie banalnej opowiastki - autor kompletnie nie wyczuł, że porusza sprawę
arcyważną.

Dla każdego człowieka, wierzącego w swój zdrowy rozsądek, brzmi to oczywiście
dziwnie, więc na wszelki wypadek wyjaśniam. W niektórych miastach w Polsce
przewodnicy turystyczni muszą mieć licencje. Reguluje to ministerialne
rozporządzenie w sprawie przewodników turystycznych i pilotów wycieczek.
Jeżeli ktoś wciela się w rolę przewodnika, np. pokazując zabytki, a nie ma
takiej licencji, to może zostać ukarany mandatem.

Materiał zaczynał się od scenki, gdy strażnicy miejscy w Krakowie karzą
mandatem jakiegoś włoskiego nauczyciela, który swoim uczniom powiedział parę
zdań o mieście. Zastanawiam się, czy gdybym szedł po krakowskim rynku,
opowiadając np. dwojgu przyjaciół to, co wiem choćby o Sukiennicach, to także
mógłbym zostać ukarany mandatem. Być może warunkiem ukarania jest pobieranie
za tę usługę zapłaty, ale ta „zapłata” to czasem po prostu obiad. Zatem gdybym
opowiedział moim przyjaciołom o Sukiennicach (nie daj Boże myląc jakąś datę),
a oni następnie zaprosiliby mnie do restauracji, to wówczas już na pewno straż
miejska mogłaby mi wlepić mandat.

W reportażu pojawili się oczywiście przewodnicy z licencjami, którzy
oznajmili, że ci bez licencji psują opinię ich zawodowi, gadają bzdury o
historii i mylą fakty oraz po prostu zabierają miejsca pracy. „Przecież do
wykonywania zawodu lekarza też jest potrzebne uprawnienie" - wywodził jeden z
licencjonowanych. Najwyraźniej nie dostrzegł subtelnej różnicy, polegającej na
tym, że lekarz nie znający się na rzeczy może pacjenta zabić (znający się
zresztą także), a przewodnik raczej nie.

Wszystko to byłoby bardzo zabawnym klimatem rodem z Monty Pythona, gdyby nie
to, że dzieje się to naprawdę i na serio. Art. 60(1) Kodeksu wykroczeń
stanowi: „§ 4.Kto: 1) wykonuje bez wymaganych uprawnień zadania przewodnika
turystycznego lub pilota wycieczek - podlega karze ograniczenia wolności albo
grzywny”. Po prostu paranoja... Sformułowanie: "kto wykonuje... itd." nie jest
częścią ustawy turystycznej (dotyczącej przedsiębiorców turystycznych) tylko
kodeksu, który dotyczy wszystkich obywateli. I pozwala w praktyce ukarać
każdego, kto by "bez wymaganych uprawnień" wykonał coś co mieści się w
zakresie działań przewodnika lub pilota wycieczki, np. rozdanie kluczy w
recepcji hotelu.

Od dobrych kilku lat dało się słyszeć głosy zdrowego rozsądku i powstały plany
urealnienia ustawy - m.in. zniesienia nieżyciowego podziału funkcji na osobno
pilota i osobno przewodnika, oraz likwidacji pkt.1. Art. 60 Kodeksu wykroczeń,
który zakazuje wykonywania wszelkich zadań pilota i przewodnika przez osoby
nie posiadające państwowych uprawnień czyli nie namaszczone przez "nadurząd",
który cenzuruje gdzie i komu co wolno, a komu nie wolno mówić o zabytkach,
historii czy przyrodzie.

Wersja obecnie opublikowana na stronach Ministerstwa wycofuje się ze
wszystkich wcześniej przyjętych założeń i opracowanych zmian. Haniebny punkt
Kodeksu wykroczeń pozostaje. Proponowane są kolejne zapisy zapisy dotyczące
karania osób prowadzących wycieczki - jakieś piruety prawne, rozdrabnianie się
na szczegóły (kodeks wykroczeń musiałby mieć 12 tomów i zawierać szczegółowe
regulacje dla kelnerów, listonoszy, czyścibutów itp.) - zupełnie niepotrzebne,
bo załatwia to wszystko prawo konsumenckie, a grubsze sprawy kodeks karny. A
dobry projekt zmiany Ustawy o usługach turystycznych, który wychodził
naprzeciw oczekiwaniom turystów i by uczynił nasze przepisy turystyczne
sprzyjającymi rozwojowi turystyki zarówno społecznej jak i komercyjnej,
zwłaszcza przyjazdowej do Polski, niestety upadł. Ktoś w ostatnim czasie w
Ministerstwie Sportu i Turystyki zmanipulował zapisy w najnowszym projekcie
nowelizacji Ustawy o usługach turystycznych i Kodeksie wykroczeń. I to jest
fakt. Na pewno duchy tego nie zrobiły, ktoś nieźle namieszał i nie wykluczone,
że odpowiednio "posmarował". Te poprawki kosztowały sporo pracy i
bezinteresownie nikt tego na pewno nie zrobił.

    • Gość: rugala Re: Afera hazadrdowa - to tylko jedna z wielu... IP: *.lanet.net.pl 22.01.10, 12:56
      Aktualny link do projektu ustawy przekazanego przez Prezesa Rady Ministrów do
      Sejmu RP => bip.msit.gov.pl/download.php?s=2&id=1051
Pełna wersja