Urząd czeka na 80 studentów

26.01.10, 19:58
Dodam na marginesie, że to dzięki stażystom i praktykantom, czyli darmowej sile roboczej - miasto może sobie realizować program ograniczania kosztów administrowania.

Często wygląda to tak, że usuwa się najciężej pracujących, a tym samym najmniej zarabiających urzędników [znacznie poniżej 2 tys], zastępując ich kilkoma stażystami.

Efektem czego czynności przewidziane dla profesjonalnego urzędnika - nierzadko wykonuje przyuczony stażysta - praktykant. Jeśli się sprawdzi - można go potem nawet zatrudnić, jednak nie powinien on na to liczyć.

Ponad tanią administrację przedkładam profesjonalną, sprawną i skuteczną. Opartą na profesjonalnie przygotowanej kadrze urzędniczej, świadomej i odpowiedzialnej. A nie na darmowych wyrobnikach.
    • Gość: Realista Każdy profesjonalista był kiedyś czeladnikiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.10, 21:26
      A skąd wziąc tych profesjonalistów ?
      Jest jakaś szkoła, która kształci profesjonalnych urzędników
      samorządowych ?
      Uważam, że staż to dobry pomysł i szansa na wprowadzenie do urzędu
      młodych ludzi, którzy - po nabraniu doświadczenia - mają wg mnie
      większe szanse na zostanie profesjonalnymi urzędnikami, niż osoby,
      które wybierają prace w urzędzie nie mając za sobą żadnego
      doświadczenia urzędniczego.

      • Gość: Emissarius Czeladnik w roli mistrza. IP: 94.254.208.* 26.01.10, 22:08
        W Poznaniu kilka szkół kształci specjalistów administracji i prawa administracyjnego. Także tego samorządowego. Niektóre z nich są całkiem profesjonalne. O ile mi wiadomo - mamy też sporo bezrobotnych z tą specjalnością, którzy poszukują pracy.

        Wartość stażu dla młodego adepta zawodu trudna jest do przecenienia. Daje doświadczenie, wiedzę i pewność siebie. Czasem obnaża też braki kwalifikacji i uczy pokory. Tutaj pełna zgoda. Zwiększa też szanse kandydata na uzyskanie pracy w urzędzie, to zupełnie oczywiste.

        Nie podoba mi się tylko łatanie dziur stażystami. Oszczędzanie na obsadzie urzędniczej w nadziei, że niedobory uzupełnią studenci. Moim skromnym zdaniem powinien to być dla praktykanta czas wdrażania się, podglądania, uczenia się, podpytywania, a nie udawania urzędnika. Mylę się?
Pełna wersja