Żona Ryszarda Kapuścińskiego w Poznaniu

02.03.10, 21:55
"Przypomnijmy, że Domosławski opowiada w biografii m.in. o zmyślonych fragmentach reportaży Kapuścińskiego, o jego współpracy z wywiadem PRL i życiu osobistym."

Przyznam, że współpraca z wywiadem PRL niespecjalnie mnie zaskoczyła. Po prostu w ówczesnych czasach ten kto wyjeżdżał służbowo (i to jako korespondent czy na podobne funkcje) współpracował. I tyle. Współpracował też Skubiszewski i najprawdopodobniej Geremek.

Fiki-miki Kapuścińskiego z różnymi kobietami niespecjalnie mnie obchodzą - to sprawa miedzy nim a żoną (i oczywiście tymi kobietami). Mnie nic do tego.

Natomiast boli, że Kapuściński to co pisał było często bliższe "bajkom z mchu i paproci" niż "literaturze faktu". I nie chodzi mi o to, że gdy Kapuściński "jeździł" w "Cesarzu" po Haile Selassie to Mengistu Haile Mariam już "zrobił w Etiopii porządek". Ot, tak jakby w 1940 roku ktoś pisał, że nareszcie ktoś stanowczy zrobił porządek z Republiką Weimarską. To jednak kwestia stylu i smaku. Chodzi mi o konfabulowanie - o czym wspominał kiedyś Marcin Kydryński. Kapuściński niektórych rzeczy nie mógł widzieć - a jego pisanie to raczej beletrystyka (wyobrażenie jak coś wyglądało) niż reportaże (odzwierciedlenie jak wyglądało).

Zdecydowanie mnie szokuje czynny udział Kapuścińskiego w działaniach zbrojnych w Angoli i paru innych miejscach. Reporterom i fotoreporterom zarzuca się bezduszność, że ktoś kona a fotoreporter w tym czasie mu nie pomaga, a robi tylko zdjęcia. Jednak gdy ten reporter sam przyczynia się do śmierci - to absolutnie szokuje. Przekracza się pewną granicę, jakiej nie tylko reporter ale po prostu uczciwy człowiek przekraczać nie powinien.
Pełna wersja