Protest pielęgniarek w szpitalu na Szwajcarskiej?

27.03.10, 16:56
Od daty ukazania się tekstu artykułu minęło osiem dni.

W szpitalu nadal brakuje 80% pielęgniarek anestezjologicznych.

Z powodu tej sytuacji anulowane są zabiegi. Jedna specjalistyczna pielęgniarka przypada na... siedem sal zabiegowych. Musi także "obsłużyć" inne sale.

Tymczasem ani dyrekcja, ani Wydział Zdrowia UM, ani UW, ani NFZ, ani PIP - nie widzą tu żadnego problemu. Sprawa przycichła nawet w mediach. Zwyczajnie spowszedniała. Artykuł pod którym pisze zyskał jedną ocenę i jeden komentarz. Szok.

W świetle tej sytuacji uznać należy za w pełni uprawnioną diagnozę pewnego ministra, który określił Polskę jako "dziki kraj".

Cała tę dramatyczną sytuację najlepiej charakteryzuje kilka ostatnich zdań artykułu, popatrzmy:

"Rusek jednak podaje inne informacje i stanowczo zaprzecza zmniejszeniu liczby łóżek OIOM-owskich. Podkreśla, że dyrekcja szpitala była w Urzędzie Miasta w całkiem innej sprawie."

Ograniczenie liczby zabiegów - fakt.
Jedna pielęgniarka na siedem sal zabiegowych - fakt. To nowy standard tego szpitala.

"A co z pielęgniarkami? - Część faktycznie wzięła chorobowe, ale zdaniem przełożonej pielęgniarek nie należy tego wiązać z jakimś protestem - przekonuje Rusek. Przyznaje jednak, że pielęgniarki ostatnio dwukrotnie wnioskowały o podwyżki i ich wnioski zostały odrzucone."

Pani przełożona pielęgniarek najpewniej urwała się z księżyca.
Zwolnienia lekarskie tak dużej grupy pielęgniarek są czymś tak naturalnym w tym szpitalu, że nawet poproszono o kontrolę ZUS.
Wnioski pielęgniarek zostały nie tyle odrzucone, co zignorowane.

Myślę sobie, że spora cześć tych osób ewidentnie utraciła kontakt z rzeczywistością. Mimo dramatyzmu sytuacji - nadal uważają że nic się nie stało i bezpieczeństwo pacjentów nie jest zagrożone. Problemu nie widzi ani UM, ani UW, NFZ ani też oba wydziały zarządzania kryzysowego. Nic do powiedzenia w tej sprawie nie ma PIP ani nawet samorząd pielęgniarek, tradycyjnie pozostający na wysokim poziomie abstrahowania.

Trudno o bardziej wyrazisty przykład na to, jak bardzo wnikliwie instytucje te sprawują swój nadzór. Gdyby nie interwencja dziennikarzy - z pewnością nadal tkwiliby w błogiej nieświadomości i przeświadczeniu o swojej niewinności.

Omijajcie ten szpital - chyba, ze chcecie być leczeni przez dyrektora, panią przełożoną pielęgniarek i rzecznika.
Pełna wersja