Dodaj do ulubionych

Dom czy mieszkanie? Decydujące są cena i... wyb...

24.05.10, 15:48
Każda pliszka (deweloper) swój ogonek (interes) chwali. A co sądzą o
tym poznaniacy i okołopoznaniacy, zwłaszcza ci, którzy przeprowadzili
się z mieszkania w mieście do domu w miejscowości koło Poznania?
Jesteście zadowoleni czy będziecie wracać do miasta?
Obserwuj wątek
      • wlodzimierz_nowak wszystko postawione na głowie 25.05.10, 15:11
        Szeregowca pod miastem nie kupuje się dziś dla preferencji, ale z ekonomii,
        zamiast mieszkania 3-pokojowego. Osadnicy źle zorganizowanych,
        nieskomunikowanych osiedlach w PZ to emigranci ekonomiczni, a nie szukający
        zielenie w najbardziej zielonym polskim mieście.
        Dyskusji i 8 tysięcy wyprowadzek pod miasto rocznie od nastania prezydenta
        Grobelnego by nie było, gdyby miasto udostępniało i uzbrajało grunty
        inwestycyjne zamiast grać na ich zwyżkę. A tak nowe duże grunty na Szczepankowie
        jak dziś się zdecydujemy, to uzbroimy w 2018. Ale choć tramwaj w okolicy już będzie.
        Presji kupujących by nie było, gdyby jak na całym kontynencie większość ludzi
        wynajmowała mieszkania komunalne, a gminy stanowiły benchmark dla cen czynszów.
        Lecz do tego trzeba systemu, ale i politycznej woli.

        A tak? Żyjemy w kraju, gdzie mieszkanie jest na szczycie potrzeb człowieka,
        zamiast leżeć gdzieś u podstawy piramidy dając człowiekowi zająć się czymś
        ważniejszym. A to strasznie winduje ich ceny. I kto to rozumie ten korzysta, zaś
        większość w najlepszym razie biernie patrzy na marnotrawstwo ich ciężko
        zarobionych pieniędzy na kredyty hipoteczne, dwa samochody z musu by rodzina w
        ogóle mogła funkcjonować żyjąc pod miastem oraz tysiące godzin wyjętych z
        rocznie z ich życia żeby wyjechać, zawieźć, dojechać,a potem wyruszyć, przebić,
        odebrać i ostatecznie osiągnąć zwycięstwo docierając do swego domu.
        Sami stworzyliśmy sobie samochodowe piekło. Na razie maleńkie. Po prostu nie
        wiemy, jaką pułapką jest ta samochodowa iluzja i związana z nią suburbanizacja.
        Polecam lekturę tematu, polecam film Taken for a Ride, polecam Falling Down z
        Michaelem Douglasem z 1993 o piekle życia w aglomeracji przedmieść, w
        największym samochodowym mieście świata, gdyż oferującym wówczas swym obywatelom
        najmniej alternatyw.
        I żadna III rama nie uczyni jakościowej różnicy. To ślepa droga, coś pomoże, ale
        bardziej zaszkodzi. To zmarnowane pieniądze wobec faktu otwierania IV ramy już w
        2012 roku, to po prostu brak know how. Mam nadzieję, że Poznaniacy to w końcu
        odrzucą.
        • zderzacz-hadronow Re: wszystko postawione na głowie 25.05.10, 16:00
          wlodzimierz_nowak napisał:

          > A tak? Żyjemy w kraju, gdzie mieszkanie jest na szczycie potrzeb
          człowieka,
          > zamiast leżeć gdzieś u podstawy piramidy dając człowiekowi zająć
          się czymś
          > ważniejszym. A to strasznie winduje ich ceny. I kto to rozumie ten
          korzysta, za
          > ś
          > większość w najlepszym razie biernie patrzy na marnotrawstwo ich
          ciężko
          > zarobionych pieniędzy na kredyty hipoteczne, dwa samochody z musu
          by rodzina w
          > ogóle mogła funkcjonować żyjąc pod miastem oraz tysiące godzin
          wyjętych z
          > rocznie z ich życia żeby wyjechać, zawieźć, dojechać,a potem
          wyruszyć, przebić,
          > odebrać i ostatecznie osiągnąć zwycięstwo docierając do swego
          domu.

          Szanowny Włodzimierzu.

          Z lektury Twego wpisu wnioskuję, że nigdy nie mieszkałeś pod
          miastem, że nie miałeś okazji codziennie pokonywać kilkunastu km do
          miasta i że tak naprawdę cała materia jaką poruszyłeś jest Ci po
          prostu obca, bowiem oceniania tylko z jednej strony.
          Niemal 30 lat spędziłem w Poznaniu, urodziłem się tu i w
          najśmielszych snach nie przypuszczałem, że któregoś dnia wyniosę się
          do podpoznańskiej wsi. Nie ukrywam, że duży, lecz nie decydujący
          wpływ na moją decyzję miała cena mieszkania ( kupiłem nowe
          mieszkanie ), bowiem na poznańskim rynku byłoby mnie stać na 2, w
          porywach 3 pokoje, w lokalizacjach pozostawiających wiele do
          życzenia ( nie należę do ludzi, których kręci bliskość sąsiada na
          przysłowiowe wyciągnięcie ręki ). 15 kilometrów od ścislego centrum
          Poznania, w pięknej, spokojnej okolicy kupiłem mieszkanie dwa razy
          większe, które ( nie licząc rat kredytu ) jest tańsze w eksloatacji
          aniżeli klitka w wieżowcu z wielkiej płyty, należącym do którejś z
          poznańskich spółdzielni mieszkaniowych.
          Okazało się, że dojeżdzam do pracy w czasie o połowę krótszym niż
          wówczas kiedy musiałem się przebić z Piątkowa na Górczyn ( odległość
          niemalże identyczna ). Dziwnym trafem moje auto zaczęło palić mniej,
          bo nie stoję nigdzie w korku. Wracam po pracy na swoją wioskę i
          wypuszczam psa na pobliskie pole, gdzie żaden osiedlowy aktywista
          nie opierdoli mnie, że pies lata bez kagańca, wieczorami siędzę na
          tarasie delektując się ciszą i dziękując Bogu, że nie dałem się
          skusić na mieszkanie w mieście.
          Zatem wiedz, Miły Włodzimierzu, że mieszkanie w pewnej odległości od
          miejskiego zgiełku to nie tylko wina polityki prezydenta ( ależ Ty
          go musisz nieznosić, prawda? ), że eksodus poznaniaków nie jest
          podyktowany jedynie rachunkiem ekonomicznym, ale też chęcią
          spędzenia życia w miejsu, które jest w stanie dać człowiekowi to
          wszystko czego nie dozna w Poznaniu. I że, w końcu, nawet gdybym
          miał dojeżdzać do pracy godzinę, to przez moment nie żałowałbym
          wyprowadzki. Są po prostu ludzie, którzy w mieście się duszą.
          Pozdrawiam
          • wlodzimierz_nowak idylla 27.05.10, 17:50
            zderzacz-hadronow napisał:
            > Szanowny Włodzimierzu.
            >
            > Z lektury Twego wpisu wnioskuję, że nigdy nie mieszkałeś pod
            > miastem, że nie miałeś okazji codziennie pokonywać kilkunastu km do
            > miasta i że tak naprawdę cała materia jaką poruszyłeś jest Ci po
            > prostu obca, bowiem oceniania tylko z jednej strony.

            Mały błąd się w Twoje myślenie zakradł. W Poznaniu nigdy nie mieszkałem poza
            starym Grunwaldem. To się zgadza. Ale na przemieściach mieszkałem pod Hagą, pod
            Frankfurtem nad Menem (takich autostrad nie ma żadne miasto w Europie!). A poza
            tym mieszkałem w tych i innych miastach w różnych dzielnicach.
            Poza tym, nie chodzi wyłącznie o zobaczenie, doświadczenie, ale o zrozumienie
            materii i wynikających z logiki procesu problemów. A w tym pomaga także lektura.
            W języku polskim ona się dopiero pojawia, pojawiają się pierwsze publikacje
            prasowe, polecam choćby ostatnią
            www.polityka.pl/spoleczenstwo/reportaze/1505408,1,rozterki-mieszkancow-przedmiesc.read
            ale to zjawisko jako doświadczenie jest znane na Zachodzie nawet już dzisiejszym
            emerytom. Naprawdę nie chodzi o najnowsze odkrycia naukowe.

            > mieszkanie ), bowiem na poznańskim rynku byłoby mnie stać na 2, w
            > porywach 3 pokoje, w lokalizacjach pozostawiających wiele do
            > życzenia

            Dziękuję, że potwierdzasz.

            > poznańskich spółdzielni mieszkaniowych.

            Spółdzielnie w Polsce są bardzo drogie. Restrukturyzacja się kłania.

            > Okazało się, że dojeżdzam do pracy w czasie o połowę krótszym niż
            > wówczas kiedy musiałem się przebić z Piątkowa na Górczyn[...]Wracam po pracy
            na swoją wioskę i
            > wypuszczam psa na pobliskie pole, gdzie żaden osiedlowy aktywista
            > nie opierdoli mnie, że pies lata bez kagańca, wieczorami siędzę na
            > tarasie delektując się ciszą i dziękując Bogu, że nie dałem się
            > skusić na mieszkanie w mieście.
            > Zatem wiedz, Miły Włodzimierzu, że mieszkanie w pewnej odległości od
            > miejskiego zgiełku to nie tylko wina polityki prezydenta ( ależ Ty
            > go musisz nieznosić, prawda? ), że eksodus poznaniaków nie jest
            > podyktowany jedynie rachunkiem ekonomicznym, ale też chęcią
            > spędzenia życia w miejsu, które jest w stanie dać człowiekowi to
            > wszystko czego nie dozna w Poznaniu. I że, w końcu, nawet gdybym
            > miał dojeżdzać do pracy godzinę, to przez moment nie żałowałbym
            > wyprowadzki. Są po prostu ludzie, którzy w mieście się duszą.
            > Pozdrawiam

            I co więcej, nikt teraz ani w bliskiej przyszłości nie będzie Ci kazał po tym
            psie sprzątać. Rozumiem Cię. W końcu lepiej mieć wygodnie, niż niewygodnie. Ale
            to jest taki domek z kart, który sobie ułożyłeś. Wybacz, że zacznę w niego dmuchać.

            Oczywiście w całej dyskusji nie mówię tu o ekstremalnych zamiłowaniach, czyli
            (jak np. wielu ludzi w Anglii) jadących do pracy 3h w jedną stronę byleby
            mieszkać w swoim domku gdzieś tam. Mówię o mainstreamie, czyli ludziach, którzy
            żyją pewną iluzją, na której opiera się rynek nieruchomości, którą w
            cywilizowanych krajach się - jak każdą iluzję - blokuje inwestując w alternatywy.

            Dziś w Twej okolicy jest pięknie! Jak długo tak będzie? Są miejsca, gdzie nikt
            się nie zbuduje, których osiedle powstające po drugiej stronie lasku nie zakorkuje.
            Ale ile takich miejsc jest? Radykalna mniejszość. Doświadczenia Warszawy mogą
            się tu przydać. Poznań zawsze miał duży odsetek domów jednorodzinnych, w
            Warszawie też było ich dużo, ale nie aż tyle. Ich szybki przyrost to dopiero
            doświadczenie lat 90-tych i tej dekady. Przeczytałeś już artykuł z linka wyżej?

            Natomiast przy obecnym sposobie rozwoju, w ciągu kilku lat zaludnienie Twojej
            okolicy się podwoi. Myślisz, że obecna infrastruktura je udźwignie? Jeśli nawet
            jakoś będzie to działało, to nie będzie mowy o ciszy, braku szumu samochodów,
            idylli, im bliżej miasta tym korki będą się zwiększały, zwiększały, samochód
            znów zacznie dużo palić itd.

            Oczywiście można zamieszkać na tyle daleko, że sąsiedzi tak szybko tam nie
            dotrą. Ale nie zmieni to niczego w sytuacji, gdyż inni, zamieszkujący tuż pod
            miastem stworzą dla Ciebie ścianę, którą będziesz musiał forsować.
            Brak wspólnego tworzenia systemu działania przez rozlewające się miasto i
            otaczające gminy do tego doprowadzi. Tym bardziej, że miasto inwestuje tak, że
            odpływ ułatwia, zamiast ładować skromne nasze środki W MIASTO i zachęcać do
            pozostania.

            Co się stanie, gdy zmienisz pracę? Zamiast na Górczyn będziesz jechał na Ogrody,
            do Czerwonaka? Ile czasu wtedy stracisz? Jak bardzo będziesz zadowolony ze swej
            decyzji osadniczej? Ta godzina, o której piszesz, że gotów jesteś ją poświęcić
            stanie się z dnia na dzień codziennością.
            Zapewne odpiszesz, że pojedziesz III ramą. Rozczaruję Cię. Nie tylko z
            doświadczenia innych, ale i mojego np. w Amsterdamie, nic nie dała. Kilka lat po
            zbudowaniu była zakorkowana, a miasto straciło kolejną partię mieszkańców.

            A tak na marginesie, dlaczego nie chciałeś jechać 14tką z Piątkowa na Górczyn,
            skoro tak Ci korki doskwierały? W cywilizowanych systemach drogi zostawia się
            dla tych, którzy nie mają dobrej alternatywy przejazdu od do komunikacją
            zbiorową. A Ty mieszkałeś NA linii. Tam nie tylko naukowcy, nie tylko urzędnicy,
            ale też ludzie w aglomeracjach zrozumieli, że samochodem nie da się sprawnie
            jeździć po mieście.

            Myślisz, że nie znoszę prezydenta Grobelnego? Jakieś emocje? W bezpośrednim
            kontakcie to nie jest miły człowiek, ale to nie ma nic do rzeczy. On dobrze
            reprezentuje i zwiera nie tylko Twoją wizję i ludzi, którzy tak właśnie myślą o
            mieście. Pociąga za sobą spore grono, w tym większość radnych PO.
            Ale niestety trudno się patrzy, gdy ludzie ci forsują bezrefleksyjnie zespół
            poglądów i działania na nim oparte ku jaskrawej szkodzie mojego miasta, ku
            modelowi, który w Europie nigdzie się nie sprawdził, a uziemił potencjały
            ładnych kilku miast wymuszając później naprawę tego stanu rzeczy. Co gorsza za
            Kaczmarka myślano bardziej współcześnie, lecz nastąpił regres.

            Jakbyś na swojej gminie (Kórnik? Stęszew?, przecież chyba nie Komorniki?!)
            wymógł dopłaty solidarnościowe do aglomeracyjnej infrastruktury, którą dzierży
            Poznań z moich, a nie Twoich podatków, to moglibyśmy rozmawiać o wizji miasta.
            Na dziś możemy rozmawiać tylko o szkodliwości przenosin pod miasto dla
            aglomeracji poznańskiej. O czymś co URBACT określa jako przykładowy patologiczny
            sposób rozwoju aglomeracji.
            Długofalowo na upadku Poznania nie tylko miasto ucierpi, ale cała aglomeracja. A
            upadek konkurencyjności najsilniej się rozlewającej aglomeracji w Polsce jest
            widoczny po tym jak dużo słabsze miasta jak Kraków, Gdańsk, Gdynia, czy Wrocław
            sprawnie nadganiają zaległości - nie w wartościach, ale w strategicznych
            kierunkach rozwoju. Zaś kierunek jaki obrały sprawia, że jak za 10 lat się w
            końcu obudzimy, to będą już koło nas. My zaś dopiero zaczniemy wychodzenie z ery
            przemysłowej.
            Na ironię zakrawa fakt, że URBACT w Poznaniu ma siedzibę, a władze miasta od
            roku zmieniły front, przestały zamykać oczy i teraz uparcie twierdzą, że
            najważniejsze dla przyszłego rozwoju aglomeracji jest potencjał znajdujący się
            poza miastem. Urbaniści łapią się za głowy. Ale co innego mogą przed wyborami
            mówić w obliczu totalnej klapy swego myślenia o aglomeracji i mieście?

            Myślisz, że nie lubię oddechu na wsi? Owszem lubię. Ale nie żyję utopią i mam go
            na weekend 70 kilometrów od Poznania. Na zachodzie nauczyłem się metody co
            drugiego weekendu - co drugi jadę na wieś albo na wypad poza swoje miasto, a co
            drugi korzystam z mojego miasta.
            Życzę Ci szczęścia! Ale i więcej refleksji o przyszłości.
            • zderzacz-hadronow Re: idylla 28.05.10, 12:54
              Włodzimierzu!
              Ja myślę, że Ty powinieneś zacząć pisać książki, bo kubatura Twych
              postów ewidentnie wskazuje, że masz talent ;-)
              Ale do rzeczy; otóż uważam, że przedstwiasz zbyt katastofalne wizje
              bliższej bądź dalszej przyszłości. Przecież miasto pokroju Poznania
              nie dało by rady pomieścić całej tej braci, która w ostatnich latach
              postanowiła opuścić jego granice. Ile ich było, wspominałeś, chyba
              80 tysięcy prawda? Jak wyglądałyby poznańskie drogi gdyby choćby
              część z nich ruszyła "w teren"? Nie możesz oczekiwać, że każdy
              wsiadłby do tramwaju, zresztą ileż bimb musiałoby wyjechać na tory,
              coby taką ilość ludzi dowieźć do pracy, szkoły etc.? Jesteś w stanie
              sobie wyobrazić jak wielu ludzi nie tylko dojeżdża autem ale
              korzysta z niego służbowo? Z tego też powodu i ja nie korzystałem
              z "14", rezydując jeszcze w Poznaniu. Spójrz na pierwszy lepszy
              tramwaj czy autobus w godzinach szczytu a potem spróbuj znaleźć
              odpowiedź na pytanie dlaczego ludzie wolą przemieszczaś się
              samochodami. Poznań jest w tym względzie niewydolny i ja nie widzę
              szansy żeby ten stan zmienić, bo co byś proponował? Zwiększyć
              liczbie tramwajów? Nie sądzę, żeby dało się jeszcze więcej wepchnąć
              na tory ( jak wyglądają okolice teatralki w permanentnym tramwajowym
              korku? ). Ja tego nie widzę i w dużej mierze, czuję się wspaniale
              kiedy już nie muszę w tym uczestniczyć ( choć pracuję na poznańskich
              drogach, to moje podejście w wziązku z tym jest zgoła inne niż
              wówczas kiedy miałbym gnić w napchanym wagonie i przeklinać, że już
              dawno powinienem być u celu ).
              Nie sądzę też żeby w najbliższej przyszłości moje okolice ( gmina
              Dopiewo dla Twoje ciekawości, masz coś do Komornik? ;-)) zmieniły
              się w wielką sypialnię, tracąc swój dotychczasowy urok. Logicznym
              jest, że każde ludzkie skupisko z biegiem lat się rozrasta, tym
              bardziej kiedy jest to miejsce na tyle atrakcyjne by stać się realną
              alternatywą dla osób dotychczas mieszkających w mieście. Zdaje sobie
              sprawę, że "szum samochodów" będzie z czasem narastał, wiedząc, że
              jest to nieuniknione, ale wiem też, że za mojego żywota nie utknę tu
              w korku, nikt nie zafunduje mi linii tramwajowej pod nosem i nie
              postawi jebutnego centrum handlowego. Nikt też nie "zlikwiduje"
              pobliskiego jeziora i nie wykarczuje lasu.
              Piszesz o terenach Pokrzywna, Szczepankowa, Darzyboru etc.
              zapominając, że to jednak nadal administracyjne granice Poznania i
              uwierz mi, że nawet jakby wydarzył się jakiś cud i lotnisko z
              Krzesin odpłynęło, czyniąc te tereny atrakcyjnym pod zabudowę
              mieszkaniową, to znając polskie realia ceny oferowanych tam
              nieruchomości byłyby na tyle poronione, że nie miało by to wpływu na
              zmniejszenie ilości osób wynoszących się do sąsiednich gmin. Oboje
              wiemy jakie są ceny w Poznaniu a jakie kilka/kilkanaście kilometrów
              za jego granicami. W niełatwych czasach, w jakich żyjemy, liczy się
              głównie rachunek ekonomiczny, dla którego odległośc pokonania
              dodatkowych nastu kilometrów jest wystarczającym powodem by w
              Poznaniu nie mieszkać.

              Z harcerskim pozdrowieniem ;-)
              • wlodzimierz_nowak Re: idylla 31.05.10, 12:07
                Cieszę się, że w ogólnym oglądzie sytuacji się zgadzamy. Na dziś jest jak jest.
                Nawet ta czy inna zmiana nie zmieni wiele. III rama jeszcze popsuje i wydrenuje
                kasę na dekady, a nie lata. Chyba żaden samorząd miasta, w których powstawały
                takie projekty (trasy bezkolizyjne w miastach) nie budował ich za swoje ale za
                państwowe.

                zderzacz-hadronow napisał:

                > Włodzimierzu!
                > Ja myślę, że Ty powinieneś zacząć pisać książki, bo kubatura Twych
                > postów ewidentnie wskazuje, że masz talent ;-)

                Też Ci nieźle poszło ;-)

                > Ale do rzeczy; otóż uważam, że przedstwiasz zbyt katastofalne wizje
                > bliższej bądź dalszej przyszłości. Przecież miasto pokroju Poznania
                > nie dało by rady pomieścić całej tej braci, która w ostatnich latach
                > postanowiła opuścić jego granice. Ile ich było, wspominałeś, chyba
                > 80 tysięcy prawda?

                Wiesz ile ludzi ma tzw. stary Paryż, czyli miasto bez aglomeracji? 2,2 miliona
                oraz szacuje się, że koło dwóch, trzech setek ludzi niezameldowanych, głównie
                studentów. Słowem 2,5 mln. Na powierzchni? 40% powierzchni Poznania.

                Jak wyglądałyby poznańskie drogi gdyby choćby
                > część z nich ruszyła "w teren"? Nie możesz oczekiwać, że każdy
                > wsiadłby do tramwaju, zresztą ileż bimb musiałoby wyjechać na

                Dramatycznie! Ale w tym rzecz. Dziś bez samochodu w Poznaniu jesteś pariasem
                albo mieszkańcem wąskiej przestrzeni albo szczęściarzem, którego życie i praca
                koncentrują się w centrum.

                Dlatego trzeba wreszcie położyć duże pieniądze miejskie i wojewódzkie na
                efektywny transport zbiorowy w mieście i aglomeracji.
                A dziś robimy coś przeciwnego. Tramwaj na Kopernika to wydatek ok 100 mln. Czeka
                na święte nigdy. Gdy lekką ręką oszczędzone właśnie 50 mln pod koniec kwietnia
                skierowano na III ramę.

                > coby taką ilość ludzi dowieźć do pracy, szkoły etc.? Jesteś w stanie
                > sobie wyobrazić jak wielu ludzi nie tylko dojeżdża autem ale
                > korzysta z niego służbowo?

                Tak. Ale na marginesie - to się skończy, gdy doczekamy się kontroli skarbówki
                jak to jest na Zachodzie. Ale do tego miasto musi byc przygotowane, musi mieć
                nowoczesne biura, dużo nowoczesnych biur - a nie tylko klasy ekstra - położonych
                przy szybkich liniach tramwajowych albo kolei aglomeracyjnej.

                > szansy żeby ten stan zmienić, bo co byś proponował? Zwiększyć
                > liczbie tramwajów? Nie sądzę, żeby dało się jeszcze więcej wepchnąć
                > na tory ( jak wyglądają okolice teatralki w permanentnym

                Ależ problem zdiagnozowano w 1992 roku, projekt tramwaju w Ratajczaka powstał w
                1993, Kaczmarek kandydując w 2002 miał go na szczycie priorytetów, gdyż
                Ratajczaka-Młyńska-Solna-Pułaskiego otwiera drogę do zmniejszenia obciążenia
                teratralki oraz podłączenia Naramowic pod tramwaj. Koszt? ok. 140% tego co
                wydamy na schowany w ziemi hiper_duper tramwaj do franowskich centrów handlowych
                z wyciszeniem dla wiewiórek w parku na Piaśnickiej.

                > korku? ). Ja tego nie widzę i w dużej mierze, czuję się wspaniale
                > kiedy już nie muszę w tym uczestniczyć ( choć pracuję na

                Ale - jak pisałem - rozumiem Ciebie. Tyle, że ten problem - ogólnie nazwany
                dysfunkcją aglomeracji poznańskiej - prędzej czy później wpłynie na życie Twoje
                albo Twoich dzieci, gdyż Poznań będzie bardziej i bardziej odstawał od rywali.
                Niestety nie na korzyść.

                > Nie sądzę też żeby w najbliższej przyszłości moje okolice ( gmina
                > Dopiewo dla Twoje ciekawości, masz coś do Komornik? ;-)) zmieniły
                > się w wielką sypialnię, tracąc swój dotychczasowy urok.

                To jak robisz to czego nie potrafią setki mieszkańców Plewisk, czyli dojeżdżasz
                tak szybko na Górczyn?

                Do Komornik tylko tyle, że dopuściły do nieprzygotowanej budowy tak wielkiego
                osiedla jakim stały się Plewiska. Zamiast pomyśleć jak jedną z trzech ulic
                połączyć je z bezkolizyjną Głogowską, co dałoby mieszkańcom realną korzyść, wójt
                populistycznie domaga się od Poznania zbudowania wiaduktu, który w dramatycznej
                przewadze wykorzystywaliby mieszkańcy jego gminy.

                Logicznym
                > jest, że każde ludzkie skupisko z biegiem lat się rozrasta, tym
                > bardziej kiedy jest to miejsce na tyle atrakcyjne by stać się realną
                > alternatywą dla osób dotychczas mieszkających w mieście. Zdaje sobie
                > sprawę, że "szum samochodów" będzie z czasem narastał, wiedząc, że
                > jest to nieuniknione, ale wiem też, że za mojego żywota nie utknę

                I wtedy staniesz przed ścianą. Ale będziesz miał o tyle dobrze, że jesteś przy
                IV ramie, która pozwoli Ci sprawnie objechać Poznań. IV rama jest Poznaniowi
                potrzebna, a nie III.

                Nie jest logiczne ani nieuniknione rozlewanie się aglomeracji. Ten proces został
                powstrzymany, miasta na Zachodzie notują od 20 lat szybkie przyrosty liczby
                mieszkańców. W swoim interesie powinieneś nawoływać do powstrzymania rozlewu
                aglomeracji :-)))

                > nikt nie zafunduje mi linii tramwajowej pod nosem i nie
                > postawi jebutnego centrum handlowego.

                Obyś się nie zdziwił... A na linię tramwajową, czy kolej aglomeracyjną
                powinieneś się ucieszyć. Ze stacji Palędzie dobrze zorganizowanym transportem w
                kwadrans możesz być nie na Górczynie ale w centrum.

                > Piszesz o terenach Pokrzywna, Szczepankowa, Darzyboru etc.
                > zapominając, że to jednak nadal administracyjne granice Poznania i

                I oto chodzi. Niech te domy powstają w mieście. Poznań ma dziś 7000 tys.
                hektarów terenów rolnych!!! Z tego 900 ha to ogródki działkowe, reszta pola.

                > mieszkaniową, to znając polskie realia ceny oferowanych tam
                > nieruchomości byłyby na tyle poronione, że nie miało by to wpływu na
                > zmniejszenie ilości osób wynoszących się do sąsiednich gmin. Oboje

                Dlatego na zachodzie miasta skupują grunty przed uruchomieniem osiedla, a potem
                nakładają warunki na inwestorów np. chcesz budować domek? Ok, sprzedajemy Tobie
                wcale nie drogo, ale podatek gruntowy wynosi za 1 niezabudowany rok x, za drugi
                niezabudowany rok x+10%, za trzeci x+50%, za czwarty 3*x itd. Jeśli dołożysz do
                tego podatek katastralny, to istnieje możliwość prowadzenia polityki. W Polsce
                mamy politykę gruntową pod dewelopera. Zaczyna się od złego ustawodawstwa
                (pseudoliberalizujące, obecnie jeszcze pogorszone dziesięć dni temu), a kończy
                na korzystających z tego wykrętu samorządach.

                > za jego granicami. W niełatwych czasach, w jakich żyjemy, liczy się
                > głównie rachunek ekonomiczny, dla którego odległośc pokonania

                A w planowaniu miasta rachunek ekonomiczny powinien być jednynie jednym z
                mierników osiągania celów, którymi nie powinny być elementy fiskalne.
          • wlodzimierz_nowak pomyśl sam 28.05.10, 10:40
            Gość portalu: JA napisał(a):
            > Wole dom pod miastem anizeli taki sam w Poznaniu. Powod? Rzeczona zielen,
            > spokoj, sasiedztwo nowych domow. Wskaz prosze osiedle nowych domow
            > jednorodzinnych, z dzialkami ok 1000m. Nie ma takich.

            Dlaczego nie ma? Skoro są tysiące hektarów pól uprawnych na Strzeszynie aż do
            granic miasta, są na Pokrzywnie, Krzesinach i Ławicy (trzeba tylko wyrzucić
            jedno z tych dwóch lotnisk poza miasto), są na Szczepankowie, są na Darzyborze.
            Kto je "uziemił" świadomą polityką ostatnich lat nie reagując na gwałtowne
            dzielenie działek pod Poznaniem i opuszczanie Poznania przez "emigrantów" jak
            Wy? Nie mam nic przeciwko mieszkaniu na przedmieściu. To wolna wola, ale
            konsekwencje będą jak wyżej pisałem o idylli.

            Jednak najgorszą konsekwencją, jest strata pozycji i dynamiki przez miasto
            wskutek odpływu mieszkańców. Jakimś rozwiązaniem na pogodzenie mieszkania pod
            miastem i integrację z miastem byłoby oderwanie tych przedmieść od gmin oraz
            dobrowolne przystąpienie do Poznania. Jednak boję się, że mieszkańcy PZ w
            poczuciu "uwolnienia się" od miasta zbyt szybko nie zrozumieją zależności naczyń
            połączonych i będą cieszyli się z wolności samochodowej dopóki nie nadejdzie ich
            czas, czyli także ich okolica ulegnie zakorkowaniu.

            A Poznań dla Plewisk (gdy ich mieszkańcy staliby się na powrót podatnikami
            miasta) mógłby poprowadzić wygodny dojazd samochodowy do węzła na Głogowskiej
            zamiast nonsensownego wiaduktu, a jednocześnie zbudować pętlę przy torach z
            dużym dofinansowaniem unijnym (takie projekty to popierają chętnie, a nie
            forsowane u nas rozbudowy dróg-inne miasta mądrze pozyskują środki, a Poznań
            znów na końcu statystyk). Luboń od dawna czeka na tramwaj. Czerwonak, Suchy Las?
            Tak samo. Zamiast fantastycznej rozbudowy III ramy potrzebny to byłby most z
            Koziegłów na Winogrady. Poprowadzenie torów kolejowych i połączenia
            Przeźmierowo-Ławica-Główny to raptem 40 mln PLN. Ale ani władze Poznania, ani
            Tarnowa Podgórnego tego nie chciały. A dojazd z Przeźmierowa wyniósł by na
            Kaponierę 13-15 minut.

            Zamiast tego ładujemy w ulice wlotowe, w centrum nie robi się nic.
            Otwarcie tej furtki przez Grobelnego, świadoma decyzja o przekształceniu
            Poznania w węzeł samochodowy dla przedmieść (rozbudowa Bukowskiej i
            Grunwaldzkiej oraz III rama - tych strat nie odrobimy już nigdy).
    • lili_marleen Dom czy mieszkanie? Decydujące są cena i... wyb... 25.05.10, 20:46
      Każdy z moich przedmówców ma po trochu rację w tym co pisze przynajmniej w
      moim odczuciu.
      Nie da się ukryć, że życie jak i zakup domu pod miastem jest tańsze,
      przyjemniejsze i warte niewygód związanych z dojazdem do centrum. Prawdą też
      jest że dorastające dzieci nie zawsze podzielają zadowolenie rodziców z
      wyprowadzki z miasta narzekając na "wsiową" nudę i izolację - mimo nieraz
      lepszej gminnej infrastruktury w postaci dostępnej dobrze wyposazonej sali
      gimnastycznej czy niedalekiego krytego basenu a latem jeziora.

      Podobnie jak kolega Zderzacz mieszkałam w centrum miasta 30 lat - od
      urodzenia. Oczywiście mieszkałam w bloku gdzie na schodach zapach gotowanej
      kiszonej kapusty mieszał się z wyziewami gnijących pyr w piwnicy. Zimą z
      powodu używania do ogrzewania węgla balkony i okna pokryte były grubą warstwą
      sadzy. Latem jak wiało od południa czuło się zgniły zapach z dalekich
      Lubońskich Zakładów Ziemniaczanych. Nocami za to, szczególnie zimą ( w zimnym
      powietrzu lepiej rozchodzą się fale dźwiekowe) nie dawały zasnąć zgrzyty
      tramwajów zjeżdżających do zajezdni na Głogowskiej. No i to wszechobecne
      sterczące w bramach penerstwo, nigdy nie darujące sobie głośnych komentarzy w
      stylu: Lala, bucik ci się rozpierdala! Nocami zresztą ci sami dżentelmeni
      dorabiali sobie kradnąc migacze koła i radia z zaparkowanych na osiedlu
      samochodów.

      Od kiedy wynieśliśmy się na wieś - te wszystkie problemy znikły. Nawet
      rekreacyjne weekendowe - obowiązkowe kiedyś - wyjazdy rodzinne się skończyły.
      Po co? Skoro za płotem jest kwietna łąka, 500 m dalej szumi las, a za lasem i
      dalej za polem pszenicy kusi czyste jezioro, na którym zimą da się i na
      łyżwach pojeżdzić. No i ta cisza, brak szumu spuszczanej wody zza ściany po
      dokonanej przez sąsiada defekacji, a nocą kompletna ciemnosć, że własnych
      dłoni nie widać.

      Tyle pochwały zycia wiejskiego - czasem łapię się nawet na tym, że załatwiając
      jakieś sprawy w Poznaniu czuję się jak typowy prowincjusz przerażony hałasem,
      pędem i niewątpliwym kolorytem wielkiego miasta.
    • qwardian Dom czy mieszkanie? Decydujące są cena i... wyb... 25.05.10, 21:11

      Ja zadecydowałem, że mieszkać będę ostatecznie do końca w jednym
      miejscu. Bez względu na cenę, chcę spokoju, przestrzeni, przyrody i
      lokalizacji blisko centrum. Między Sołaczem, Starymi Winogradami i
      Starym Grunwaldem wybrałem ten ostatni (bliźniak) i pozostałem na
      swojej dzielnicy gdzie się urodziłem i wychowałem.

      Ale gdyby mi przyszło wynieść się wybrałbym Kiekrz, Lusowo albo
      nawet okolice Jeziora Bytyńskiego. Bo okolice Poznania są Z-A-J-E-B-
      I-S-T-E i każde ma swoje niesamowite zalety i atrakcje. Młodzi niech
      kupują mieszkania, a następnie budują na miarę własnych możliwości.
      • lili_marleen Re: Dom czy mieszkanie? Decydujące są cena i... w 26.05.10, 06:45
        qwardian napisał:

        > Bez względu na cenę, chcę spokoju, przestrzeni, przyrody i
        lokalizacji blisko centrum.

        To ideał - i jak to z ideałem bywa, nie może być i nie jest dla wszystkich
        dostępny. Głównie z powodu kasy jaką trzeba położyć by cieszyć się porannym
        śpiewem ptaków, mieć za oknem widok na zieleń starodrzewia a jednocześnie mieć
        15 min spacerkiem na np Św Marcin.

        Ale tak jak napisałeś - Poznań ma szczęście być otoczonym przez zalesione,
        będące oazami spokoju gminy gdzie każdy może stworzyć sobie "swoje własne
        Idaho", jednocześnie nie tracac kontaktu z miastem z którego uciekł

          • lili_marleen Re: Dom czy mieszkanie? Decydujące są cena i... w 26.05.10, 14:59
            zderzacz-hadronow napisał:

            > I pomijając już kwestie powyższe to najlepszy motyw następuje kiedy przyjdzie
            człowiekowi załatwić sprawy urzędowe.

            Żeby jeszcze sprawy związane z wydziałem komunikacji (prawko, dowód
            rejestracyjny) dało się załatwić w gminie to juz byłaby sielanka. Starostwo na
            Jackowskiego to porażka począwszy od polowania na parking - na kolejce do
            okienka skończywszy.
        • Gość: mapo Re: Dom czy mieszkanie? Decydujące są cena i... w IP: *.icpnet.pl 26.05.10, 21:49
          Nie chciałbym mieszkać w domu na Cytadeli ani na Sołaczu. Wprawdzie
          są to tereny bardzo zielone, ale: zbyt blisko centrum, zbyt dużo
          samochodów w pobliżu, a więc i spalin, zbyt duży hałas. Wiem, że tam
          snobistycznie i domy po pewnie ze 2 miliony, ale wydaje mi się, że
          nie znajdzie się tam upragnionego spokoju i przyrody, które chcą
          ludzie, którzy decydują się na przeprowadzkę mieszkanie->dom
          • lukask73 Re: Dom czy mieszkanie? Decydujące są cena i... w 27.05.10, 10:43
            > wydaje mi się, że
            > nie znajdzie się tam upragnionego spokoju i przyrody, które chcą
            > ludzie, którzy decydują się na przeprowadzkę mieszkanie->dom

            Coś jednak powoduje, że Stare Winogrady, Ostroróg, a w jeszcze
            bardziej Sołacz są najbardziej atrakcyjnymi (dla niekumających:
            przyciągającymi) fragmentami miasta, przez co aby stać się tam
            właścicielem kawałka ziemi z czterema ścianami trzeba być naprawdę
            majętnym człowiekiem. Nie sądzę, że powodem jest wyłącznie snobizm.
            Są tańsze formy snobizmu, choćby obrzydliwie drogie samochody, które
            kosztują ułamek tego, co rezydencja na Sołaczu. Po prostu mieszkanie
            w takim miejscu łączy kilka nieśłychanie pożądanych cech dodatnich,
            o których wyżej pisali piewcy krajobrazu sielskiego. Tylko
            absolutnej ciszy w Poznaniu nie ma: zawsze, nawet w nocy, w tle
            słychać jednorodny szum, jak nie samochodów na odległej ulicy, to
            klimatyzatorów w blaszanym centrum handlowym, które w promieniu
            kilku kilometrów na pewno się niestety znajduje.

            Wszyscy przeciwstawiają mieszkanie w mieście domowi na wsi, uzywając
            argumentów komunikacyjnych, infrastrukturalnych, socjologicznych, a
            jest jeszcze jeden ważny czynnik, o którym wielu zapomina: na
            bieżące utrzymanie domu potrzeba niemało czasu. Ten czas, wyrwany
            sobie z doby, w której wcześniej mieściło się uprawianie choćby
            jakiegoś hobby, też kosztuje i jest składnikiem bieżących kosztów
            utrzymania. Mieszkając w większym budynku nie trzeba się przejmować
            sprzątaniem tego, co za progiem, nieustanną kontrolą techniczną,
            walką ze strażą gminną w sprawie śniegu na chodniku. To wszystko
            powoduje, że większość samotnych kobiet lub kobiet wyposażonych w
            towarzysza życia nie przyjaźniącego się z wiertarką i wkrętakiem -
            nie może mieszkać we własnym domu, lub mieszkanie takie wiąże się z
            nieustannym wzywaniem tzw. złotych rączek do każdego drobiazgu:
            klamka, która "się urwała", słupek, który "się pochylił", rura,
            która "się zatkała" itp. Czsami trzeba wejść na dach, poprawić
            antenę, uzupełnić kratkę, która zamykała otwór 6 m nad ziemią...
            Alternatywą jest mieszkanie w budynku, który z czasem bardziej
            przypomina slumsy. Niestety niemało takich jest nawet we wcześniej
            wspomnianych prestiżowych lokalizacjach (właścicielem części jest
            Aka... pardon, Uniwersytet Przyrodniczy).

            Może Was fascynuje latanie z młotkiem co sobotę. Ale na pewno nie
            każdego.
    • Gość: Działkowiec Re: Dom czy mieszkanie? Decydujące są cena i... w IP: *.xdsl.centertel.pl 31.05.10, 10:15
      Najtaniej i najszybciej można sobie postawić dom w Poznaniu na
      działkach tzw. ogrodniczych przykład to działki porzy ulicy
      Bałtyckiej 47, gdzie wszyscy buduja chałupy bez żadnych pozwoleń
      budowlanych. Nie trzeba prowdzić dzinnika budowy czy innych
      niepotrzebnych pierdół.
      PINB dla miasta Poznania był na inspekcji i powiedział, że można
      budować gdyż tak jest w całym Poznaniu i nadzór nic do tego nie ma.
      Zachęcam do budowania na działkach w ogrodach działkowych, wychodzi
      najtaniej i najszybciej.
        • Gość: działkowiec Re: Dom czy mieszkanie? Decydujące są cena i... w IP: *.xdsl.centertel.pl 02.06.10, 11:31
          Po co kredytować na ogródkach działkowych budowę domu, na wszystkich
          ogródkach w Poznaniu koszty budowy sa minimalizowane, za działke
          wpłaca sie tylko wpisowe, z prezesem ogrodu wypije sie flachę i masz
          już od prezesa pozwolenie na postawienie chałupy nawet 300 metrów.
          Medunek takze otrzymujesz bez problemu.
          Budujac własnyum sumptem bez pozwoleń i uzgodnień wychodzi naprawdę
          tanio.
            • Gość: działkowiec Re: Dom czy mieszkanie? Decydujące są cena i... w IP: *.xdsl.centertel.pl 07.06.10, 10:18
              Nie ma żadnego ryzyka, jak cały ogród jest zabudowany budynkami w których
              mieszkają ludzie to nikt tego nie ruszy.
              Nasz ogród na Bałtyckiej chcą zlikwidować od wielu już lat i nic takiego nikt
              nie zrobi, nawet nadzór budowlany nie wnika w to co buduje się na ogrodach. U
              nas nadzór budowlany dla miasta Poznania był w 2007 roku i odjechał jak nie
              pyszny. Ogródki działkowe to takie państwo w państwie którego nikt nie ruszy,
              żadna siła.
              Śmiało można stawiać chałupy i mieszkać bez żadnego ryzyka.
              A przecież ogrody przeważnie położone są w centrum miasta i dlatego zawsze stąd
              blisko a jednocześnie dużo zieleni.
              U nas nawet nikt się nie wtrąca dokąd odprowadzamy ścieki.
              Życie na ogrodzie działkowym jest dużo tańsze, najpierw budujesz chałupą bez
              żadnych pozwoleń nie siedzi nad tobą inspektor budowlany a później mieszkasz
              taniej bo nie musisz płacić za wszystkie media.
              • wlodzimierz_nowak I to jest pozytywny argument? 07.06.10, 10:25
                Gość portalu: działkowiec napisał(a):
                > Nie ma żadnego ryzyka, jak cały ogród jest zabudowany budynkami w których
                > mieszkają ludzie to nikt tego nie ruszy.

                > nawet nadzór budowlany nie wnika w to co buduje się na ogrodach. U

                > Śmiało można stawiać chałupy i mieszkać bez żadnego ryzyka.

                > A przecież ogrody przeważnie położone są w centrum miasta i dlatego zawsze stąd
                > blisko a jednocześnie dużo zieleni.

                > U nas nawet nikt się nie wtrąca dokąd odprowadzamy ścieki.

                > Życie na ogrodzie działkowym jest dużo tańsze, najpierw budujesz chałupą bez
                > żadnych pozwoleń nie siedzi nad tobą inspektor budowlany a później mieszkasz
                > taniej bo nie musisz płacić za wszystkie media.

                Pewnie za śmieci też nie, w końcu meldunku nie ma. To gdzie wyrzucacie śmieci?
                • Gość: działkowiec Re: I to jest pozytywny argument? IP: *.xdsl.centertel.pl 08.06.10, 10:57
                  Tak jak pisałem na ogrodach działkowych w Poznaniu jak i w innych częściach
                  Polski ludzie są meldowani z tym nie ma problemu.
                  Skoro możesz wybudować budynek i w nim mieszkasz to meldunek należy się bez
                  żadnej łachy.
                  A co do śmieci to odbierane są tak samo jak wszędzie.
                  Jeszcze raz powtarzam na dzisiejsze czasy najtaniej i najszybciej w centrum
                  miasta wybudujesz się na ogródku działkowym.
                  Wiele młodych rodzin woli to niż zakredytowanie się na całe życie i mieszkanie w
                  bloku.
                  Ogródki w centrach miast już dawno na maksa powinny być wykorzystywane na
                  mieszkanie w otoczeniu zieleni.
        • kiks4 Re: Najtaniej i najszybciej dom na działkach 16.11.21, 10:19
          Przeczytałem na internetach, że PIS albo już wprowadził albo ma zamiar wprowadzić podatek katastralny, nakładany na rodziny posiadające dwa lub więcej mieszkań. W teorii ma to doprowadzić do sprzedaży pustostanów a tym samym spadku cen mieszkań na skutek zwiększonej podaży. W domyśle- wiadomo, że gdy nie wiadomo o co chodzi top chodzi o kasę. Każdy powód do obciążenia obywatela jest dobry. Wiedział to już cesarz Wespazjan niemal dwa tysiące lat temu obkładając podatkiem publiczne toalety. Pecunia non olet.
          Pragnę jednak nieśmiało zauważyć, że cokolwiek PIS robi- efekt uzyskuje odwrotny. Bo dziś, w dobie szalejącej inflacji sprzedaż mieszkania, najpewniejszej jak dotąd lokaty, jest durnotą. Dużo korzystniej jest rozwieść się i podzielić mieszkania między byłych współmałżonków.
          I tak to partia mająca ścisłe powiązania z KK motywuje do rozwodów. W większości przypadków ( z wyjątkiem Kury Kurskiego) potępianych przez Kościół. Nie zachęca także PIS do zawierania związków sakramentalnych, bo hojne wspieranie samotnych matek powoduje, że wiele par żyje w grzesznym konkubinacie nie chcąc utracić benefitów.
          • kiks4 Re: Najtaniej i najszybciej dom na działkach 19.11.21, 09:51
            Wieszczyłem niedawno, że PIS ma taka naturę, że osiąga efekty odwrotne do swoich intencji. I że poprzez wprowadzenie podatku katastralnego od dwóch lub więcej mieszkań doprowadzi do zwiększenia liczby rozwodów.
            Okazzuje się, że już do nich to dotarło .
            Do tej pory sądy pobierały opłatę w wysokości 600 zł za poprowadzenie sprawy rozwodowej i zwracały połowę tej kwoty, jeśli doszło do rozwodu bez orzekania o winie. Według nowych przepisów połowa kosztów będzie zwracana tylko w przypadku separacji małżonków.
            Czyli jest to formacja pierwsza w robieniu głupstw i pierwsza w ich naprawianiu.
            Dawno temu jedna z gazet amerykańskim miała motto: Pierwsi informujemy! Pierwsi prostujemy informacje!
            Ale dawno już jej nie ma. Nie tędy droga do sukcesu.
    • wlodzimierz_nowak rozważającym zakup czegokolwiek!!! 01.06.10, 22:22
      wyborcza.biz/biznes/1,101562,7959127,Nie_bedzie__Rodziny_na_swoim___Beda_czynszowki.html
      Wreszcie w Polsce rozpoczęto dyskusję nad tym co zrobić by ludzie mieli gdzie
      mieszkać. Oczywiście nie wierzę, że politycy poszukali nowych rozwiązań, to
      raczej deweloperzy otrzeźwieli po porażce jaką był gwałtowny koniec hossy z
      połowy 2007 roku. Zauważyli, że poza Polską są inne systemy mieszkalnictwa i że
      deweloperzy tam żyją z budowania dla gmin, które wynajmują, albo z własnego
      wynajmu. I widać, że tę drugą drogę zamierzamy obrać. To jeszcze nie jest to
      czego potrzebujemy, ale unikniemy sytuacji brania absurdalnych kredytów na 40
      lat na kawalerki ratą na połowę wynagrodzenia i z marzeniem, że może kiedyś mi
      się polepszy. Na zachodzie jest normalne, że 40% społeczeństwa nigdy w swym
      życiu nie kupi nieruchomości. Te w Europie są za drogie. Lepiej też długo
      wynajmować, aż się osiągnie stabilność, to można się przeprowadzać na drugi
      kraniec aglomeracji za pracą, zamiast podróżować do pracy godzinami.
      • Gość: Piccolo_Jr Re: rozważającym zakup czegokolwiek!!! IP: *.icpnet.pl 02.06.10, 15:14
        wlodzimierz_nowak napisał:

        > rel="nofollow">wyborcza.biz/biznes/1,101562,7959127,Nie_bedzie__Rodziny_na_swoim___Beda_czynszowki.html
        > Wreszcie w Polsce rozpoczęto dyskusję nad tym co zrobić by ludzie mieli gdzie
        > mieszkać. Oczywiście nie wierzę, że politycy poszukali nowych rozwiązań, to
        > raczej deweloperzy otrzeźwieli po porażce jaką był gwałtowny koniec hossy z
        > połowy 2007 roku. Zauważyli, że poza Polską są inne systemy mieszkalnictwa i że
        > deweloperzy tam żyją z budowania dla gmin, które wynajmują, albo z własnego
        > wynajmu. I widać, że tę drugą drogę zamierzamy obrać. To jeszcze nie jest to
        > czego potrzebujemy, ale unikniemy sytuacji brania absurdalnych kredytów na 40
        > lat na kawalerki ratą na połowę wynagrodzenia i z marzeniem, że może kiedyś mi
        > się polepszy. Na zachodzie jest normalne, że 40% społeczeństwa nigdy w swym
        > życiu nie kupi nieruchomości. Te w Europie są za drogie. Lepiej też długo
        > wynajmować, aż się osiągnie stabilność, to można się przeprowadzać na drugi
        > kraniec aglomeracji za pracą, zamiast podróżować do pracy
        godzinami.

        Włodziu już wiele razy o tym pisałeś ale widzę w Twoim podejściu że niestety kompletnie nie czaisz jednej rzeczy, to kompletnie do Ciebie nie dociera.... Nie porównój Polski do zachodu bo to są dwie kompletnie różne rzeczy. Tu przede wszystkim chodzi o różnicę w mentalności Polaków jako naród, w Polsce już tak jest że każdy chce mieć mieszkanie na własność bo wtedy czuje się bezpieczniej i tyle. I możesz sobie pisać co chcesz że to głupie i nie wiadomo co ale tego przez najbliższe dzieścia, dziesiąt lat nie zmienisz i tyle.
        • wlodzimierz_nowak Re: rozważającym zakup czegokolwiek!!! 03.06.10, 01:06
          Gość portalu: Piccolo_Jr napisał(a):
          > Włodziu już wiele razy o tym pisałeś ale widzę w Twoim podejściu że niestety ko
          > mpletnie nie czaisz jednej rzeczy, to kompletnie do Ciebie nie dociera.... Nie
          > porównój Polski do zachodu bo to są dwie kompletnie różne rzeczy. Tu przede ws
          > zystkim chodzi o różnicę w mentalności Polaków jako naród, w Polsce już tak jes
          > t że każdy chce mieć mieszkanie na własność bo wtedy czuje się bezpieczniej i t
          > yle. I możesz sobie pisać co chcesz że to głupie i nie wiadomo co ale tego prze
          > z najbliższe dzieścia, dziesiąt lat nie zmienisz i tyle.

          Polacy, a szczególnie to takie szczwane i bezwględnie ekonomiczne bestie.
          Udowodniliśmy to już nie raz. Dobre uwarunkowania prawne są w stanie zmienić
          nawyki. Tradycja to jest w budownictwie, w tym, że domy drewniane się nie
          przyjęły. Ale segment czynszowy jest w stanie objąć 70-80% społeczeństwa w
          polskich miastach, a przecież obecnie 50% albo i więcej jest w ogóle
          wykluczonych z rynku. Tej połowy ludzi pracujących w miastach nigdy w życiu nie
          będzie stać na hipoteczny.
      • Gość: Fin Re: rozważającym zakup czegokolwiek!!! IP: 195.20.110.* 08.06.10, 16:48
        Witam,

        Generalnie zgadzam się z większością Pana tez dotyczących rozwoju
        Poznania m.in. w kwestii komunikacji i budownictwa.

        Jest przede wszystkim jeden największy problem dlatego Poznań i inne
        miasta rozlewają się ze swoją zabudową - to jest akustyka. Póki
        fatalna akustyka nowego budownictwa się nie zmieni to każdy kogo
        będzie na to stać ucieknie do własnego domu. Wiadome jest to, że w
        bloku nie da się mieć ciszy absolutnej, ale dudnienie muzą przez
        cały dzień, szczekanie psa cały dzień, słuchanie jak sąsiąd wode
        spuszcza, możliwość wyłączenie dźwięku w swoim telewizorze bo jak
        sąsiąd ogłąda ten sam kanał to wszystko słychać, imprezy studentów w
        ciągu tygodnia itp. Wiem bo przechodziłem różne scenariusz w
        trzech "apartamentach" w różnych częściach Poznania przez 8 lat.
        Jeżeli ktoś na szczęście dookoła ma w miarę cichych sąsiadów to
        niestety mogą się wprowadzić głośniejsi. Nie jest to też takie
        moje "szczęście" ponieważ prawie wszyscy znajomi pocichu narzękają
        na te same problemy.

        Deweloprzy buduja z najtańszych materiałów i normy akustyczny mają
        głęboko gdzieś. Ostatnio przecież też była afera w CityPark gdzie
        jest to samo mimo specjalnych aneksów dotyczących akustyki.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka