truskawa800
16.03.11, 08:43
Zgoda jeździć i spotykać się z ludźmi trzeba.Sam pozyskuję klientów dla swojej firmy w Europie i często jeżdżę tu i ówdzie, żeby spotkać się z kimś i porozmawiać o możliwościach współpracy. To trochę podobne do tego co robią marszałkowie, z tym że ja jadę do konkretnie wyselekcjonowanych rozmówców, rozmawiać o konkretnych sprawach, mam konkretną ofertę do złożenia, a po wszystkim- raportuję do przełożonych. Rozliczany jestem również z konkretnych celów biznesowych. Dobrze by było gdyby podróże naszych włodaży również podlegały podobnej weryfikacji. A może zanim wyjadą przedstawić powinni jaki jest ich cel, jakich inwestorów chcą do nas sprowadzić i co mają im do zaoferowania. Może mają takie cele- nie wiem, ale w takim razie niech nie wymiguję się zdawkową formułą: "Jeśli nie będziemy jeździć, to nigdy nie przyciągniemy inwestorów do Wielkopolski" tylko podzielą się z opinią publiczną swoimi celemi i osiągnięciami.
Poza tym ja jeżdżę sam- bez delegacji i fanfaonady. Oczekiwałbym od tego, kto już jedzie reprezentując władze, że jest na tyle kompetentny i ma odpowiednie umocowanie, że może rozmowy prowadzić samodzielnie, zna przynajmniej angielski, a najlepiej jeszcze kilka innych języków i jest partnererem dla rozmówców zagranicznych- tzn ma uprawnienia do podejmowania decyzji w imieniu Urzędu, który reprezentuje. Super ważne jest też to, by miał taki podróżnik konkretną ofertę inwestycyjną- tereny pod inwestycje, zachęty podatkowe, itp. I mówię- rozmówcy muszą być konkretni- wtedy może nie trzeba będzie wydawać milionów na promocję- tak jak w mojej firmie- załatwie się konkretne sprawy w rozmowach z konkretnymi rozmówcami.