Gość: Jarek
IP: *.am.put.poznan.pl
16.08.01, 11:33
Pod koniec sezonu narciarskiego i u progu piłkarskiego chwaląc triumfy polskiej
kadry dało się słyszeć porównania sukcesów piłkarzy z sukcesami Małysza. A
przecież porównywanie jednych z drugim to totalne nieporozumienie. Małysz, gdy
walczył, czynił to z równymi sobie - światowymi liderami tej dyscypliny,
podczas gdy piłkarze polscy cieszą się z wygranych, co tu ukrywać, z zespołami
drugoligowymi, by wymienić Islandię, Ukrainę, Rumunię - słowem drużynami, które
bądź to za kilka lat będą dopiero gwiazdami, bądź też przestały już nimi być,
tchnąc wokół siebie jedynie wspomnienia sławy, potęgi i siły.
Tak więc dziwi mnie cały ten hałas i euforia, wręcz gloria, którą otacza się
polskich piłkarzy. I z niecierpliwością czekam na dzień, gdy Polska, dostawszy
się do finałów MŚ, w konfrontacji z zespołami z ligi światowej pozna smak
prawdziwego futbolu, umiejscowi sama siebie na stosownym miejscu. I będę
nasłuchiwał, czy ci, którzy dziś ślepo krzyczą o wspaniałej kondycji polskiej
piłki, będą równie entuzjastycznie się o niej wypowiadać, gdy po raz chyba
tysięczny z rzędu z kretesem przegramy z Anglią.