Dodaj do ulubionych

Nie bądź jeleń, weź paragon

20.07.11, 17:57
Ja bym to ujął inaczej: weź paragon, wspomożesz klasę próżniaczą. Obowiązek podatkowy ma różne oblicza. Z jednej strony każdy z nas pewnie widzi potrzebę jego płacenia, ale gdy uzmysłowimy sobie, ilu pierdzistołków musimy utrzymać, a co najgorsza, że watykański okupant trzyma swe brudne, lepkie łapska w naszych kieszeniach, to oczywiście dwoimy i troimy się, jakby tylko coś z daniny uszczknąć i spożytkować to z sensem.
Obserwuj wątek
        • rockville Re: Nie bądź jeleń, weź paragon 20.07.11, 18:19
          tommyha napisał:

          > rockville napisał:
          >
          > > Osoby nie pobierajace paragonow powinny byc wtracane do wiezien na okres
          > roku,
          > > podobnie jak pijani rowerzysci.
          >
          > wszytsko OK z twoją głową?----------------------------------------------------------------------------------------Nie wiem , czy popierasz zbrdniarzy, ktorzy jezdza po pijanemu na rowerach, czy tych, ktorzy nie biora paragonow. Ustawa o obowiazku odebrania paragonu i przechowywania paragonu w miejscu zamieszkania przez okres 3 lat. Dzis nie dziwi nikogo fotoradar, dlacago nie zamontowac podobnych urzadzen w kasach fiskalnych, i karac tych, co nie odbora paragonu ? Ustawa ta stworzula by setki tysiecy dobrze platnych miejsc pracy :kontrolerow paragonowych. Kontrolerzy paragonowi powinni miec przwo wejscia do kazdego mieszkania bez wyroku sadowego i karac mandatami i konfiskowac dobra, na ktore nie ma paragonu .Przeciez jestesmy dumni z monitoringu w Poznaniu, kamery w kasach fiskalnych to nie tak daleka przyszlosc !!!
    • tommyha Nie bądź jeleń, weź paragon 20.07.11, 17:59
      Pracownicy kontroli skarbowej moga nam skoczyć. Jeśli państwo mnie okrada (konkordat; podatek za to że mogę mieszkać; abonament tv etc) to ja mogę robić to samo. To nie mój rząd. To banda włazidupów, którzy swój kraj mają za nic
    • emissarius Nie bądź jeleń, weź paragon 20.07.11, 20:26
      Od niepamiętnych czasów zbieram paragony, bo nasz dziki kapitalizm zwykł traktować mnie nie jako klienta, partnera czy kooperanta, lecz jako owce do ostrzyżenia i zarżnięcia. Dla wielu sprzedawców brak paragonu jest wystarczającym powodem do wykpienia się od jakiejkolwiek odpowiedzialności za transakcję, choćby nawet miała miejsce przed trzema minutami. Osobny rozdział to treść tych paragonów czy faktur.

      Jeśli jednak domaganie się paragonu ma być sposobem na walkę z szarą strefą - to przypomina mi to raczej udawanie się na niedźwiedzia z wykałaczką, lub jak w tym wypadku - z paragonikiem. U osób, które w ciągu kilku lat dorobiły się prawdziwych majątków, wykazując w drukach PIT średnio niskie przychody - może to tylko wywołać uśmiech politowania. No i oczywiście urzędnicy Kontroli Skarbowej mogą im co najwyżej wręczyć obrazek w czasie, kiedy konsumują swe szare przychody w ogródku na Starym Rynku.
      • lili_marleen Wiemy, ale udajemy, że nie wiemy 21.07.11, 08:32
        emissarius napisał:


        > U osób, które w ciągu kilku lat dorobiły się praw
        > dziwych majątków, wykazując w drukach PIT średnio niskie przychody - może to t
        > ylko wywołać uśmiech politowania. No i oczywiście urzędnicy Kontroli Skarbowej
        > mogą im co najwyżej wręczyć obrazek w czasie, kiedy konsumują swe szare przycho
        > dy w ogródku na Starym Rynku.

        Nie do końca. Wystarczy tylko skrupulatnie egzekwować prawo i wykorzystywać odpowiednio narzędzia jakie ono daje. Z tym jednak u nas jest najgorzej. Począwszy od bezkarnych właścicieli psów powszechnie nie zbierajacych odchodów swych zwierząt, poprzez godzenie się przez lata na "lewe" dochody prawników czy lekarzy, na tolerowaniu szarej strefy skończywszy.
        Nie trzeba wielkich umiejętności matematycznych by wyliczyć kwotę deklarowanych rocznie przychodów przez podatnika i porównać ją z oszacowaną kwotą jego wydatków. Teoretycznie powinno to się mniej wiecej bilansować, różnica da nam obraz wielkości ukrywanych dochodów. Słynne powiedzenie "pokaż lekarzu co masz w garażu" doskonale obrazuje ten temat.

        Mam wrażenie graniczące z pewnością, że istnieje niepisana umowa społeczna na tolerowanie przez kolejne rządy tego status quo. Przedsiębiorcy deklarują niskie zarobki pracowników i swoje, płacą minimalny ZUS i podatki i dzięki temu ceny nie rosną a gospodarka jakoś się kreci. Lekarzom płacimy grosze w szpitalach i przychodniach jednak pozwalamy im na nieograniczone możliwości zarobkowania w tzw "gabinetach" w praktyce bez podatków i dzięki temu większość tych chorych którzy nie dostaliby się na czas w skutek kolejek do specjalisty w szpitalu jakoś się leczy. Mozna wypłacać minimalne zasiłki dla bezrobotnych albowiem ci w wiekszosci i tak pracują na czarno więc jakoś wiążą koniec z końcem itd itp
        Do tego dodajmy panoszącą się od jeszcze zaborów akceptację dla korupcji. Mamy labirynt do którego jest wiele wejść ale wyjścia nie ma.
        • emissarius Re: Wiemy, ale udajemy, że nie wiemy 21.07.11, 11:25
          Jeżeli zechcę pomóc swemu bezrobotnemu sąsiadowi (ok.50l) i w tym celu podpiszę z nim jednorazową umowę (o dzieło), której przedmiotem będzie szczegółowe wysprzątanie mojego samochodu, w zamian za w pełni satysfakcjonującą obie strony kwotę 50 PLN, a następnie pan sąsiad zapomni zgłosić tę umowę w swoim urzędzie pracy w nieprzekraczalnym terminie 7 dni - zostanie skreślony z ewidencji i pozbawiony wszelkich praw bezrobotnego (w tym darmowych świadczeń med). Jeżeli zaś będzie na tyle nierozsądny, że zgłosi tę naszą umowę po kilku miesiącach - kiedy przypomni sobie o niej przy okazji wypełniania druku PIT - urząd skreśli go wstecznie z ewidencji z datą podpisania umowy i również wstecznie odbierze mu wszelkie prawa bezrobotnego za ten okres.
          Oczywiście pan bezrobotny może wcale nie zgłaszać takich umów, ale wówczas może narazić się na "przypadkową" kontrolę inspekcji pracy, która z radością poczęstuje go mandatem w wysokości 500PLN i na dodatek powiadomi urząd pracy, który zachowa się jak wyżej. Tymczasem:

          Jeżeli urzędnik za swą urzędniczą pensje w wysokości nieco ponad 2 tys. PLN netto - buduje duży dom, wyprowadza z salonu nowe auto klasy średniej, a przy okazji utrzymuje niemałą rodzinę - to nie tylko w nikim nie budzi to żadnego zdziwienia, ale nawet wprost przeciwnie - taka sytuacja powszechnie odbierana jest jako wyraz inteligencji, zaradności i umiejętności "radzenia sobie" w trudnych czasach. Takich "zaradnych" obywateli każdy z nas zna przynajmniej kilku i współczuje każdemu, kto wykaże się zainteresowaniem na temat źródeł tej "zaradności".

          > Lekarzom płacimy grosze w szpitalach i przychodniach jednak pozwalamy im na nieograniczone
          > możliwości zarobkowania w tzw "gabinetach" w praktyce bez podatków i dzięki temu większość
          > tych chorych którzy nie dostaliby się na czas w skutek kolejek do specjalisty w szpitalu jakoś się leczy.

          Generalnie zgadzam się z Twoją oceną sytuacji, jednak ten przykład z lekarzami wydaje mi się średnio trafiony. Od pewnego czasu płace lekarzy wzrosły naprawdę znacząco (generalnie) i lekarzom zwyczajnie przestało się opłacać szukanie dodatkowych przychodów "na boku". Dość powiedzieć, że lekarz specjalista za dyżur 24h w publicznej placówce może otrzymać więcej, aniżeli wynosi średnia miesięczna pensja większości naszych obywateli (np 2,5 tys netto). Swoje zrobiły też medialne nagonki na to środowisko. Ta sytuacja rodzi jednak inną patologię - związaną z czasem pracy. W ostatnim okresie sytuacja ta uległa poprawie, ale przed kilkoma laty lekarz który chciał pracować - mógł legalnie wypracować w miesiącu nawet 600h (cały miesiąc liczy 744h). I to wcale nie jednoczasowo w kilku miejscach, choć i tak się zdarzało. Tym bardziej o to nietrudno, że tego środowiska w zasadzie wcale nie dotyczy bezrobocie i wiele z tych osób mimo sporego stażu nigdy nie szukało pracy, bo ona sama przychodziła.

          Rekapitulując - w pełni się zgadzam co do konieczności skrupulatnego egzekwowania prawa w odniesieniu do szarej strefy, tym bardziej zważywszy na nasz stosunek do wszelkich unormowań prawnych, jednak obawiam się, że skończy się to jak zwykle, czyli rozliczaniem najsłabszych i tych, którzy mają niewielkie (albo żadne) możliwości obrony. Coś jak wysyłanie do kontenera biedaków za zaległości czynszowe - w sytuacji, kiedy inne podmioty (słynna restauracja) - zalegają na kilkusettysięczne kwoty całkiem bezkarnie.
    • Gość: oszczędny Kupuj taniej - bez rachunku IP: *.adsl.inetia.pl 23.07.11, 09:21
      A po co komu paragon czy rachunek.
      Bez rachunku można kupić taniej o VAT - czyli na dzień dobry 23% rabatu.
      I ja jestem zadowolony bo płacę mniej, i sprzedawca/usługodawca zadowolony bo nie musi płacić podatku i więcej w kieszeni mu zostaje.
      A, że kasa nie wpływa do tzw. budżetu (czyli worka bez dna) to co z tego? A co niby mamy z tych pieniędzy? Służba zdrowia leży, policja kwiczy w i ch... gra, emerytury coraz gorsze - tylko posły se diety dają, urzędasy premie i nagrody, a koszty adminitracyjne państwa coraz większe.
      To ja już wolę bez rachunku - przynajmniej pieniądze zostają u mnie i sam decyduje co z nimi zrobie.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka