0_gonia123
24.09.11, 12:59
Szanowny Panie Redaktorze,
wbrew pozorom odpowiedź na większość Pana pytań, retorycznych zresztą, jest bardzo prosta.
Pracując(albo raczej-pełniąc służbę społeczną) w Radzie Osiedla, ponoć prężnej, obserwuję na codzień zjawisko , które trudno mi nazwać, zjawisko które przejawia się brakiem chcenia i kompetencji urzędniczej jednocześnie.Bo , tak jak Pan pisze, wystarczyłoby przysiąść nad pewnymi tematami, pochylić się nad nimi, porozmawiać z ludźmi, z fachowcami i ...wszystko idzie rozwiązać.Na codzień mam do czynienia z mieszkańcami, którzy często mają interesy sprzeczne ze sobą , rada ma za zadanie godzić je , dyskutować, wypracowywać konsensus tak, aby wynik był optymalny.Przecież to proste.Tak, ale proste dla nas, "na dole"..Widocznie już "u góry" nie jest to takie oczywiste. I przenosi się to na wszystko:jeżeli występujemy o grant, to żaden wydział nie chce go przyjąć do realizacji i występować jako inwestor podczas realizacji,bo przecież to dodatkowe obowiązki, trzeba potem pilnować, sprawdzać.
W sprawach komunikacji -wydłużenie jednej linii i kilkaset metrów jest nie do przejścia przez kilka lat i przedstawia się nam wyliczenia, jakie to drogie,analizy,pisma itp .Z drugiej strony powstaje linia , która wnosi nam niewiele i powstaje z dnia na dzień.Można?widocznie można-tylko trzeba chcieć.To chyba jakaś choroba urzędników "niechcectwo".
Przyznaję,że nie wszystkich. I w urzędzie miasta można spotkać ludzi kompetentnych,przygotowanych , kulturalnych i na swoich stanowiskach.Pod wrażeniem byłam na spotkaniu w jednym z wydziałów , kiedy Pani Dyrektor ze swoim kierownikiem miała teczkę z dokumentami, wiedziała o co chodzi, kierownik miał stan prawny i procedury oraz całą sytuację w małym palcu.Ba, dzień wcześniej odbyto wizję lokalną ,aby znać stan aktualny z natury.Celowo nie piszę jaki to wydział, bo może urzędnicy mieliby nieprzyjemności, że się wychylają. Mam tylko nadzieję, że nie zarażą się "niechcectwem".
pozdrawiam serdecznie