xaliemorph
22.12.11, 10:11
Nie chcę wyrokować bo to nie mój przywilej. Zostawmy to sądom. Tyle że od razu po tym jak się dowiedzieliśmy o wypadku w parę osób doszliśmy do konkluzji że był pijany i w zasadzie jedyne co może zrobić to uciekł tylko po to by szybko się napić czegokolwiek i zatuszować to że wypił przed pracą. No i co? Et voila, dokładnie tak się stało. Motyw był jednoznaczny. Zresztą gdyby miał trochę oleju w głowie to by nie wypił ani kropli po wypadku ... gdyby miał coś na swoją obronę. Zachowanie wskazuje jeśli nie zachowanie z premedytacją to szok, a jeśli to drugie jest też cień prawdopodobieństwa że zdawał sobie sprawę że czymś zawinił (np. nie sprawdził utwardzenia podłoża, protokołu z robót mających utwardzić podłoże pod dźwigiem). No ale pozostawmy kwestię sprawiedliwości sądom.
BTW mi nie zależy by się mścić niczym żądna krwi tłuszcza ale do cholery tu zginął człowiek. Nie można ot tak sobie bezkarnie i beztrosko podchodzić do wypadków w których giną ludzie. Np. czyją winą była śmierć strażaka który umarł na skutek porażenia prądem od podłączonego do sieci płotu od budowy trasy tramwajowej na Franowo? Czy te osoby które doprowadziły choćby nieumyślnie do śmierci człowieka jakkolwiek odpowiedziały za to? Choćby zwykłą utratą uprawnień, czymkolwiek? Wątpię? To co to oznacza? Że ta osoba co zrobiła ten błąd czuje się bezkarna, powtórzy prędzej czy później ten błąd jeszcze raz i w przeciągu jego kariery zawodowej zginie przynajmniej jeszcze jedna osoba !!! Nie można tego lekceważyć.
Powinno się upowszechnić w Polsce wytaczanie procesów cywilnych o odszkodowanie na skutek utraty np. głównego żywiciela rodziny i utraconych zysków jakie rodzina by miała gdyby żywiciel rodziny nadal żył i przez te x lat nadal pomagał w utrzymaniu jej swoją dotychczasową wypłatą. Chyba dopiero takie finansowe fatum by zmusiło co po niektórych do zachowania i w końcu doglądania bezpieczeństwa na budowie. Dziś często to jest na zasadzie, jakoś to będzie.