Sanepid chroni producentów, a nie konsumentów

06.03.12, 06:57
Ja mam tylko taką jedną uwagę:

Zamykając smart shopy, Sanepid chronił konsumentów, działał za pieniądze podatników i egzekwował prawo stanowione. Teraz właściciele sklepów sa o krok (bądź tuż po - przestałem śledzić) wywalczenia sowitych odszkodowań - wypłacanych z pieniędzy podatników zgodnie z prawem stanowionym.

Dopalacze faktycznie kosztowały zdrowie i życie sporej grupy osób, sól jak dotąd nie (???).
Może powściągliwość jest konsekwencją wcześniejszej nauczki?
    • tommyhaa "Sanepid chroni producentów, a nie konsumentów" 06.03.12, 08:02
      A może pan Trybusz jest opłacany przez producentów...?
    • von_seydlitz Zakichany temat zastepczy..... 06.03.12, 08:04
      Instytucje państwowe to towarzystwa wzajemnej adoracji, ja bym się wioął za procedury, za brak działania i za Sanepid.....

      A sama sól, cóż bardzo szkodliwa raczej nie była.....


      ale świetnie odwraca uwagę od nieudolności Tuska i jego marionetkowych "ministrów" od ich nieudolności i pustego gadania......


      .
      • kiks4 Re: Zakichany temat zastepczy..... 06.03.12, 08:43
        von_seydlitz napisała: A sama sól, cóż bardzo szkodliwa raczej nie była.....
        To nie ma najmniejszego znaczenia. To jest produkt techniczny, nie przeznaczony do spożycia.
        I to jest w najwyższym stopniu naganne. Producent marynowanej pietruszki nie może rozstrzygać, czy sól wypadowa jest szkodliwa czy nie.
        Każdy przypadek fałszowania żywności musi być wypalany żywym ogniem. Do kości!
        • kiks4 Potrząsnąć Inspecją Sanitarną 06.03.12, 08:55
          Afera solna obnażyła bezlitośnie absolutna nieudolność i nieskuteczność polskich służb mających nas chronić przed chorobami i zatruciami.
          Czy gdyby nie przypadek i dociekliwość dziennikarza ta sprawa ujrzałby kiedykolwiek światło dzienne? Zapewniam, że nie!
          Kiedy na rynek wchodzi nowy produkt- wytwórca ma obowiązek zgłosić go do Państwowego Zakładu Higieny wraz z obszerną dokumentacją, obejmującą badania zarówno produktu jaki i surowców wchodzących w jego skład.
          Naiwni zapewne sądzą, że teraz PZH uruchomia nowoczesna aparaturę i sprawdza wszystkie dane, przekazane przez petenta!
          Nic bardziej błędnego- PZH sprawdza wyłacznie, czy są wszystkie wymagane ustawa papiery, załączniki i czy wniesiono należyte opłaty po czym wydaje zezwolenie.
          Sanepidy to zmurszała, zasiedziała instytucja, która trzeba wstrząsnąć i wpuścić świeżego powietrza. Oraz dać im środki na rzeczywiście merytoryczną działalność.
          Inaczej będziemy mieli co rusz podobne afery bo nie łudźmy się, sól nie jest jedynym niedozwolonym surowcem stosowanym w produkcji żywności. Tylko jeszcze nie wiemy- co jemy!
    • slawczan Jak nie wiadomo dlaczego... 06.03.12, 08:24
      Zwyczajnie ,,MY" nie zapłacimy im w łape za milczenie a ,,tamci" tak.
      Kiedyś Sanepid ujawnił, że 25% browarów stosuje żółć bydlęcą. Które browary? Niewiadomo. Ale...25% browarów (nie marek piwa) więc wystarczy by były to np. BROWARY w Poznaniu i Warce i oznacza to już ok 50% na rynku...Dlatego ja wogóle nie piję ścierwa piwopodobnego z firm typu Lech, Żywiec, Okocim
      • zasad_selekta Re: Jak nie wiadomo dlaczego... 06.03.12, 10:55
        > Kiedyś Sanepid ujawnił, że 25% browarów stosuje żółć bydlęcą. Które browary?
        Masz jakieś źródło na ten temat - chętnie rzucę okiem.
        Bo jak dotychczas świetnie o sprawie pisał Kopyr na swoim piwnym blogu:

        Żółć bydlęca
        Ten mit zatoczył za sprawą nierzetelnego artykułu w Fakcie, skopiowania go na Wirtualnej Polsce, niezdecydowaniu IJHARS, najszersze kręgi. Pytałem zatem w Niemczech czy u nich coś podobnego funkcjonuje. Tutaj spotkało mnie zaskoczenie, bo Martin Zuber w ogóle nie był zaskoczony pytaniem, a jedynie odpowiedział, a tak, tak w DDR to stosowali. Przyznam, że osłupiałem. Próbowałem drążyć temat, ale nic bardziej konkretnego nie potrafił powiedzieć. Osobiście uważam, że było to trochę na zasadzie, w tym dedeerze, to Panie co oni tam wyprawiali, nie mieli Reinheitsgebot, to wszystko mogli dodać do piwa. Stephen Michel, powiedział, że nigdy o takiej praktyce nie słyszał, ale nie wykluczył, że coś takiego jest możliwe gdzieś za Kaukazem. Zbigniew Miesała stwierdził, że o byczej żółci to w ogóle usłyszał kilka tygodni temu, jak cała afera nabrał rozgłosu. Pozostali rozmówcy stwierdzili, że to totalna bzdura.

        Zastanawiające jest jedno, mit prawdopodobnie powstał zanim na dobre zadomowił się w browarach ekstrakt chmielowy. Ciężko stwierdzić, czy w gospodarce niedoboru nie było pomysłów dodawania jakiegoś zamiennika chmielu. Trudno mi w to uwierzyć, ale wykluczyć tego nie potrafię. Dziś jednak nie ma to po prostu uzasadnienia ekonomicznego. Kiedy używano szyszek, zwykle odmian niskogoryczkowych (co za tym idzie szlachetniejszych, ok. 4% alfa kwasów), tego chmielu na hl szło trochę. No i przede wszystkim piwa były zdecydowanie mocniej chmielone. Obecnie piwa są znacznie mniej goryczkowe niż choćby 10 lat temu, o tym co było 20-30 lat temu nie wspominając. Jednocześnie w ostatnich dziesięcioleciach weszły do użytku supergoryczkowe odmiany chmielu (>10% alfa kwasów), które są niewiele droższe, a wielokrotnie bardziej wydajne. Z tych odmian przygotowuje się właśnie ekstrakt chmielowy. Dodajmy do tego przepisy SANEPIDu, HACCP, itp. Nie jest w obecnej sytuacji dopuszczalne użycie takich składników do wyrobu piwa, nie ma sensu ponosić ryzyka, bo ewentualne zyski są bardzo małe, a możliwość wpadki ogromna. Jak coś takiego utrzymać w tajemnicy. Przecież nawet w takich wielkich browarach jak Warka ludzie czasem odchodzą z pracy, nie zawsze w zgodzie. Nie ma szans, żeby coś takiego nie wypłynęło.

        A już argument, że żółć barwi piwo na żółto jest objawem totalnego skretynienia i ignorancji. Barwa piwa pochodzi tylko i wyłącznie od słodu. No bo skoro żółć barwi piwa jasne na żółto, to czym się barwi piwa ciemne.
        blog.kopyra.com/index.php/2010/10/21/skad-sie-biora-piwne-mity-czyli-kopyr-pogromca-mitow-czesc-2/

        > nie piję ścierwa piwopodobnego z firm typu...
        Jak najbardziej jest to godne pochwały i naśladowania ;)
        • slawczan Re: Jak nie wiadomo dlaczego... 08.03.12, 15:50
          Źródłem był artykuł na WP o tym ,że 25% browarów dodaje coś co nie powinno się znaleźć w piwie np. żółć. Podkreślam 25% browarów a to znaczy ,że gdyby to były browary w Warce i Poznaniu oznacza to znacznie większą procentowo ilość sfałszowanego piwa. Zauważ, że czołowi producenci barachła piwopodobnego piszą tylko ,,zawiera słód jęczmienny" (chyba tylko Żywiec pisze o chmielu). Małe browarki takie jak Ciechan, Lwówek, konopiska podają PEŁEN skład. Kiedyś napisałem maile do Lecha, Lwówka, Warki i Ciechana z pyatniem o żółć: tylko Ciechan i Lwówek odpowiedziały, że ich piwo zawiera TYLKO TO CO UWZGLEDNIONO na etykiecie.
    • piter_wlkp Czyli można dodawać g.... do jedzenia i będzie OK 06.03.12, 08:30
      z takim Sanepidem nie ma się czego bać.

      Poniższy cytat powinien stać się ich mottem przewodnim
      "Nie możemy narażać interesu biznesowego producentów"
      • Gość: ... Re: Czyli można dodawać g.... do jedzenia i będzi IP: *.play-internet.pl 06.03.12, 09:18
        zgadzam się
      • aleabc Re: Czyli można dodawać g.... do jedzenia i będzi 06.03.12, 09:25
        Jest jeden warunek - w papierach musi być napisane, że to nie gó..., a czekolada w proszku.
        Wtedy żaden sanepid ani nikt inny się nie doczepi - zwłaszcza jak pomiędzy papiery "zawieruszy się" jakaś przypadkowa koperta....
        No bo produktów ani ich składników do badania nikt przecież brać nie będzie? Po co?
    • gall.anonim.pn "Sanepid chroni producentów, a nie konsumentów" 06.03.12, 08:35
      Zawsze się zastanawiam jak w takim razie działają organizacje typu niemieckie Stiftung Warentest pl.wikipedia.org/wiki/Stiftung_Warentest czy liczne organizacje amerykańskie zawsze waląc kawa na ławę - ten producent nie domierza, tamten jeszcze coś. W warunkach polskich nigdy się pewnie tego nie doczekamy, pozostając co najwyżej na poziomie urzędu statystycznego - 37% producentów sera w Wielkopolsce stosuje sól wypadową czy na 56% stacji oszukuje się na paliwie. Tylko co to ma za znaczenie, skoro nie wiadomo którzy są uczciwi?
      • Gość: eks Re: "Sanepid chroni producentów, a nie konsumentó IP: 194.39.141.* 06.03.12, 12:41
        Polska to był, jest i pozostanie dzikim krajem !
    • kiks4 "Sanepid chroni producentów, a nie konsumentów" 06.03.12, 08:38
      Producenci żywności stosujący niewłaściwą sól nie są niewiniątkami, których trzeba chronić.
      Po pierwsze powinna ich zastanowić podejrzanie niska cena soli w porównaniu z innymi oferentami.
      Po drugie- odpowiedzialny wytwórca powinien przynajmniej raz przeprowadzić audyt dostawcy- czyli mówiąc po ludzku zobaczyć na własne oczy jak wytwarzany jest interesujący go surowiec.
      Skoro nie zrobili tego- niech bankrutują. Dzięki temu my będziemy bezpieczniejsi w przyszłości.
      • kiks4 Re: "Sanepid chroni producentów, a nie konsumentó 06.03.12, 08:38
        Mamy dwa skandale- jeden to sypanie technicznej soli. Drugi- postawa Sanepidu chroniącego producentów.
        Nie ma znaczenia, czy sól była szkodliwa czy nie- to nie był surowiec przeznaczony do spożycia. I już sam ten fakt jest w najwyższym stopniu naganny.
        W tej sprawie winni są wszyscy:
        Anvil- który wpuszcza na rynek produkt nie zkażając go w czytelny sposób- np. nie barwiąc.
        Cwaniacy- którzy suszyli sól i kierowali ją na rynek .
        Producenci żywności, których nie dziwiła atrakcyjna cena.
        Sanepid- który o aferze dowiedział się od dziennikarza.
        Prokuratura, która chroni cwaniaków.
      • Gość: kiks4 Re: "Sanepid chroni producentów, a nie konsumentó IP: *.pools.arcor-ip.net 06.03.12, 09:43
        Aby POlska,aby POlska,aby POlska byla POlska .............................................!!!!!! :-)))))
    • Gość: ... Re: Sanepid chroni producentów, a nie konsumentów IP: *.play-internet.pl 06.03.12, 09:24
      sanepid to ściema, prokuratura bierze łapówki
    • kiks4 "Sanepid chroni producentów, a nie konsumentów" 08.03.12, 16:39
      Wyczerpujący komentarz do sprawy soli napisał na ONECIE internauta Figa:
      Sól soli nierówna
      Sól kamienna nie składa się wyłącznie z chloru i sodu. Jest skałą osadową, w której występują również domieszki różnych innych pierwiastków, np. siarki, kwarcu, żelaza czy miedzi, w tym również metali ciężkich czy związków promieniotwórczych. O tym, czy sól z danego złoża nadaje się do spożycia, decyduje tzw. Polska Norma. Jest to zbiór wytycznych informujących, jakie jest graniczne dopuszczalne stężenie zanieczyszczeń w soli, których przekroczenie dyskwalifikuje tę substancję jako bezpieczną dla zdrowia ludzkiego po spożyciu.

      Skąd się bierze sól wypadowa?
      Sól kamienna, w której poziom zanieczyszczeń przekracza dopuszczalne normy, klasyfikowana jest jako tzw. sól przemysłowa. Choć nie wolno jej trafić na stół, może być wykorzystywana w zakładach przemysłowych do przeprowadzania różnych reakcji chemicznych. Na przykład w procesie produkcji polichlorku winylu w firmie Anwil. Aby ten polichlorek winylu mógł w ogóle zaistnieć, potrzebny jest jednak chlor. Pozyskuje się go właśnie z soli przemysłowej w reakcji elektrolizy. Jeśli nie pamiętasz z lekcji chemii: sól rozpuszcza się w wodzie i w takim roztworze zanurza się dwie elektrody, przez które przepuszcza się prąd. W efekcie powstaje tlen, wodór i chlor, a na anodach osadza się sód. Gdy gazy przestają wydzielać się w pożądanej ilości, reakcję przerywa się, po czym przygotowuje kolejny roztwór soli – itd.
      Co się dzieje ze zużytym roztworem? Mówiąc w uproszczeniu: jest to dalej sól, tylko z mniejszą zawartością chlorku sodu. Wystarczy odparować wodę, by substancja uległa ponownej krystalizacji i mogła zostać wykorzystana jako odpad przemysłowy, np. do rozpuszczania lodu na jezdniach.
      Dlaczego tej soli nie rozpuści się po raz drugi i nie wykorzysta do ponownej reakcji, choć byłoby to uzasadnione ekonomicznie? To proste. Wraz ze spadkiem zawartości chlorku sodu relatywnie wzrasta poziom naturalnych zanieczyszczeń. Uzyskują one tak wysokie stężenie, że mogłyby zakłócić prawidłowy przebieg reakcji i zaburzyć cały proces otrzymywania chloru.
      Już sam powyższy fakt – dodawania do jedzenia odpadu przemysłowego – powinien wywołać natychmiastową i zdecydowaną reakcję odpowiednich służb. Ale tak się nie stało, a co więcej…

      Co ujawniła analiza sanepidu?
      W próbkach soli pobranych przez sanepid obecne były siarczany (naturalne), żelazocyjanek potasu (w minimalnych ilościach nieszkodliwy związek o działaniu antyzbrylającym, w większych ilościach szkodliwy), ponadto metale ciężkie (kadmu, ołowiu) oraz dioksyny. Pierwsze dwie substancje, choć brzmią złowrogo, można pominąć. Ale skupmy się na ostatnich dwóch. Związki metali ciężkich są rakotwórcze. Przy jednorazowym spożyciu śladowych ilości nic nam nie grozi, ale jeśli regularnie zjadamy je przez naście lat, sprawa się komplikuje. Pierwiastki te odkładają się w organizmie, który nie umie ich zneutralizować ani rozłożyć ani strawić ani w żaden inny sposób się ich pozbyć. Jeszcze gorsze są dioksyny - jedne z najbardziej toksycznych związków, jakie kiedykolwiek otrzymano w wyniku syntezy chemicznej. Ich obecność w soli wypadowej dziwi, ponieważ nie występują one naturalnie w soli kamiennej. Są zanieczyszczeniem, które dostało się do substancji prawdopodobnie już na terenie Anwilu, ale w trakcie późniejszych etapów produkcji winylu (jako produkt uboczny reakcji chloru z tlenkiem etylenu – jej produktem jest chlorek winylu). A to oznacza, że sól wypadową mieszano z innymi odpadami wygenerowanymi w zakładzie!

      O czym analiza sanepidu nie mówi?
      Nie mówi wcale o tym, co dodawane było przez ostatnie lata do jedzenia, lecz o tym, co znaleziono kilka dni temu na terenie pewnych firm, które miały kilka dób na przygotowanie się do kontroli. Prawidłowo przeprowadzona procedura powinna polegać na pobraniu próbek soli wypadowej z Anwilu, a następnie porównaniu wyników z badaniami soli zabezpieczonej na terenie firm podejrzewanych o przekręt, oraz soli obecnej w produktach spożywczych, do których mogła zostać dodana. Nie jest prawdą, że obecności niektórych związków "nie da się oznaczyć, bo jest zbyt niska" - przy obecnym zaawansowaniu urządzeń wykorzystywanych w chemii analitycznej można badać zawartość substancji śladowych w ilościach do milionowych części po przecinku (np. 0,00001% uranu). Ponadto Sanepid nie opublikował wyników badań soli wypadowej , tylko... soli i soli peklującej. A to taka różnica, jak między samochodem i samolotem - oba zaczynają się na "samo" i służą do przemieszczania, tylko diabeł tkwi w szczegółach.

      Na filmach nagranych przez dziennikarzy TVN wyraźnie widać, w jaki sposób obchodzi się z solą przemysłową. Nikt nie dotyka jej w sterylnych rękawiczkach - chodzi się po niej butami, wozi brudnymi wywrotkami, przesypuje ciężkimi maszynami (np. ładowarkami). Analiza sanepidu dotyczyła składu makro pobranych próbek, czyli zawartości podstawowych związków chemicznych. Nikt nie badał ich (albo nie ujawniono wyników badań prowadzonych) pod kątem np. epidemiologicznym. Ktoś wcześniej trafnie porównał to do picia wody z kałuży (w sumie to też woda, prawda?).

      Dlaczego jest tak cicho?
      Od nastu lat dodawano odpady przemysłowe do żywności. Wiedzieli o tym kontrolerzy skarbowi, urzędnicy (również sanepidu), prokuratorzy, itp. Nikt nie zareagował, a właściwie zareagował, ale w dziwny sposób: zamiatając sprawę pod dywan. Od kilku/nastu dni wie o tym cała Polska. Nie doczekaliśmy się jednak ani jednego oficjalnego komentarza przedstawicieli najwyższych władz krajowych. Wręcz przeciwnie – prokurator, przedstawiciel sanepidu, wojewoda - jeśli już zabierają głos, to jednomyślnie przekonują, że nic się nie stało, sól jest nieszkodliwa, nie powoduje uszczerbku na zdrowiu, a wręcz powinna być traktowana jako suplement diety. A skoro nie wiadomo, o co chodzi, to przecież już wiadomo, o co chodzi. Sól dodawana była do wszystkiego. Pieczywa, mięsa, wędlin, przetworów warzywnych, ryb, nabiału - WSZYSTKIEGO. Przyznanie się do błędu spowodowałoby konieczność natychmiastowego wycofania całej żywności, albo prawie całej żywności dostępnej na rynku. A to oznaczałoby gigantyczne straty, nie tylko u drobnych firemek, lecz przede wszystkim u największych potentatów z branży mięsnej czy owocowo-warzywnej. Tymczasem wielu właścicieli ogromnych zakładów przetwórstwa spożywczego robi właśnie kariery w... no? proszę sobie samemu sprawdzić - i wszystko stanie się jasne.
      Smacznego.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja