Czy mamy obowiązek dać się pogryźć psu?

06.03.12, 20:29
Takie wydarzenie - spoza Poznania.
Nie widziałem początku - sama akcję. Pies zaatakował człowieka. Właściciel niemrawo wołał psa - ale bez rezultatu. Zaatakowany złapał jakiś łom czy rurkę i psa walnął przez pysk. Zabił go.
No i się zaczęło.
Wrzask właściciela psa oburzonego niesłychanym bestialstwem. Jakaś paniusia chciała dzwonić na policję - bo zamordowano psa. Jeszcze kilka osób zaczęło gardłować.
Zaatakowany - nie wypuszczając tego łomu czy rury zażądał danych właściciela lub natychmiastowego odszkodowania za zniszczoną czy tylko pobrudzoną odzież.
Zamknął tym gębę właścicielowi - ale nie paniusi od telefonu do policji.
Ostatecznie skończyło się to niczym.
A ja się zastanawiam.
Czy zdaniem psiarzy my mamy obowiązek dać się pogryźć ich pupilom gdy najdzie je taka ochota?
Bo ja - popieram reakcję tego faceta z łomem czy rurą.
    • pan.nikt Re: Czy mamy obowiązek dać się pogryźć psu? 06.03.12, 20:43
      Szkoda psa.
      A jego wlasciciel powinien zaplacic spora kare.

      To nie psy sa winne agresji, ale ich wlasciciele.
      • Gość: x jakiś ty mundry ;) IP: *.unitymediagroup.de 06.03.12, 20:52
        • pan.nikt Re: jakiś ty mundry ;) 06.03.12, 22:21
          ???
          • Gość: x jakis ty glupi (; IP: *.pools.arcor-ip.net 06.03.12, 23:09
      • n_harding Re: Czy mamy obowiązek dać się pogryźć psu? 06.03.12, 21:02
        To o czym piszesz jest wynikiem chorego, całkowicie odczłowieczonego prawodawstwa. Dochodzimy powoli do kuriozalnej sytuacji, w której życie psa może być więcej warte od życia n.p. pogryzionego dziecka. Popieram zachowanie napadniętego, absurdalnym jest to, że takie osoby mogą być faktycznie ścigane w pełnym majestacie obecnie obowiązujących przepisów.
    • Gość: AAA Re: Czy mamy obowiązek dać się pogryźć psu? IP: *.play-internet.pl 06.03.12, 22:31
      Brawo temu panu z rurką.
      Ale psa szkoda. Można powiedzieć, że sam właściciel go zabił więc powinien odpowiadać za zniszczoną odzież, za szkody moralne i za znęcanie się nad psem. Taka kara powiedzmy rzędu 5k.
      Może nauczyło by to wielu psiarzy normalnego zachowania.
      • Gość: konrad Re: Czy mamy obowiązek dać się pogryźć psu? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.12, 22:44
        Oczywiście że gościu był w prawie.
        Działał w obronie własnej.
        Właśćiciel psa powinien;
        1-zapłacić mandat za brak nadzoru
        2-dożywotnio płacić rente za traume poniesioną w opisanym incydencie przez poszkodowanego.
        3-opłacić badania wykluczające wścieklizne psa
        4- opłacic obowiązującą utylizacje zwłok psa
        5-zostać dożywotnio pozbawiony możliwości sprawowania opieki nad zwierzętami.
        • Gość: AAA Re: Czy mamy obowiązek dać się pogryźć psu? IP: *.play-internet.pl 06.03.12, 23:08
          Dzięki za uzupełnienie, ale w 2 punktach bym dyskutował: dożywotnia renta tylko w przypadku trwałego uszkodzenia ciała, jak najbardziej;
          natomiast zakaz opieki nad zwierzętami tylko czasowo, tak jak za wykroczenia drogowe traci się prawo jazdy czasowo. Po zdaniu odpowiedniego egzaminu można by prawo przywócić.
    • Gość: zonk Re: Czy mamy obowiązek dać się pogryźć psu? IP: *.icpnet.pl 07.03.12, 00:54
      Niestety mamy tzw. społeczne przyzwolenie - czytaj: obojętność - na tego typu zachowania. Psiarze ze swoimi pupilami czują się bezkarni w każdej sytuacji, bo kto i co im zrobi? A przepisy regulujące stosowne zachowania (smycz, kaganiec, itp.) pozostają martwe, bo nikt ich nie egzekwuje, więc czym się tu przejmować? Krzyk natomiast podnosi się, gdy ktoś - chociażby w obronie własnej - zareaguje; można wtedy usłyszeć wiązankę epitetów typu cham i prostak, albo równie idiotyczne teksty typu "a co komu taki mały piesek przeszkadza", gdy np. zwróci się paniusi uwagę, że psa należy trzymać na smyczy.
      Niestety w tej materii jest zbyt wiele do zrobienia i obawiam się, że niejedna noga będzie jeszcze pogryziona i niejeden trawnik z chodnikiem obsrany, zanim do ludzkiej świadomości dotrze bunt wobec tej bezkarności i w końcu dojrzejemy do zakończenia owego specyficznego "społecznego przyzwolenia".
      A wystarczy zapytać na początek siebie samego, czy nie denerwują cię tabuny psiarzy z psami, którzy w bezceremonialny sposób zaanektowali całą przestrzeń publiczną i zamienili ją w psi wybieg? W parkach, na ulicach, placach zabaw, na każdym skrawku zieleni zawsze uświadczysz psiarza z psem. Normalni ludzie nie chodzą po skwerach, natomiast psiarze owszem. Na osiedlach mieszkaniowych nagminne jest, że psiarze zamienili w wybiegi wszystkie trawniki przed blokami, także place zabaw i boiska do gry. Wlezą z psem do sklepu, albo będą się szwendać po targowisku z warzywami... kiedy widzę psa pomiędzy straganami, robi mi się niedobrze (i co z tego,że przed wejściem na targ jest stosowna tabliczka zakazująca wchodzenia z psami?). Obłażą także zadbane fragmenty zieleni i klomby. Rozdeptują je raz - swoimi butami, dwa - swoimi psami. A dodajmy do tego odwieczny problem - czyli nie sprzątanie psich pozostałości - to mamy dopełnienie obrazu syfu i brudu, jaki psiarze po sobie zostawiają. To hańba każdego polskiego miasta - pozwolenie na obsrywanie.
      Co z tego, że są zakazy? Co z tego, że stawia się tabliczki "zakaz wyprowadzania psów" albo "pies na smyczy". Psie goowno pod taką tabliczką jest normą niestety, a właściciel psa po zwróceniu uwagi zawsze-zawsze reaguje agresją.
      A pamiętacie problem z ogrodzonym Kulczykparkiem, gdy nagle się okazało, że ochrona Starego Browaru nie wpuszcza psów do parku. Jakie się larum podniosło, "a gdzie mamy spacerować z pieskami" - czytaj: gdzie mają się teraz wysr...? jakby mało tego było rozmazanego i rozklakanego na pobliskich chodnikach i ostatnich skraweńkach zieleni w mieście.
      Stosuje się akcje edukacyjne - o konieczności prawidłowego zachowania, prowadzenia na smyczy, sprzątania. Efekt żaden, bo po co się wysilać, kiedy łatwiej jest nie sprzątnąć i łatwiej jest nie trzymać psa na smyczy, bo kary nie ma żadnej? A co robi straż miejska - zdaje się, że ma pełne prawo karać nawet dość sporym mandatem za psie wykroczenia. Szczerze mówiąc nie szczypałbym się - w czasach kryzysu doskonale sprawdza się polityka "zero tolerancji" i nie miałbym skrupułów przed zasilaniem miejskiej kasy podwyższonymi wpływami z mandatów. W końcu - skoro "po dobroci" nie pomaga - to trzeba sięgnąć po cięższą artylerię.

      A facet z rurką zasłużył na medal :-)
    • lili_marleen Mondo cane 07.03.12, 07:17
      Renee opisał typową sytuację gdy dochodzi do konfliktu przypadkowy przechodzień - człowiek z psem. ZAWSZE właściciel nieułożonego czworonoga niepotrafiący okiełznać swego podopiecznego zachowuje się jak skończony cham. Nigdy żaden psiarz nie przeprosił mnie za zachowanie i utratę kontroli nad swym psem, przeciwnie to ja byłam oskarżana o drażnienie zwierzęcia choćby faktem, że pojawiłam się miejscu i czasie gdzie on urządza sobie spacery.

      Mam takie wrażenie, że człowiek decydujący się na zakup psa kompensuje sobie jakieś własne braki czy kompleksy. Mówi się, że pies to przyjaciel. Cóż, wyznawcy tej maksymy biorą ją zbyt dosłownie i uczłowieczają zwierzę. Piesek staje się członkiem rodziny, kolejnym dzieckiem albo z ich braku surogatem ludzkiego potomstwa. Bywa nawet, że psisko niczym rozpieszczony nastolatek zaczyna rządzić w domu.

      Wszystko to nawet byłoby OK. Ostatecznie jak ktoś widzi w psie swojego nowego brata, małżonka, dziecko czy najlepszego kumpla to niby to jest jego osobisty problem. Jeżeli jego świat kręci wokół psa - to taka nieszkodliwa dewiacja. Gorzej jak w przypadku opisanym przez Renee ów "pieski świat" próbuje narzucić swe porządki otoczeniu. Szarża psa w kierunku przypadkowego przechodnia jest tłumaczona jako forma doskonałej zabawy. Jeżeli ta zabawa skutkuje stresem zaatakowanego czy też gorzej jego pogryzieniem to ów przechodzień jest sam sobie winny - widocznie nie umiał się dobrze bawić.

      Od kiedy zostałam pogryziona na rowerze przez puszczonego luzem psa z którym jakoś nie umiałam się "zabawić" i oskarżona o drażnienie czworonoga bo on nie znosi rowerów - wożę ze sobą gaz. Zwykle sama groźba jego uzycia dyscyplinuje właścicieli zwierząt do ich okiełznania. Co prawda na odchodnym padają za mną oskarżenia o sprzedawanie ciała pod latarnią, ale traktuję to jako objaw bezsilnej złości pokonanego w swym sobie państwie psiarza.

      Na służby miejskie czy policję jak wiemy nie ma co liczyć. Pozostaje samoobrona i reagowanie na każdy przypadek psa puszczanego luzem. Gaz kosztuje kilka złotych i naprawdę warto go uzyć nawet w sytuacji gdy tylko potencjalnie wydaje nam się, że możemy być zagrożeni. Prawo stoi po naszej stronie. Piesek potraktowany chemicznym specyfikiem na długo zapamieta, że nie opłaca się zbliżać do człowieka, bo to boli, a jeżeli właściciel czworonoga będzie miał jakieś pretensje zawsze mozna go poczęstować tym samym co wchłonął jego podopieczny.
    • l.george.l Re: Czy mamy obowiązek dać się pogryźć psu? 07.03.12, 09:50
      Pies był nic nie winny, łomem w pysk powinien dostać właściciel.
      • poika Re: Czy mamy obowiązek dać się pogryźć psu? 07.03.12, 10:02
        Czyli zignorowac gryzacego psa i pogonic wlasciciela? :-) Moze potem jeszcze posadzic tego nie do konca swiadomego swego zywicielstwa, a niewinny piesek sam sie wyzywi w lesie/parku/miescie? Niestety zycie nie jest ani sprawiedliwe ani czarno-biale - moze i wlasciel jest przyglupi, ale tez pies bywa agresywny - rozdzielenie tej pary niekoniecznie rozwiazuje problem, a moze powodowac nowe. Np. "bez pieska tak smutno, przygarne innego". Z drugiej strony, skad znalezc nowego wlasciciela, ktory bedzie mogl i umial takiego psa "wyprostowac" - w sumie rozmawiany o duzej liczbie zwierzat? Rozwiazanie kompleksowe w formie zbiorowego oplacania przytulkow chyba nikogo nie zadowoli - bo to i spory wydatek i pewnie ile by sie nie wydawalo, to i tak dla niektorych oszolomow bedzie za malo.
      • renepoznan Re: Czy mamy obowiązek dać się pogryźć psu? 07.03.12, 20:18
        Daj George przykład.
        ;)
      • renepoznan Re: Czy mamy obowiązek dać się pogryźć psu? 08.03.12, 14:19
        Rozumiem George, ze ty byś poczekał aż pies się nagryzie do woli i dopiero potem podszedł do właściciela?
    • poika Re: Czy mamy obowiązek dać się pogryźć psu? 07.03.12, 09:53
      Zakladajac, ze przebieg zdarzenia, ktorego poczatku wszak nie widziales, byl taki jak go przyjmuje tu wiekszosc piszacych, to moim zdaniem zaatakowanemu nic nie mozna zarzucic (w sumie nie wiem ilu byloby sie w stanie skutecznie obronic, ja moge jedynie podziwiac reakcje - oczywiscie znowu pod warunkiem, ze sytuacja, jak ja sobie wyobrazam, odpowiada rzeczywistosci). Mozna ewentualnie zasugerowac poniewczasie przedluzenie uzycia narzedzia "zbrodni" na wlascicielu...
      Tak jak lubie wszelkie zwierzeta, tak psy zaczalem uwazac za pasozyty, czesto kontrolujace swoich zywicieli. I tak jak za szczeniaka (:-) ), z kazdym psiakiem chcialem i prawie z kazdym umialem, tak obecnie widok sporego psa bez smyczy czy widocznego wlasciciela powoduje podwyzszona produkcje hormonu stresu... Az sie prosi o powrot rakarzy z uprawnieniami do "eskortowania" niepilnowanych zwierzakow w jakies odosobnienie i jakas sluzbe mundurowa, ktora zauwazy ten rozdzwiek pomiedzy panujacymi przepisami a uliczna rzeczywistoscia.
      • enfitta Re: Czy mamy obowiązek dać się pogryźć psu? 08.03.12, 02:48
        A nie wystarczy odpowiednio wysoki podatek?
        • lili_marleen Re: Czy mamy obowiązek dać się pogryźć psu? 08.03.12, 06:26
          Dotychczasowa praktyka uczy, że podnoszenie podatków daje tyle, że im on jest wyższy tym mniej ludzi go płaci. Ratunkiem nie jest surowość prawa, ale jego konsekwentna egzekucja. Z tą ostatnią nie jest najlepiej, zatem pozostaje bronić się samemu.
          • renepoznan Pies stał sie "szczurem" miast. 08.03.12, 09:16
            Pojedynczy sposób tu nic nie da.
            Musi być zespół działań.
            Podatek, bezwzględne kary dla właściciela za to co zrobi pies, wysokie odszkodowania dla poszkodowanych przez psa, przywrócenie instytucja rakarza, kastracja i pozbawianie płodności (np pies bezpłodny - niższy podatek),itp.
            Niezłą metodą jest wprowadzenie obowiązku uzyskiwania zgody właściciele mieszkania lub wspólnoty na trzymanie psa w domach wielorodzinnych. Okazuje się, iż to działa. Znam właściciela, który się na trzymanie psa zgadza ale liczy jakby to było dodatkowe pół osoby w domu i nalicza od tego czynsz, opłaty za śmieci itp. Nie ma oni jednego psa w kamienicy. I czystą klatkę schodową.
            To w tej chwili jest już poważny problem - nie psy - problemem są ich właściciele a wychować ich można tylko uderzając po kieszeni.
            Ludzie muszą sonie uświadomić, iż miasto nie jest terenem hodowli drapieżników jakimi są psy.
            • l.george.l A co z właścicielem? 08.03.12, 15:42
              Nie wydaje Ci się, że przede wszystkim właściciela agresywnego psa należy wykastrować? A jeśli już coś zdążył spłodzić, to wykastrować także jego potomstwo. Skoro wytresował zwierzę na mordercę, to samo zrobi z ewentualnym potomstwem. Ciągle nie pojmujesz, że nie zwierzę tu jest winne.
              • poika Re: A co z właścicielem? 09.03.12, 08:19
                A skad pomysl, ze on go wytresowal? Obawiam sie, ze w swojej glupocie przyjal po prostu zwierzaka pod dach i w ogole bez zadnej wiedzy na temat psychiki psa pozwalal na wszystko. Z drugiej strony pies to nie tamagotchi czy jakies inne programowalne urzadzenie - kazdy jest inny. Zakladanie, ze kazdy pies jest z natury lagodny, tylko zla tresura czyni cuda, to bzdura.

                Z tym kastrowaniem wlascicieli bym sie wstrzymal. Po pierwsze przenoszenie zachowania psa na zachowanie potencjalnych dzieci jest prymitywne (zycie to nie ksiega dzungli). Po drugie ludzie z psiakami czesto kompensuja sobie wlasnie brak potomstwa, czyli w sumie zbedny wydatek. Po trzecie jesli nikt nie kara nieswornych wlascicieli za nieprzestrzeganie obecnych przepisow, to kto by ich zaganial na zabiegi (zakladam, ze pewna recydywa bylaby wymagana przed cieciem, a to znowu wymaga jakiegos organu kolekcjonujacego informacje o zdarzeniach z udzialem tego milosnika wlosia). Po czwarte za chwile ktos ustawi Ciebie w kolejce do gilotynki za np. brak tolerancji wzg. religii czy hipokryzje (wszak dzieci na religie posylasz), bo z pewnoscia takie aspoleczne zachowania zaszczepiasz dzieciom :-)
                • Gość: EM Re: A co z właścicielem? IP: *.173.46.222.tesatnet.pl 10.03.12, 01:55
                  A skad pomysl, ze on go wytresowal? Obawiam sie, ze w swojej glupocie przyjal p
                  > o prostu zwierzaka pod dach i w ogole bez zadnej wiedzy na temat psychiki psa p
                  > ozwalal na wszystko. Z drugiej strony pies to nie tamagotchi czy jakies inne pr
                  > ogramowalne urzadzenie - kazdy jest inny. Zakladanie, ze kazdy pies jest z natu
                  > ry lagodny, tylko zla tresura czyni cuda, to bzdura.

                  Pewnosci nigdy nie ma. Ale nie jest tajemnica, ze ponad 90% przykrych przypadkow z udzialem psow wiazie sie przede wszystkim z indolencja, a nawet zla wola wlascicieli. I tu nie mowia nawet o kretynach, ktorzy sprawiaja sobie dla "szacunu na dzielni" psy okreslonych ras, nad ktorymi zapanowac jest nieco trudniej, niz nad labradorem.
Pełna wersja