l.george.l
27.07.12, 12:56
Dostrzegam pewną analogię w pracy poznańskich motorniczych i listonoszy. Listonosze roznoszą polecone wtedy, kiedy nie ma nas w domu, a motorniczy nie jeżdżą wtedy, kiedy akurat na przystankach stoi tłum ludzi. Jedni i drudzy mijają się ze swoimi karmicielami, a ich praca pozbawiona jest całkowicie racjonalnego pierwiastka. Niech mi ktoś proszę wytłumaczy, dlaczego ostatnie tramwaje odjeżdżają chwilę po dwudziestej drugiej skoro o tej porze życie kulturalne i towarzyskie w pełni trwa, a nawet dopiero się rozkręca. Kiedy w Warszawie idę zabawić się do klubu, nie muszę martwić się o powrót, bo autobusy jeżdżą prawie do północy, a metro mam co 7 minut do wpół do pierwszej. Poznań natomiast to jakaś kołtuńska wiocha. Wychodzę z koncertu i nie mam czym wrócić do domu. Idę przez pół miasta do Kaponiery na nocny, a tam tłum ludzi. Zamiast klimatyzowanego składu podjeżdża jakiś złom, do którego trudno się wcisnąć. Za co ja q**** w tym mieście płacę podatki? Przecież akcyza i VAT od alkoholu, który wczoraj wypiłem spokojnie pokrywają dniówkę pierdzistołka z magistratu.