mmmmmm000
17.09.12, 09:37
To jest znacznie głębszy problem...
Starszym - nieźle zarabiającym lekarzom - wcale nie zależy na konkurencji w postaci młodego narybku. Aby móc rozpocząć specjalizację, potrzebna jest zgoda ordynatora oddziału, której ci niechętnie udzielają. W szpitalach potworzyły się wręcz klany lekarzy, podobnie jak w przypadku prawników (adwokatów). Z kogo chcą to "zrobią" lekarza specjalistę, a z kogo nie chcą, to utrudniają jak tylko mogą. Dla "grona lekarskiego" najcenniejszy jest zwykły lekarz starzysta, który ciężką robotę odwali i weźmie za nią stpsunkowo niewielkie pieniądze. Za to państwo doktorostwo (specjaliści) co kilka miesięcy negocjują z dyrekcją szpitala coraz wyższe stawki, bo "nie ma ich kto zastąpić". Aby oddział szpitalny mógł w ogóle działać, NFZ wymaga podpisania umowy z lekarzem. Każdy z nich zdaje sobie doskonale sprawę, że bez niego szpital nie będzie mógł zawrześ kontraktu, więc wynagrodzenia rzędu 30-40 tysięcy miesięcznie nie są już rzadkością.
Druga kwestia to kształcenie. System studiowania medycyny w Polsce jest przestrzały. Z roku na rok coraz trudniej zdobyć dyplom. Zgadza się - chodzi o życie i zdrowie ludzkie, więc ci ludzie powinni być jaknajlepiej wykształceni. Ale wystarczy porównać nasze (krajowe) metody kształcenia z metodami sąsiadów by się przekonać, że stawiane są u nas zbyt wygórowane wymagania. Dużo łatwiej jest ukończyć medycynę np. na Ukrainie i nostryfikować dyplom w Polsce. Ale tutaj barierą jest z kolei język i koszty studiów. Gdyby studia w Polsce były łatwiejsze, lekarzy byłoby więcej.
Liczba lekarzy w Polsce miała się jeszcze niedawno automatycznie zwiększyć, dzięki zwolnieniu części studentów z odbywania praktyk. To był krok w dobrym kierunku. Ordynatorzy i tzw. "grono" lekarskie nie miałoby nic do gadania w kwestii wyrażania zgody na specjalizację młodych lekarzy. Niestety sprawa upadła. Lobby lekarskie musi być więc cholernie silne...
Jeśli ktoś liczy, że do Polski z czasem przyjadą lekarze np. zza wschodniej granicy to się bardzo myli. Zasady nostryfikacji dyplomów są takie same na terenie całej UE. Tyle, że w Polsce konieczna jest biegła znajomość naszego języka oraz liczba liczba miejsc na studiach nostryfikacyjnych śmiesznie mała, choć za cały proces nostryfikacji trzeba wcale nie mało zapłacić. Jednym słowem jakby celowo utrudniano obcokrajowcom dostęp do polskiej medcyny... Poza tym dlaczego niby obcokrajowcom ze wschodu miałoby zależeć na pracy w Polsce? Jeśli już zrobią unijną nostryfikację lepiej by im było finansowo w innych krajach UE.
Jeśli się czegoś w tej materii szybko nie zrobi, czekają nas ciężkie czasy...