Dodaj do ulubionych

"Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozwod...

22.10.12, 08:54
...i to jest święta prawda, tyle,że niepoprawna politycznie obecnie, niestety...cwaniak poszedł do kochanki a mama ma tłumaczyć dziecku, że to świetne rozwiązanie....zakłamani inaczej.
Obserwuj wątek
    • Gość: Lopez Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw IP: 195.117.118.* 22.10.12, 09:03
      szamantak napisała:

      > No pewnie, że to żadna krzywda, podobnie jak alkoholizm w rodzinie czy kazirodz
      > two, z tym po prostu trzeba się zmierzyć... dobrze, że chociaż dawania klapsów
      > zakazali.

      Czego niestety wielu "kochających" rodziców, "ceniących tradycję i wartości rodzinne" nie rozumie, ba, niektórzy twierdzą, że przecież klaps ma dyscyplinować, to nie przemoc przecież i to lewackie wymysły, że nie mozna dawać klapsa. Oczywiście to nie jest tak, że to najzwyczajniej w świecie nieumiejętnośc opanowania własnych emocji i utrata kontroli, którą później kłamliwie tłumaczy się przed samym sobą i innymi "dyscyplinowaniem", nie nie...:)
      • Gość: Zimny Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw IP: *.be.jnj.com 22.10.12, 09:46
        Oczywiście po klapsie dziecko powinno podawać do sądu takiego wyrodnego rodzica, żeby sąd zabrał mu prawa rodzicielskie i Państwo mogło wychowywać nowego wspaniałego obywatela. Rośnie całe pokolenie odpowiedzialnych inaczej dzięki, którym mam nadzieję, że Lopez też dostanie naukę o bzdurze pod nazwą każdemu można wszystko wytłumaczyć.
        Nie ma znaczenia czy jest to lewackie czy nie lewackie jest to po prostu głupie. Argumentacja z lewackością wrzuca piłkę na stronę środowisk prawicowych.
        Nie oznacza to, że kara fizyczna zastępuje rozmowę i troskę, ale jej wyeliminowanie jest tak samo głupie jak jej nadużywanie.
        Lopez skoro tłumaczenie jest takie dobre i skuteczne to zastąpmy policję i wojsko negocjatorami...w końcu dorośli ludzie potrafią zrozumieć. A jak ktoś da Ci w mordę albo Twojej matce to pamiętaj nie obruszaj się tylko potraktuj go jak dziecko, wytłumacz i będzie dobrze...

        • Gość: wdr proponuję testować taki system na Tobie IP: 195.235.176.* 22.10.12, 10:17
          zanim dopuścimy kary cielesne dla dzieci to proponuję kilkuletnie testy na ich zwolennikach i autorach teorii o zbawiennym wpływie klapsa na wychowanie dziecka. np. przekroczenie prędkości - 10 pałek od patrolu policji, źle zaparkowany samochód - krótka chłosta, oszustwo podatkowe - większa chłosta. oczywiście "bez nadużywania"
            • Gość: lolz Re: Trzeba dojrezwać i się nie rozwodzić... IP: *.wolv.cable.virginmedia.com 22.10.12, 10:43
              Tak, trzeba dojrzewać! Właśnie rozwiązałeś/-aś problem z rozwodami na świecie! Wow, nie wiedziałem, że to takie proste! Myślę, że znamy kolejnego laureata/-tkę Pokojowej Nagrody Nobla - von_seydlitz ma rozwiązanie!

              Czasami trzeba dojrzeć, żeby zacząć zauważać, że mój związek nie działa i moje dzieci cierpią. Wtedy trzeba powiedzieć sobie "dość" i skupić się na dzieciach, a nie ratowaniu martwego małżeństwa.
                • Gość: asd Plakac sie chce.... IP: *.liberty-it.co.uk 22.10.12, 12:08
                  baba67
                  ...myslisz ze ludzie ot tak sobie sie rozwodza, ze nie probuja, ze postanawiaja o rozwodzie w jeden dzien, bez wzgledu na dzieci?

                  Jakby nasza kochana i madra pani nauczycielka dostala od swojego pijanego meza wp!erdol kilka razy na oczach dziecka to ciekawe co by zrobila w takiej sytuacji.
                  Nie, ona by sie nie rozwiodla; tolerowalaby ze maz ja psychicznie i fizycznie maltretuje, bo przeciez rozwod to nie po chrzescijansku. Robilaby to poprzez milosc do swojego dzecka?????? Znoisla by fizyczne i psychiczne znecanmie sie meza nad malcem?
                  Ok, niekoniecznei zaraz musi ich obeje lac - ale wystarczy ze bylby nie dok konca normalny i cale znaecasnei sie odbywaloby sie na poziomie psychicznym... Wiesz jak to moze latwo zroujnowc ludziom zycie? Wiesz jak to moze zabrac dziecku jego dziecinstwo?

                  I teraz jezeli myslisz ze ja tutaj opowiadam cos o odosobnionych przypadkach to zasiegnij informacji w dswoim lokalnym osrodku pomocy rodzinie lub w wydziale opieki spolecznej w swojej jednostce samorzodowej... Zdziwisz sie jak wiele takich przypadkow ma miejsce na okolo (ile jest za to ukrytych, poniewaz kobietom sie jest wstyd przyznac ze sa bite - tego nie wiadomo).

                  Terapia? ok dziala ale tylko w neiktorych przypadkach, w wielu maz za sama sugestie dalby jej w morde.

                  Podsumowujac. Wszystko ladnie ale tylko w teorii. Nie uwazam ze rozwod jest dobry i plakac mi sie chce jak mysle o dzieciach, ale neistety takie jest zycie.
                  Belkot katolicki o 'zlym i niechrzescijanskim rozwodzie' wyrzadza kobietom potezna krzywda, kreujac swego rodzaju stygme wokol tej sprawy.
                  W rezultacie znosza one czesto znecanie sie nad dzieckiem i soba poniewaz to niemilosierne sie 'rozwodzic'.

                  Ta owa nauczyielka albo jest albo bardzo mloda i nie rozumei jeszcze zycia, albo jest niezamezna stara panna i nigdy nei miala powaznych problemow malzenskich. W obu przypadkach powinna zotac odpowiednio ukarana za gloszenie swoich 'prawd' przy obecnosci dzieci. Nieprofesjonalny belkot ktory jest wielce kontrowersyjny oraz wyrzadza dodatkowa krzywde tym biednym dzieciom.

                      • Gość: TPepe Re: Jak śmiała?! Zlinczujmy ją! IP: *.nencki.gov.pl 22.10.12, 13:06
                        Myślę, że cała ta dyskusja jest jednym wielkim nieporozumieniem. Nieporozumieniem wynikającym z wieloznaczności małżeństwa. Jeśli małżeństwo jest kontraktem ekonomicznym, mającym na celu wsparcie kobiety by ta wychowywała dzieci, to Pani nauczycielka oczywiście ma rację. Ale małżeństwo w dzisiejszych czasach zaczyna głównie zaspakajać potrzeby emocjonalne małżonków i jako takie staje się równie nietrwałe jak emocje ludzkie. Jeśli moja przedmówczyni stwierdza, że "jak sobie chłop doope znajdzie to będzie rozwód" to wpisuje się tym w model drugi, czy chce czy nie. W modelu pierwszym taka "doopa" ulgę przynosiła, bo chłop od dzieci nie odrywał.
                        Tyle, że w tym nowym układzie to instytucja małżeństwa staje się niepotrzebna, wystarczy wspólne zameldowanie.. związek partnerski może. No i pamiętajmy, że jakkolwiek uczucia są ważne, to na takim "nowym" małżeństwie poczucia bezpieczeństwa się nie zbuduje a wiele (zwłaszcza kobiet) obudzi się z ręką w nocniku.
                        • Gość: mm Re: Jak śmiała?! Zlinczujmy ją! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.12, 15:09
                          Brawo! Dokładnie tak jest! Kiedyś wychodziło się za mąż nie z miłości, ale dla koligacji rodzinnych, majątku, zeby poprostu wypchnąć dziewczynę z domu bo była bieda. Uczucia się zdarzały, ale przedewszystkim to były układy. Facet miał żonę i parę kochanek, wszyscy o tym wiedzieli, ale nikomu to nie przeszkadzało bo żona miała kasę na utrzymanie domu i wychowywała dzieci a kochanka miała co chciała. Teraz żona to partner, zarabia zawodowo, sama się utrzyma i facet jeżeli jest draniem długo z nią nie będzie. Drani nie potrzebujemy!
                        • unhappy Re: Jak śmiała?! Zlinczujmy ją! 22.10.12, 13:40
                          Gość portalu: asia napisał(a):

                          > całkowicie zgadzam się z panią, ze rozwód to rzecz najgorsza dla dzieci i nie r
                          > ozumiem dlaczego nie można o tym mówić

                          Po pierwsze rozwód to NIE JEST najgorsza rzecz dla dzieci i jest to oczywiste. Po drugie, nie rozumiesz dlaczego nie można o tym mówić może dlatego, że można o tym mówić. Tylko mówienie tego dzieciom rozwiedzionych rodziców jest debilizmem.
                      • Gość: Lupus Re: Jak śmiała?! Zlinczujmy ją! IP: *.dynamic.chello.pl 22.10.12, 17:14
                        G...o prawda. Nauczycielka oczywiscie nie ma rozumu, tylko pseudo misje. Lepiej gdy dzieciak ma odpowiedzialna matke tylko, niz by mial tatusia koszmarnego. Jesli tatus mniej koszmarny na pewno bedzie mial kontakt z dzieciakiem. Wiekszosc nauczycieli sadzi, ze "wie" lepiej". Nie wie, bo sa TYLKO nauczycielami. Ogorek napisal, ze dziecko przechodzi z klasy do klasy, a w tej samej klasie zostaje nauczyciel.
                  • Gość: lega Re: Plakac sie chce.... IP: *.slupsk.vectranet.pl 22.10.12, 14:36
                    ludzie czasami kochają najbardziej siebie, nawet bardziej niż własne dzieci.
                    a w rodzinach z problemem przemocy:
                    > Jakby nasza kochana i madra pani nauczycielka dostala od swojego pijanego meza
                    > wp!erdol kilka razy na oczach dziecka to ciekawe co by zrobila w takiej sytuacji
                    dzieci same chcą odejścia przemocowca. zdarza się jednak, że zostają z przemocowcem, a "bezpieczny" rodzic zostawia je, bez walki - w imię własnego spokoju?
                    jesteśmy społeczeństwem, w którym promuje się niedojrzałość, a ignoruje szlachetność i odpowiedzialność. rozwody są konsekwencją niedojrzałego konsumpcjonizmu.
                  • Gość: M Richardson Ale nie należy kłamać że nic się nie stało! IP: *.toya.net.pl 22.10.12, 18:42
                    Jakoś pół Warśawki jest po rozwodzie. Żeby było jak piszesz to chyba obecnie połowa kobiet w stolicy musiałaby być "napie...na" przez pijanych facetów.

                    Złe jest to co jest złe i tyle.


                    Można to pudrować i tak nie będzie lepsze.



                    Obecny świat to zakłamanie.

                    Ludzie są jak dzieci i do tego chcą być chwaleni!


                    Najczęściej jest tak, że mama albo tata badziej niż rodzinę kocha jakiegoś DUPCYNGLA albo WYWŁOKĘ!



          • Gość: Ja Re: proponuję testować taki system na Tobie IP: *.ip.netia.com.pl 22.10.12, 16:29
            CZŁOWIEKU TO BY BYŁO IDEALNE ROZWIĄZANIE !!!

            Myślisz że gwałciciel by gwałcił gdyby wiedział że mu fujarę utną ?
            Złodziej kradł gdyby mu mieli tę łapę obciąć ?
            Oszust by oszukiwał gdyby za to miał 10 lat ciężkich robót plus batożenie ???

            NIE !!! lepiej dać wyrok w zawiasach i liczyć że już więcej tak nie zrobią :DDD

            ludzie WTF co się z wami dzieje ?

            gó...aż nie dostanie klapsa w dupe, a potem się dziwicie że pluje w twarz dorosłemu który mu zwruci uwagę ....
        • Gość: autor Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.12, 11:11
          To właśnie ty tego oczekujesz. Skoro ktoś skutecznie wychował swoje dziecko biciem, to jak zobaczy ciebie parkującego w niedozwolonym miejscu albo twoją matkę kurzącą fajkę na przystanku, to też jej przejedzie ścierą przez plery (i to żeby jeszcze tak się skończyło) - no co, wtedy ci się nie spodoba? Bo ty jesteś "niezależna istota ludzka", a jego dziecko to co? Własność jego? Dodatek do breloczka?

          Albo nie można bić nikogo, albo ciebie też - proste. Co wybierasz?
          • Gość: Ania Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw IP: *.icpnet.pl 22.10.12, 15:16
            Hehe, dobre. Niezależna istota ludzka. Zrozum - dziecko nie jest niezależną istotą ludzką. Bez dorosłych nie przetrwa (mam na myśli małe dzieci, bo z dużymi to już faktycznie można rozmawiać). Jak siedmiolatek zbije szybę, to Ty za nią zapłacisz. Rodzice są odpowiedzialni za swoje dzieci, za Twoją matkę kurzącą fajki na przystanku nie są odpowiedzialni. Poza tym osoba dorosła jest już przeważnie wystarczająco dojrzała psychicznie i społecznie, żeby zrozumiała co się do niej mówi. Dzieci, zwłaszcza małe, często nie. W ogóle to po co ja się produkuję, Ty chcesz zabraniać bicia dzieci dla samej zasady, nie bacząc na bilans zysków i strat - zasady nie powinny obowiązywać dla samych idei, choćby najbardziej wzniosłych. I gwoli ścisłości - nie mam dzieci, a jak będę je mieć, to nie zamierzam ich bić, myślę, że bym nie potrafiła nawet, dopuszczam co najwyżej klapsy w ekstremalnie wyjątkowych sytuacjach.
            • bookworm Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw 22.10.12, 15:30
              Co ciekawe za biciem opowiadają się ludzie, którzy jednocześnie są wrogami rozwodów i zwolennikami nauk kościoła. Nie chcę być tendencyjny ale coś tu cholernie nie gra - w sensie: ktoś zupełnie opacznie zrozumiał nauki Jezusa, chrześcijaństow to miało być: wiara, nadzieja, miłość (a z nich najważniejsza jest miłość) ale znowu wyszedł krzyż, stos i fantazm... ech zwyczajna ludzka nadinterpretacja i nadgorliwość...
        • Gość: Lopez Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw IP: 195.117.118.* 22.10.12, 11:58
          > Oczywiście po klapsie dziecko powinno podawać do sądu takiego wyrodnego rodzica
          > , żeby sąd zabrał mu prawa rodzicielskie i Państwo mogło wychowywać nowego wspa
          > niałego obywatela.


          Oczywiście nikt tego nie napisał, ale nie ma to jak ekstrapolować figury retoryczne na potrzeby argumentu:) Wiwat Shopenhauer;)

          Rośnie całe pokolenie odpowiedzialnych inaczej dzięki, którym mam nadzieję, że Lopez też dostanie naukę o bzdurze pod nazwą każdemu można wszystko wytłumaczyć.

          Lopez i nie tylko Lopez nigdy nie napisał, że nalezy tylko tłumaczyć. Lopez i niektórzy inni wiedzą, że można dyscyplinować i to całkiem surowo dzieci, a tym samym wychowywać je w porządany sposób, bez uciekania się do przemocy wobec dzieci, która takich efektów nie powoduje (podstawy pedagogiki, wystarczy wziąć do ręki pierwszy lepszy periodyk publikujący artykuły naukowe na ten temat), a jest zazwyczaj skutkiem nieumiejętności poradzenia sobie ze stresem u dorosłego.

          > Nie ma znaczenia czy jest to lewackie czy nie lewackie jest to po prostu głupie
          > . Argumentacja z lewackością wrzuca piłkę na stronę środowisk prawicowych.


          I słusznie, jako że to ich przedstawiciele gardłują o tym, że przemoc wobec dzieci jest OK, a nie przedstawiciele innych środowisk. Więc, nie nie jest ani głupui, ani bezpodstawny.

          > Nie oznacza to, że kara fizyczna zastępuje rozmowę i troskę, ale jej wyeliminow
          > anie jest tak samo głupie jak jej nadużywanie.


          Jedynym głupim elementem jest tutaj w ogóle kara fizyczna, a tym bardziej głupie i świadczące o całkowitej indolencji w temacie jest przedstawianie świata, w którym istnieją tylko dwie skrajności: albo kara fizyczna, albo rozmowy i tyle. Istnieje cały wachlarz zachowań, które mogą zastąpić karę fizyczną, a których efektem będzie porządane zachowanie dziecka, a nie będą ze sobą niosły elementu krzywdzenia dziecka. Bo jeżeli ktoś uważa, że przemoc wobec dzieci nie jest krzywdzeniem dzieci, to jest po prostu debilem. Niestety.

          > Lopez skoro tłumaczenie jest takie dobre i skuteczne to zastąpmy policję i woj
          > sko negocjatorami...w końcu dorośli ludzie potrafią zrozumieć. A jak ktoś da Ci
          > w mordę albo Twojej matce to pamiętaj nie obruszaj się tylko potraktuj go jak
          > dziecko, wytłumacz i będzie dobrze...


          tego nawet mi sie nie chce komebntować, tak idiotyczne jest to porównanie.
      • Gość: Ania Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw IP: *.icpnet.pl 22.10.12, 15:02
        Co do klapsów, to oczywiście, że się mylisz. Nie mam dzieci. Jak byłam mała to ojciec mi nieraz przyłożył w tyłek. Nie zamierzam bić swoich dzieci (jeszcze nie mam). Nie widzę nic złego w tym, że jeśli dziecko nie słucha - w sytuacji zagrażającej jego zdrowiu/życiu - żeby dać mu klapsa. Momentalnie powinno "otrzeźwieć". Nie dawanie klapsów dla zasady, żeby sobie wmówić, jacy to my jesteśmy święci jest złe. We wszystkim musi być jakaś równowaga. Zdecydowanie jednak potępiam nadużywanie tego środka wychowawczego - bo wtedy to faktycznie jest przykra oznaka braku panowania nad własnymi emocjami.
        • unhappy Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw 22.10.12, 15:13
          Gość portalu: Ania napisał(a):

          > Momentalnie powinno "otrzeźwieć".

          Och, mój ulubiony przykład to teściowa, która zadzwoniła do mnie z pretensjami, że mój syn (wówczas chyba dwuletni) myślał, że klaps dany za karę (grzebanie w szufladach) został odebrany jako rodzaj zabawy. Może był za lekki? Może powinna wziąć sznur od żelazka żeby została dobrze zrozumiana?
          • Gość: Ania Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw IP: *.icpnet.pl 22.10.12, 15:30
            Ja sobie to wyobrażam jako karę złożoną z kilku elementów - klaps jest tylko jednym z tych elementów. Innymi byłyby zapewne moja groźna mina, bardzo ostry ton głosu, jakieś inne oznaki braku akceptacji zachowania dziecka i okazania mu, że to co zrobiło było bardzo złe i nie będzie tolerowane. Jak to wyjdzie w praktyce to się okaże. Nie mam zbytnio znajomych z dziećmi. Jedna koleżanka nigdy nie uderzyła swojej córeczki, która ma już ponad dwa latka, matka jest właśnie przeciwniczką klapsów, przyznała się, że czasem nie wytrzymuje, ze dwa razy ją szarpnęła może --> ma też drugie malutkie dziecko i to pierwsze dla zabawy czasem robi mu krzywdę, uderzy czymś, pociągnie, zdusi, jak to dzieci, ale myślę, że może naprawdę krzywdę zrobić. Nigdy się nie dowiem, czy gdyby dziecko przy pierwszej, drugiej, trzeciej próbie dostało tego klapsa solidnego itp. to czy już więcej by tego bobasa nie gnębiło - może tak, może nie - ja bym pewnie właśnie w takiej sytuacji tego klapsa zastosowała; a jak to wyjdzie w praktyce to się okaże...
            • Gość: rumpa Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.12, 20:43

              mam dwóch synów, jednen cztery lata starszy.
              Stosuj w takiej sytaucji klapsa, a powiem ci, czego dziecko nauczysz, na podstawie tego , czego nauczno mojego męża w stosunku do młodszej siostry - krzywdź ją tak, aby nikt nie widział, nie siłowo, podstepnie i podle. Bo dziecko się zemści, to masz jak w banku. Twoje dziecko skrzywdzi młodsze - a) z głupoty, co oznacza że trzeba mu wytłumaczyć, a ty popełniłaś błąd zostawiając dzieci razem same bez opieki.b) z zemsty za krzywdę. Trzeba dociec co za krzywda, rozwiązać problem dać poczucie miłości i bezpieczeństwa
              uff , ile roboty, serial ucieka, obiad trzeba robić,posprzątać, lepiej dać w dupę…szybciej…bo jak wiadomo są rzeczy ważne i ważniejsze i trudno oczekiwać, aby wychowanie dzieci przeszkadzało w tych naprawdę istotnych,prawda?
    • kamil_roztocki "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozwod... 22.10.12, 09:05
      No tak, po nauczycielce namawiającej do leczenia homosiów, teraz nagonka na przeciwniczkę rozwodów?! Czy wy już qrwa nie macie żadnych hamulców? Już nawet nie kryjecie się z tym że głównym celem wszej działalności jest obrzydzenie ludziom wszystkiego co normalne i zachwalanie każdej patologii? Jakież bydlęta pracują w GW, jak przebiega selekcja przy zatrudnianiu kanalii: na castingach robicie konkurs wylewania pomyj? Oczywistym jest że rodzice rozwodzący robią to ze szkodą dla dziecka, przedkładają własne widzimisię ponad dobro dziecka, uczą nieodpowiedzialności za słowo i egoizmu.
      • unhappy Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw 22.10.12, 09:10
        kamil_roztocki napisał:

        > Oczywistym jest że rodzice rozwodzący robią to ze szk
        > odą dla dziecka, przedkładają własne widzimisię ponad dobro dziecka, uczą nieod
        > powiedzialności za słowo i egoizmu.

        Jak każdy totalniak nadużyłeś kwantyfikatora. To prosty test, a ty nie go nie zdałeś :)

        Totalniactwo jest złe. Informuję jakbyś nie wiedział.
      • Gość: Joanna Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw IP: *.devs.futuro.pl 22.10.12, 09:24
        Myślę, że to Ty powinieneś się nauczyć odpowiedzialności za słowa, zwłaszcza takie jakie napisałeś. Dobro dziecka jest najważniejsze , a utrzymywanie złego , toksycznego związku nie służy nikomu a najmniej dzieciom. Nie wolno generalizować! I jak nie masz o tym pojęcia to lepiej nie wypisuj swoich bredni. Oczywistym jest , ze lepiej jak dzieci wychowują się w pełnej rodzinie, ale to dotyczy rodziny kochającej się i szanującej, a niestety nie zawsze tak jest........ i nie zawsze można utrzymać tą rodzinę, a mówienie dzieciom , że skoro ich rodzice się rozwiedli to ich nie kochają jest obrzydliwe i strasznie krzywdzące, a na dodatek powinno być karalne!
        • Gość: baba z zakalcem Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw IP: *.master.pl 22.10.12, 10:08
          Kłopot w tym, ze teraz pod "toksyczne" podchodzi w zasadzie wszystko.. Ok- jeśli pije, bije, ubliża. Ale ile rozwodów jest z takich powodów? A ile dlatego, że tatusiowi lub mamusi zachciało się nowych wrażeń? Bo ja mam wrażenie, że powód nr 2 jest bardziej popularny :-/

          Ludzie robią sobie dziecko, a potem jego potrzeby emocjonalne mają głęboko w d.pie :-/
          • Gość: lolz Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw IP: *.wolv.cable.virginmedia.com 22.10.12, 10:34
            A nie przyszło Ci do głowy, że głównym powodem zawierania małżeństw jest "wpadka" a nie miłość czy zrozumienie? Młodzi ludzie są zmuszani do zakładania rodzin, bo "a co ludzie powiedzą", bo "nie będziesz przecież panną z dzieckiem", bo "jak umiałeś zrobić bachora to teraz się żeń". Ludzie są stygmatyzowani i uginają się pod presją rodziny i otoczenia, a szczególnie w mniejszych społecznościach. Młodzi ludzie nie wiedzą jeszcze sami, czego oczekują od własnego życia, a muszą nagle stać się odpowiedzialne za życie kolejnych dwóch osób - partnera i nienarodzonego dziecka. Są przerażeni, ale myślą "a jakoś tam będzie". Lata mijają, ludzie dojrzewają i widzą, że życie ich nie satysfakcjonuje. Jedni mają siłę żeby odejść a inni będą trwać w wypalonych związkach. Wtedy właśnie związek zaczyna się robić toksyczny...
              • Gość: lolz Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw IP: *.wolv.cable.virginmedia.com 22.10.12, 11:07
                Kwestia sporna, bo nikt niestety nie prowadzi statystyk. Znam cztery pary (ludzie z rocznika 80 do 83) które pobrały się z powodu wpadki, jedna z nich (nazwijmy ich A i B) jest już po rozwodzie i żyją w świetnej komitywie, mają kochane, świetnie poukładane dzieciaki (tak, tak, jak kryzys wdarł się w ich związek po roku bycia małżeństwem, zdecydowali się na kolejne dziecko, co to niby miało uleczyć ich związek). Spójrzmy na pozostałe trzy pary - C i D nigdy się nie kochali, teraz notorycznie się zdradzają. I nawet nie robią z tego tajemnicy. E i F oraz G i H żyją pod jednym dachem. I tyle. Nie rozmawiają ze sobą, ale jeżdżą na spotkania rodzinne, gdzie zawsze siadają po przeciwnych końcach stołu, przez cały wieczór są w stanie rozmawiać ze wszystkimi, tylko nie ze sobą. Ich dzieci są wyciszone, nerwowe, ale momentami bardzo niegrzeczne. Co gorsza, odnoszą się do swoich rodziców w ten sam sposób, jak rodzice względem siebie - czyli albo ich ignorują, albo na nich warczą. Te pary pochodzą z Warszawy, Pruszkowa i Wrocławia, więc nie mówimy tutaj o ludziach z małomiasteczkową świadomością.
          • unhappy Re: Czyli kobieta powiedziała prawdę? 22.10.12, 12:00
            Gość portalu: Robert napisał(a):

            > Sama potwierdzasz, że kobieta powiedziała prawdę - tyle że jak rozumiem wychowa
            > nie do życia w rodzinie polega na okłamywaniu dzieci i sprzedawaniu im spaczone
            > j wizji świata...

            Nauczyciel jest pedagogiem i dydaktykiem. Musi umieć przekazywać różne treści we właściwy sposób. Niektórych nie musi (a niektórych wręcz nie może) przekazywać. I tak - jest to świat zniekształcony/uproszczony. I tak ma być. Co, kiedy i jak przekazujemy dzieciom w procesie kształcenia jest od setek lat przedmiotem badań. Parcie nauczycielki na dzielenie się swoimi poglądami (głupimi) z dziećmi okazało się silniejsze od podstawowej zasady - po pierwsze nie szkodzić. Owa pani prawdopodobnie nie ma kwalifikacji wystarczających do pracy z dziećmi.
              • unhappy Re: Czyli kobieta powiedziała prawdę? 22.10.12, 12:36
                alfalfa napisał:

                > Prawdopodobnie nie czytałeś artykułu który komentujesz. Zauważyłbyś, że
                > mowa w nim o materiałach dydaktycznych z których prawdopodobnie korzysta
                > ła nauczycielka.

                I w tych materiałach zawarta jest informacja, że rozwodzący się rodzice wyrządzają im największą możliwą krzywdę? Zapewniam cię - w żadnych dopuszczonych materiałach nie ma czegoś takiego. Jeśli uważasz, że jest inaczej - będziesz musiał się postarać i podać namiary na te materiały :)
                • alfalfa Re: Czyli kobieta powiedziała prawdę? 22.10.12, 12:41
                  Czwarty akapit:
                  Skąd to przeświadczenie? Wystarczy przejrzeć portale edukacyjne, podręczniki i materiały pomocnicze dla nauczycieli. W wielu z nich znajdziemy podobne kategoryczne sądy i stwierdzenia. Przykłady: "Jedynie zgodna, szczęśliwa rodzina stanowi wzorzec ładu organizacyjnego i moralnego"

                  Może jednak przeczytasz to co komentujesz? O szczegóły pytaj autora.
                  A.
                  • unhappy Re: Czyli kobieta powiedziała prawdę? 22.10.12, 12:55
                    alfalfa napisał:

                    > Czwarty akapit:
                    > Skąd to przeświadczenie? Wystarczy przejrzeć portale edukacyjne, podręczniki i
                    > materiały pomocnicze dla nauczycieli. W wielu z nich znajdziemy podobne kategor
                    > yczne sądy i stwierdzenia. Przykłady: "Jedynie zgodna, szczęśliwa rodzina stano
                    > wi wzorzec ładu organizacyjnego i moralnego"

                    Ale gdzie tam jest, że "największa krzywda dla dziecka to rozwód"? Z obydwoma stwierdzeniami jestem w stanie się zgodzić (choć nie uznałbym ich za sensowne w kontekście edukowania 13-latków) ale z nich nie wynika prawo nauczycielki do kategorycznego stwierdzenia, że "największą krzywdę jaką rodzice mogą wyrządzić dziecku to rozwieść się". Bo to jest zwyczajnie głupie i nieprawda.
                  • gandalph Re: Czyli kobieta powiedziała prawdę? 22.10.12, 13:12
                    alfalfa napisał:

                    > Czwarty akapit:
                    > Skąd to przeświadczenie? Wystarczy przejrzeć portale edukacyjne, podręczniki i
                    > materiały pomocnicze dla nauczycieli. W wielu z nich znajdziemy podobne kategor
                    > yczne sądy i stwierdzenia. Przykłady: "Jedynie zgodna, szczęśliwa rodzina stano
                    > wi wzorzec ładu organizacyjnego i moralnego"
                    >
                    > Może jednak przeczytasz to co komentujesz? O szczegóły pytaj autora.
                    > A.

                    Powtórzę to, co napisałem niżej. Jeżeli nauczyciel (tzn. odpowiedzialny nauczyciel) znajdzie w materiale dydaktycznym cytowany wyżej "kwiatek": "Jedynie zgodna, szczęśliwa rodzina stanowi wzorzec ładu organizacyjnego i moralnego", to winien ów materiał wyrzucić do kosza. W przeciwnym razie taka osoba nie nadaje się do wykonywania zawodu. (I tu nie ma tłumaczenia, że program, że zarządzenia, że... W Norymberdze też sądzono tych, którzy tylko coś tam wykonywali. Nauczyciel nie ma prawa być bezwolnym narzędziem.)
                    Żeby nie było wątpliwości, sam wiele lat temu byłem nauczycielem i znalazłszy w oficjalnie zatwierdzonych podręcznikach kardynalne błędy merytoryczne, kazałem uczniom wykreślać takie bzdurne zdania z podręczników z podyktowaniem prawidłowej wersji do zapisania w zeszytach. A że oprócz błędów merytorycznych była jeszcze fura błędów metodycznych czy dydaktycznych, ostatecznie doszło do tego, że musiałem pisać konspekty powielane w odpowiedniej ilości egzemplarzy dla uczniów (nie chodziło o żaden WOS ani WDŻ, lecz o fizykę i chemię).
                    • tymon99 Re: Czyli kobieta powiedziała prawdę? 22.10.12, 14:31
                      gandalph napisał:

                      > Powtórzę to, co napisałem niżej. Jeżeli nauczyciel (tzn. odpowiedzialny nauczyc
                      > iel) znajdzie w materiale dydaktycznym cytowany wyżej "kwiatek": "Jedynie zg
                      > odna, szczęśliwa rodzina stanowi wzorzec ładu organizacyjnego i moralnego
                      ",
                      > to winien ów materiał wyrzucić do kosza.

                      miałeś, przyjacielu, logikę? i twierdzisz, że "istnieje niezgodna lub nieszczęśliwa rodzina, która stanowi wzorzec..etc"?
                      • gandalph Re: Czyli kobieta powiedziała prawdę? 22.10.12, 16:53
                        tymon99 napisał:

                        > gandalph napisał:
                        >
                        > > Powtórzę to, co napisałem niżej. Jeżeli nauczyciel (tzn. odpowiedzialny n
                        > auczyc
                        > > iel) znajdzie w materiale dydaktycznym cytowany wyżej "kwiatek": "Jedy
                        > nie zg
                        > > odna, szczęśliwa rodzina stanowi wzorzec ładu organizacyjnego i moralnego
                        >
                        ",
                        > > to winien ów materiał wyrzucić do kosza.
                        >
                        > miałeś, przyjacielu, logikę? i twierdzisz, że "istnieje niezgodna lub nieszczęś
                        > liwa rodzina, która stanowi wzorzec..etc"?
                        >

                        Moja odpowiedź nawiązywała do wypowiedzi poprzedników, a mianowicie, że albo w materiałach dydaktycznych były bzdury, a nauczycielka ich nie odsiała, albo sama dodała bzdury od siebie. Więc nie czepiaj się słówek.
              • gandalph Re: Czyli kobieta powiedziała prawdę? 22.10.12, 13:03
                alfalfa napisał:

                > Prawdopodobnie nie czytałeś artykułu który komentujesz. Zauważyłbyś, że
                > mowa w nim o materiałach dydaktycznych z których prawdopodobnie korzysta
                > ła nauczycielka.
                > A.

                Nauczyciel nie ma prawa być idiotą (w przeciwnym razie nie nadaje się do zawodu) i w związku z tym musi odpowiednio dobierać materiały dydaktyczne. Jeżeli stwierdzi, że dostępne materiały dydaktyczne są do luftu, ma psi obowiązek przysiąść fałdów i sam je napisać - w imię odpowiedzialności za powierzonych jej podopiecznych.
                  • gandalph Re: Czyli kobieta powiedziała prawdę? 22.10.12, 13:28
                    alfalfa napisał:

                    > one są do luftu wg Ciebie. Więcej tolerancji i mniej zacietrzewienia.
                    > A.

                    Napisałem: "Jeżeli stwierdzi, że dostępne materiały dydaktyczne są do luftu..."
                    Ja ich nie oceniałem, bo ich nie znam. Czytaj ze zrozumieniem.
                      • gandalph Re: Czyli kobieta powiedziała prawdę? 22.10.12, 16:56
                        alfalfa napisał:

                        > forum.gazeta.pl/forum/w,67,139794713,139800592,Wierutne_bzdury_w_imie_ideolo.html
                        > Ty nie oceniasz?? Dobre sobie, Ty już tę kobietę z pracy zwolniłeś bo Ci ideolo
                        > gicznie nie pasuje.
                        > A.

                        Kobietę zwolniłem nie IDEOLOGICZNIE, lecz z braku kwalifikacji do nauczania dzieci. Tak samo zwolniłbym nauczyciela, który dzieci w I-II klasie straszy baśniami braci Grimm.
                        A co do materiałów dydaktycznych się nie wypowiadam, bo ich nie znam.
            • Gość: Robert Re: Czyli kobieta powiedziała prawdę? IP: *.ip.netia.com.pl 22.10.12, 15:06
              Oczywiście. Powinna więc kłamać, że rozwody są super - bo w końcu na tym polega edukacja do życia w rodzinie.

              Niech dzieciaki wiedzą, że jedyne szczęśliwe rodziny to rodziny rozbite ew. monopłciowe a seks w wieku lat dwunastu to sama radość. A człowiek jest od tego, żeby gonić za własnym szczęściem bez jakichkolwiek zobowiązań wobec innych i przede wszystkim TO NIE MA ŻADNYCH KONSEKWENCJI! Hulaj dusza, piekła nie ma.

              A na fizyce niech się nie uczą o sile ciążenia - bo a nuż im kamień spadnie na nogę i będą miały traumę.


              ps. ja tam jestem zdania że od edukacji moralnej, kulturowej i religijnej są rodzice - ale jak już robicie takie "przedmioty" to niech tam uczą przynajmniej faktów a nie jakiejś dziwacznej propagandy...
              • unhappy Re: Czyli kobieta powiedziała prawdę? 22.10.12, 15:10
                Gość portalu: Robert napisał(a):

                > Oczywiście. Powinna więc kłamać, że rozwody są super - bo w końcu na tym polega
                > edukacja do życia w rodzinie.

                Trochę zbyt binarnie podchodzisz do tematu. Rozwody ani nie są super, ani nie są największą krzywdą jaką można wyrządzić dziecku. Trzeba nie być głupim jak but nauczycielem, żeby poprowadzić sensowną lekcję o rozwodach.
                • Gość: Robert Re: Czyli kobieta powiedziała prawdę? IP: *.ip.netia.com.pl 24.10.12, 11:31
                  To o "największej krzywdzie" to sobie dośpiewałeś sam bo w tekście nic takiego nie ma.

                  A jak sądzisz, że dzieci są za małe żeby się uczyć o takich rzeczach to to nie atakuj nauczycieli tylko głąbów którzy wrzucili ten przedmiot zbyt wcześnie.

                  Zabawne, że dzieci są wystarczająco duże żeby się uczyć o ślubie (i seksie) dwóch panów ale za małe, żeby się uczyć o rozwodach...
                  • bookworm Re: Czyli kobieta powiedziała prawdę? 24.10.12, 12:02
                    A to dobre. A gdzie uczą o seksie i ślubie dwóch Panów?

                    Poza tym mylisz uczenie z obwinianiem i krytykowaniem.
                    I to nie jest problem z "wrzuconym" przedmiotem - o każdym zjawisku można, a czasami trzeba mówić ale trzeba też umieć mówić. Mogła Pani przytoczyć statystykę i rozpocząć dyskusję z uczniami, a nie ferować wyroki i jedynie słuszne prawdy bez udziału strony drugiej (bo przecież uczniowie nie są partnerami do dyskusji, których uczymy myślenia, tylko gąbkami do pochłaniania i uznawania za jedynie słuszne naszych prawd, dogmatów i racji)
      • black-emissary Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw 22.10.12, 09:25
        kamil_roztocki napisał:
        > Oczywistym jest że rodzice rozwodzący robią to ze szkodą dla dziecka, przedkładają
        > własne widzimisię ponad dobro dziecka, uczą nieodpowiedzialności za słowo i egoizmu.

        Bzdurne uogólnienie, często znacznie większą skodą dla dziecka jest pozostawanie w związku, w którym wszyscy się męczą - także dziecko. Trzymanie pozorów martwego małżeństwa "dla dobra dziecka" to zwykle jest właśnie egoizm i brak odpowiedzialności.
      • michr Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw 22.10.12, 10:13
        kamil_roztocki napisał:

        > No tak, po nauczycielce namawiającej do leczenia homosiów, teraz nagonka na prz
        > eciwniczkę rozwodów?! Czy wy już qrwa nie macie żadnych hamulców? Już nawet nie
        > kryjecie się z tym że głównym celem wszej działalności jest obrzydzenie ludzio
        > m wszystkiego co normalne i zachwalanie każdej patologii? Jakież bydlęta pracuj
        > ą w GW, jak przebiega selekcja przy zatrudnianiu kanalii: na castingach robicie
        > konkurs wylewania pomyj? Oczywistym jest że rodzice rozwodzący robią to ze szk
        > odą dla dziecka, przedkładają własne widzimisię ponad dobro dziecka, uczą nieod
        > powiedzialności za słowo i egoizmu
        Kanalio moherowa. Każdy rozumny człowiek wie że rozwód rodziców dla dzieci jest tragedią, ale niestety są wyjątki. Ojciec pije na umór, leje dzieci i matkę, dobiera się do córek, matka się łajdaczy i ma gdzieś swoje dzieci. Według ciebie mają pozostać w świętym związku małżeńskim, bo tak ci powiedział proboszcz z ambony. Nauczycielka nigdy nie powinna mówić do dzieci o tych sprawach. Bo są różne przypadki jak piszę
      • Gość: mi Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw IP: *.icpnet.pl 22.10.12, 15:42
        Heheh, ja pamiętam, jak katechetka dyktowała nam do zeszytu "prezerwatywa jest jak bomba atomowa" :))))))))) I dzieciaki to zapisywały w tych zeszytach:) Ja nie zapisałam, mimo że wtedy jeszcze chodziłam do kościoła itp. Coś mi podpowiadało, że jednak takich bzdur nie powinno się zapisywać w zeszycie;) Byliśmy wtedy jakoś może w szóstej, siódmej klasie podstawówki.
    • lukaszferchmin Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw 22.10.12, 09:12
      kolejna prawda niewygodna dla GW? Znowu napuścimy całe ogólnopolskie media na nauczyciela, który jest za mało poprawny politycznie dla GW?

      A może trochę psychologii? Za fundacją Mamy i Taty:

      Rozwód to coś więcej niż techniczny problem nieobecności jednego z rodziców, to też coś więcej niż emocjonalna niewygoda i stres przez jakiś czas.
      Rozwód to zbudowanie w dziecku trwałego przeświadczenia o niemożności tworzenia trwałych, stabilnych związków międzyludzkich. To zabicie w nim nadziei, na to, że możliwe jest trwałe, niezachwiane szczęście między ludźmi.
      Chcesz pokazywać swojemu dziecku świat w taki sposób, aby czerpało z Twojej opowieści siłę i nadzieję na przyszłość… ?
      Rozwód to lekcja życia, której nie powinieneś dawać swojemu dziecku – to lekcja, która uczy, że w relacjach między ludźmi nie ma nic trwałego, pewnego, stałego.
      Rozwód to również skutki krótkoterminowe:
      Jak pokazują badania, statystycznie dzieci rozwiedzionych rodziców:
      są bardziej agresywne w stosunku do nauczycieli i rodziców (1),
      są bardziej depresyjne (2),
      mają więcej problemów z nauką (3), w czym mieści się także przerywanie nauki, porzucanie szkół (4),
      cierpią na większe problemy emocjonalne niż ich rówieśnicy z pełnych rodzin (5),
      są bardziej skłonne do zachowań destrukcyjnych – więcej z nich jest diagnozowanych i leczonych z ADHD (6),
      są dwa do trzech razy częściej kwalifikowane przez szkoły do pomocy psychologicznej (7),
      są częściej hospitalizowane, także ze względu na problemy psychiatryczne (8).

      Rozwód to także rzadko uświadamiane skutki długoterminowe.
      Badacze diagnozują skutki rozwodu, które ujawniają się dopiero w życiu dorosłym dzieci, których rodzice się rozwiedli.
      Statystycznie dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców:
      jako nastolatkowie wcześniej angażują się w aktywność seksualną, mają więcej partnerów seksualnych (co za tym idzie – wyższą zachorowalność na choroby weneryczne) (9),
      zarówno w okresie dojrzewania, jak i w dorosłości mają więcej dzieci pozamałżeńskich niż osoby z rodzin pełnych (10),
      częściej uznają aborcję za rozwiązanie problemu niechcianego dziecka poczętego z przypadkowym partnerem (11),
      w 25% jako nastolatkowie (w porównaniu z 9% nastolatków z rodzin pełnych) sięgają po alkohol lub/i narkotyki przed ukończeniem 14 roku życia (12),
      aż w 85% sięgając po alkohol lub/i narkotyki uzależniają się od nich zanim ukończą 17 rok życia (w porównaniu z 24% nastolatków z rodzin pełnych) (13),
      uzyskują niższe wykształcenie, mniejszy prestiż zawodowy i gorzej zarabiają niż dorośli z rodzin pełnych (14),
      dorastając w stabilnej rodzinie porozwodowej osiągają podobne wyniki w nauce jak dzieci z żyjących w ubóstwie rodzin pełnych (15),
      jako dorośli mężczyźni trzykrotnie częściej doświadczają myśli samobójczych niż mężczyźni z rodzin pełnych (16),
      jako dorosłe kobiety o 83% częściej doświadczają myśli samobójczych niż kobiety z rodzin pełnych (17),
      mają dwukrotnie wyższe prawdopodobieństwo wystąpienia zawału niż u osób z rodzin pełnych (nawet gdy bierze się pod uwagę wpływ takich czynników jak ogólny stan zdrowia, otyłość, palenie papierosów, konsumpcja alkoholu itp.) (18),
      rzadziej wstępują w związek małżeński i częściej się rozwodzą (19),
      doświadczają poważniejszych i częstszych problemów psychicznych niż ludzie wychowani w rodzinach pełnych.

      Źródła tutaj: www.rozwodprzemyslto.pl/czym-bedzie-rozwod-dla-twoich-dzieci/
      • gupek-wioskowy Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw 22.10.12, 09:27
        i to wszystko prawda, ale nie zmienia to faktu, że jest to wiedza dla rodziców. Natomiast jaką wiedzą obdarzyła pani nauczycielka dziecko? Że jest niekochane. I co? Dala mu to oparcie, o którym piszesz:
        "Rozwód...to lekcja, która uczy, że w relacjach między ludźmi nie ma nic trwałego, pewnego, stałego. "

        A swoją drogą w relacjach między ludźmi nie ma nic trwałego, pewnego, stałego.
        I to jest prawda o relacjach między ludźmi.
          • kazek100 Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw 22.10.12, 10:50
            Aż szkoda czasu na takie oczywistości

            Kochani, nikt nigdy, żaden lewak na świecie, nie twierdził, że rozwód to coś dla dzieci korzystnego.

            ale są sytuacje, gdy jest jednak lepszym wyjściem, niż trwanie w związku, który jest patologiczny albo choćby jest związkiem bez miłości. Zwłaszcza, jesli tym ludziom uda się na nowo wejść w bardziej udane związki i jeszcze ze sobą cywilizowanie się komunikować.

            Dlaego zachowanie tej nauczycielki było głupie i po prostu - niedopuszczalne.
        • Gość: Luiza Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.12, 10:13
          Taka >prawda< nie jest nawet dla rodziców. Jak mają dzieci, to powinni zrobić więcej wysiłku dla utrzymania małżeństwa, ale jeśli rozwód mimo to nastąpi - to nie znaczy, że dzieci nie kochali.
          Znam pary, które dotrwały w małżeństwie do 18 roku życia dzieci, czyli do ich umownej dorosłości, a potem się rozwiodły. Dzieci nawet nie widziały wielkich kłótni czy bójek, ale dostrzegały chłód i dystans - bo miłości między małżonkami nie było. Już całkiem dorosłe dzieci, zamiast być wdzięczne za poświęcenie dla nich - poczuły, że były przez lata oszukiwane przez rodziców. Nie doświadczyły w dzieciństwie traumy, ale dostały wzór hipokryzji. A dobry rodzic może i ma zasługę w niebie, ale też często ma poczucie, że przegrał swoje życie.
          Osobom rozwiedzionym po pięćdziesiątce (>dla dobra dzieci<) trudniej ułożyć sobie życie z innym partnerem, a dorosłe dzieci wcale chętniej nie akceptują tego nowego (bo nie miał okazji nic dla nich zrobić, nie miały z nim żadnych wspólnych przeżyć, bo jest podejrzewany, że czyha na zgromadzony wcześniej majątek...).
          • baba67 Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw 22.10.12, 10:22
            Takie rozwiazanie (czekac do 18) sensu nie ma za grosz i jest bardzo krzywdzace dla kobiety ktora po 40-tce ma o wiele mniejsze szanse ulozenia sobie zycia niz jej malzonek ktory dlugo specjalnie szukac nie musi.Albo robi sie wszystko zeby malzenstwo uratowac(czego smiem twierdzic wiekszosc nie robi) albo sie rozstaje.
        • korkix78 A glodujacym dzieciom w Afryce cytuj Maklowicza 22.10.12, 10:54
          Wszystko fajnie.
          A teraz lec do Afryki i wyglos glodujacym i odwodnionym dzieciom a takze im wychudzonym matkom wyklad o tym, jak wazne jest zdrowe odzywianie, i podaj przepisy na smaczne, zdrowe potrawy.
          Nastepnie odwroc sie na piecie, wroc do siebie. Nastepnie pisz na laptopie z swojej przytulnej, wypelnionej smakowitymi zapachami kuchni publicznie, ze przeciez jedzenie i picie nieskazonej wodu jest wazne, a tamci jak na zlosc nadal gloduja i pija skazona wode, co prowadzi do smierci, a w co lepszych przypaadkach do niedorozwoju.
      • Gość: kasiajotka Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.12, 09:34
        Dla mnie rozwód rodziców był wybawieniem z piekła alkoholowych libacji ojca, bicia, awantur robionych po pijanemu, terroru, przekleństw i nocy spędzanych w piwnicach. Marzyłam o tym, żeby mama od niego odeszła i kiedy tak się w końcu stało, byłam najszczęśliwszą osobą pod słońcem, więc proszę nie generalizować, że rozwód to zawsze dramat dziecka, bo dla mnie dramatem było życie z ojcem łobuzem pod jednym dachem.
        • lukaszferchmin Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw 22.10.12, 09:53
          Gość portalu: kasiajotka napisał(a):

          > Dla mnie rozwód rodziców był wybawieniem z piekła alkoholowych libacji ojca, bi
          > cia, awantur robionych po pijanemu, terroru, przekleństw i nocy spędzanych w pi
          > wnicach. Marzyłam o tym, żeby mama od niego odeszła i kiedy tak się w końcu sta
          > ło, byłam najszczęśliwszą osobą pod słońcem, więc proszę nie generalizować, że
          > rozwód to zawsze dramat dziecka, bo dla mnie dramatem było życie z ojcem łobuze
          > m pod jednym dachem.

          Mam wielki szacunek dla Pani doświadczeń. W takiej sytuacji OBOWIĄZKIEM matki jest odejść i chronić siebie i dziecko. Moim zdaniem korzystając z prawa do separacji.

          Jednak wg badań statystycznych w USA przyczyną jedynie 4% rozwodów jest przemoc. Pozostałe to:

          - 45% - „niezgodność charakterów”,
          - 21% alkoholizm,
          - 17% zdrada.

          pozdrawiam
          • Gość: paskudek1 Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw IP: *.static.kutno68.tnp.pl 22.10.12, 11:08
            ta, jasne, "korzystając z prawa do separacji" czyli de facto g..no dostać w ramach alimentów, uciekać zawsze a na koniec jeszcze być moze utrzymywać małżonka bydlaka jak ten straci wszystkie pieniądze, bo przecież NADAL będą małżeństwem. Jedynym i słusznym wyjściem z takiego związku jest rozwód, odcięcie się od bydlaka i odsunięcie, możliwe jak najdalej, od niego dzieci. nauczycielka, która mówi dzieciom, że jak rodzice się rozwodzą tozn że dzieci nie kochają jest ostatnią osobą, która powinna z dziećmi pracować. kompletnie nieodpowiedzialna, nie znająca psychiki dziecka.
            Mnie ojciec nie bił ale mamę juz tak i najlepszym co mama mogła zrobić to rozwieść się i znaleźć sobie innego partnera, co uczyniła. Za co jej chwała i cześć po wsze czasy.
    • poppers68 Pani nauczycielka ma absolutną rację ,gdyż.... 22.10.12, 09:12
      zdecydowanie korzystniejsze dla dziecka są WIELOLETNIE obserwacje swoich niekochających się rodziców.
      Mało tego ,niech się dziecko uczy jak spędzać kolejne 20-30 lat w niezgodzie, awanturach , zakłamaniu.
      Mało tego, niech dziecko szkoli się w technikach pozyskiwania kochanków, technikach ucieczki ojca w obojętność...
      Niech się dziecina uczy jak należy przez lata ukradkiem lub otwarcie płakać w kuchni (matka)///
      No niech się smarkacze uczą, a co....
        • gandalph Re: Pani nauczycielka ma absolutną rację ,gdyż... 22.10.12, 12:57
          tymon99 napisał:

          > ale po co ludzie, którzy się nie kochają, ba! nawet nie lubią! - zakładają wspó
          > lnie rodziny?
          > i jeszcze płodzą dzieci?
          >

          Takie pytanie może zadać tylko ktoś, kto ma powiedzmy 18-20 lat i wszystko przed sobą, albo ma la 50-80, zawsze był samotny i ma wszystko za sobą.
          Bywa tak, że ludzie niby nawet się kochają, zakładają rodzinę, mają dzieci, a w którymś momencie jedno z małżonków (nie wnikam, które) orientuje się, że padło/notorycznie pada ofiarą: oszustwa, szantażu moralnego, dezinformacji, instrumentalnego traktowania, intryg przy wykorzystaniu dzieci ... (niepotrzebne skreślić); z zewnątrz wydaje się, że w rodzinie jest wszystko OK, a w rzeczywistości panuje atmosfera zakłamania, hipokryzji, raz po raz wybuchają konflikty "o krzywy makaron", dzieci to widzą, a jeśli nie rozumieją, to czują, że coś jest nie w porządku. Inaczej mówiąc - toksyczny związek. Jeśli jedno z małżonków nie zdobędzie się na to, by tę niezdrową sytuację przerwać, w skrajnym przypadku może dojść nawet do tragedii. Ale tego wszystkiego nie jest w stanie pojąć ktoś, kto tego nie zaznał na własnej skórze.
          Alkoholizm, przemoc w rodzinie, awanturnictwo, zdrady małżeńskie itp. są na tyle oczywistymi powodami do rozwodów, że nawet nie ma co o nich wspominać.
          • tymon99 Re: Pani nauczycielka ma absolutną rację ,gdyż... 22.10.12, 14:39
            gandalph napisał:

            > Takie pytanie może zadać tylko ktoś, kto ma powiedzmy 18-20 lat i wszystko prze
            > d sobą, albo ma la 50-80, zawsze był samotny i ma wszystko za sobą.

            na szczęście nie decydujesz o tym, komu wolno zadawać pytania.

            > Alkoholizm, przemoc w rodzinie, awanturnictwo, zdrady małżeńskie itp. są na tyl
            > e oczywistymi powodami do rozwodów, że nawet nie ma co o nich wspominać.

            przemoc w rodzinie - tu zgoda.
            awanturnictwo - brak definicji.
            zdrada - bez przesady. żaden powód.
            alkoholizm - nie bardziej, niż każda inna ciężka i nieuleczalna choroba.
    • lukaszferchmin Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw 22.10.12, 09:12
      Kolejna prawda niewygodna dla GW? Znowu napuścimy całe ogólnopolskie media na nauczyciela, który jest za mało poprawny politycznie dla GW?

      A może trochę psychologii? Za fundacją Mamy i Taty:

      Rozwód to coś więcej niż techniczny problem nieobecności jednego z rodziców, to też coś więcej niż emocjonalna niewygoda i stres przez jakiś czas.
      Rozwód to zbudowanie w dziecku trwałego przeświadczenia o niemożności tworzenia trwałych, stabilnych związków międzyludzkich. To zabicie w nim nadziei, na to, że możliwe jest trwałe, niezachwiane szczęście między ludźmi.
      Chcesz pokazywać swojemu dziecku świat w taki sposób, aby czerpało z Twojej opowieści siłę i nadzieję na przyszłość… ?
      Rozwód to lekcja życia, której nie powinieneś dawać swojemu dziecku – to lekcja, która uczy, że w relacjach między ludźmi nie ma nic trwałego, pewnego, stałego.
      Rozwód to również skutki krótkoterminowe:
      Jak pokazują badania, statystycznie dzieci rozwiedzionych rodziców:
      są bardziej agresywne w stosunku do nauczycieli i rodziców (1),
      są bardziej depresyjne (2),
      mają więcej problemów z nauką (3), w czym mieści się także przerywanie nauki, porzucanie szkół (4),
      cierpią na większe problemy emocjonalne niż ich rówieśnicy z pełnych rodzin (5),
      są bardziej skłonne do zachowań destrukcyjnych – więcej z nich jest diagnozowanych i leczonych z ADHD (6),
      są dwa do trzech razy częściej kwalifikowane przez szkoły do pomocy psychologicznej (7),
      są częściej hospitalizowane, także ze względu na problemy psychiatryczne (8).

      Rozwód to także rzadko uświadamiane skutki długoterminowe.
      Badacze diagnozują skutki rozwodu, które ujawniają się dopiero w życiu dorosłym dzieci, których rodzice się rozwiedli.
      Statystycznie dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców:
      jako nastolatkowie wcześniej angażują się w aktywność seksualną, mają więcej partnerów seksualnych (co za tym idzie – wyższą zachorowalność na choroby weneryczne) (9),
      zarówno w okresie dojrzewania, jak i w dorosłości mają więcej dzieci pozamałżeńskich niż osoby z rodzin pełnych (10),
      częściej uznają aborcję za rozwiązanie problemu niechcianego dziecka poczętego z przypadkowym partnerem (11),
      w 25% jako nastolatkowie (w porównaniu z 9% nastolatków z rodzin pełnych) sięgają po alkohol lub/i narkotyki przed ukończeniem 14 roku życia (12),
      aż w 85% sięgając po alkohol lub/i narkotyki uzależniają się od nich zanim ukończą 17 rok życia (w porównaniu z 24% nastolatków z rodzin pełnych) (13),
      uzyskują niższe wykształcenie, mniejszy prestiż zawodowy i gorzej zarabiają niż dorośli z rodzin pełnych (14),
      dorastając w stabilnej rodzinie porozwodowej osiągają podobne wyniki w nauce jak dzieci z żyjących w ubóstwie rodzin pełnych (15),
      jako dorośli mężczyźni trzykrotnie częściej doświadczają myśli samobójczych niż mężczyźni z rodzin pełnych (16),
      jako dorosłe kobiety o 83% częściej doświadczają myśli samobójczych niż kobiety z rodzin pełnych (17),
      mają dwukrotnie wyższe prawdopodobieństwo wystąpienia zawału niż u osób z rodzin pełnych (nawet gdy bierze się pod uwagę wpływ takich czynników jak ogólny stan zdrowia, otyłość, palenie papierosów, konsumpcja alkoholu itp.) (18),
      rzadziej wstępują w związek małżeński i częściej się rozwodzą (19),
      doświadczają poważniejszych i częstszych problemów psychicznych niż ludzie wychowani w rodzinach pełnych.

      Źródła tutaj: www.rozwodprzemyslto.pl/czym-bedzie-rozwod-dla-twoich-dzieci/
      • unhappy Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw 22.10.12, 09:16
        lukaszferchmin napisał:

        > Kolejna prawda niewygodna dla GW? Znowu napuścimy całe ogólnopolskie media na n
        > auczyciela, który jest za mało poprawny politycznie dla GW?

        Ten nauczyciel jest po prostu i zwyczajnie głupi. Jeden z wielu głupich nauczycieli robiących krzywdę dzieciom. Nawet jeżeli ta głupia jak but nauczycielka jest święcie przekonana, że rozwód to ZUO i, że rozwód ZAWSZE krzywdzi dzieci to:

        (uwaga - będzie dowód na głupotę nauczycielki, skup się):

        DZIECKO NIE JEST ADRESATEM TEJ WIEDZY. K*RWA!!!

        Koniec dowodu.
        • gupek-wioskowy Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw 22.10.12, 09:33
          dokładnie tak.
          Jestem tego samego zdania.

          I niech sobie ta pani to przemyśli, o ile głupie jak buty nauczycielki i głupi jak buty nauczyciele) potrafią myśleć, zanim rozpocznie następną lekcję o dzieciach samotnych matek.... a może jednak zrezygnowała z tego tematu, bowiem musiałaby podjąć dyskusję o postawie księdza - ojca.... aż tak głupia nie jest, żeby zadzierać z klerem....
          • unhappy Re: Pretensje do posłów 22.10.12, 11:52
            Gość portalu: Robert napisał(a):

            > Którzy wprowadzili taki przedmiot do szkół.
            > Nauczycielka tylko wykonuje swoją pracę i robi to uczciwie.

            Nazwanie skutków głupoty uczciwym wykonywaniem pracy nie jest mądre. Przemyślenia nauczycielki na temat instytucji rozwodu są jej prywatnymi przemyśleniami wynikającymi z wyznawanego światopoglądu. Nie jest prawdą, że rozwodzący się rodzice nie kochają swoich dzieci. Nie jest prawdą, że największą krzywdą jaką rodzice mogą wyrządzić dzieciom jest rozwód. Takie poglądy są po prostu i zwyczajnie głupie. Dzielenie się nimi z dziećmi i to w formie nie akceptującej odmiennego poglądu jest głupie do kwadratu. Przyłapanie nauczycielki na tej głupocie wskazuje, że być może i innymi głupimi poglądami dzieli się z dziećmi próbując im wmawiać, że są słuszne i mądre. To szkodliwe.
            • Gość: Robert Re: Pretensje do posłów IP: *.ip.netia.com.pl 24.10.12, 12:45
              "Nie jest prawdą, że rozwodzący się rodzice nie kochają swoich dzieci."

              Można sformułować to inaczej: przynajmniej jedno z nich bardziej kocha samego siebie niż swoje dzieci.


              "Takie poglądy są po prostu i zwyczajnie głupie."

              Oczywiście. Mądre jest tylko to, co Pan popiera.


              "To szkodliwe."

              Oczywiście. A udawanie przed dziećmi że rozbite rodziny są tak samo super jak normalne nie jest szkodliwe. Udawanie że rodzice, którzy nie są w stanie zrezygnować z romansów dla swoich dzieci tak na prawdę je kochają tylko :"inaczej" też nie jest szkodliwe. Wychowywanie w ten sposób skoncentrowanych na sobie egoistów też oczywiście nie jest szkodliwe - szkodliwa jest tylko tradycyjna rodzina i prawda o niej.
              • bookworm Re: Pretensje do posłów 25.10.12, 10:43
                > "Nie jest prawdą, że rozwodzący się rodzice nie kochają swoich dzieci."
                >
                > Można sformułować to inaczej: przynajmniej jedno z nich bardziej kocha samego s
                > iebie niż swoje dzieci.
                Ale to nie parafraza tylko zupelnie inne zdanie i oznacza zupełnie co innego. "Bardziej niż" nie znaczy "wcale". W dalszym ciągu uważam, że z wychowawczego punktu widzenia nauczycielka zachowała się nagannie.

                > Oczywiście. A udawanie przed dziećmi że rozbite rodziny są tak samo super jak n
                > ormalne nie jest szkodliwe. Udawanie że rodzice, którzy nie są w stanie zrezygn
                > ować z romansów dla swoich dzieci tak na prawdę je kochają tylko :"inaczej" też
                > nie jest szkodliwe.
                Nikt przecież nie mówi, że rozbite rodziny są super. Ale rodziny trzymane na siłę (głównie na siłę jednego z agresywnych rodziców) też nie jest super. Nie można w ani jednym ani drugim przypadku popadać w skrajnosci. Rozwód nie jest dobry sam w sobie - to tylko prawny fenomen. Podobnie jak małżeństwo. Złe lub dobre (etycznie) mogą byc przyczyny rozwodu/małzeństwa. W dalszym ciągu chciałbym przekonać, że nadrzędna wartoscią jest zycie, szczecie i dobro dziecka i ludzi w małżeństwie. Jeżeli małżeństwo tych wartosci nie spelnia i z różnych powodów nic nie jest w stanie tego zmienic (np. mąż uznaje że jemu szczescie sprawi bicie żony i dzieci i upijanie sie na umór - co koliduje ze szczesciem reszty rodziny, albo zona stwierdza ze jej szczescie sprawi przepicie calego majatku i puszczanie sie na lewo i prawo - co rowniez moze byc trudne do zaakceptowania dla reszty rodziny) to rozwód wydaje się być jedyną rozsądną alternatywą.
                Oczywiscie są terapie małżeńskie, kluby AA itd. ale one wymagaja zgody na uczestnictwo - nikt na siłę nie zaciągnie nas ani nie nakaże nam uczestniczenia w nich. Jeżeli brak jest porozumienia i zgody na naprawę to po co udawać? Za obietnicę nagrody w niebie?
        • Gość: jejkujejku Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw IP: *.252.24.229.internetia.net.pl 22.10.12, 14:07
          Ooo, nie wiedziałam, że z dzieckiem (VI kl) nie można jeszcze na takie tematy rozmawiać!??!! A może sam masz jakieś wyrzuty sumienia dot. tej kwestii?
          Wyobraź sobie, że o wielu nieprzyjemnych sprawach powinno dziecko usłyszeć, bo dotyczą naszego życia. I jeśli jest to wykład dla dzieci to tym bardziej z oceną moralną -w tym przypadku wspomnianego rozwodu. Co z tego, że część ludzi się rozwodzi -czy należy mówić dziecku, że to jest OK i nic się nie stało?
          I czy uważasz, że nie można w klasie poruszać tematu np. śmierci, bo są zapewne osoby, które straciły kogoś bliskiego? Wyobraź sobie, że umrzemy wszyscy i zamiatanie pod dywan lęków młodego człowieka nie jest rozwiązaniem.
          • unhappy Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw 22.10.12, 20:52
            Gość portalu: jejkujejku napisał(a):

            > Ooo, nie wiedziałam, że z dzieckiem (VI kl) nie można jeszcze na takie tematy r
            > ozmawiać!??!!

            Na "takie" tematy jak najbardziej. W sumie dla trzynastolatka jest już niewiele tematów, których nie można z nim poruszać. Co innego jednak rozmawianie na różne tematy, a co innego powiedzieć trzynastolatkowi, dziecku rozwiedzionych rodziców, że rozwód to najgorsze co rodzice mogą zrobić dziecku.

            > A może sam masz jakieś wyrzuty sumienia dot. tej kwestii?

            Tak, oczywiście. Niezgadzanie się z idiotką opowiadającą bzdury na lekcji oznacza, że ma się wyrzuty sumienia. Kaman!
      • gupek-wioskowy Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw 22.10.12, 09:48
        widzisz, to dziecko zaakceptowało rozwód rodziców, jest szczęśliwe i ufa swoim rodzicom i być może na wet ojczymowi.
        A tu nagle słyszy: twoi rodzice cię nie kochają.... jesteś gorszy..... pójdziecie wszyscy do piekła.....

        i jak tu nie zwariować?.....

        pomyśl kto i dlaczego ma problemy po rozwodzie rodziców. z pewnością nie dzieci, które są chciane i kochane przez obojga rodziców. A jak nie są chciane i kochane, to rodzina im nie pomoże. Szczególnie patologiczna.

        I pewnie projekt Zera w sprawie aborcji tez popierasz?
      • Gość: Nemo Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw IP: 192.193.116.* 22.10.12, 10:45
        Statystyki kolego trzeba umieć przygotować i trzeba umieć interpretować. Bardzo łatwo przygotować statystyki tak, żeby potwierdzały założoną tezę. To, że dzieci z rodzin po rozwodzie mają większe problemy nie wynika tylko z samego faktu rozwodu ale również z tego co ten rozwód poprzedza. Tak więc wyeliminowanie rozwodu nie wyeliminuje problemów, jedynie dzieci zostaną przesunięte do statystyk rodzin nierozwiedzionych.
        • lukaszferchmin Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw 22.10.12, 13:04
          Gość portalu: Nemo napisał(a):

          > Statystyki kolego trzeba umieć przygotować i trzeba umieć interpretować. Bardzo
          > łatwo przygotować statystyki tak, żeby potwierdzały założoną tezę. To, że dzie
          > ci z rodzin po rozwodzie mają większe problemy nie wynika tylko z samego faktu
          > rozwodu ale również z tego co ten rozwód poprzedza. Tak więc wyeliminowanie roz
          > wodu nie wyeliminuje problemów, jedynie dzieci zostaną przesunięte do statystyk
          > rodzin nierozwiedzionych.

          Oczywiście że tak. Ale co z tego wynika? Że dzieci powinny śpiewać rodzicom "nic się nie stało, tatusiu nic się nie stało"?

          Przedmiot nazywa się "wychowanie do życia w rodzinie". Jeżeli tak, to należy młodzieży uświadamiać, że o związek się walczy, przez całe życie, a nie tylko na początku. I że rozwód nie jest dobrym rozwiązaniem. I że nader często (statystyki!) wynika z egoizmu rodziców, a nie z problemów, które byłyby nie do załatwienia. Bo fakty są takie: w 45% przyczyną rozwodów jest „niezgodność charakterów”, 21% alkoholizm, 17% zdrada i tylko 4% - przemoc.

          Może Gazeta zaangażowałaby się w promowanie terapii małżeńskich, zamiast podawać śliczne panaceum, w postaci łamania słowa danego na całe życie. Nawet nie trzeba się wysilać, jest gotowa akcja. Wystarczy poprzeć:

          • bookworm Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw 22.10.12, 14:58
            A ja odnosze nieodparte wrażenie, że cały cały czas zmusza się kobiety (bo - używając liczbowej argumentacji - statystycznie to one sa najczęściej ofiarami przemocy) do walki o szczęście w małżeństwie (ale chyba raczej do walki na pięści z mężem). Dlaczego walczyć jeśli się okazuje, że mąż, który przed ślubem był kochający i czuły, nagle zamienia się w zaborczego, sfrustrowanego, agresywnego furiata. Jeśli bije bo nie umie rozmawiać, to jak to rozwiązywać i jesli pije bo nie chce rozmawiać to jak problem rozwiązać? Pozwolić się zabić albo doprowadzić do trwałego kalectwa w imię świętego sakramentu małżeństwa?
            Jednak czasami to nawet nie chodzi o agresję - ludzie po prostu się nie dobrali. I teraz co? Mają trwać ze sobą, bo tak wypada? Bo to oznacza dojrzałość - Być ze sobą nawet jesli nic poza dziećmi już ich nie łączy? Śpią osobno, żyją osobno ale za to w małżeństwie-fikcji?
            To prawda problem jest - ludzie zbyt pochopnie się pobierają. Ale czy to znaczy, że gdy zauważyli błąd (ślub) po fakcie muszą w nim już do usra..nej śmierci tkwić? W imię czego? Świętości sakramentu? I jak wyobrażasz sobie pomoc Państwa w terapiach? Państwo nie jest w stanie zapewnić pomocy rodzinom patologicznym gdzie jedno z małżonków lub dzieci są bite lub zabijane, będzie w stanie zorganizować terapie rodzinne? A nie jest łatwiej nie piętnować osób, które sie rozwodzą ani dzieci tych osób? To nic nie kosztuje poza tym, żeby w momencie, w którym chce się wygłosić połajanke na temat małżeństwa i moralności wsadzić gębe w kubeł...
            • lukaszferchmin Re: "Jak rodzice kochają dziecko, to się nie rozw 22.10.12, 16:13
              @ pierwszy akapit: jeszcze raz powtórzę, bo ten "mąż z pięściami" to argument niczym, nomen omen, cep: w 45% przyczyną rozwodów jest „niezgodność charakterów”, 21% alkoholizm, 17% zdrada i tylko 4% - przemoc.

              A zatem może nie tyle bijący mąż, co innego rodzaju konflikty.

              Dobrze zatem, że dostrzega Pani, że czasem (czyli w 96% przypadków) nie chodzi o agresję. " I teraz co? Mają trwać ze sobą, bo tak wypada?" - to zależy, w jaki sposób będziemy szukać szczęścia. Jeżeli komuś się wydaje, że małżeństwo jest na próbę i w razie czego może przeskoczyć na inny kwiatek, to gratuluję optymizmu. Niestety powtórne małżeństwa rozpadają się dwukrotnie częściej niż te pierwsze, a wśród trzecich małżeństw w Polsce jest już 70% rozwodów. Tak więc złudzenie, że "trawa u sąsiada jest bardziej zielona" może się szybko rozwiać. A dzieci cierpią.

              Do szczęścia dochodzi się w pokorze, w rezygnacji z pewnych własnych oczekiwań i ambicji, w otwartości na innego - tego drugiego. Innej drogi nie ma. I do tego dążą poradnie terapii małżeńskiej. Dobrzy terapeuci twierdzą, że nie ma przypadków beznadziejnych.

              I nie chodzi tu o piętnowanie kogokolwiek. Chodzi o nieunikanie trudnej prawdy o rozwodach. A prawda jest taka, że pozostawia on za sobą ruinę emocjonalną, a często też psychiczną wielu osób. Poranienia często pozostają na wiele pokoleń.
    • jacekzwawy Mniejsze zło 22.10.12, 09:12
      Oczywiście rozwód to zło. Ale awantury w domu też. Tu nie ma prostych rozwiązań, trzeba nieraz wybierac mniejsze zło.
      Jesli rodzice nie pasują do siebie, to i dla dziecka lepszy rozwód i osobne zamieszkanie rodziców oraz wizyty u drugiego rodzica, aniżeli stałe klótnie i zła atmosfera w domu.
      • damiann_38 Z drugiej strony 22.10.12, 10:23
        gdy małżonkowie mają furtkę w postaci ewentualnego rozwodu to mniej uważają przy wyborze partnera.
        Są kraje w których rozwód jest zakazany (moja żona pochodzi z takiego) i przez to ludzie mają bardziej poważne podejście do kwestii małżeństwa. Co oczywiście nie gwarantuje, że każde małżeństwo będzie udane.
        • maaac Re: Z drugiej strony 22.10.12, 16:20
          Mam jakieś takie dziwne przekonanie, że w tych krajach z zakazami rozwodów o kandydatach na małżonków NIE decydują sami zainteresowani więc twoja teza NIE ma najmniejszych podstaw.
          Jeszcze nie spotkałem kogoś kto biorąc ślub z definicji zakładał by, że weźmie rozwód.
          • belle.du.jour jak można coś takiego powiedziec dziecku?! 22.10.12, 13:18

            I to dziecku, którego rodzice sie rozwiedli i które usiłuje jakoś poskładać sobie świat? Przecież ta głupia baba mieniąca się "pedagogiem" usiłowała wcisnąć dziecku (mimo jego protestów), że rodzice go nie kochają bo skoro się rozwiedli to znaczy, że go NIE KOCHAJĄ. Czy może być coś bardziej podłego w stosunku do dziecka, które przecież tu nic nie zawiło. Za to tylko powinna zostać wywalona ze szkoły.
            Wracając do rozwodów.. dla laików (bo akurat moja praca kręci się wokół rozwodów) dodam, że rozwód, sam w sobie, NIE jest największym nieszczęściem dla dziecka (nie mówię tu o stanowisku KK oraz prawicowych psychologów - vide Fundacja Mama i Tata, publikująca w Gościu Niedzielnym). Najgorszym jest opuszczenie przez rodzica (np. tata znika z życia dziecka bez kontaktu). A co rani dziecko w trakcie rozwodu najbardziej to nie fakt, że rodzice nie mieszkają razem ale to, że jest między nimi konflikt. Im większy konflikt (awantury, zatargi, manipulowanie dzieckiem by alienować drugiego rodzica etc etc), tym gorzej dla dziecka. A dziecko w rodzinie, gdzie ojciec i matka traktują się z nienawiścią i pogardą (ale zostają w małżeństwie dla "dobra dziecka") mniej lub jawniej okazywaną też nie jest wcale w lepszej sytuacji. Znam ludzi tak wychowanych, którzy boją się mieć dzieci lub nawet wejść w poważniejsze związki.
            • alfalfa Re: jak można coś takiego powiedziec dziecku?! 22.10.12, 13:32
              Czy to trzeba mówić? Jaka prawda wynika z sytuacji? Przecież ci rodzice też się kiedyś kochali i ... przestali więc co ma sobie myśleć dziecko? Nawet jeśli tata będzie przekonywać, że kocha. Owszem TERAZ kocha, a z czasem jak widać na przykładzie żony - może być różnie.
              A.
              • Gość: mimi Re: jak można coś takiego powiedziec dziecku?! IP: *.unitymediagroup.de 22.10.12, 14:02
                Czemu ojca, a nie matki?

                Poza tym dziecko widzi co sie dzieje - jesli mama i tata i tak sie nie kochaja, a sa malzenstwem tylko z przymusu, to jakie wnioski wyciaga z tego dziecko? Ono wtedy mysli "sa razem tylko przeze mnie i sa nieszczesliwi i to moja wina".

                Naprawde dziecku lepiej jest wytlumaczyc, ze mama i tata nie chca juz ze soba byc i, ze to nie jego wina, nadal je kochaja, niz pozwolic mu wyrosnac w dysfunkcjonalnej rodzinie i patrzec na taki chory zwiazek.