l.george.l
31.05.13, 17:31
„Pomnik Chrystusa Króla to maszynka do zarabiania pieniędzy” - taką wypowiedź burmistrza Świebodzina Dariusza Bekisza opublikowała ostatnio "Gazeta Lubuska"
www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20130530/POWIAT13/130529325
Nie bez znaczenia jest pewnie lokalizacja. Świebodziński Chrystus stoi obok Tesco.
W innej gazecie czytałem ostatnio zwierzenia księdza na temat, czemu służy kształcenie w seminarium. Oto dosłowny cytat: "Rozmowa kwalifikacyjna z przełożonym kleryków, przegląd świadectw i opinii proboszcza, krótki test pisemny z wiedzy o Kościele. I już – przyjęty. Radość jak cholera, bo oto spełniają się marzenia – wstępuję do przeznaczonej mi szkoły! Będę służył
Bogu i ludziom! Taką miałem wówczas główną motywację i takie szczere plany. Ten sam przełożony, który mnie przyjmował, tzw. prefekt studiów, już we wrześniu sprowadził
nas, adeptów kapłaństwa, na ziemię: – To będzie wielkie szczęście dla was i dla Kościoła, jeśli za sześć lat wyjdziecie z tych murów nie gorsi, niż do nich weszliście. Byłem tą gadką zaskoczony, gdyż nie uważałem się za aniołka i miałem nadzieję, że seminarium mnie udoskonali („ubogaci”), bo to ponoć „szkoła wiary i miłości”. Dość szybko się jednak okazało, że prefekt miał rację. Biskup był bardziej niedostępnym tyranem niż ojcem, przełożeni nie świecili własnym przykładem, starsi koledzy uczyli cwaniactwa i omijania regulaminu,
a sama nauka budziła kontrowersje oderwaniem od życia i humanizmu. Najważniejsze
było dobro Kościoła i interes diecezji, czyli biskupa i nas – kleru. Ludźmi świeckimi pogardzano, traktowano jak masę baranów do strzyżenia i wciskania teologicznej
ciemnoty, w którą nie wierzą sami księża. Całe studiowanie okazało się więc sztuką dla sztuki, a dokładniej – transformacją młodzieńczych ideałów w umiejętność
hipokryzji stosowanej". "Fakty i Mity" 2013, nr 23, s. 2.