zebet
11.06.13, 13:35
Dyskusja to by była, gdyby zaprosili także przygotowanego do tematu oponenta, a dziennikarz byłby z mediów niezależnych od kościoła. Tymczasem mamy "dyskusję" według dobrze znanych wzorców z poprzedniego systemu. Towarzysz sekretarz Kras odpowie na pytania towarzysza Bojdo dotyczace ksiazki towarzyszki Ames, wydanej przez ludową księgarnię, pozwolimy takze zadac pytania publicznosci, oczywiscie te prawomyslne. Jesli ktos zada pytanie nieprawomyslne, nie bedziemy z nim wchodzic w dyskusję, bo przecież nie od tego jest dyskusja, gdzie przedstawiamy prawdy objawione...