Dodaj do ulubionych

Po co pooczcie nasze dane?

08.05.20, 09:02
Wiem, że jest tu, na tym forum wielu mądrych i światłych ludzi więc liczę, że któryś zechce mi wyjasnić, po co Poczcie Polskiej przekazano bazę danych PESEL oraz spisy wyborców.
Do pewnego miejsca rozumiem- wraz z wypełniona kartą do głosowania wkradamy do koperty zwrotnej nasze dane- nazwisko i nr PESEL.
Na tej podstawie Komisja Wyborcza ustali, czy miałem prawo oddać ten głos i czy przypadkiem nie oddałem go po raz drugi czy kolejny. Jak mówię- do tego miejsca to jasne.
Ciemno jednak widzę stronę techniczna tego sprawdzania. Przy klasycznym głosowaniu listy wyborców są uporządkowane wg. miejsca zamieszkania- wieś czy ulica. I dany komisarz ma przed sobą kilka arkuszy do przejrzenia, gdy podchodzi do niego wyborca. Łącznie ze złożeniem podpisu przez wyborcę zajmuje to najwyżej jedną minutę.
Wg nowego prawa Dobrej Zmiany komisja ma być jedna na każdą gminę. Nasza mała gmina liczy sobie 8 tysięcy mieszkańców czyli jakieś dobre 6 tysięcy wyborców. Praca Komisji polegać będzie na otwieraniu kopert, wyciąganiu kartki z danymi osobowymi i sprawdzeniu czy osoba o tych danych znajduje się pośród tych sześciu i pół tysiąca nazwisk.
Pytanie: ile czasu zajmie przeszukanie takiej listy? Ile czasu zajmie sprawdzenie wszystkich oddanych głosów?
I ile czasu zajmie to np. w Warszawie?
Oczywiście- przeszukanie listy byłoby dziecinnie proste, gdyby wykorzystać system komputerowy. Jednak takie oprogramowanie dla wyborów korespondencyjnych nie zostało stworzone. A pamiętamy, jakie emocje towarzyszyły poprzednim wyborom do samorządów obsługiwanym przez niedostatecznie przetestowane nowe oprogramowanie. Oprogramowanie tworzone przez kilka miesięcy..
Powiedzcie amio, że się mylę, że to wszystko to drobnostka, że nie ma z tym najmniejszego problemu. Bo spać spokojnie nie mogę.
I myślę sobie, że na pomysł takich wyborów mógł wpaść tylko ten, kto w życiu niczego nie robił, nie ma konta, karty bankowej, roweru ani komputera, żony ani przyjaciela.
Dla takiego człowieka istnieją tylko problemy globalne. Drobiazgi zostawia innym.
Autentyczna jest historia pewnego człowieka, który w atmosferze dającej się wyczuć wojny w 1939 r. jakimś cudem dotarł do Ministerstwa Obrony Narodowej mówiąc, że ma genialny wynalazek, pozwalający zniszczyć każdy samolot wroga.
Pytany o szczegóły powiedział, ze jest to specjalny pocisk wypełniony potężnym ładunkiem wybuchowym. Wystrzelony w kierunku nadlatujących samolotów niszczy wszystkie w promieniu 500 m od miejsca elsplozji.
Zachwyceni woskowi zasypali wynalazcę gradem pyta: jaki kaliber pocisku, jaki typ zapalnika, jaki to ma być materiał wybuchowy itp.
On znudzony machnął ręką: panowie! powiedzial. To są szczegóły techniczne. Na tym ja się nie znam. To wy musicie opracować.
Ja mam genialny pomysł- wy go wykonajcie.
Te wybory to dokładnie taki sam genialny pomysł....
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka