pootwierajcie okienka piwniczne kotkom

23.12.05, 21:13
taka mała prośba w imieniu najsłabszych:)
    • Gość: felis Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom IP: *.orange.pl 23.12.05, 21:58
      Nie przesadzasz? Jesteśmy drapieżnikami i Matka Natura kazała nam się dobrze prowadzić, a nie żebrać na śmietnikach i w piwnicach! Jak tak dalej pójdzie, nasz ród za karę kompletnie się zdegeneruje i żaden z nas już nigdy nie złapie smakowitego wróbla (co za uciecha przy odzieraniu z piórek!) lub myszy (nie ma to jak solidnie trzepnąć łapką!).

      Aha, kastrować się też nie mam zamiaru - zaproponuj to swojemu facetowi.


      Kotek (ksywa "felis")
    • sineira Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom 23.12.05, 22:31
      Jeśli lubisz mieć zasikane i zapchlone rzeczy w piwnicy - otwieraj SWOJE
      okienko. Jeśli uwielbiasz toksoplazmozę - proszę, wpuszczaj kotki do SWOEJGO
      domu. Ja nie zamienię piwnicy w wylegarnię. Zwłaszcza, że nie mam zamiaru
      narażać swojego jeszcze nienarodzonego dziecka.
      • mysiam1 Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom 23.12.05, 22:45
        sineira napisała:

        > Jeśli lubisz mieć zasikane i zapchlone rzeczy w piwnicy - otwieraj SWOJE
        > okienko. Jeśli uwielbiasz toksoplazmozę - proszę, wpuszczaj kotki do SWOEJGO
        > domu. Ja nie zamienię piwnicy w wylegarnię. Zwłaszcza, że nie mam zamiaru
        > narażać swojego jeszcze nienarodzonego dziecka.

        Toksoplazmozę przeszła bezobjawowo znakomita większość naszego społeczeństwa i
        to wcale nie po kontakcie z kotami.

      • kakui a tak a proposito 23.12.05, 23:28
        to czym moze sie zarazic twoje "nienarodzone jeszcze dziecko"? wiesz ze
        toksoplazmoza to nie choroba roznoszona tylko przez koty? powiesz mi ze sie
        myle? a ja ci udowodnie ze JA mam racje. wogole wiesz czym jest toksoplamoza?

        wiesz ze koty sie sterylizuje wiec nie ma tzw "wylegarni" jak to cudnie,
        zgrabnie ujelas. wiesz ze pchly roznosza sie na szczurach? nie wiesz? to juz
        teraz tak. a wiesz ze kot nie sika tam gdzie zyje? jest tak kulturalny ze
        wychodzi zalatwic swoje potrzeby na zewnatrz. oczywiscie zmyslam prawda?
        widzialas na wlasne oczy koty ktory sika w piwnicy prawda? a moze te rewelacje
        uslyszalas od rodzicow czy sasiadki?


        pamietajcie ludzie, koty sa sterylizowane, jezeli sie uda cale to towarzycho
        wysterylizowac to pameitajcie, szczurki i myszki beda biegac wam po klatkach
        schodowych. ja wam tego z calego serduszka mojego zycze :D

        ps
        a co wy w tych piwnicach takiego wartosciowego trzymacie? pieniadze? a jak ktos
        by wam sie wlamal ? ukradl cale te cholernie wartosciowe kompoty, ogorki,
        grzybki, i inne badziewia to co byscie zrobili? a moze dywan trzymacie? no
        powiedzcie jakie skarby sie po piwnicach chowa, chetnie poczytam.
        • Gość: J_P Re: a tak a proposito IP: *.ibch.poznan.pl 27.12.05, 22:04
          no to moze po prostu piwnice oddac kotom i na zime i na lato, nie mam w swojej
          nic wartosciowego bo mi juz sie 3 x wlamali, ostatnio stracilem klodke z 150 zl
          bo wywali drzwi i klodke ukradli ze skoblem wyrwanym ze sciny - a co do
          tokspolazmozy to jest taka choroba i to dosc nieprzyjemna zwlaszcza gdy dotyczy
          kobiet oczekujacych dziecka, ale co tam, kotki sa takie mile ...
      • umfana Sineira 23.12.05, 23:43
        Twoje dziecko będzie miało przykre życie przy takiej mamusi jak ty...
        • kakui Umfa jak tu sie znalazlas? K.N.M.K.Z ? 23.12.05, 23:45

          • umfana Kakui :o))) 23.12.05, 23:47
            Och nie wiesz ;o) A gdzie teraz walnęłaś linka :o)))
      • caprice83 znawczyni od spraw zwierzat sie odezwała...buahaha 24.12.05, 10:32

        • v.i.k.k.a Re: znawczyni od spraw zwierzat sie odezwała...bu 24.12.05, 14:37
          od ciebie każdy się bardziej zna-na czymkolwiek.
      • Gość: Betka Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom IP: 213.17.202.* 27.12.05, 09:21
        Kto trzyma rzeczy codziennego użyku w piwnicy, chyba taka porządnisia jak Ty. A
        co do kotów ktore miałyby zarazić twoje dzieci, to najpierw trzeba je mieć a
        potem zajmować na ten temat głos. Ja wychowałam dwoje zdrowych dzieci przy
        jednoczesnym kontakcie ze stworami tzn. z psem i kotami.
      • alaskahuska Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom 27.12.05, 16:58
        rozumiem, że zamieszkujesz w tej piwnicy ze swoimi"rzeczami" i "nienarodzonym"?
        W innym wypadku Twój niepokój jest nieuzasadniony. Przyznaj się, że nie lubisz
        i brzydzisz się zwierząt. Ale masz usprawiedliwienie: baby w ciąży tak mają/
        nie wszystkie, ja nie miałam/.
        • Gość: felis Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom IP: 150.254.120.* 27.12.05, 17:31
          Nie każdy traktuje swoją piwnicę jak śmietnik - jeśli Ty tak robisz, Twoja sprawa.
          W mojej piwnicy są przedmioty, które co pewien czas i na pewien czas przynoszone są do mieszkania. Nawet jeśli kot nie załatwia swoich potrzeb w swoim legowisku (jak ktoś tu pisał - w tym ma rację), to zrobi to w innych piwnicach, których nie uzna za swoje legowisko. Tak się składa, że w moich poprzednich piwnicach nigdy nie miałem okienka, ale zawsze miałem ubikacje (i w konsekwencji smród od kału i moczu). Teraz w moim 'kotoszczelnym' budynku mam spokój i pewność, że nie zawlokę do mieszkania jakiegoś świństwa (bo dziwnym trafem ;-)> szczurów i myszy w naszym 'kotoszczelnym' bloku nie ma).
    • Gość: Q Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom IP: *.izacom.pl / *.izacom.pl 23.12.05, 23:04
      Sama otwórz swoje.
      Ja nie mam zamiaru jeść pyrów podlanych przez śmierdzące koty.
      A może tak biednymi dziećmi byś sie zaczeła przejmować???
      • kakui toksoplazmoza zarazacie sie jedzac wieprzyka :D 23.12.05, 23:20
        nawet o tym nie wiecie ... XD i co? jeszcze zyjecie? moze juz ktos ma obiawy
        dziwne? a jak!

        koty nie smeirdza, smierdza gnijace pyry, cebule. jezeli ktos nie ma bladego
        pojecia o kotach to niech z laski swojej sie nie wypowiada, bo wystawia sie na
        posmiewisko(np moje).

        Mysiam, jak moge prosic to odpisz potem im cos, bo ja moge zbyt nerwowo
        zareagowac ...
        • Gość: felis Re: toksoplazmoza zarazacie sie jedzac wieprzyka IP: 150.254.120.* 27.12.05, 16:46
          > nawet o tym nie wiecie ... XD i co? jeszcze zyjecie? moze juz ktos ma obiawy
          > dziwne? a jak!


          A tak! - do poczytania, wystarczyło troszeczkę pogooglać:

          pl.wikipedia.org/wiki/Toksoplazmoza
          www.resmedica.pl/zdart6999.html
          www.maluchy.pl/artykul/157
          www.potomek.pl/toxoplazmoza_free.html
          www.venco.com.pl/~zuzanka/koty/toksoplazmoza.html
          Miłej lektury, zwłaszcza przy fragmentach kulinarnych i odchodowo-przetrwalnikowych.

          • mysiam1 Re: toksoplazmoza zarazacie sie jedzac wieprzyka 27.12.05, 22:21
            Gość portalu: felis napisał(a):

            > > nawet o tym nie wiecie ... XD i co? jeszcze zyjecie? moze juz ktos ma obi
            > awy
            > > dziwne? a jak!
            >
            >
            > A tak! - do poczytania, wystarczyło troszeczkę pogooglać:
            >
            > pl.wikipedia.org/wiki/Toksoplazmoza
            > www.resmedica.pl/zdart6999.html
            > www.maluchy.pl/artykul/157
            > www.potomek.pl/toxoplazmoza_free.html
            > www.venco.com.pl/~zuzanka/koty/toksoplazmoza.html
            > Miłej lektury, zwłaszcza przy fragmentach kulinarnych i odchodowo-
            przetrwalniko
            > wych.
            >

            Hm, cóż, kotku, żadnych sensacji tam nie wyczytałam, za to parę nieścisłości by
            się znalazło. Większość z nas przeżyła zabawy w piaskowicach i jedzenie
            brudnymi łapami, więc na toxo znakomita część naszego społeczeństwa jest
            uodporniona.
            • Gość: Weteran Re: toksoplazmoza zarazacie sie jedzac wieprzyka IP: *.icpnet.pl 27.12.05, 22:34
              mysiam1 napisała:

              Większość z nas przeżyła zabawy w piaskowicach i jedzenie
              > brudnymi łapami, więc na toxo znakomita część naszego społeczeństwa jest
              > uodporniona.

              Najwyżej ktoryś tam bachor oślepnie. Co za problem? Zrobi sie zbiórkę pięniedzy
              dla bachora i jeszcze będzie wdzięczny.
              A koteczki sa takie potrzebne i takie miłe.

              Tylko, że ja -k.rwa mać - widziałem takiego bachora i widziałem jak traci wzrok.
              Więc kociarze przestańcie mi tu pieprzyć głupoty.
              • mysiam1 Re: toksoplazmoza zarazacie sie jedzac wieprzyka 27.12.05, 22:56
                Gość portalu: Weteran napisał(a):

                > mysiam1 napisała:
                >
                > Większość z nas przeżyła zabawy w piaskowicach i jedzenie
                > > brudnymi łapami, więc na toxo znakomita część naszego społeczeństwa jest
                > > uodporniona.
                >
                > Najwyżej ktoryś tam bachor oślepnie. Co za problem? Zrobi sie zbiórkę
                pięniedzy
                >
                > dla bachora i jeszcze będzie wdzięczny.
                > A koteczki sa takie potrzebne i takie miłe.
                >
                > Tylko, że ja -k.rwa mać - widziałem takiego bachora i widziałem jak traci
                wzrok
                > .
                > Więc kociarze przestańcie mi tu pieprzyć głupoty.


                A ja na przykład lubię, jak ktoś jest dobrze wychowany, mimo, że się ze mną nie
                zgadza. Sama tak ludzi traktuję i wymagam tego od innych.

                Mamusia tego "bachora", jak go byłeś łaskaw nazwać, mogła równie dobrze zarazić
                się toxo jedząc niedosmażonego kotleta albo "pysznego" tatara. No chyba, że z
                upodobaniem grzebała gołymi rękami w kociej kuwecie (nie sprzątanej przez kilka
                dni), a potem zrobiła sobie kanapkę uprzednio nie umywszy rąk.
                • Gość: felis Re: toksoplazmoza zarazacie sie jedzac wieprzyka IP: *.orange.pl 27.12.05, 23:07
                  Albo jej inne dziecko napotkało kocie g.wno w piaskownicy, bo tam kotek z piwnicy miał najbliżej.
                  • mysiam1 Re: toksoplazmoza zarazacie sie jedzac wieprzyka 27.12.05, 23:14
                    Gość portalu: felis napisał(a):

                    > Albo jej inne dziecko napotkało kocie g.wno w piaskownicy, bo tam kotek z
                    piwni
                    > cy miał najbliżej.

                    Nie twierdzę, że nie jest to możliwe, jednak tak samo, jak toxo od piwnicznego
                    kota, dziecko może zarazić się robakami od psa bardzo porządnego pana sąsiada,
                    który pozwala wieczorami załatwiać się tam swojemu pupilkowi...Może też bawić
                    się piaskiem, do którego siusiają panowie popijający piwko pod blokiem. Może w
                    końcu zarazić się nie wiadomo czym, ponieważ nikt nie ma pojęcia, skąd się
                    bierze piasek, który wsypuje się do naszych piaskownic.
                    Wybacz, kotku, ale nie jest to dla mnie powód, by wytłuc wszystkie koty. Może
                    wystarczyłoby przykrywać piaskownicę (ja tak robię w swoim ogrodzie, bo mimo,
                    iż lubię koty i mam koty, to nie życzę sobie, żeby urządzały sobie kuwetę tam,
                    gdzie bawi się moje dziecko) - nie tylko z powodu zagrożenia toxo, ale i
                    innych, wymienionych przeze mnie wyżej.
                    • Gość: felis Re: toksoplazmoza zarazacie sie jedzac wieprzyka IP: *.orange.pl 27.12.05, 23:33
                      > Wybacz, kotku, ale nie jest to dla mnie powód, by wytłuc wszystkie koty.

                      Nie imputuj, bo o tym nie było mowy! Mowa jest cały czas o tym, by nie wtrącać się Matce Naturze w jej przemyślane i skuteczne mechanizmy. Przykre, że zeszłaś do tego poziomu. Chociaż sam raz chamsko się odezwałem, po Tobie się tego nie spodziewałem.

                      > Może wystarczyłoby przykrywać piaskownicę (ja tak robię w swoim ogrodzie,
                      > bo mimo, iż lubię koty i mam koty, to nie życzę sobie, żeby urządzały sobie
                      > kuwetę tam, gdzie bawi się moje dziecko)

                      I tu Cię myszko mamy - nareszcie wyszło szydełko z mysiego woreczka: najpierw nie wiesz, do czego służą suszarnie w blokach, potem coś snujesz o spółdzielniach, a teraz dopiero widać, że willowa z Ciebie myszka. Radzę Tobie dobrze - nie wypowiadaj się na tematy blokowiskowe, bo przypadkiem jakiś kotek skorzysta jeszcze ze swojej pazurzej łapki. P-))> Innymi słowy: otwieraj swoją piwnicę, ale nie żądaj od innych, podlewając to niesmacznym dla biologa (i trującym z punktu widzenia biologii) sentymentalnym sosem, by robili to inni.

                      Miau,
                      Felis (nie "domesticus")
                      • mysiam1 Re: toksoplazmoza zarazacie sie jedzac wieprzyka 27.12.05, 23:53
                        Gość portalu: felis napisał(a):

                        > > Wybacz, kotku, ale nie jest to dla mnie powód, by wytłuc wszystkie koty.
                        >
                        > Nie imputuj, bo o tym nie było mowy! Mowa jest cały czas o tym, by nie
                        wtrącać
                        > się Matce Naturze w jej przemyślane i skuteczne mechanizmy. Przykre, że
                        zeszłaś
                        > do tego poziomu. Chociaż sam raz chamsko się odezwałem, po Tobie się tego
                        nie
                        > spodziewałem.
                        >
                        > > Może wystarczyłoby przykrywać piaskownicę (ja tak robię w swoim ogrodzie,
                        > > bo mimo, iż lubię koty i mam koty, to nie życzę sobie, żeby urządzały sob
                        > ie
                        > > kuwetę tam, gdzie bawi się moje dziecko)
                        >
                        > I tu Cię myszko mamy - nareszcie wyszło szydełko z mysiego woreczka: najpierw
                        n
                        > ie wiesz, do czego służą suszarnie w blokach, potem coś snujesz o
                        spółdzielniac
                        > h, a teraz dopiero widać, że willowa z Ciebie myszka. Radzę Tobie dobrze -
                        nie
                        > wypowiadaj się na tematy blokowiskowe, bo przypadkiem jakiś kotek skorzysta
                        jes
                        > zcze ze swojej pazurzej łapki. P-))> Innymi słowy: otwieraj swoją piwnicę,
                        > ale nie żądaj od innych, podlewając to niesmacznym dla biologa (i trującym z
                        p
                        > unktu widzenia biologii) sentymentalnym sosem, by robili to inni.
                        >
                        > Miau,
                        > Felis (nie "domesticus")

                        Kotku, myszka ze mnie willowa od 3 lat, przedtem byłam myszką blokową. Wiem, do
                        czego służy suszarnia, bo nawet używałam jej zgodnie z przeznaczeniem, ale są w
                        piwnicach i inne pomieszczenia, a tę suszarnię dałam tylko jako przykład.

                        Czy słowo "wytłuc" jest chamskie? Jeśli tak, to wybacz jeszcze raz,
                        kotku...Zamiast tego napiszę więc "zrobić krzywdę". Lepiej?
                        • Gość: felis Re: toksoplazmoza zarazacie sie jedzac wieprzyka IP: *.orange.pl 28.12.05, 00:09
                          A jednak manipulujesz. W odpowiedzi na mój post sama piszesz "wytłuc", co sugeruje, iż to moja recepta.

                          > Czy słowo "wytłuc" jest chamskie? Jeśli tak, to wybacz jeszcze raz,
                          > kotku...

                          Nie dość że willowa, to jeszcze nieco sklerotyczna - ja pamiętam kto i za co zrugał mnie w tym wątku. Bądź pewna, że moje doświadczenia z (rozmaitymi) zwierzętami powodują, iż takiego słowa (ani żadnego pomniejszającego wagę życia istoty żywej) nie użzywam, gdy o takiej istocie mówię.

                          Myszko, argumenty się Tobie najwyraźniej wyczerpały, to i dalsza dyskusja jest niemożliwa. Na koniec napiszę Ci jedno (w kontekście zagrożeń dla rodzimej fauny, w co zdaje się wątpisz): wybierz się do Nowego ZOO i w pawilonie nocnym zobacz, jak milutki jest kot pustynny: niewielki, prawie aksamitny, ot, taki pluszak dla dzieci. A przecież to jeden z najgroźniejszych drapieżników pustyni. Takim samym groźnym drapieżnikiem jest Twój Muruczuś, Puszek, Kicia etc.
                          • mysiam1 Re: toksoplazmoza zarazacie sie jedzac wieprzyka 28.12.05, 00:19
                            Gość portalu: felis napisał(a):

                            > A jednak manipulujesz. W odpowiedzi na mój post sama piszesz "wytłuc", co
                            suger
                            > uje, iż to moja recepta.
                            >
                            > > Czy słowo "wytłuc" jest chamskie? Jeśli tak, to wybacz jeszcze raz,
                            > > kotku...
                            >
                            > Nie dość że willowa, to jeszcze nieco sklerotyczna - ja pamiętam kto i za co
                            z
                            > rugał mnie w tym wątku. Bądź pewna, że moje doświadczenia z (rozmaitymi)
                            zwierz
                            > ętami powodują, iż takiego słowa (ani żadnego pomniejszającego wagę życia
                            istot
                            > y żywej) nie użzywam, gdy o takiej istocie mówię.
                            >
                            > Myszko, argumenty się Tobie najwyraźniej wyczerpały, to i dalsza dyskusja
                            jest
                            > niemożliwa. Na koniec napiszę Ci jedno (w kontekście zagrożeń dla rodzimej
                            faun
                            > y, w co zdaje się wątpisz): wybierz się do Nowego ZOO i w pawilonie nocnym
                            zoba
                            > cz, jak milutki jest kot pustynny: niewielki, prawie aksamitny, ot, taki
                            plusza
                            > k dla dzieci. A przecież to jeden z najgroźniejszych drapieżników pustyni.
                            Taki
                            > m samym groźnym drapieżnikiem jest Twój Muruczuś, Puszek, Kicia etc.

                            Kotku, śpiąca już jestem i prawdę mówiąc nie jest moim zamiarem przekonanie
                            Ciebie czy kogokolwiek do sprzedania majątku i rozdania go kotom piwnicznym.
                            Każde z nas zostanie zapewne przy swoim zdaniu, ale dobrze by było, żebyśmy się
                            rozstali w pokoju - ot, takie moje małe nieszkodliwe dziwactwo, że lubię z
                            ludźmi rozmawiać tak (także przez internet), żeby w razie czego móc im spojrzeć
                            w twarz, gdyby dane się nam było spotkać "w realu".
                            Posądzasz mnie o bycie sklerotyczną myszką i masz całkowitą rację. Co więcej,
                            gdybyś wiedział, który jestem rocznik, to wcale byś się temu nie dziwił ;-P.

                            Każesz mi iść do pawilonu nocnego? Tylko z Tobą jako moim ciccerone, kotku ;-P
                  • Gość: weteran Re: toksoplazmoza zarazacie sie jedzac wieprzyka IP: *.icpnet.pl 27.12.05, 23:22
                    Gość portalu: felis napisał(a):

                    > Albo jej inne dziecko napotkało kocie g.wno w piaskownicy
                    Felis - daj spokój. Na pewne osoby nie ma siły. Marnujesz czas. Jak same nie
                    dostaną w kość to nie zrozumieją. Ale ja nie zycze jej tego.
                    W tym przypadku o którym napisałem dzieciak złapał tę chorobę od zdziczałych
                    kotów wchodzących na ogród i załatwiajacych sie do piaskownicy. To na 99%
                    pewne. Widziałem rozpacz tej matki i tego dziaciaka. Poczatkowo pomagały silne
                    okulary. Teraz już nie widzi nic. Czegos tak potwornego wyobrazić sobie nie
                    mozna.
                    • mysiam1 Re: toksoplazmoza zarazacie sie jedzac wieprzyka 27.12.05, 23:45
                      Gość portalu: weteran napisał(a):

                      > Gość portalu: felis napisał(a):
                      >
                      > > Albo jej inne dziecko napotkało kocie g.wno w piaskownicy
                      > Felis - daj spokój. Na pewne osoby nie ma siły. Marnujesz czas. Jak same nie
                      > dostaną w kość to nie zrozumieją. Ale ja nie zycze jej tego.
                      > W tym przypadku o którym napisałem dzieciak złapał tę chorobę od zdziczałych
                      > kotów wchodzących na ogród i załatwiajacych sie do piaskownicy. To na 99%
                      > pewne. Widziałem rozpacz tej matki i tego dziaciaka. Poczatkowo pomagały
                      silne
                      > okulary. Teraz już nie widzi nic. Czegos tak potwornego wyobrazić sobie nie
                      > mozna.
                      Nie twierdzę, że się z tego cieszę. Wręcz przeciwnie, jest mi bardzo przykro.
                      Sama mam ciężko chore dziecko, które też kiedyś może stracić wzrok, tyle, że z
                      innego powodu. Jednak co proponujecie- pozabijać wszystkie koty? Równie dobrze
                      do piaskownicy w ogrodzie tej pani mogły załatwiać się domowe, oswojone koty
                      jej sąsiadów.
                      Od psów można "złapać" wszelkiego rodzaju robactwo, także za pośrednictwem
                      piaskownicy - czy to powód, żeby pozabijać wszystkie psy? Od ptaków też co
                      nieco można dostać w prezencie...
                      Daleka jestem od stawiania dobra zwierząt nad dobrem ludzi, ale nie zmienię
                      mojego zdania, że należy zwierzętom pomagać. I, doprawdy, w argumentacji
                      przeciw kotom przeszliście już całkiem długą i krętą drogę - od naukowych
                      wywodów (skądinąd ciekawych, chociaż trochę mało przystających do realiów)
                      kotka i ....oj, tego kogoś o poetycko brzmiącym nicku ;-) ) zmierzających do
                      tego, że najlepiej koty pozostawić samym sobie, a wyjdzie im to na dobre (swoją
                      drogą dałoby się to powiedzieć o każdym gatunku, także o ludziach, ale na
                      przykład mnie nie byłoby wtedy na świecie - mała strata, wiem - a nawet gdybym
                      była, to nie udałoby mi się rozmnożyć - jeszcze mniejsza strata ;-) ) do
                      stwierdzeń Weterana, że koty jako takie są złem i przekleństwem, bo można się
                      od nich zarazić toxo.
                      Lubię koty. Mam 3, a w domu pod opieką miałam ich w tym roku ok.30 - nie
                      wszystkim udało się przeżyć, a te, które przeciągałam za łapki, uszy i ogony na
                      te świat znalazły dobre domy.
                      Nie lubię śmierdzących piwnic, nie lubię kocich kup, pcheł czy kocich wrzasków
                      pod oknem. Uważam, że zamiast 30 kotów w piwnicach jakiejś kamienicy czy bloku
                      mogłoby być 5 i też łapałyby myszy, i szczury. Jednak sądzę, że można to
                      osiągnąć masową sterylizacją i kastracją, a nie zabijaniem kotów czy szerzeniem
                      nienawiści do nich. To sprawa trafienia do przekonania pseudomiłośnikom kotów,
                      którzy je dokarmiają, ale dostają szału na dźwięk słowa "sterylka" - bo to
                      przecież "takie fajne, gdy rodzą się małe kotki" - ale nie obchodzi ich, co się
                      potem z tymi fajnymi kotkami dzieje - ot, "rozłażą się"...
                      • Gość: felis Re: toksoplazmoza zarazacie sie jedzac wieprzyka IP: *.orange.pl 27.12.05, 23:51
                        > drogą dałoby się to powiedzieć o każdym gatunku, także o ludziach, ale na
                        > przykład mnie nie byłoby wtedy na świecie - mała strata, wiem - a nawet gdybym
                        > była, to nie udałoby mi się rozmnożyć - jeszcze mniejsza strata ;-) )

                        Posuwasz się do manipulacji - koniec dyskusji!!!

                        • mysiam1 Re: toksoplazmoza zarazacie sie jedzac wieprzyka 28.12.05, 00:00
                          Gość portalu: felis napisał(a):

                          > > drogą dałoby się to powiedzieć o każdym gatunku, także o ludziach, ale na
                          > > przykład mnie nie byłoby wtedy na świecie - mała strata, wiem - a nawet g
                          > dybym
                          > > była, to nie udałoby mi się rozmnożyć - jeszcze mniejsza strata ;-) )
                          >
                          > Posuwasz się do manipulacji - koniec dyskusji!!!

                          Ach, kotku, nie rób mi tego!!!

                          Widzisz, piszesz Weteranowi, że sterylizacja kotek nic nie daje...Dawałaby,
                          gdyby ludzie mieli do niej inne podejście. Gdyby po prostu chcieli patrzeć na
                          to inaczej. Ile razy zdarza się, że kotka domowa, której nie wysterylizowano,
                          zachodzi w ciążę i jest wyrzucana z domu - staje się kotką "wolnożyjącą"...Ile
                          kociąt jest w ten sposób porzucanych...Ilu kociakom urodzonym w domu
                          opiekunowie pozwalają się "rozleźć" po świecie...Gdyby nasi kochani rządzący
                          uznali bezdomne koty i ich niekontrolowane rozmnażanie się za poważny problem,
                          to może stworzyliby program powszechnej sterylizacji - bo to, co robi nasze
                          schronisko, to za mało... Myślę, że wystarczyłoby to odpowiednio zorganizować,
                          a za parę lat byłoby widać rezultaty...
                    • Gość: felis Re: toksoplazmoza zarazacie sie jedzac wieprzyka IP: *.orange.pl 27.12.05, 23:45
                      > Felis - daj spokój. Na pewne osoby nie ma siły. Marnujesz czas. Jak same nie
                      > dostaną w kość to nie zrozumieją. Ale ja nie zycze jej tego.

                      Ja nikomu też tego nie życzę, ale problem z takimi osobami jest ten, że nie zauważają, iż doprowadzenie do tak wielkiego zagęszczenia populacji kota (bo wyłapywaniem kotek i ich sterylizacją tego się nie rozwiąże - w miejsce nierozrodczych samic pojawiają się nowe, o czym świadczy coraz więcej kotów) spowodowało, że wzrósł również stopień infestacji środowiska formami przetrwalnikowymi i jajami. Ale co tam, nas to na pewno nie dotyczy, a jeżeli już będzie dotyczyć, to będzie to wina tych, którzy nie stworzyli biednym, słabiutkim kotom luksusowych warunków. A że kot na tym cierpi (jeśli czytałeś posty hipeastrum i moje, to wiesz, skąd ta zmiana liczby na pojedynczą)? - winni są temu bezmózgowcy trzebiący koty łopatami i palący je żywcem.

                      Masz rację - szkoda czasu. Ja odezwę się jeszcze tylko raz, pod warunkiem uzyskania odpowiedzi na jeden z moich postów.

            • Gość: felis Re: toksoplazmoza zarazacie sie jedzac wieprzyka IP: *.orange.pl 27.12.05, 22:44
              > Hm, cóż, kotku, żadnych sensacji tam nie wyczytałam, za to parę nieścisłości
              > by się znalazło.

              Hmm, ciekawe. A mnie bardzo zainteresowały zwłaszcza informacje o żywicielach pośrednich i ostatecznych oraz o drogach zarażeń i rozprzestrzeniania się. Ale cóż, smacznego myszko.

      • umfana Q 23.12.05, 23:46
        Smacznego przy "pyrach" podlanych przez szczurki :o)))
        Zapewne po myszy dajesz jałmużnę biednym dzieciom :o)))
        PS
        Co są pyry? Jaka to gwara? Q skąd ty pochodzisz?
        • kakui Re: Q 23.12.05, 23:47
          pyry = ziemniaki
          • umfana Dzięki :o) 23.12.05, 23:49
            tak też myślałam :o)
        • Gość: Q Re: Q IP: *.izacom.pl / *.izacom.pl 24.12.05, 14:34
          Szczurki mowisz...
          Coż - zawiode Cie, nie ma szczurów ani myszy ani innego inwentarza.
          A skoro nie wiesz co to pyry to zapytam - skąd sie wziełaś na forum "Poznań" ???
      • Gość: cleo Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom IP: *.aster.pl 24.12.05, 00:05
        moi rodzice od ponad 20 lat mieszkaja w tzw. wiezowcu - bloku 11 pietrowym. u
        nas sa i byly zawsze pootwierane okna dla kotow. przez jakis czas jakis madrala
        je pozamykal - szybko trzeba bylo wprowadzic 10 ekip zajmujacych sie
        dezynsekcja bo szczury, via zsypy, prawie do domow wchodzily.
        Sluchajcie, ja wszystko rozumiem: troske, strach o dziecko, czy niechec do
        smrodow. Jednak warto - przed publicznym zabraniem glosu - troch dowiedziec sie
        na tematy, o ktorych sie pisze. Skoro kochasz dziecko, dlaczego chocby nie
        nauczysz sie tolerowac zwierzat? One naprawde w tych piwnicach nie wyrzadza wam
        zadnej szkody.Moim rodzicom przez 30 lat nie wyrzadzily. Nie sa oni
        szczegolnymi bojownikami praw kotow, a jednak nie przeszkadzaly ani im, ani
        wiekszosci sasiadow...
        Skad taka zapieklosc w ludzkich sercach. A wystarczyloby tak naprawde niewiele.
        Bo najczesniej w takich blokach jest ktos, kto sie kotami zaopiekuje, wystawi
        im mleko, zorganizuje akcje sterylizacyjna (miasta robia takie rzeczy za darmo,
        na talony) i problem niekontrolowanego rozrodu zniknie sam.
        Toksoplazmozy sie nie obawiaj, przyszla mamo. Naprawde, jesli o tym poczytasz w
        naukowych opracowaniach, dowiesz sie, ze kobieta w ciazy moze nawet czyscic
        kuwete kocia - jesli zachowa srodki ostroznosci (choc na wszelkij sluczaj mozna
        poprosic kogos z domownikow), nie mowiaco zabawie z kotkiem, przebywaniu z nim,
        glaskaniu go czy nawet spaniu w jednym wyrku (co kotki domowe uwielbiaja:))
        Latwiej zarazic sie toksoplazmoza jedzac lub obrabiajac miesa, niz glaszczac
        dzikiego kota.
        pozdrawiam i daje swoje slowa - mam nadzieje - do przemyslenia
        mamie zycze zdrowego dziecka - obys umiala nauczyc ja/go cudnej cieplej i
        odpowiedzialnej milosci do zwierzat..
        • pierozek_monika Dlaczego warto pomagać kotom: 24.12.05, 00:07
          www.koty.civ.pl/kw/pomockotom.shtml
    • energy52 Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom 24.12.05, 11:04
      Mieszkałaś kiedyś na parterze, tuż ponad piwnicą, w której jakiś miłośnik
      kociambrów postanowił im pootwierać okienka?

      Latem nie sprawy, mogę im nawet klucze od domu dorobić i podać kod do
      domofonu,ale zima wybacz!
      • wuefka Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom 24.12.05, 11:18
        Litości. Po co im latem piwnica? Nie zamarzną i pod gołym niebem.
        • khaki3 Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom 24.12.05, 11:29
          Ludzie nie macie serca.Biedne koty marzna na zimnie,nie maja gdzie sie
          schronic.A taki kot w piwnicy zlikwidowal by wszystkie szczury,i wcale by nie
          sikal do piwnicy.Koty dbaja o higiene o wiele bardziej niz ludzie.Ale co o tym
          moga wiedziec osoby ktore nie maja zielonego pojecia o podstawowych zasadach
          pomagania slabszym?Dziwni jestescie naprawde.Jak sie nie potrafi zwierzetom
          bezbronnym pomagac to ma sie kamien a nie serce.
          • energy52 Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom 24.12.05, 11:37
            Pomogłem w swoim życiu zapewne większej ilości zwierząt, jak i ludzi, niż Ty,
            więc nawet nie próbuj mi sugerować, że nie mam zielonego pojęcia o pomaganiu
            słabszym! Ale ponad ciepło kota cenię sobie normalną temperature we wlasnym
            mieszkaniu. Nie mieszkasz zapewne nad piwnicą?
        • energy52 Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom 24.12.05, 11:35
          Żeby się przed słońcem ukryć ;-) Tak bardzo dbacie o koty,ale chyba tylko zimą
          a latem to co? Kociamber ma sie usmarzyć?
          • Gość: choco Zamykajacym okna zycze szczurow i myszy w bloku. IP: *.icpnet.pl 24.12.05, 11:47
            Metrowych szczurow i metrowych myszy. Pozdrawiam
            • energy52 Re: Zamykajacym okna zycze szczurow i myszy w blo 24.12.05, 11:48
              Otwierającym okna życzę szybkiego odkrycia specyfiku o nazwie trutka na szczury!
              • mysiam1 Re: Zamykajacym okna zycze szczurow i myszy w blo 24.12.05, 13:40
                Jeśli koty będą wykastrowane, śmierdzieć nie będzie, bo śmierdzi mocz
                niekastrowanych kocurów. Wystarczy, że koty będą miały możliwość swobodnego
                wchodzenia i wychodzenia, a na pewno nie będą się załatwiać tam, gdzie śpią. I
                nie chodzi przecież o wpuszczanie ich do Waszych prywatnych "komórek"
                piwnicznych, a o udostępnienie im jakiegoś niepotrzebnego pomieszczenia -
                suszarni czy czegoś w tym rodzaju.
                Co do trutek na szczury, to bywają zawodne,natomiast często wystarczy sama
                obecność kotów,żeby gryzonie trzymały się z daleka.
                Ci, którzy zamiast losem zwierząt każą się zająć losem dzieci, przeważnie sami
                niewiele robią także i dla nich... A mówi się jeszcze, że wyznacznikiem
                człowieczeństwa jest stosunek do zwierząt...i jak to jeszcze idzie..."Jesteś
                odpowiedzialny za to, co oswoiłeś"...
                • Gość: felis Re: Zamykajacym okna zycze szczurow i myszy w blo IP: *.orange.pl 25.12.05, 19:06
                  > Jeśli koty będą wykastrowane, śmierdzieć nie będzie, bo śmierdzi mocz
                  > niekastrowanych kocurów.

                  No tak - dziwne to pojęcie sympatii do zwierząt: dobre są, ale tylko te, które sami okaleczymy. Przecież to kompletna bzdura. Oczywiście prawdą jest, że śmierdzą przede wszytkim miejsca znakowane moczem przez kocury (nie tylko, znam to z doswiadczenia!) i ma to głęboki sens biologiczny - kot jest zwierzęciem terytorialnym i jako takie musi znakować swoje terytorium. Zupełnym nieporozumieniem jednak jest takie podejście, w myśl którego należy kota pozbawić narządów płciowych (a więc OKALECZANIE go), byleby tylko nie śmierdział. Jeśli już to się robi, to tylko w określonym wieku, zanim kocurek dojrzeje płciowo. Ale to ma inny skutek, o którym zapominacie: taki kot psychicznie pozostaje smarkaczem i nie rozwijają się prawidłowo u niego podstawowe instynkty, w tym i łowiecki. Nie czarujcie więc, że wykastrowany kot będzie polował na szczury.

                  Rację ma energy52, który sprawę (zapewne) zna z autopsji. Ja dodam jeszcze jedno: w blokach, w których dotąd mieszkałem, kocie mamki otwierały okna piwniczne i były w tych piwnicach tak koty, jak i szczury oraz myszy. Teraz mieszkam w bloku, gdzie okienka piwniczne są pozamykane (choć na wysokości 70-100 cm), a drzwi do klatek schodowych lokatorzy sami zamykają. I co: kotów nie ma, szczurów nie ma, myszy nie ma. Z drugiej strony napiszę Wam jeszcze coś: pracowałem w latach 70. i 80. w starym ZOO. Kotów było tam wiele, a i szczurów i myszy zatrzęsienie. I często było tak, że gdy na podwórzu gospodarczym pojawiał się szczur, koty wiały na potęgę. Bo też czy w mieście to jeszcze są koty, czy też tylko zwierzęta kotopodobne? To, że w starym ZOO obecnie szczura nie uświadczysz w najmniejszym stopniu nie jest zasługą kotów.

                  I jeszcze jedna uwaga do mysiam1: jeżeli uważasz suszarnię w bloku za niepotrzebne pomieszczenie, to gratuluję Tobie dobrego rozeznania w realiach. Jak chcesz, wpuszczej koty do swojej piwnicy, ale jednoczesnie nastaw się na to, że gdy koty naprawdę okażą się przydatne, to ich nie będzie, bo zdegenerowane, wydelikacone i rodzące się od przed kwietniem i po sierpniu stworzenia na miano kota zasługiwać będą tylko z zewnętrznego podobieństwa do ich dzikiego przodka.
                  • buenos.aires Re: Zamykajacym okna zycze szczurow i myszy w blo 25.12.05, 19:26
                    jezeli wszystki by sie udalo wysterylizowac to z biegiem czasu wygina, a to z
                    chorob, a to samochod je przejedzie.


                    pamietacie co bylo we wroclawiu ? powodz zabila wszystkie koty, szczury byly
                    nadal


                    i ja wsyzstkim przeciwnikom zycze tego by po ich piwnicach, klatkach schodowych
                    biegaly szczury, myszy,


                    piszesz:
                    > oty naprawdę okażą się przydatne, to ich nie będzie, bo zdegenerowane,
                    wydelika

                    koty beda przydatne? jakto? z tego co wczesniej napisales to sa to niepotrzebne
                    pchlarze!

                    • Gość: felis Re: Zamykajacym okna zycze szczurow i myszy w blo IP: *.orange.pl 25.12.05, 20:03
                      To nie ja pisałem o pchlarzach, ale prawda jest, że powrót z 'kociej' piwnicy zawsze oznaczał przyniesienie do domu przynajmniej jednej pchły.

                      Chyba nie umiesz czytać: napisałem wyraźnie, że mieszkam teraz w 'kotoszczelnym' budynku, w którym nie ma ani szczurów, ani myszy.

                      > koty beda przydatne? jakto? z tego co wczesniej napisales to sa to
                      > niepotrzebne

                      Tego nie napisałem - naucz się czytać - ja tylko pisałem, że mieszkam w bydynku bez tych zwierzat. Teraz jednak napiszę wyraźniej: myszy i szczury w budynkach mieszkalnych sa tylko i wyłącznie dowodem niechlujstwa i bałaganiarstwa ich mieszkańców (vide: zzsypu smieci w wieżowcach). A kot może sie przydać, ale tam, gdzie z przyczyn technicznych nie da się zastosować innych środków (np. magazyny, choć i te - jak sądzę - da się odpowiednio zabezpieczyć).

                      Na koniec trzeba sobie wyraźnie powiedzieć: zarówno kot, jak i szczur wędrowny, sa gatunkami obcymi naszej faunie. Nie ma więc ŻADNEGO powodu, by kota traktować na szczególnych zasadach. Ktoś tu pisał o udomowieniu kota - przecież w przypadku tego zwierzęcia nie ma mowy o pełnym udomowieniu. Raczej mówmy o zdziczałym zwierzeciu kiedyś udomawianym (ale nie udomowionym w pełni), które w wyniku postepowania człowieka lokuje sie obecnie nie tylko w miastach (gdzie podobnie jak mysz domowa, szczur wędrowny, ale i inne nasze rodzime gatunki (jak np. mysz polna, kos, krzyżówka, śmieszka i wiele, wiele innych) staje sie podręcznikowym przykładem synantropizmu), ale i w naturalnych ekosystemach, w których powodować może duże straty. Że kota domowego ciągnie 'do lasu' najlepiej świadczy to, że obecnie mamy duże problemy z określeniem prawdziwej wielkości populacji żbika, który - niestety - krzyzuje się z tym niesformym, wymykajacym sie spod kontroli potomkiem kota nubijskiego. Przykład Australii i Nowej Zelandii (zwłaszcza na tej ostatniej przykład kota i nowozelandzkiej papugi kakapo oraz innych przedstawicieli pierwotnej fauny obu wysp) powinien nas wiele nauczyć. Trzeba więc sobie wyraźnie i otwarcie powiedzieć: o ile w naturze nie ma szkodników (bo 'szkodnik' to przejaw antropocentryzmu i utylitarystycznego podejścia do środowiska), kot może takim szkodnikiem stać się - natura nie ma tu nic do rzeczy, bowiem obcy element może być (i najczęściej jest) szkodnikiem.
                    • Gość: felis Re: Zamykajacym okna zycze szczurow i myszy w blo IP: *.orange.pl 25.12.05, 20:15
                      > pamietacie co bylo we wroclawiu ? powodz zabila wszystkie koty, szczury byly
                      > nadal

                      Odpowiedź jest prosta: szczury w kamienicach często zasiedlają również wyższe piętra, gnieżdżąc się np. w stropach starej konstrukcji. A tam - jak powszechnie wiadomo - koty (o ile się nie utopią) na pewno też wejdą! ;-)>
    • Gość: katherina Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom IP: *.icpnet.pl 25.12.05, 21:11
      Mam okno otwarte od 20 lat w bloku na jednym z osiedli ratajskich ,z tego co
      zauwazyłam tylko moje okno na tym osiedlu jest otwarte na zimę.Nie tyle jest
      otwarte co ma wyciety otwór w szybie.
      W piwnicy trzymam pyry ,przetwory.....nic z tych rzeczy co piszecie powyżej nie
      ma miejsca(smród ,pchły)Kotki osiedlowe są sterylizowane(chwała pani która się
      tym zajmuje)
      Zastanawiam się co macie przeciw otwarciu okna na zimę?
      Jak dotychczas to same bzdury wyczytałam napisane przez przeciwników.


      • Gość: felis Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom IP: *.orange.pl 25.12.05, 21:44
        Bzdurą nazywasz okaleczanie zwierząt w imię pseudohumanitarnych poglądów, sadystko?
        • mysiam1 Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom 25.12.05, 22:23
          Gość portalu: felis napisał(a):

          > Bzdurą nazywasz okaleczanie zwierząt w imię pseudohumanitarnych poglądów,
          sadys
          > tko?


          "Okaleczanie" tych zwierząt,jak to nazywasz, odbywa się nie tylko w imię
          pozbycia się smrodu, ale także kontroli nad ich rozmnażaniem. Za pół roku
          zapraszam do naszego poznańskiego schroniska - popatrz w oczy umierającym
          kociętom, które podrzucają w workach tacy obrońcy kocich jąder, macic i
          jajników, jak Ty. Spróbuj uratować choć jedno z nich, a potem znajdź dobrych
          ludzi, którzy się nim zaopiekują. Weź jedno, drugie, piąte,
          trzydzieste...wybieraj, któremu spośród 50 kociaków upakowanych w trzech
          klatkach dasz szansę na życie..potem patrz bezradnie, jak umiera na Twoich
          rękach...to JA akurat znam z autopsji. Lepiej dla nich, żeby się nie urodziły,
          a koty bez macic, jajników i jąder jakoś powinny przeboleć stratę tych organów.
          • Gość: felis Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom IP: *.orange.pl 25.12.05, 22:37
            To nie jest kwestia ratowania ich gonad - to kwestia zdrowego rozsądku. Zwierzę musi przeżyć takie, jak je natura stworzyła, nawet gdyby mu się to nie udało. Jednym z przejawów synantropizacji jest wydłużenie okresu rozrodczego, a wówczas macie późnojesienne kocieta w schronisku. Gdy otworzymy kotom piwnice, będą rozmnażać się cały ro! - ciekawe, w jaki sposób chcecie wyłapywać wszystkie samce - przecież to wierutna bzdura! Prowadząc schronisko zainteresujcie się trochę podstawami biologii, ekologii i etologii!
            • mysiam1 Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom 25.12.05, 22:51
              Gość portalu: felis napisał(a):

              > To nie jest kwestia ratowania ich gonad - to kwestia zdrowego rozsądku.
              Zwierzę
              > musi przeżyć takie, jak je natura stworzyła, nawet gdyby mu się to nie
              udało.
              > Jednym z przejawów synantropizacji jest wydłużenie okresu rozrodczego, a
              wówcza
              > s macie późnojesienne kocieta w schronisku. Gdy otworzymy kotom piwnice, będą
              r
              > ozmnażać się cały ro! - ciekawe, w jaki sposób chcecie wyłapywać wszystkie
              samc
              > e - przecież to wierutna bzdura! Prowadząc schronisko zainteresujcie się
              trochę
              > podstawami biologii, ekologii i etologii!

              I właśnie dlatego, żeby się nie rozmnażały, należy je sterylizować - rocznie
              sterylizuje się prawie 300 dzikich kotek w schronisku - łapanych do specjalnych
              klatek-łapek - potem są wypuszczane w to samo miejsce.
              Ta masa kociąt, o której pisałam to nie jesienne mioty, a wiosenno-letnie i
              poza tymi wygarnianymi przez "życzliwych" mieszkańców z piwnic (a bywają to
              kocie oseski, które zostają zabrane matce - szalejącej potem, szukającej
              ich...oczywiście ludzie są zadowoleni, że pozbyli się kłopotu, a nie myślą o
              tym, że kotka za parę tygodni znów będzie w ciąży...), są to także koty
              urodzone w domu...bardzo, bardzo dużo takich kociąt...
              Czy nie rozumiesz, że nie ma innego wyjścia, niż kastracja i sterylizacja?
              Nawet gdyby zostawić je samym sobie, żeby przeżyły najsilniejsze, to i tak te,
              które przeżyją, urodzą zbyt wiele miotów. Kotka może rodzić 3 razy do roku...
      • energy52 Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom 26.12.05, 16:46
        Na którym pietrze mieszkasz?
    • kakui ktos keidys mial w sygnaturce ... 25.12.05, 22:11
      nie dyskutuj z glupim, zmiesza cie z blotem, a pozniej zrowna do swojego
      poziomu ... (jezeli pomylilam, sorx)
      • Gość: felis Re: ktos keidys mial w sygnaturce ... IP: *.orange.pl 25.12.05, 22:30
        A czy rozwiązaniem problemu kota jest jego okaleczanie? - to sadyzm czystej wody. Kota należy co najwyżej pozostawić samemu sobie, bez stwarzania mu udogodnień. Przeżyje niewiele, ale te które przeżyją, a mimo to wystarczą - bez roznoszenia chorób odzwierzęcych i pasożytów po budynkach. Póki co, nikt tu nie przedstawił sprawy kota przez pryzmat jego biologii, pochodzenia i zagrożenia jakie stanowi np. dla ornitofauny miejskiej (i wcale nie chodzi tu o wróble). Niewiarkom przypomnę tylko, że swego czasu na Lubelszczyźnie jednym z największych wrogów susła perełkowanego był ... kot. Wierzcie mi - jako protekcjonistycznie traktowany drapieżnik jest bardzo niebezpiecznym elementem wchodzącym tak do naturalnych ekosystemów, jak i środowisk antropogenicznych. Nie można na niego patrzeć tylko przez pryzmat Mruczka na kanapie lub dachowca ustawicznie dokarmianego przez rozmaite 'kocie mamki'.
        • mysiam1 Re: ktos keidys mial w sygnaturce ... 25.12.05, 22:43
          Gość portalu: felis napisał(a):

          > A czy rozwiązaniem problemu kota jest jego okaleczanie? - to sadyzm czystej
          wod
          > y. Kota należy co najwyżej pozostawić samemu sobie, bez stwarzania mu
          udogodnie
          > ń. Przeżyje niewiele, ale te które przeżyją, a mimo to wystarczą - bez
          roznosze
          > nia chorób odzwierzęcych i pasożytów po budynkach. Póki co, nikt tu nie
          przedst
          > awił sprawy kota przez pryzmat jego biologii, pochodzenia i zagrożenia jakie
          st
          > anowi np. dla ornitofauny miejskiej (i wcale nie chodzi tu o wróble).
          Niewiarko
          > m przypomnę tylko, że swego czasu na Lubelszczyźnie jednym z największych
          wrogó
          > w susła perełkowanego był ... kot. Wierzcie mi - jako protekcjonistycznie
          trakt
          > owany drapieżnik jest bardzo niebezpiecznym elementem wchodzącym tak do
          natural
          > nych ekosystemów, jak i środowisk antropogenicznych. Nie można na niego
          patrzeć
          > tylko przez pryzmat Mruczka na kanapie lub dachowca ustawicznie dokarmianego
          p
          > rzez rozmaite 'kocie mamki'.

          Bardzo mądre teorie, natomiast prawda jest taka, że jedynym dostępnym,
          cywilizowanym sposobem na ograniczenie populacji kotów wolnożyjących jest
          sterylizacja i kastracja. I nie ma co się martwić,że powymierają - jeszcze
          długo nam to nie grozi.
          Samo dokarmianie nic nie da, a nawet zaszkodzi, jeśli za tym nie pójdzie
          kontrola rozrodu. A postawy w rodzaju "kot to szkodnik" tylko pozwalają
          usprawiedliwiać się tym, którzy z czystym sumieniem koty podpalają, tłuką
          łopatami, zakopują żywcem, zamurowują, topią czy robią z nich żywe cele dla
          swoich psów.

          Aha, pisząc o suszarniach, które można wykorzystać na pomieszczenie dla kotów,
          po prostu "rzuciłam" przykładem, bo jestem pewna (a mieszkałam w bloku przez
          większośc swojego życia), że w każdej piwnicy znajdzie się jakieś
          pomieszczenie, z którego nikt nie korzysta. Gdyby pozwolić osobom, które
          dokarmiają koty,na zrobienie tam zimowej przechowalni dla kotów, z pewnością
          zniknęłoby wiele problemów. Oczywiście przechowalni, w której karmicielki
          dbałyby o czystość i na bieżąco kontrolowały. Takie miejsca funkcjonują w
          Poznaniu i wszyscy są z nich zadowoleni - i mieszkańcy bloku, i karmicielki,
          nie mówiąc już o kotach.
    • hippeastrum Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom 26.12.05, 15:12
      Po światecznej nieobecności w Sieci sprawdziłem, co mnie minęło na forum Poznań
      i ze zdziwieniem (a właściwie dlaczego ze zdziwieniem, przecież problem pojawia
      się co roku) znalazłem ten wątek, rozpoczęty postem o takiej oto treści:

      > taka mała prośba w imieniu najsłabszych:)

      Wiedząc, że kot wcale nie jest tym najsłabszym w mieście (jest wręcz przeciwnie
      - to potencjalnie największy i najgroźniejszy drapieżnik) sprawdziłem, co o nim
      piszą dyskutanci. Jak należało oczekiwać, pojawiły się głosy 'za', ale też i
      'przeciw'. Z przykrością muszę stwierdzić, że w większości dyskusja była
      niemerytoryczna i nie wolna od emocji trącących brakiem kultury. Z tego nurtu na
      szczęście wyłamali się 'mysiam1' oraz 'felis', podejmując dyskusję prawie
      merytoryczną. Byłaby ona pełna (i w pełni merytoryczna), gdyby 'mysiam1'
      przeszła na grunt biologii, jak od początku zrobił to 'felis', wychodząc z
      słusznego (moim zdaniem) założenia, że kot w mieście to problem biologiczny, a
      nie społeczno-kulturowy, co wyraźnie widoczne jest w listach 'mysiam1'. Jedno,
      co muszę 'felisowi' zarzucić (nawiasem mówiąc to bardzo merytoryczny nick,
      bowiem 'felis' to po łac. kot), to zniżenie się w jednym z listów do bardzo
      brzydkiego i niskiego poziomu. Faktem jest jednak, że jest to chyba ktoś, kto
      przynajmniej częściowo ma związek z biologią, na co wskazuje sam nick, jak i
      uwagi o susłach, o kakapo, o biologii szczura wędrownego, o wpływie na faunę
      ptaków i obserwacje (słuszne bez dwóch zdań, bo sam też to wielokrotnie
      widywałem) na temat relacji koty-szczury w ZOO). Brakuje w tym wszystkim nieco
      podstaw i właśnie dlatego zdecydowałem się zabrać głos.

      Rozpatrując problem kota w mieście (zwróćcie uwagę, że mówię o kocie, a nie o
      kotach, gdyż nie chcę zajmować się osobnikami, a zwierzęciem - celowo nie piszę
      o gatunku - które funkcjonuje w mieście), nie wolno tego zrobić bez pewnych
      podstaw biologii, ekologii i etologii, o czym pisał 'felis'. A wygląda to tak:

      Kot w mieście funkcjonuje w bardziej lub mniej rozproszonych populacjach, które
      mają swoje podstawowe cechy (podobnie jak inne populacje): strukturę
      przestrzenną i strukturę socjalną, liczebność i zagęszczenie, rozrodczość i
      śmiertelność, a nade wszystko określoną niszę ekologiczną, której jednym ze
      wskaźników (elementów) jest pojemność (środowiska). Dodatkowo trzeba wymienić
      jeszcze dwa czynniki: zewnątrz- i wewnątrzpopulacyjne czynniki (mechanizmy)
      regulacyjne. Gdy populacja funkcjonuje bez ingerencji z zewnątrz, współgranie
      tych elementów prowadzi do wykształcenia pewnego stanu równowagi, w którym ta
      populacja rzeczywiscie dobrze funkcjonuje, czysto i klarownie reagując na zmiany
      środowiskowe (co widać w dokonujących się wahaniach liczebności). Te mechanizmy
      są precyzyjne i skuteczne. Jednym z nich jest dostępność i ilość pożywienia, a
      więc w przypadku kota - liczba ofiar oraz miejsca schronienia samego
      drapieżnika. Gdyby kota zostawić samemu sobie (to jest bez dożywiania i
      tworzenia sztucznych schronień - oba moim zdaniem powinny zostać zakazane)
      ustali się pewien poziom liczebności i zagęszczenia populacji, który będzie
      kontrolowany właśnie przez te dwa czynniki (choć nie tylko te dwa). I wtedy przy
      wystarczającej bazie pokarmowej (nie antropogennej!) kotki rzeczywiście - jak
      pisze 'mysiam1' - mnożyć się będą intensywnie, gdyż na to pozwolą zasoby
      środowiska. Gdy jednak baza pokarmowa zmniejszy się, nawet liczne mioty nie będą
      stanowić zagrożenia, bowiem albo same kotki, albo czynniki zewnętrzne, albo
      wreszcie same kocięta doprowadzą do ograniczenia liczby młodych (jest to
      regulacja przez śmiertelność wszystkich typów). To zreszta powoduje, że uśmiałem
      się, gdy przeczytałem o zrozpaczonych kotkach poszukujacych swoich młodych.
      Przecież z takimi sytuacjami dzikie zwierzęta (a kot w mieście niewątpliwie jest
      i powiniem takim być) spotykają się na codzień, więc antropomorfizowanie kotek i
      przypisywanie im ludzkich odczuć jest bezsensowne - napiszę coś przeciwnego:
      utrata części młodych stanowi zwiększenie szans na odchowanie z sukcesem
      pozostałych (ale silnych) młodych , a kotka o tym 'wie'. Rzecz w tym, że w
      naturze liczy się gatunek i populacja, a interes osobniczy nie jest wogóle
      uwzględniany na szali znaczenia; można nawet powiedzieć, że interes osobnika
      jest sprzeczny z interesem gatunku i populacji. W każdym razie tych młodych w
      piwnicach nie powinno wogóle być, bowiem w takim przypadku odpada działanie
      jednego z ważnych czynników środowiskowych, przez co nie ma ani
      wewnątrzpopulacyjnych mechanizmów kontrolnych, ani prawidłowej i naturalnej
      selekcji. Jak znam życie, kocięta przynoszone do schroniska są w jak najgorszym
      stanie, tj. zarobaczone, niedożywione, słabe, często chore i zaropiałe, w ten
      sposób tylko świadcząc swoją kondycją o kondycji swoich matek, które bez pomocy
      człowieka (często mimowolnej) nie miałyby najmniejszych szans na wejście w
      rozród. I to jest właśnie jeden z dowodów na to, że tzw. opieka nad kotem jest
      bez sensu i w gruncie rzeczy sprzeczna z jego interesem. Jak pisałem, o
      dożywianiu i udostępnianiu piwnic nie powinno być wogóle mowy. Przemawia za tym
      i ten fakt, że ta pomoc - w tym przypadku żywieniowa - kotu wręcz szkodzi.
      Zwierzę to jest drapieżnikiem, a dzisiejszy spacer pokazał, że w miseczkach przy
      piwnicznych okienkach znajdują się mleko, chleb, ziemniaki i kasza. Każdy, kto
      kiedyś oglądał zęby drapieżników (kotowate i psowate) karmionych skrobią wie,
      jakie spustoszenie w strukturze uzębienia powoduje taka dieta - zęby zamiast być
      spiczastymi i ostrymi stają się płaskie i tępe, uniemożliwiając zwierzętom
      prawidłowe odżywianie się.

      Wszystko co napisałem dąży ku temu, by uznać, że w przypadku kota pozwolenie na
      pełne zadziałanie wszystkich naturalnych czynników regulacyjnych wydaje się być
      jedynym prawidłowym rozwiązaniem. Wierzcie mi, że te mechanizmy są bardzo
      skuteczne. Jak bardzo? Posłużę sie przykładem jednej z ofiar kota - nornika
      zwyczajnego. Ten niewielki gryzoń pierwotnie występował na stepach i w
      środowiskach trawiastych. Do sztucznych stepów (agrocenoz) przystosował się
      bardzo szybko i stał się jednym z najliczniej występujących polskich ssaków. U
      tego gryzonia obserwujemy cykliczne, 4-letnie cykle zmian liczebności prowadzące
      w końcu każdego cyklu do masowego pojawu tego gryzonia. Dzieje się tak, gdyż
      samiczki dojrzewają już w wieku 21 dni i co 6-8 tygodni mogą wydać na świat
      potomstwo. Prawda jest, że istnieje tu duża śmiertelność młodych, ale prawdą
      jest również i szczyt liczebności co 4 lata. Gdy ten szczyt ma miejsce, wzrasta
      liczba kontaktów międzyosobniczych w przegęszczonej populacji i zaczynają
      działać pewne bardzo sprawne czynniki. Po pierwsze pojawia się stres populacyjny
      (w wyniku licznych agresywnych kontaktów międzyosobniczych), a po drugie
      wzrastająca liczba tych kontaktów ułatwia rozprzestrzenianie się czynników
      chorobotwórczych (bakterie, wirusy i grzyby), czemu sprzyja częste wzajemne
      ranienie się 'dyskutantów', w wyniku czego w populacji wybucha epizoocja (coś na
      kształt pandemii w świecie człowieka). Efekt jest taki, że liczebność populacji
      drastycznie spada. Co się dzieje, gdy człowiek ingeruje w ten schemat,
      podejmując działania zmierzające do ograniczenia liczebności gryzonia? Co prawda
      taka populacja nigdy nie osiąga szczytu liczebności i punktu krytycznego, ale za
      to równocześnie jej liczebność utrzymywana jest na stabilnym, ale i tak bardzo
      wysokim poziomie. Okazuje się więc, że wysokie nakłady na tępienie tego gryzonia
      przynieść mogą wręcz przeciwne od oczekiwanych skutki. Warto się nad tym
      poważnie zastanowić (w kontekście tematu 'kot w mieście', bowiem skuteczność
      lansowanej przez 'mysiam1' sterylizacji jest iluzoryczna, o czym świadczy liczba
      pojawiających się młodych - w ten sposób można działać na małym obszarze, ale w
      gruncie rzeczy w skali miasta to niczego nie zmienia.

      'Mysiam1' pisze o kociętach przynoszonych do schroniska przez ludzi, k
      • hippeastrum Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom - cd 26.12.05, 15:15
        Ponieważ mi 'wcięło' część postu, macie poniżej ciąg dalszy.
        ------------------------------------------------------------

        'Mysiam1' pisze o kociętach przynoszonych do schroniska przez ludzi, których
        kotki zaszły w ciążę i urodziły młode. W tym przypadku jestem pewny, że kocięta
        właśnie przez schronisko powinny znaleźć nowe domy i nowych, odpowiedzialnych
        opiekunów. Celowo piszę o odpowiedzialnych opiekunach, bowiem właścicieli takich
        kotek odpowiedzialnymi nazwać nie można. Przecież to właśnie kotka przywołuje
        kocura, a ponieważ kopulacja u kotowatych jest długa i często powtarzana (w
        przypadku kota z licznymi kandydatami na ojców, których kotka przywołuje w
        charakterystyczny sposób) można śmiało stwierdzić, że taka samica przebywa poza
        domem przynajmniej całą noc. I tu właśnie mówić trzeba o nieodpowiedzialności
        opiekunów kotek, którzy podejmują się hodowli domowego zwierzęcia bez znajomości
        jego biologii. Tak czy inaczej wina leży po stronie człowieka.

        Moja samowolnie wybrana dyskutantka pisze o konsekwencjach nazywania kota
        "szkodnikiem". Myślę, że nie to jest powodem złego traktowania kota przez pewne
        grupy osób. Trzeba zdać sobie sprawę z wielowiekowej negatywnej konotacji kota w
        naszym kręgu kulturowym. Częściowo jest to zresztą konsekwencją faktu, że
        udomawiany od wieków kot rzadko kiedy jest kotem udomowionym, o czym świadczy
        łatwy proces odwrotny oraz fakt, iż w gruncie rzeczy zwierzę to jest
        antropofobem (w przeciwieństwie do antropofilnego psa). Na to wszystko nakłada
        się uciążliwość kota (bo naprawdę jest to zwierzę uciążliwe) oraz ... bardzo
        aktywne akcje 'pro', w wyniku czego lawinowo rośnie liczba osób 'anty'. W
        efekcie - i paradoksalnie - okazuje się, że zarówno osoby naiwnie 'pro', jak i
        osoby 'anty' z punktu widzenia kota tak naprawdę są 'ANTY', podczas gdy 'felis'
        i niżej podpisany, przez wielu traktowani jako 'anty' w rzeczywistości są jak
        najbardziej 'ZA'. Te pozorne sprzeczności stają się w oczywisty sposób
        nieprawdziwe, gdy do problemu podejdziemy w kontekście "kot w mieście", a nie
        "koty w mieście". Kot to zwierzę i jego problem należy rozpatrywać przez pryzmat
        (jego) biologii, ekologii i etologii, a nie przez antropocentryczne i w gruncie
        rzeczy antropomorfizujące podejście do zwierząt.

        Czy te wyjaśnienia przekonająa 'mysiam1' - bardzo wątpię i szczerze mówiąc nawet
        się tego nie spodziewam. Ten przydługi wywód ma jednak za zadanie uzmysłowić
        obserwatorom i uczestnikom forum istotę problemu pt. "Kot w mieście", bowiem
        dotychczasowa dyskusja (poza głosami 'mysiam1' i 'felisa') mogła sprawiać
        wrażenie, że tylko zaangażowani w opiekę nad kotami (tym razem celowo używam
        liczby mnogiej, podkreślając fakt osobniczego traktowania populacji, co z punktu
        widzenia biologii i ekologii jest zasadniczą bzdurą) dysponują rzeczowymi
        argumentami. Moim zdaniem zresztą - co jasno wynika z tego listu - argumenty te
        są merytorycznie fałszywe.

        Ze swej strony w tej dyskusji głosu już nie zabiorę, bowiem wiem, że z drugiej
        strony dyskutanci pozostaną w tym samym kręgu argumentów, nie uwzględniających
        praw biologii - stosowanie w rozwiązywaniu omawianego problemu kryteriów innych
        niż biologiczne uważam za wielkie nieporozumienie.


        Wasz Hippeastrum
        • mysiam1 Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom - cd 26.12.05, 17:31
          Przykro mi, ale dla mnie kot pozostanie zwierzęciem domowym, które mimo, że ma
          inną naturę niż pies (swoją drogą ciekawe, czy problem bezpańskich psów ma się
          rozwiązać równie "naturalnie"), w dalszej części swojej nazwy łacińskiej ma
          stosowne określenie.
          Wywody mojego poprzednika, owszem, bardzo interesujące z punktu widzenia
          biologii, nie mają wiele wspólnego z realiami życia w mieście, które jako takie
          także z naturą za dużo wspólnego nie ma.

          Koty śmierdzą, ale kastrować ich nie chcecie. Śmierdzą, więc zamykacie przed
          nimi piwnice. Zamykacie piwnice, przeganiacie ze śmietników, celujecie w nie
          kamieniami, szczujecie psy. Koty śmierdzą, rodzą się wciąż nowe.
          Nie, to nie jest prawda, że do schroniska trafiają tylko kocięta chore i
          zaropiałe. Brałam stamtąd kotki wypieszczone, puchate, zsocjalizowane, takie,
          które przyszły prosto z domu. Niektóre zostały zostawione pod schroniskiem w
          kartonie, inne w pojemnikach ze stosowną adnotacją. Niestety, nawet one, czasem
          po jednym dniu pobytu w schronisku zarażają się chorobami wirusowymi, które są
          dla nich śmiertelne. Miałeś kiedyś na ręku, drogi rozmówco, umierające kocię?
          Wiesz, jak wygląda? Ciekawe, ile byłyby warte Twoje teorie o samoistnej
          regulacji kociej populacji, gdyby na Twojej dłoni leżał kot, który się dusi.
          Tak właśnie umierają kocięta. Duszą się. Jak to mawiają lekarze "strzelają im
          pęcherzyki płucne". Bardzo proszę o kontakt na priv każdą osobę, która uważa,
          że kotom nie należy się nasza pomoc i kontrola narodzin. Teraz na szczęście
          sezon na kocięta się kończy, ale na wiosnę zaproszę te osoby do schroniska.
          Zobaczymy, ile będą warte ich teorie po wizycie w kocim szpitaliku i czy nadal
          będą uważać, że kastracja i sterylizacja to krzywda. Doskonale zdaję sobie
          sprawę z tego, że dopóki się pewnych rzeczy nie zobaczy, sumienie śpi sobie
          spokojnie. Bardzo chętnie je u Was obudzę.
          • mysiam1 Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom - cd 26.12.05, 17:50
            Aha, rozśmieszyło Cię moje pisanie o szalejących z rozpaczy kocich matkach? A
            widziałeś kiedyś taką? Szybko odechciałoby Ci się śmiać.
            Zresztą to i tak nie jest sprawa komizmu bądź jego braku, a dziwnego sposobu
            myślenia, który każe ludziom zabierać kolejne kocięta matkom na pewną śmierć, a
            nie przyjmuje do wiadomości, że znacznie rozumniej byłoby za jakiś czas zabrać
            matkę na sterylizację.
          • Gość: felis Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom - cd IP: *.orange.pl 26.12.05, 20:47
            > Przykro mi, ale dla mnie kot pozostanie zwierzęciem domowym, które mimo, że ma
            > inną naturę niż pies (swoją drogą ciekawe, czy problem bezpańskich psów ma się
            > rozwiązać równie "naturalnie"), w dalszej części swojej nazwy łacińskiej ma
            > stosowne określenie.

            "Domesticus" w nazwie kota zostało stworzone dla potrzeb nazewnictwa i w zasadzie nie ma nic wspólnego z określeniem gatunku (to raczej swego rodzaju nomenklaturowe uproszczenie, podobnie jak w przypadku gołebia domowego, który jest potomkiem innego gatunku - gołębia skalnego). Niestety dla Ciebie "domesticus" nie da się zastosować wobec ulicznych i dachowych kotów, które domowymi nie są już nawet z nazwy. Z listu hippeastrum wynika pośrednio, że za "domesticus" jest on skłonny uznawać jedynie koty hodowane w domu i w tym się z nim zgadzam. Jeżeli już mówić o kocie domowym, to co najwyżej jako o formie (rasie, odmianie) kota nubijskiego, od którego Mruczki i Puszki wywodzą się.

            > Koty śmierdzą, ale kastrować ich nie chcecie. Śmierdzą, więc zamykacie przed
            > nimi piwnice. Zamykacie piwnice, przeganiacie ze śmietników,

            Dlaczego? Odpowiedzi na gruncie biologii (na co ja niestety nie zdobyłem się) już Tobie udzielono. Swoją droga z pełni uwarunkowań, o których pisał hipeastrum, do tej pory nie zdawałem sobie sprawy.

            > po jednym dniu pobytu w schronisku zarażają się chorobami wirusowymi, które są
            > dla nich śmiertelne. Miałeś kiedyś na ręku, drogi rozmówco, umierające kocię?

            Nie wiem, czy hippeastrum (jego surowy list świadczy, że być może nie), ale ja tak. Nie raz i nie dwa na moich oczach i na moich rękach kończyły życie zwierzęta, którymi opiekowałem się kilka lat i z którymi byłem bardzo związany, które wychowywałem, więc na takie sentymentalne sztuczki mnie nie złapiesz.

            Piszesz, że umierają po jednym dniu pobytu w schronisku w wyniku chorób zakaźnych? Pytam więc, co choroby zakaźne robią w schronisku i czy samo schronisko nie stanowi zagrożenia? - od pozytywnej odpowiedzi jestem daleki, ale zastanawiający jest ten fakt tak szybkiego zejścia i niskiej odporności. A może już wcześniej biedne kociaki były chore i tak naprawdę warunki piwniczne wcale nie były takie zdrowe lub kotka nie przygotowana (zbyt słaba) do roli matki po prostu nie była przygotowana? A może porzucanie miotu miewa i inne powody? Musisz sobie uzmysłowić jedno: często takie porzucone piwniczne kocięta obarczone są felerami, których my nie zauważamy, ale kocie matki tak. Z takimi przypadkami (w hodowli ZOO) miałem kontakt nie raz, gdy dopiero podczas wzrostu i rozwoju okazywało się, że młode albo kulały, albo miały zeza, albo miały inny 'defekt' (choć nie lubię tego tak nazywać). Nie zawsze więc pozostawienie młodych w piwnicy związane jest z przegonieniem matki - pamiętaj, że kot wejdzie wszędzie tam, gdzie zmieści się jego głowa, więc kotka (może z wiekszymi lub mniejszymi kłopotami) ma pewne szanse, by w końcu dostać się do swoich młodych.

            > Bardzo proszę o kontakt na priv każdą osobę, która uważa, że kotom nie
            > należy się nasza pomoc i kontrola narodzin.

            Przepraszam bardzo, ale to jest manipulacja, w wyniku której powiesz potem, że nikt się nie zgłosił i naprawdę przeważają chamy i bezsercowcy. Apeluj raczej o to, by zgłosiły się do Ciebie osoby, które chcą mieć KOTA DOMOWEGO, ze wszystkimi tego konsekwencjami i pełną odpowiedzialnością za zwierzę - za pewien czas (kwiecień, a może maj?) poprosimy o statystykę takich zgłoszeń. Aha, po miesiącu-dwóch od przyjęcia kotków przez nowych opiekunów nie zapomnij sprawdzić, czy maluchy nadal tam będą. O wyniki tej kontroli też poprosimy.

            > Bardzo chętnie je u Was obudzę.

            Śpij spokojnie, dobranoc!!!


            Kotek (ksywa 'felis')
            • Gość: kasia Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom - cd IP: *.icpnet.pl 26.12.05, 21:43
              Proszę nie teoryzować tylko otwierać okienka,nie jest tak ze wszystko jest
              białe albo czarne ,czasem bywa tez szare i dlatego pomóżmy kotom przetrwać
              zimę.Taka zwyka ludzka wrazliwość nikomu jeszcze nie zaszkodziła
              • Gość: felis Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom - cd IP: *.orange.pl 26.12.05, 22:54
                Kobieto, nie panikuj!!! Prawdziwej zimy jak nie było, tak nie ma (i takich prawdziych, jak w latach 50. , 60. i 70. już raczej nie będzie).

                • Gość: kasia Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom - cd IP: *.icpnet.pl 27.12.05, 00:54
                  nie panikuje ,przewiduje zawczasu ,widzialam juz kocury z zamarznietymi lapkami:
                  (
              • Gość: J_P Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom - cd IP: *.ibch.poznan.pl 27.12.05, 22:19
                zaszkodzila - wrobelkom, golebiom na ktore poluja kotki (i je zjadaja) - nic
                nie jest calkiem czarne czy biale ... :)
            • mysiam1 Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom - cd 26.12.05, 21:46
              Pytasz, dlaczego w schronisku zarażają się wirusówkami? A wiesz, co to jest
              panleukopenia? Z pewnością mioty piwnicznych kotek są słabe - czy nie lepiej,
              żeby się w ogóle nie urodziły?
              Pominąłeś pewną część mojej wypowiedzi - czy problem bezpańskich psów też
              należy rozwiązać w podobny sposób?
              • Gość: felis Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom - cd IP: *.orange.pl 26.12.05, 22:51
                Odpowiem Ci szczerze i brutalnie: psy powinny być obowiązkowo chip'owane (ew. tatuowane), a w przypadku wałęsania się tych psów, ich właściciele powinni być z całą surowością pociągani do odpowiedzialności. I - czy się to Tobie podoba, czy nie - jak najszybciej powinni zostać powołani tzw. hycle - pies zachipowany świadczy o swoim właścicielu, a bez chipa (lub tatuażu) ... kto zabroni go zachipować. Co się z tymi psami stanie później, to już inna sprawa. Wbrew Twoim obawom w tym przypadku (z powodu ewidencyjnego związania psa z właścicielem) przyszłość takich znajdków widzę raczej w różowych barwach, gdyż świadomość imiennej odpowiedzialności za pupila zobowiązuje.

                • Gość: kasia Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom - cd IP: *.icpnet.pl 27.12.05, 00:57
                  czlowieku ,nigdy nie sluchasz serca.......co za typ..........
                  • Gość: felis Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom - cd IP: *.orange.pl 27.12.05, 07:48
                    W tych sprawach wymagany jest rozum, a nie serce.
                    • mysiam1 Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom - cd 27.12.05, 09:35
                      Gość portalu: felis napisał(a):

                      > W tych sprawach wymagany jest rozum, a nie serce.

                      I rozum powinien w tym wypadku przekonać swojego właściciela, że koty
                      wolnożyjące należy kastrować (nie napiszę "sterylizować", bo to, co popularnie
                      nazywa się sterylizacją, to właśnie kastracja). Otwierać piwniczne okienka też
                      należy, na konkretnych zasadach - myślę, że spółdzielnie mieszkaniowe mogłyby
                      się w to włączyć i zdaje się, że robią to na niektórych osiedlach.
                      Ja będę pomagała kotom (chociaż nie jestem tzw. karmicielką) tak, jak to uważam
                      za stosowne, tak samo,jak pomagam ptakom w zimie dokarmiając je (nota bene na
                      moim osiedlu od paru lat nie widać drobnych ptaszków, a to nie dlatego, że
                      zeżarły je koty, a przez sroki i sójki, których jest tu od jakiegoś czasu
                      więcej, niż czegokolwiek innego - i to one stanowią zagrożenie,a nie koty, co
                      oczywiście nie oznacza, że nie dam im jeść), czy tak, jak pomogłabym
                      zmarzniętemu psu znalezionemu na ulicy.
                      • Gość: sg Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom - cd IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.05, 13:34
                        Czytam te wspaniałe epistoły obrońców kotów i polecam im zamieszkanie w bloku
                        gdzie kotki sypiają w piwnicy a nad sobą mają sąsiadkę ,,miłosniczkę,, tych
                        sympatycznych przyjaciół człowieka.Ja mieszkałem w takim mięjscu i nigdy
                        więcej.Przeżyłem plage pchieł ( niejedną ) smród że dech zapierało a jak
                        spółdzielnia zabiła okna to ,,miłosniczka,, wyłapała kotki ( ostatnia urzędowo
                        stwierdzona ilosc 23 )i zabrała je do mieszkania zimą smród z wentylacji latem
                        okna nie można otworzyc . Wyroki sądow prawomocny wyrok o eksmisje nie
                        egzekwowany od 2 lat a ludzie żyja w smrodzie.Nie jestem ,,KOTOFOBEM,, sam mam
                        JEDNEGO kota w domu. Ten gatunek przetrwał tysiące lat na wolnosci bez
                        otwartych okienek w piwnicach a dobro ludzi jest najważniejsze . Pozdrawiam i
                        Zyczę w Nowym Roku więcej rozsądku i umiaru.
                        • mysiam1 Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom - cd 27.12.05, 13:37
                          Gość portalu: sg napisał(a):

                          > Czytam te wspaniałe epistoły obrońców kotów i polecam im zamieszkanie w bloku
                          > gdzie kotki sypiają w piwnicy a nad sobą mają sąsiadkę ,,miłosniczkę,, tych
                          > sympatycznych przyjaciół człowieka.Ja mieszkałem w takim mięjscu i nigdy
                          > więcej.Przeżyłem plage pchieł ( niejedną ) smród że dech zapierało a jak
                          > spółdzielnia zabiła okna to ,,miłosniczka,, wyłapała kotki ( ostatnia urzędowo
                          > stwierdzona ilosc 23 )i zabrała je do mieszkania zimą smród z wentylacji latem
                          > okna nie można otworzyc . Wyroki sądow prawomocny wyrok o eksmisje nie
                          > egzekwowany od 2 lat a ludzie żyja w smrodzie.Nie jestem ,,KOTOFOBEM,, sam mam
                          > JEDNEGO kota w domu. Ten gatunek przetrwał tysiące lat na wolnosci bez
                          > otwartych okienek w piwnicach a dobro ludzi jest najważniejsze . Pozdrawiam i
                          > Zyczę w Nowym Roku więcej rozsądku i umiaru.


                          Ja też nie lubię kociego smrodu i gonię niekastrowane kocury spod moich drzwi.
                          Z naciskiem na słowo NIEKASTROWANE.
                        • Gość: felis Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom - cd IP: 150.254.120.* 27.12.05, 16:31
                          > Nie jestem ,,KOTOFOBEM,, sam mam JEDNEGO kota w domu. Ten gatunek przetrwał
                          > tysiące lat na wolnosci bez otwartych okienek w piwnicach a dobro ludzi jest
                          > najważniejsze.

                          No właśnie, ktoś się tu powoływał na zimę, ale przecież gdy były naprawdę ciężkie zimy, koty je przetrwały mimo braku wsparcia ze strony człowieka. Obecnie, gdy zim właściwie nie ma, nagle pojawia się problem. Jeśli koty mimo to mają problemy z przeżyciem okresu listopad-luty, najdobitniej świadczy to, do czego prowadzi "opieka" ze strony człowieka - zresztą kiedyś kotów było widocznie mniej i były silniejsze, większe oraz w znacznie lepszej kondycji. Wygląda więc na to, że jednak warto (i trzeba) ten problem rozstrzygać na gruncie biologii, a nie społeczno-kulturowym.

                          Nawiasem mówiąc: czy przychylasz się do zdania (mojego i hippeastrum), że kotem domowym jest Twój kot, ale 'dachowce' są jednak dzikimi drapieżnikami (o ile ktoś karmiąc je nie robi z nich dzikich wszystkożerców lub - o zgrozo! - roślinożerców?)


                          Pozdrawiam zdroworozssądkowo,
                          Felis
                      • Gość: felis Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom - cd IP: 150.254.120.* 27.12.05, 16:21
                        > I rozum powinien w tym wypadku przekonać swojego właściciela, że koty
                        > wolnożyjące należy kastrować (nie napiszę "sterylizować", bo to, co popularnie
                        > nazywa się sterylizacją, to właśnie kastracja).


                        No to coś na temat serca i rozumu. Przykład ichtiologiczny, ale istota ta sama:

                        Idziesz sobie wzdłuż zaniedbanego stawu hodowlanego i widzisz cztery ryby: dwa szczerzące paszcze szczupaki oraz piekne, popielato-kremowe sumiki karłowate. Wszystkie cztery ryby pływają pod powierzchnią, łapczywie szukając tlenu. Zbiornik jest wypłycony, temperatura wody jest wysoka, w wodzie sinice - wyraźne objawy niedoboru tlenu. Ale przecież obok jest jezioro. I co robisz?
                        a) z obrzydzeniem (bo takie krwiożercze) przenosisz szczupaki do jeziora, po czym robisz to samo z sumikami (bo takie niewielkie, nieporadne i piękne),
                        b) przenosisz tylko piękne niewielkie sumiki, a krwiożercze szczupaki pozostawiasz (bo i tak zapewne dadzą sobie radę),
                        c) z obrzydzeniem (bo takie krwiożercze) przenosisz szczupaki do jeziora, ale z ciężkim sercem piękne sumiki pozostawiasz w stawie (bo one i tak żerują przy dnie, więc zapewne dadzą sobie radę),
                        d) przenosisz do jeziora po jednej rybie z każdego gatunku (tak na wszelki przypadek, dla uspokojenia sumenia).

                        Ichtiologiczny charakter problemu nie ma tu znaczenia, bo problem jest taki sam. Jego istotę wyjaśnię po uzyskaniu odpowiedzi na powyższe pytanie.

                  • Gość: felis Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom - cd IP: 150.254.120.* 27.12.05, 18:17
                    Czy z tym sercem to przez hycla? Jeśli tak, to zainteresuj się raczej, co to sa i jak działają tzw. policje zwierzęce w USA, Australii i Wlk. Brytanii - w gruncie rzeczy wobec porzuconych, wałęsających się psów te instytucje 'de facto' sa hyclami. Że w Polsce instutucja hycla ma taki a nie inny wydźwięk i wizerunek, to już inna sprawa. Ja w każdym razie wolałbym właśnie takich hycli (mogących zidentyfikować po psie ich właściela), a nie rakarzy. I właśnie do tego powinniśmy - we własnym interesie - dążyć.

    • Gość: czeski Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom IP: *.icpnet.pl 27.12.05, 16:25
      Zamiast otwierać okna piwniczne [smród po kupach kocich] proponuję te koty
      wziąść do własnego domu.
      • Gość: felis Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom IP: 150.254.120.* 27.12.05, 16:34
        > Zamiast otwierać okna piwniczne [smród po kupach kocich] proponuję te koty
        > wziąść do własnego domu.

        Właśnie, o tym nie wspomniałem: jednym ze sposobów znakowania granic własnego terytorium jest również pozostawianie kału. Że koty przysypują go piaskiem, to wcale nie znaczy, że nie pozostawiają w ten sposób śladu zapachowego.

    • Gość: damball Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom IP: *.local.pl / 83.17.225.* 27.12.05, 17:49
      >>>a jeśli ktoś nie ma piwnicy to co ma otworzyć>>
      • Gość: ich rozporek i niech dwunożny kociak ssie! IP: *.129.1511G-CUD12K-02.ish.de 27.12.05, 17:55
        • Gość: damball Re: rozporek i niech dwunożny kociak ssie! IP: *.local.pl / 83.17.225.* 27.12.05, 18:06
          ...fantazję to ty masz ichu..niestety zoofilia mnie nie pociaga...w
          przeciwieństwie do ciebie , jak mniemam..
          • Gość: ich napisałem dwunożny, z gatunku ludzkich!!! IP: *.129.1511G-CUD12K-02.ish.de 27.12.05, 18:12
            • Gość: damball Re: napisałem dwunożny, z gatunku ludzkich!!! IP: *.local.pl / 83.17.225.* 27.12.05, 18:19
              .. a to przepraszam i zwracam honor...:))) choć spotkałem również koty z
              poodcinanymi nogami..:))
    • Gość: Pener Otwórzcie, a smrodu nie wywietrzycie przez 2 lata IP: 217.153.224.* 28.12.05, 18:17
      Otwórzcie, a smrodu nie wywietrzycie przez 2 lata
      • Gość: elo Penerowi zycze ugryzienia przez szczura. IP: *.icpnet.pl 28.12.05, 19:37
        I zaden z Ciebie pener
        • Gość: MIRO Re: Penerowi zycze ugryzienia przez szczura. IP: *.local.pl / 83.17.225.* 28.12.05, 21:04
          ..moja babcia zawsze powtarzała mi ,że na wszelakie dolegliwości sadełko z kotka
          najlepsze pod słońcem jest- wiec myślę ze jest to świetne rozwiązanie ... precz
          z bezpańskimi zwierzętami ...>>
          • mysiam1 Re: Penerowi zycze ugryzienia przez szczura. 28.12.05, 21:41
            Gość portalu: MIRO napisał(a):

            > ..moja babcia zawsze powtarzała mi ,że na wszelakie dolegliwości sadełko z
            kotk
            > a
            > najlepsze pod słońcem jest- wiec myślę ze jest to świetne rozwiązanie ...
            precz
            > z bezpańskimi zwierzętami ...>>

            A nie zastanawiałeś się kiedyś, skąd się biorą te bezpańskie zwierzęta?
            • Gość: miro Re: Penerowi zycze ugryzienia przez szczura. IP: *.local.pl / 83.17.225.* 28.12.05, 21:47
              hm .. myślę otym prawie codziennie .. i opłakuję ich los (bezdomnych
              zwierzat).. zastanawiam się tylko kto powinien cierpiec( no bo ktos musi)kot czy
              ja( gdy kot zapaskudzi mą schludną piwnice)...
              • mysiam1 Re: Penerowi zycze ugryzienia przez szczura. 28.12.05, 21:59
                Gość portalu: miro napisał(a):

                > hm .. myślę otym prawie codziennie .. i opłakuję ich los (bezdomnych
                > zwierzat).. zastanawiam się tylko kto powinien cierpiec( no bo ktos musi)kot
                cz
                > y
                > ja( gdy kot zapaskudzi mą schludną piwnice)...

                Napisałeś "precz z bezpańskimi zwierzętami". Może więc zastanów się, co zrobić,
                żeby było mnie paskudzących w piwnicach kotów - może niekoniecznie należy od
                razu przerabiać je na skórki czy sadło, ale może wystarczy zacząć je
                sterylizować? Może wystarczyłoby, gdyby ludzie, którzy pozwalają kotce domowej
                się rozmnożyć, nie wyrzucali na dwór kilkutygodniowych kociaków, żeby
                się "rozlazły" - te, które przeżyją, mnożą się dalej, zasilając szeregi
                piwnicznych dzikusów. Czy wiesz, ile spośród nich to koty "wtórnie" zdziczałe,
                albo dzieci czy wnuki kotów domowych?

                • Gość: miro Re: Penerowi zycze ugryzienia przez szczura. IP: *.local.pl / 83.17.225.* 28.12.05, 22:07
                  mądrze prawisz .. tylko czy miło by Ci było gdybys sama była wysterylizowana??..
                  moim zdaniem albo godne życie albo śmierć (godna) skórki, sadełko itd.
                  • mysiam1 Re: Penerowi zycze ugryzienia przez szczura. 28.12.05, 22:32
                    Gość portalu: miro napisał(a):

                    > mądrze prawisz .. tylko czy miło by Ci było gdybys sama była
                    wysterylizowana??.
                    > .
                    > moim zdaniem albo godne życie albo śmierć (godna) skórki, sadełko itd.

                    Cóż, tak się składa, że ja mam kontrolę nad swoim rozmnażaniem,a koty - nie.
                    Sterylizacja nic kotom nie ujmuje z godności, natomiast pozwala ich dzieciom,
                    wnukom i następnym pokoleniom uniknąć bardzo niegodnego życia. Chociaż być może
                    za godne uważasz następujące sposoby: zakopywanie kociąt żywcem, topienie ich,
                    masakrowanie łopatą, wyrzucanie w worku albo kartonie na śmietnik?
    • Gość: mijus a okna mieszkań gołębią IP: *.icpnet.pl 29.12.05, 09:27
    • Gość: robert pootwierajcie okienka piwniczne kotkom... IP: 82.160.122.* 29.12.05, 18:18
      ...zeby kotki nie musialy robic kupki za sniegu, tak?
      • Gość: kasia Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom... IP: *.icpnet.pl 29.12.05, 21:05
        zeby mialy troszkę ciepełka i sucha w tym zimnym okresie,kupki w piwnicy nie
        zrobią ,zapewniam cię.nie rozwodzić się tylko otworzyć:)
        • renepoznan Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom... 29.12.05, 21:17
          Gość portalu: kasia napisał(a):

          > zeby mialy troszkę ciepełka i sucha w tym zimnym okresie

          A czemu litujecie sie nad kotkami a nie nad myszkami i szczurkami. Ja naprawdę
          oglądam TV i lubię bardziej Jerry- ego choć Tom tez jest w dechę.
          • poznaniara Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom... 30.12.05, 01:43
            Ja uwazam, ze powinno sie wylapac i wytruc te cholerne koty. Smrod i zaraza
            tylko od nich.
            • poznaniara Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom... 30.12.05, 01:52
              Ach, a baby, ktore otwieraja okna w piwnicy i dokarmiaja to dziadostwo karac
              mandatami(wysokimi).
    • sineira Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom 30.12.05, 19:50
      Zawsze, kiedy pojawiają się tego typu wątki, szokuje mnie jedno: potworna
      agresja "miłośników zwierząt", mieszających z błotem każdego, kto ośmiela sie
      mieć odmienne zdanie.
      "Miłosnik zwierząt" wie wszystko najlepiej. Jest specjalistą od przypisywania
      współdyskutantom rzeczy, których nie napisali. Ma monopol na miłość do "braci
      mniejszych" i zakłada, że inni zwierząt nienawidzą. W dodatku, pewien swej
      nieomylności, ma innych za idiotów.

      Agresywne "miłosniczki" uprzejmie informuję, że wiem, co to jest toksoplazmoza
      i jak sie nią można zarazić. Radzę też doczytać, czym grozi zakażenie w czasie
      ciąży. Dodam, że jestem w 8 miesiącu.

      Pytanie o zawartość piwnicy po prostu mnie powaliło. Odpowiedź jest krótka -
      trzymam tam to, na co nie mam miejsca w domu. Jak większość ludzi. Być może Wy
      akurat jesteście za młode, by wiedzieć, do czego służy piwnica. A może nigdy
      nie mieszkałyście w bloku? Może macie wielkie domy z mnóstwem garderób,
      schowków, szaf wnękowych i spiżarni???

      Opowiem Wam o swoim doświadczeniu z dzikimi kotami.
      Swego czasu pewna "biedna" kotka uznała moją piwnicę za bezpieczne schronienie.
      Rozdarła karton i worki foliowe, w których przechowywałam swetry, po czym
      okociła się na miękkiej wełnie. Miałam wtedy miękkie serce, pozwoliłam
      biedactwu zostać, nawet mleko przynosiłam! Zdrowa i czysta kicia przez ten
      krótki czas, kiedy wychowywała młode, narobiła mi w piwnicy niewyobrażalnego
      smrodu. Słodkie maleństwa zaś ćwiczyły ząbki na butach i książkach z sąsiednich
      kartonów. Z wiadomym skutkiem.
      Dodatkową "atrakcję" stanowiło jedno z kociąt, które zdechło i zostało przez
      mamusię upchane w kącie.
      Być może zniszczone swetry i buty, pogryzione ksiązki, potłuczone słoiki,
      trochę smrodu i pcheł to według Was drobiazgi, niewarte nawet wzmianki. Być
      może uważacie za czystą przyjemność szorowanie ścian i półek, nieplanowane (a
      czasochłonne) przeglądanie wszelkich kartonów, wyrzucenie iluś zasikanych
      rysunków i pogryzionych skórzanych butów.
      Mi to jakoś do gustu nie przypadło. Zwłaszcza, że w ślad za kotkami do piwnicy
      zaczęła mi włazić okoliczna dzieciarnia. Okno starannie zabiłam gwoździami.
      Nie lubię niezapowiedzianych odwiedzin, zarówno ze strony zwierząt, jak i
      ludzi. Ponadto mieszkam bezpośrednio nad tą (nieogrzewaną) piwnicą.

      Post zrobił sie nieco przydługi, a przecież rzecz sprowadza się do tego, że mam
      prawo nie życzyć sobie żadnych zwierząt w MOJEJ piwnicy. I nieważne, co w niej
      trzymam, z jakich przyczyn i jak długo. I mam też prawo napisać, że sobie tego
      nie życzę. A wasze reakcje na mój post... No cóż, po prostu nie będę ich
      komentować.
      • marychna31 Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom 30.12.05, 21:25
        Szanowna Pani, żeby zarazić się toksoplazmozą od kota musiałaby Pani spozyć
        jego odchody. Prawdopodobieństwo zarażenia się toksoplazmozą po zjedzeniu mięsa
        jest 20 krotnie większe niż po kontaktach z kotem. Jestem w 6 miesiącu ciąży i
        mam w domu pięć kotów:) Jestem wegetarianką więc toksoplazmoza mi nie grozi.
        Jeżeli faktycznie tak bardzo obawia się Pani toksoplazmozy prosze koniecznie
        przejść na dietę bezmięsną. Nie oczekuję uwierzenia mi na słowo -prosze spytac
        o to swojego lekarza:)

        > Rozdarła karton i worki foliowe, w których przechowywałam swetry, po czym
        > okociła się na miękkiej wełnie. Miałam wtedy miękkie serce, pozwoliłam
        > biedactwu zostać, nawet mleko przynosiłam!

        To nie objaw "dobrego serca" tylko wygodnictwa. Dałaby Pani dowód na posiadanie
        dobrego serca, gdyby Pani faktycznie zaopiekowała się kotką: zabrała do domu,
        dała jej fachową opiekę lekarską, WYSTERILIZOWAŁA, znalazła dobre domy
        kociętom. Ja tak robię zawsze kiedy spotykam bezomne zwierzę i prosze sobie
        wyobrazić, ze nigdy o sobie nie pomyślałam, ze mam "dobre serce" -poprostu
        uważam to za obowiązek cywilizowanego, w miare przyzwoitego człowieka.

        > nie życzę. A wasze reakcje na mój post... No cóż, po prostu nie będę ich
        > komentować.

        Reakcje na Pani post świadczą o tym, że istnieją jeszcze ludzie widzący coś
        więcej niż czubek swojego nosa. Człowiek oswoił zwierzęta i ma moralny
        obowiązek o nie dbać. Moralny a nie prawny więc ma Pani prawo "nie życzyć sobie
        żadnych zwierząt w MOJEJ piwnicy" ale inni skolei mają prawo skomentowac taką
        postawę i się do niej odnieść. W końcu po to jest forum.
        • renepoznan Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom 30.12.05, 21:40
          marychna31 napisała:

          > Szanowna Pani ................

          Marychno, potwierdzilaś w pełni konkluzje Sineiry dotyczace tzw miłośników
          zwierząt. Tani bezmyślny sentymentalizm bez zastanawiania sie nad
          konsekwencjami swego postępowania.
          Natomiast nie zgadzam sie z Twoim lekceważeniem toksoplazmozy. Możesz nie
          wierzyć ale tu w tym watku nawet milosnicy kotów przyznawali,że istnieje taka
          możliwość. Twoja sprawa czy ryzykujesz zdrowiem własnego dziecka. Ale nie
          wymagaj podejmowania takiego ryzyka od innych.
          Życzę szczęsliwego porodu i unikniecia wszelkich niebezpieczeństw.
          • marychna31 Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom 01.01.06, 00:29
            > Marychno, potwierdzilaś w pełni konkluzje Sineiry dotyczace tzw miłośników
            > zwierząt. Tani bezmyślny sentymentalizm bez zastanawiania sie nad
            > konsekwencjami swego postępowania.
            Opinia o tyle impertynencka co pozbawiona jakichkolwiek podstaw:)
            "Tani sentymentalizm" to pouczanie innych na forum jak powinni postepwać. Ja od
            lat pomagam zwierzętom. Bez zbędnego sentymentalizmu i wypisywaniu głupot o
            swoim "dobrym sercu". Ale jak widzę niektórym to wystarcza do wspaniałego
            sampoczucia. W sumie Wam zazdroszczę.
            > możliwość. Twoja sprawa czy ryzykujesz zdrowiem własnego dziecka.
            Bzdury. Nic nie ryzykuję. Opinia mojego ginekologa -położnika-dr nauk
            medycznych.
            > Życzę szczęsliwego porodu i unikniecia wszelkich niebezpieczeństw.

            Traktuje to jako zwykłą hipokryzje po steku najzwyklejszych impertynencji.
            • marychna31 "dziki kot"?? 01.01.06, 01:17
              I w ogóle co macie na mysli pisząc "dziki kot"?? Tygrysa bengalskiego, pumę,
              jaguara?? Kot domowy to zwierze udomowione tysiące lat temu. Teraz może być
              ewentualnie powtórnie zdziczały ale jako nieprzystosowany do życia bez opieki
              umiera masowo z chorob, głodu i zimna. Kotka, która żyla blisko ludzi, w
              piwnicy była poprostu bezdomna a nie dzika.

              Dodam jeszcze tylko, ze zeby zarazić się toksoplazmozą od kota to nalezy spożyć
              odchody zarażonego zwierzecia ale po jakimś czasie. Tak więc regularne
              sprzatanie kuwety wyklucza możliwość zarazenia się toksoplazmozą tą drogą.
              • hippeastrum Re: "dziki kot"?? 01.01.06, 09:59
                marychna31 napisała:

                > I w ogóle co macie na mysli pisząc "dziki kot"??

                Dziki był jego przodek - kot nubijski. Traktowanie kota domowego za odrębny "domowy" gatunek jest sporym nieporozumieniem. Terytorialny instynkt kota świadczy, że nadal niest to nie tyle kot oswojony i udomowiony, co drapieżnik umiejetnie wykorzystujący nowe środowisko.

                > Teraz może być ewentualnie powtórnie zdziczały ale jako nieprzystosowany do
                > życia bez opieki umiera masowo z chorob, głodu i zimna.

                BZDURA! BZDURA! BZDURA! BZDURA! BZDURA! BZDURA! BZDURA! BZDURA!

                Kot jest o tyle specyficznym ssakiem, że niewielkie zwiazki z samym człowiekiem sprawiają, iż bardzo łatwo dziczeje, powracając do pierwotnego trybu życia. Dlatego stwierdzenia takie jak poniższe:

                > Kotka, która żyla blisko ludzi, w piwnicy była poprostu bezdomna a nie dzika.

                należy między bajki włożyć. To kotka, która bardzo szybko traci ten nikły związek, jaki istnieje między kotem (a nie kotami), a człowiekiem.

                > Dodam jeszcze tylko, ze zeby zarazić się toksoplazmozą od kota to nalezy
                > spożyć odchody zarażonego zwierzecia ale po jakimś czasie. Tak więc regularne
                > sprzatanie kuwety wyklucza możliwość zarazenia się toksoplazmozą tą drogą.

                Własnie wtedy można się zarazić i do tego nie trzeba celowo (!) zjadać (smacznego!) odchodów kota.

                A co do Twojego lekarza: nasi medycy zawsze mówią, że zapalenie opon mózgowych roznoszą kleszcze i inne robaki z typu owadów - to najlepiej świadczy o ich zasobie wiedzy biologiczno-parazytologicznej.

                Powiem dosadnie, ale z uśmiechem (ponownie i po raz ostatni): to jest problem biologiczny i nie można do niego podchodzić z prezentowanym przez Was sentymentalizmem. Ale cóż, odporność na argumenty jest niesamowita i to jest w tym przypadku zgubny dla kota (vide: Niemcy) wpływ sentymentalizmu miłośników kotów.

            • hippeastrum Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom 01.01.06, 10:09
              Już więcej głosu w tej IDIOTYCZNEJ dyskusji nie zabiorę. Jeśli jej uczestnicy (nowi) nie czytają całego wątku i (lub) z premedytacją pomijają wszystko, co im niewygodne, dalszy udział w tym sentymentalnym wątku uważam za bezcelowy - na pewno zreszta pojawi się w tej samej formie za rok, gdy zwierzaki będą w jeszcze gorszym stanie.

            • renepoznan Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom 01.01.06, 11:39
              marychna31 napisała:
              > Opinia o tyle impertynencka co pozbawiona jakichkolwiek podstaw:)
              > "Tani sentymentalizm" to pouczanie innych na forum jak powinni postepwać. Ja
              odlat pomagam zwierzętom. Bez zbędnego sentymentalizmu i wypisywaniu głupot o
              > swoim "dobrym sercu". Ale jak widzę niektórym to wystarcza do wspaniałego
              > sampoczucia. W sumie Wam zazdroszczę.
              > > możliwość. Twoja sprawa czy ryzykujesz zdrowiem własnego dziecka.
              > Bzdury. Nic nie ryzykuję. Opinia mojego ginekologa -położnika-dr nauk
              > medycznych.
              > > Życzę szczęsliwego porodu i unikniecia wszelkich niebezpieczeństw.
              >
              > Traktuje to jako zwykłą hipokryzje po steku najzwyklejszych impertynencji

              Faktycznie dalsza dyskusja nie ma sensu. Ale przeczytaj swoje wpisy i je na
              spokojnie przeanalizuj. Przeczytaj też inne wpisy. Sentymentalizm bez
              jakiejkolwiek rzetelnej analizy tematu z nich sie wylewa. I na to nic nie
              poradzisz.
              Co do zdrowia Twojego dziecka to na tę Twoja pewność odpowiedzieli Tobie już
              inni. Nie mam zamiaru sie powtarzać. Miałem juz do czynienie z ludzmi
              zaklinajacymi rzeczywistość i zamykajacy na nią oczy i wiem, że nic na to sie
              nie poradzi. A Twoja wiedza na temat toksoplazmozy jest żadna.
              Jeżeli moje szczere życzenia szczęsliwego porodu potraktowałaś jako hipokryzję
              to je oczywiscie cofam i nie składam. Nic na siłę.

              Ne margaritas apud porcos.
              "Wymagam od miasta, w którym mam mieszkać, asfaltu, kanalizacji, klucza od
              bramy, ciepłej wody. Dowcipny i kulturalny jestem sam"
              Karl Kraus (1874–1936)
        • dobrusia_to_ja Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom 30.12.05, 21:41
          Dlaczego niektóre osoby cytując innych przekręcają wypowiedziane przez nich
          słowa?? Między "miękkie serce", a "dobre ..." istnieje przecież różnica. Poza
          tym nie krytykowałabym ludzi, którzy nie chcą brać do domu zwierząt. Po co mają
          to robić, jeśli nie czerpią z tego przyjemności?? Niektórzy mogą być również
          alergikami. Trudno nazwać wygodnictwem codzienne schodzenie do piwnicy, aby
          nakarmić jakieś zwierzę. Mnie się wydaje, że jesteś niesprawiedliwa w tym, co
          piszesz. To moje zdanie. I jeszcze jedno - w moim domu zawsze były zwierzaki,
          ale uważam, że nikogo do tego nie można zmuszać.
        • Gość: felis Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom IP: *.orange.pl 30.12.05, 22:09
          > Człowiek oswoił zwierzęta i ma moralny obowiązek o nie dbać.

          Co takiego? Oswoił? Może i tak, ale koty żyjące w piwnicach i poza mieszkaniami
          osób je hodujących nie są zwierzętami oswojonymi - to jedne z najgroźniejszych
          drapieżników (oczywiście o ile działanie "miłośników" kotów nie zdegeneruje
          kota do cna)! I co, czy ta troska ma przejawiać się tym truciem kotów mlekiem,
          chlebem, kaszą i ziemniakami? - widziałem zbyt wiele drapiezników, którym w ten
          sposób nie tylko zniszczono uzębienie, ale i rozregulowano układ pokarmowy.
          Jeśli to jest troska, to ja jestem szamanem z Konga.

          > Moralny a nie prawny więc ma Pani prawo "nie życzyć sobie żadnych zwierząt
          > w MOJEJ piwnicy" ale inni skolei mają prawo skomentowac taką postawę i się
          > do niej odnieść.

          Skomentować tak, ale bez imputowania stwierdzeń i zachowań, których dyskutanci nie stosują i nie tolerują w życiu codziennym. Ale zadam pytanie: czy ja też mam takie prawo, by odnieść się i skomentować postawę miłośników kotów piwnicznych?
          Tak? Wobec tego zabierając głos po raz ostatni napiszę wyraźnie i brutalnie (jeszcze raz): biologia i ekologia wskazują, że największymi wrogami kota są miłośnicy kotów piwnicznych. Kropka.

          A tobie przypomnę jedno: infestacja pasożytem jest skuteczna nawet w przypadku 'nabycia' jednej formy dyspersyjnej czy przetrwalnej. W związku z tym nie pisz głupot o konieczności jedzenia odchodów, bo to ... niesmaczne i sprzeczne z zasadami profilaktyki parazytologicznej.

        • sineira Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom 30.12.05, 22:44
          Szanowna Marycho. W zasadzie poprzednicy już odpowiedzieli na Twój list. Od
          siebie dodam tylko, że:
          - Toksoplazmozę można "złapać" wdychając kurz, zawierający drobiny wyschnętych
          kocich odchodów. Jedzenie kociej kupy nie jest do tego konieczne.
          - Jednym z pierwszych pytań, jakie zadał lekarz, kiedy powiedziałam, że planuję
          dziecko, było pytanie o obecność bezpańskich kotów w miejscu zamieszkania.
          - Istnieje zasadnicza różnica pomiedzy kontaktem z pięcioma kotami domowymi,
          których stan zdrowia znamy, a kontaktami z obcym zwierzęciem, choćby
          najsympatyczniejszym.
          - Mam poważne wątpliwości, czy widziała Pani, co potrafi zrobić z mieszkaniem
          dzika kotka, zabrana do domu wbrew swojej woli. Nie wiem też, dlaczego miałabym
          jakiejkolwiek istocie odbierać wolność i uszczęśliwiać ją na siłę.
          - Zabranie dzikiej kotki do mieszkania, w którym zawsze jest przynajmniej jeden
          szczur, nie byłoby chyba najlepszym pomysłem. Nie zwykłam oddawać przyjaciół na
          pożarcie ani narażać ich na zarażenie jedną z tysiąca chorób, których
          nosicielem może być bezdomny kot.
          • mysiam1 Chwileczkę... 31.12.05, 00:22
            Po pierwsze, nie sądzę, żeby Marychna miała naprawdę na myśli wzięcie dzikiej
            kotki do domu i próby oswojenia jej - jeśli kotka rzeczywiście była dzika, to
            byłoby to skazane na niepowodzenie. Za to bardzo mądrym pomysłem byłoby
            złapanie takiej kotki do klatki, zawiezienie jej na sterylizację, opieka w
            ciepłej piwnicy przez parę dni po zabiegu i wypuszczenie jej.

            Po drugie, lubię koty, mam o nich chyba nawet lepsze zdanie, niż o psach, ale
            żeby było to jasne - nie przepadam za stadami dzikich kotów....JEDNAK..jednak
            uważam, że powinno się im pomagać, choćby ograniczając ich rozrodczość - tak,
            aby było ich tyle, ile trzeba. Bo jeśli ich nie będzie w ogóle, wyjdzie nam to
            tylko na złe. Jak sądzicie, dlaczego Niemcy nagle zaczęli adoptować polskie
            koty? Bo brakuje u nich kotów wolnożyjących - nie mnożą się (konsekwentny
            program sterylizacji), a poza tym zbyt gorliwie postarano się o zamknięcie ich
            w domach i schroniskach. Teraz wręcz podejmowane są próby odbudowania
            kocich "społeczności". Nam niedobór kotów z powodu sterylizacji nie grozi
            pewnie jeszcze przez kilkadziesiąt lat, ale warto byłoby się zastanowić, czy na
            pewno wolnożyjące koty są zbędne.
            • poznaniara Re: Milosniczki kotow. 31.12.05, 01:33
              Jestescie zalosne, dajecie tym nieszczesnym stworzeniom to czego same zezrec juz
              nie mozecie. Przeznaczcie polowe swoich dochodow na opieke nad nimi. Macie pelne
              usta pustych slow. Skandalem jest, zeby tzw. towarzystwa opieki nad zwierzetami
              nie robily nic, zeby ta zaraze wyplenic.
              • mysiam1 Re: Milosniczki kotow. - Sineiro, czytasz to?... 31.12.05, 01:50
                ...w dalszym ciągu uważasz, że to osoby o "prozwierzęcym" nastawieniu piszą
                agresywnie i po chamsku?

                poznaniara napisała:

                > Jestescie zalosne, dajecie tym nieszczesnym stworzeniom to czego same zezrec
                ju
                > z
                > nie mozecie. Przeznaczcie polowe swoich dochodow na opieke nad nimi. Macie
                peln
                > e
                > usta pustych slow. Skandalem jest, zeby tzw. towarzystwa opieki nad
                zwierzetami
                > nie robily nic, zeby ta zaraze wyplenic.
                • renepoznan Re: Milosniczki kotow. - Sineiro, czytasz to?... 31.12.05, 11:51
                  mysiam1 napisała:

                  > ...w dalszym ciągu uważasz, że to osoby o "prozwierzęcym" nastawieniu piszą
                  > agresywnie i po chamsku

                  Dyskusja zaczyna wypływać na pole czepiania sie słówek więc najlepiej ja
                  zakończyć. Ale na to zakonczenie: Do Ciebie nikt nie kierował słów o agresji.
                  Swoim postem przypisałaś jednak je sobie i próbujesz zdyskredytować argumenty
                  sineiry. Bierzesz jeden wyrwany z kontekstu element wypowiedzi, wskazujesz jego
                  niezasadność i rozciagasz to na całość wypowiedzi. A to nieuczciwe i dowodzi,
                  że stosujesz chwyty w normalnej dyskusji troche ponizej pasa. Jest taka
                  technika prowadzenia sporu ale raczej popularna w kregach polityków.
                  Tymczasem wypowiedź sineiry była niezwykle trafna i wyważona.
                  Poza tym nie zauważyłaś, że jest różnica pomiedzy humanitarnym podejściem do
                  zwierząt a głupawym sentymentalizmem? Wiekszość dyskutantów nie chciała
                  barbarzyńskiego wymordowania kotów. Wiekszość chciała tylko pozostawienia ich w
                  spokoju w srodowisku w jakim egzystują od kilkuset lat. Jest to zdrowsze niż
                  robienie z nich takich potworków jakie mozna zaobserwować na wystawach zwierząt.
                  Szczęsliwego Nowego Roku.
        • smilodon Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom 30.12.05, 23:09
          marychna31 napisała:

          > dobrego serca, gdyby Pani faktycznie zaopiekowała się kotką: zabrała do domu,

          Ta kotka dała najlepszy dowód, że ... sama sobą najlepiej się zaopiekuje. A niedbalstwo człowieka sprawiło, że zrobiła to w najgorszym dla siebie miejscu, bo koty nie są jaskiniowcami, a piwnica to taka sztuczna jaskinia.

          Zabrać do domu ... Wyrwę Ciebie z Twojego mieszkania, zaprowadzę do pustej hali fabrycznej i powiem: Oto Twoje nowe mieszkanie i nie opuszczaj go. Będziesz szczęśliwa?

      • mysiam1 Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom 31.12.05, 00:11
        sineira napisała:

        > Zawsze, kiedy pojawiają się tego typu wątki, szokuje mnie jedno: potworna
        > agresja "miłośników zwierząt", mieszających z błotem każdego, kto ośmiela sie
        > mieć odmienne zdanie.
        > "Miłosnik zwierząt" wie wszystko najlepiej. Jest specjalistą od przypisywania
        > współdyskutantom rzeczy, których nie napisali. Ma monopol na miłość do "braci
        > mniejszych" i zakłada, że inni zwierząt nienawidzą. W dodatku, pewien swej
        > nieomylności, ma innych za idiotów.
        >
        > Agresywne "miłosniczki" uprzejmie informuję, że wiem, co to jest
        toksoplazmoza
        > i jak sie nią można zarazić. Radzę też doczytać, czym grozi zakażenie w
        czasie
        > ciąży. Dodam, że jestem w 8 miesiącu.
        >

        Sineiro, jestem jedną z osób, które się tu wypowiadały. Czy możesz napisać,
        gdzie dokładnie byłam agresywna i mieszałam kogokolwiek z błotem? Ja natomiast
        zauważyłam sporo chamskich wypowiedzi osób stojących po "drugiej stronie" - czy
        Ty na to nie zwróciłaś uwagi?
        • sineira Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom 31.12.05, 11:46
          Nie chciałam wymieniać nicków, żeby nie powodować zbędnej pyskówki. Wróć na
          poprzednia stronę, przeczytaj kilka pierwszych odpowiedzi na mój post. Zwróć
          uwagę na ton, na elementy osobiste i zawarte w paru wypowiedziach insynuacje
          odnosnie mojego miejsca zamieszkania, tudziez zawartości mojej piwnicy. Takie
          posty miałam na myśli, pisząc o agresji.

          A co do kotów - zdrowe koty najlepiej radzą sobie same, bez niepotrzebnego
          wtrącania się ze strony człowieka. Same też ograniczają swoją populację do
          rozsądnych rozmiarów. Wpuszczanie ich do piwnic (zwłaszcza cudzych!) oraz
          dokarmianie jest działaniem na szkodę gatunku, ponieważ zaburza naturalną (czy
          raczej - w warunkach miejskich - pseudonaturalną) selekcję osobników słabszych.
    • Gość: kocia rodzina Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom IP: *.icpnet.pl 24.01.06, 18:10
      nam jest zimno!!!!!!!!!!!!!!,zróbcie to dla nas!!dość teoryzowania








      ow4
      kocia rodzina
    • Gość: gość Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom IP: *.icpnet.pl 24.01.06, 19:07
      katherina napisała:

      > taka mała prośba w imieniu najsłabszych:)

      Mieszkając na parterze, chyba sobie nie wyobrażasz jak zimno jest w mieszkaniu,
      jeżeli okienka w piwnicy są otwarte.
      Zamarzniemy razem z tymi kotami.
      • mysiam1 Re: pootwierajcie okienka piwniczne kotkom 24.01.06, 19:48
        Gość portalu: gość napisał(a):

        > katherina napisała:
        >
        > > taka mała prośba w imieniu najsłabszych:)
        >
        > Mieszkając na parterze, chyba sobie nie wyobrażasz jak zimno jest w
        mieszkaniu,
        >
        > jeżeli okienka w piwnicy są otwarte.
        > Zamarzniemy razem z tymi kotami.

        Przecież nie chodzi o otwieranie ich na oścież, tylko o wycięcie otworu "na
        rozmiar kota" tam, gdzie np. zamiast szyby jest kawałek dykty czy innego
        materiału.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja