Dodaj do ulubionych

Dawny Poznan - jak budowano w XIX wieku.

27.03.06, 18:27
Budowanie czegokolwiek w Poznaniu w XIX w nie było sprawa trudną.
Trzeba było dysponować kilkoma elementami, w tym oczywiście gotówkę
lub kredytem z banku. Na początek należało nabyć odpowiednią
działkę. Ordynacja budowlana uchwalona w 1853 roku(wielokrotnie potem
nowelizowana) ustalała precyzyjnie opisane strefy budowlane dla
miasta. W przypadku kamienicy określano wysokość budynku do gzymsu,
linię zabudowy, wielkość podwórza czy przed ogródka, a w przypadku
willi określano wielkość terenu, który można było zabudować
budynkiem, liczbę kondygnacji, i wysokość do gzymsu. O żadnych
budynkach warsztatowych w dzielnicy willowej być nie mogło.
Samo nabycie gruntu nie było skomplikowane. W przypadku gruntów
prywatnych podpisywano umowę u notariusza, w przypadku gruntów
miejskich trzeba było uzyskać zgodę władz miasta.
Jeden z bogatszych kupców poznańskich Hermann Loevy wniosek o
nabycie gruntu miejskiego napisał w trakcie wizyty w urzędzie, na
własnej wizytówce. Urzędnik władz budowlanych nakleił tę wizytówkę na
arkusz szarego papieru i rozesłał przez woźnego do wszystkich służb
miejskich o opinię. I taką opinię zebrano w ciągu jednego dnia.
Odrębną sprawą była cena działki. Można było czasem uzyskać działki
budowlane bardzo tanio. Często też nabywano grunt z myślą o
późniejszej jego zyskownej odsprzedaży. Tak postąpiło przed rokiem
1900 dwóch znanych lekarzy: dr Święcicki (późniejszy rektor
Uniwersytetu) i dr Wicherkiewicz (założyciel kliniki okulistycznej
przy Św. Marcinie 11). Panowie Ci kupili niemal za bezcen obszar w
obrębie ul. Matejki po czym po kilku latach odsprzedali po
parcelacji, mogąc z zysku wybudować kilka kamienic.
Po nabyciu działki należało rozpocząć budowę. Potencjalny inwestor
mógł do woli wybierać w licznych firmach i pracowniach budowlanych
oferujących swoje usługi. Wybrana firma zajmowała się realizacja
robót, załatwiała z władzami budowlanymi wszystkie formalności,
odpowiadała potem prawnie za wszystkie błędy.
Każda budowa była skrupulatnie nadzorowana i to nie tylko przez
urzędników policji budowlanej, sprawdzających zgodność realizacji z
projektem ale i zwykłej policji, która dysponowała specjalnymi
blankietami, wypełnianymi przez policjantów, na których informowano
nadzór budowlany o postępie robót. Kwitek taki już następnego dnia
trafiał do nadzoru budowlanego.
O samowolach budowlanych nikt wówczas nie słyszał. Była to rzecz
nie do pomyślenia dla ówczesnych poznaniaków. Z urzędem można było
wszystko szybko uzgodnić, nie warto więc było się narażać na
wysoką grzywnę, utratę zaufania publicznego czy utratę zaufania w
banku. Podczas budowy władze ściśle przestrzegały przepisów. Nie
dopuszczano do odstępstw w projekcie, szczególnie w sprawach
bezpieczeństwa pożarowego. Zabraniano zajmowania chodników w trakcie
budowy, a konieczne zajęcia do budowy fundamentów kosztowały bardzo
dużo, prace te więc wykonywano bardzo szybko.
Władzom miejskim udało się przed I wojną światową niemal zupełnie
zlikwidować mieszkania w suterenach i na poddaszach.

Na podstawie opracowania J. Skuratowicza.

Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka